Dodano: 11 lipca 2009 r., 17:46:28
Ostatnia aktualizacja: 11 lipca 2009 r., 19:33:31
Niezapomniane płyty dwudziestu lat wolności
10 niezapomnianych płyt 20 lat wolności
4. czerwca hucznie obchodziliśmy rocznicę dwudziestu lat wolności... Nieco ponad tydzień później (w dniach 12-14 czerwca) odbył się 46. Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu, w ramach którego wysłuchaliśmy koncertu „Superduety”. Te dwa wydarzenia zainspirowały mnie do próby stworzenia rankingu 10. niezapomnianych płyt ostatnich 20 lat.
Dwie dekady w historii muzyki to dość długi okres. Dlatego niezbędne było „okrojenie” potencjalnych możliwości wyboru poprzez zastosowanie pewnych kryteriów. I tak postanowiłem wziąć pod uwagę jedynie zespoły, które rozpoczynały karierę już w wolnej Polsce. Stąd brak na tej liście m.in. „Ostatecznego krachu systemu korporacji” grupy Kult. Ponadto stworzony ranking jest absolutnie subiektywny.</akapit>
O wyborze nie decydowała ilość sprzedanych egzemplarzy, a co za tym idzie także liczba złotych czy platynowych płyt. Z prostych przyczyn. Z biegiem lat, wraz ze spadkiem sprzedaży krążków w Polsce, Związek Producentów Audio-Video obniżał progi przyznawania tych wyróżnień. Od 1995 roku platynową płytę otrzymywał artysta, którego album sprzedał się w 250 tys. egzemplarzy (cd + kasety), od 2003 - 100 tys., od 2006 roku 30 tys. wystarczy, by zgarnąć „platynę”.</akapit>
Długo zastanawiałem się nad składem i kolejnością na liście. Ostatecznie przedstawia się ona następująco:</akapit>
10. Łzy - „W związku z samotnością” (2001)</akapit>
Najnowsza z prezentowanych płyt. Zespół Łzy, dotąd mało znany, wydał album, który odbił się szerokim echem w polskim światku muzycznym. A to za sprawą...komentarzy krytyków, słuchaczy i opinii publicznej. Od zachwytów po bezwzględną krytykę, od przychylnych po prześmiewcze recenzje. Ale nie tylko dlatego ten longplay stał się znany. Charyzmatyczna wokalistka, Ania Wyszkoni, dysponująca naprawdę dobrym głosem, chwytliwe melodie i proste, trafiające do publiczności teksty. To recepta na sukces made in Łzy. Jak się okazało, skuteczna. Utwór „Agnieszka (już dawno)” w lecie 2001 roku nuciło pół Polski. Sprawił, że zespół stał się jedną z rewelacji początku XXI wieku.</akapit>
9. Hey - „Fire” (1993)</akapit>
Pierwszy album grupy. Hit za hitem (m.in. Dreams”, „Zazdrość”, „Moja i Twoja nadzieja”, „Teksański”, „Eksperyment”), rewelacyjna wokalistka w osobie Kasi Nosowskiej, niebanalne teksty (często w języku angielskim) i porządne, rockowe granie. Tak można w skrócie opisać jeden z najważniejszych debiutów początku wolności. Album ten z miejsca ustawił grupę na szczycie polskich wykonawców rockowych. Później legenda zespołu Hey już tylko dojrzewała... Dziś jest to jeden z najbardziej cenionych zespołów w Polsce.</akapit>
8. Wilki - „Wilki” (1992)</akapit>
Następny wymarzony debiut. (Coś w tym jest, że najlepsze płyty/filmy to te pierwsze). Liderem zespołu jest jego wokalista, kompozytor wielu utworów i tekściarz, Robert Gawliński,. „Son of the blue sky” to do tej pory największy przebój grupy (no, może obok „Baśki”, ale...to nie ta liga). Album zatytułowany po prostu „Wilki” rozszedł się w blisko milionowym nakładzie, a samemu Gawlińskiemu zapewnił miano najbardziej obiecującego wokalisty. Kolejne przeboje, tj. „Aborygen”, „Eli lama sabachtani” oraz „Beniamin” ugruntowały pozycję kapeli na długie lata...i tak trwają do dziś.</akapit>
7. Myslovitz - „Miłość w czasach popkultury” (1999)</akapit>
„I nawet kiedy będę sam, nie zmienię się, to nie mój świat”. Ktoś nie zna tego wersu? To oczywiście fragment „Długości dźwięku samotności”, największego przeboju tej śląskiej formacji. Trudno uwierzyć, że ten utwór obchodzi w tym roku dziesiąte urodziny, bowiem wciąż należy do najczęściej granych piosenek w stacjach radiowych. Taka właśnie była muzyka lat ’90 - ponadczasowa. Ale „Miłość w czasach popkultury” to nie tylko „Długość...”. To także „My”, „Dla Ciebie”, „Chłopcy”, „Alexander”, „Kraków” z repertuaru Marka Grechuty oraz, a może przede wszystkim „Nienawiść”. „I nagle skończy się to wszystko...”, ale nie ich muzyka.</akapit>
