Dodano: 16 marca 2011 r., 18:09:39
Ostatnia aktualizacja: 16 marca 2011 r., 18:09:39
Antykoncepcja wycofana z aptek?
Środki antykoncepcyjne już niedługo mogą zniknąć z naszych aptek. Powód? Farmaceuci twierdzą, że ich sprzedaż jest niezgodna z ich sumieniem.
Klauzula w prawie lekarskim pozwala na powstrzymanie się od wykonywania praktyk zawodowych niezgodnych z sumieniem, na przykład wykonywania zabiegów aborcji. Podobnej klauzuli żądają aptekarze ze Stowarzyszenia Farmaceutów Katolickich. Miałaby ona chronić ich przed przymusem sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Aktualnie zbierane są tzw. podpisy poparcia oraz trwają przygotowania projektu ustawy, która sprecyzuje brzmienie przepisu. Natomiast wiceprezes Okręgowej Izby Aptekarskiej w Krakowie uważa ten pomysł za absurdalny. W taki sposób – twierdzi – można by znaleźć wiele innych leków, których stosowanie jest moralnie niewłaściwe.
Czy wiara może zabraniać sprzedaży pigułek antykoncepcyjnych w aptece?
Problem jest sporny. Katoliccy aptekarze twierdzą, że sprzedaż takich środków ogranicza ich wolność oraz zmusza do popełniania grzechu. Jedna z aptekarek wyznaje:
"Źle się czuję z tym, że muszę sprzedawać środki antykoncepcyjne. Jeśli klient przychodzi z receptą, nie mam wyjścia, ale jestem katoliczką i zawsze później się z tego spowiadam. Miałam praktyki w aptece, gdzie nie było takich środków i doskonale się pracowało".
Inny właściciel apteki twierdzi, że:
"Środki antykoncepcyjne są złe, jeżeli jest się prawdziwym chrześcijaninem. Moim zdaniem powinny być apteki katolickie".
Co jednak do powiedzenia mają ci, którym antykoncepcja nie przeszkadza, a którym prawa do jej stosowania zaczyna się ograniczać?
Kontrowersjom nie ma końca. Wolność sumienia jednych kłóci się z wolnością wyboru drugich. Wiele osób widzi w tym tylko przejaw "katolicyzmu wojującego" oraz usilnego narzucania woli innym. Oto wypowiedzi niektórych z nich:
"Jak nie chcą sprzedawać to niech nie pracują w aptece! Co ich to obchodzi, co ja z tą gumką zrobię? Jak już coś, to ja się będę z tego spowiadać" – twierdzi jeden z komentatorów.
"Tacy farmaceuci sprzyjają aborcjom!!! Tabletki antykoncepcyjne są przepisywane również w celach leczniczych na bolesne miesiączki, na uregulowanie hormonów. A sprzedaż prezerwatyw zapobiega rozpowszechnianiu wirusa HIV i innych chorób!" – dodaje "studentka".
"Żyjemy w demokratycznym kraju. Jeśli ktoś nie chce handlować wódą, to nie musi. To samo dotyczy innych artykułów np. prezerwatyw. Prezerwatywy nie są artykułami pierwszej pomocy ratującymi życie, zatem należy uszanować wolę właściciela. Jeżeli jednak właściciel takie produkty chce mieć na stanie apteki to również jego wolę należy uszanować i po prostu zmienić miejsce pracy. Nie można przecież zatrudniać się do McDonalds'a i walczyć o prawo do sprzedawania sałatek tylko dlatego, że jest się wegetarianinem" – twierdzi "Lolo" z Warszawy.
"Co ma religia do towaru sprzedawanego w aptece? Czy niektórzy nadgorliwi przedawkowali radio z Torunia? Jeśli pani farmaceutka ma problemy etyczne, to niech idzie pracować np. do jakiegoś katolickiego wydawnictwa, a nie do apteki. Prywatne przekonania farmaceutki nie mogą ograniczać możliwości zakupu dowolnych środków przez przeciętnego obywatela" – stwierdza inna komentatorka.
"To absurdalne, żeby pracownik narzucał mi, co mam zamawiać a czego nie. Pozwolą na to farmaceutom, to głos podniosą ekspedientki spożywczaków i zażądają prawa do nie sprzedawania kondomów, papierosów, piwa i Playboya!" – mówi Czesław z Bytomia.
Jednak zdania są podzielone
"Mają prawo wyboru. Podobne prawo mają farmaceuci z wysp brytyjskich i nic złego się tam z tego powodu nie dzieje" – dodaje inny.
"Jestem katoliczką i samo dotykanie takich rzeczy napawa mnie odrazą. Poza tym grzechem jest przyczyniać się do grzechu innych" – twierdzi pani Janina.
Problem rzeczywiście istnieje. Jedni cierpią moralnie, inni boją się konsekwencji i ograniczenia wolności. Czy podział na apteki katolickie i niekatolickie jest słusznym rozwiązaniem? Jak sytuacja będzie wyglądać w małych miejscowościach, gdzie apteka bywa jedna?
Co na temat mają do powiedzenia kapłani?
"Przede wszystkim jako kapłan muszę zaznaczyć, że w oczach Boga antykoncepcja jest złem. Poruszony problem wykracza jednak poza sam temat stosowania jej, bądź też nie. Nie można porównywać grzechu aborcji, która jest morderstwem, ze sprzedażą środków antykoncepcyjnych. Poza tym, środki te są wydawane na receptę, a więc ciężar grzechu spada na osobę, która taką receptę wystawia, na lekarza. Farmaceuta jest tutaj w takiej samej sytuacji, co sprzedawca z supermarketu, któremu każą pracować w niedzielę. Czy farmaceuta popełnia grzech? Nie, ponieważ wykonuje pewne obowiązki, narzucone mu przez pracodawcę" - mówi ksiądz Grzegorz z diecezji Warmińsko-Mazurskiej.
Nieco inaczej na sprawę patrzy ksiądz Marek z Wrocławia:
"Katechizm Kościoła Katolickiego mówi, że grzech jest aktem przeciwnym rozumowi. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność. W myśl tych słów katoliccy farmaceuci postępują jak najbardziej słusznie. Antykoncepcja rani naturę ludzką, gdyż występuje przeciwko niej. Godzi też w ludzką solidarność, gdyż tworzy dylematy moralne takie jak te, o które trwa spór. Ten spór rozbija naturalną solidarność międzyludzką".
Czy problem rzeczywiście istnieje? Czy projekt ustawy trafi do sejmu? Czy antykoncepcja zniknie z aptekarskich półek? Miejmy nadzieję, że na odpowiedzi nie będziemy musieli długo czekać.
A czy według ciebie, sprzedaż środków antykoncepcyjnych obciąża sumienie sprzedającego?
Komentarz autora:
Źródła: http://tnij.org/kva3 i inne