6. O.N.A. - „Bzzzzz” (1996)</akapit>
Cztery słowa: „Kiedy powiem sobie dość”. I wiadomo, że chodzi o O.N.A. To właśnie z „Bzzzzz” pochodzi ta piosenka, sztandarowy hit grupy. Po niezłym debiucie w ‘95 płytą „Modlishka” kapela z Agnieszką Chylińską na wokalu wydała album znakomity, który ugruntował i tak mocną już pozycję zespołu na polskim rynku muzycznym. Oprócz wspomnianego „Kiedy powiem sobie dość” na płycie znalazły się takie przeboje jak „Nie chcę dawać tego, co najlepsze” oraz „Krzyczę - jestem”. I szkoda, że w 2003 roku członkowie zespołu powiedzieli sobie dość i zniknęli (jako O.N.A.) ze sceny muzycznej. Żal tym większy, kiedy patrzy się na obecną działalność m.in. Grzegorza Skawińskiego w grupie Kombii.</akapit>
5. Edyta Górniak - „Dotyk” (1995)</akapit>
To nie moja bajka, nie słucham takiej muzyki na co dzień. Może to ignorancja wypowiadać się na temat, którego tak do końca się nie zna. Może. Ale konia z rzędem temu, kto wskaże mi choć jedną osobę w tym kraju, która nie zna chociaż fragmentu piosenek „To nie ja” (1994, występ na Eurowizji i 2. miejsce) i „Jestem kobietą”, a to właśnie z tego wydawnictwa pochodzą wspomniane utwory. Tym albumem wokalista zapukała do nieba bram (londyńskiej wytwórni płytowej), zostały jej one otwarte i...w ten sposób wokalistka jest znana m.in. w Wielkiej Brytanii i Japonii.</akapit>
4. Varius Manx - „Emu” (1994)</akapit>
Tu też był problem. „Emu”, „Elf”, a może „Ego” z Kasią Stankiewicz i najbardziej rozpoznawalnym utworem zespołu, „Orła cień”? Górę wziął jednak kunszt wokalny Anity Lipnickiej. „Emu” to trzecie „dziecko” Varius Manx, ale pierwsze ze wspomnianą wokalistką. Teksty w większości anglojęzyczne, jednak największymi hitami stały się piosenki napisane w języku ojczystym. „Zanim zrozumiesz”, „Tokyo” czy „Piosenka księżycowa” to do dziś wizytówki „Variusa”. Sama Lipnicka uważana jest za najlepszą wokalistkę w historii istnienia zespołu. Chyba słusznie. </akapit>
3. Edyta Bartosiewicz - „Sen” (1994)</akapit>
Na „pudle” nie mogło zabraknąć jednej z najważniejszych wokalistek w tym kraju, Edyty Bartosiewicz. Nie wiedziałem tylko, „Sen” czy „Dziecko” (1997) z chyba największym przebojem artystki, poruszającym problem pedofilii „Jenny”. Wybrałem jednak tę pierwszą. Dlaczego? Przeczytałem niegdyś recenzję Borysa Dejnarowicza (krytyk muzyczny, dziennikarz, członek grupy The car is on fire). Oto jej fragment: „Rzadko spotykamy się z taką metamorfozą. Owszem, z reguły na tym to polega, żeby kolejnymi dokonaniami wznosić się na wyższy poziom. Ba, czasem nawet ktoś, o kim nigdy byście nie pomyśleli, zaskakuje was bardzo pozytywnie swoją nową płytą. Ale tutaj chodzi o coś więcej. Więcej, gdyż Edyta Bartosiewicz nie podniosła wraz ze swojego poziomu. Ona zmieniła wymiar.” Właśnie. O pierwszym krążku wokalistki mało kto słyszał („Love”, 1992). „Sen” to zupełnie inna bajka. „Tatuaż”, „Koziorożec”, „Urodziny” czy tytułowy „Sen” to utwory, które na stałe weszły do kanonu polskiego rocka. Oprócz nich do mocnych punktów albumu należy zaliczyć jeszcze optymistyczny „Zabij swój strach” oraz cover przeboju Janis Joplin, „Move over”. Ale tak naprawdę trudno tu znaleźć słabe punkty. Kto nie zna „Snu” nie zna znakomitej części polskiej muzyki. I żal tylko bierze, że Edyta od 1998 roku już nie nagrywa. Zniknęła ze sceny tak nagle, jak niespodziewanym sukcesem okazał się jej drugi w karierze krążek, „Sen”.</akapit>
2. Robert Chojnacki - „Sax & sex” (1995)</akapit>
Jeszcze większym zaskoczeniem była popularność albumu z drugiego miejsca, również dla samych twórców. „Do dziś nie rozumiem skąd wzięła się tak ogromna jego popularność ”- powiedział w niedawnym telewizyjnym wywiadzie Robert Chojnacki. Saksofonista, klawiszowiec, członek zespołu De Mono, zaangażował się w solowy projekt i do współpracy zaprosił ówczesnego wokalistę Mafii, Andrzeja Piasecznego. Pierwszy skomponował muzykę, drugi napisał teksty. I tak powstał krążek będący jednym z największych sukcesów polskiej fonografii. Album rozszedł się w blisko 1,3-milionowym nakładzie! Utwór „Niecierpliwi” przez ponad pół roku okupował pierwsze miejsca wszystkich najważniejszych list przebojów (m.in. radiowa „Trójka”, „30 ton! lista, lista przebojów”). Innymi hitami z tego wydawnictwa okazały się piosenki „Budzikom śmierć” i „Prawie do nieba”. I co ciekawe, album jest znany wyłącznie z tych trzech kawałków, a odniósł tak niewyobrażalny sukces, natomiast samemu „Piaskowi” otworzył drzwi do wielkiej, solowej kariery.</akapit>
1. Kasia Kowalska - “Gemini” (1994)</akapit>
„Exegi monumentum aere perennius” („Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu”). Słowa Horacego, zmieniając jedynie rodzaj na żeński, może spokojnie wypowiedzieć zdobywczyni pierwszego miejsca, Kasia Kowalska. „Gemini” to płyta kompletna, genialna, nietuzinkowa, legendarna. 21-letnia wówczas debiutująca wokalistka nagrywa materiał dojrzały, niezwykle emocjonalny, mądry. Większość tekstów pisze sama. Mówi o dwoistości ludzkiej natury (tytułowy „Gemini”, łac. bliźniak), o bólu rozstania i istnienia („Jak rzecz”, „Wyznanie”, „Kto może to dać”), kreśli obraz samej siebie („Oto ja”), a na finał wykonuje „Dziwny jest ten świat” z repertuaru nieodżałowanego Czesława Niemena. Szaleństwo, głupota, wiara we własny talent? Nie wiem, pewnie wszystkiego po trochu, mnie oczarowało. </akapit>
Rzadko się zdarza, bym słuchał albumu przez kilka lat równie często i z taką samą, nieskrywaną przyjemnością jak w momencie jego premiery. A „Gemini” od 15 lat mi towarzyszy i za każdym razem trafia do mnie tak samo, jak w 1994 roku. Tylko odbiór dojrzalszy niż wtedy...</akapit>
Mogłoby się wydawać, genialny debiut, potem może już być tylko gorzej. Czy rzeczywiście? Nie do końca. Kolejny w pełni studyjny album, „Czekając na...” z 1996 zawierał jeden z największych przebojów artystki - „Tak mi Ciebie brak”. „Pełna obaw” z 1998 roku to najostrzejszy album w dorobku wokalistki. Potem rzeczywiście spadek formy. Aż w końcu w listopadzie 2009 pojawił się krążek „Antepenultimate” (łac. trzeci od końca), który już porównywany jest do...”Gemini”. Czas pokaże, czy odniesie równie spektakularny sukces. Jedno jednak łączy wszystkie płyty wokalistki - znakomite teksty. „Maria Konopnicka polskiej muzyki” - powiedział o Kasi Kowalskiej Marek Dutkiewicz (autor tekstów piosenek). Komentarz zbędny. Na jej płyty się po prostu czeka.</akapit>
Dziś takich albumów już się nie nagrywa. Obecnie machanie tyłkiem przysłania treść, a skandale wątpliwe walory muzyczne. Ja rozumiem, muzyka ma być rozrywkowa. Tak, tylko niegdyś rozrywkę rozumieliśmy nieco inaczej. Jako spójność tekstu z muzyką, a nie obrazka i walorów estetycznych. Wystarczyła ortalionowa bluza i jeansy (Kasia Kowalska, Opole 1996), by porywać tłumy. Bo wszystko było poparte rewelacyjnym tekstem i przepiękną linią melodyczną. Zdarzają się oczywiście wyjątki, m.in. Ania Dąbrowska, Coma i Czesław Śpiewa, ale...właśnie, to tylko wyjątki. Jedno jest pewne: lata ’90 to jeden z najlepszych okresów w historii polskiej muzyki. I tego będę się trzymał i gdy będzie taka potrzeba, bronił.</akapit>
O czymś zapomniałem?:)</akapit>
Komentarz autora:
najbliżej mi było do recenzji, chociaż to tekst mieszany...może nie do końca aktualny temat, ale dość długo się zbierałem to napisania tego artykułu, dziś miałem taki nastrój pozwalający pisać ta taki temat;]