Dodano: 20 kwietnia 2010 r., 11:01:40
Ostatnia aktualizacja: 20 kwietnia 2010 r., 15:39:39
Brzemienne problemy w szkolnych mundurkach
Jak twierdzi duża grupa nastolatków, seks dobrze robi na cerę. Jedno jest pewne: rozmowa o nim wciąż powoduje dziewiczy rumieniec.
Według ostatnich badań GUS (2006) okazuje się, że w 2009 roku w Polsce przyszło na świat blisko 20 tys. dzieci, których matki nie ukończyły jeszcze osiemnastu lat. W 2001 roku dzieci matek w przedziale wiekowym 15-19 lat stanowiły ponad 7% całkowitej liczby urodzeń. Ta liczba szokuje, jeśli weźmiemy pod uwagę przypadki usuwania ciąży, które nie są w Polsce żaden sposób badane. Z drugiej strony, młodzież wydaje się dużo bardziej wyedukowana w kwestii seksualności, niż ich rodzice czy dziadkowie. Dziś, kiedy informacje na temat różnych aspektów seksu i antykoncepcji są szeroko dostępne, dziwnym wydaje się nagły przyrost bardzo młodych matek.
SMS jak S.O.S.
Przeglądając fora internetowe, na których młodzież rozmawia ma temat seksu, można się wyśmiać za wszystkie czasy. Jednak śmiech ten bardzo szybko przeradza się w przerażenie. Nastolatki bardzo często wierzą w bzdurne mity i zabobony dotyczące sfery seksualności. Niektórzy wierzą w to, że „nie można zajść w ciążę podczas pierwszego razu”, inni są przekonani, że błogosławiony stan można wywołać przez „całowanie się z języczkiem”. Młodzi ludzie piszą również o tym, że „seks usuwa kłopoty z cerą”, a najlepszym środkiem antykoncepcyjnym jest stosunek przerywany lub kalendarzyk małżeński (zwany również przez bardziej zaawansowanych „watykańską ruletką”). Dramatyczny stan świadomości seksualnej udowodniła akcja Wakacyjnego Pogotowia Pontonowego (Grupa PONTON), czyli telefonu zaufania dla nastolatków. Wolontariusze akcji, która odbywała się przez dwa wakacyjne miesiące 2007 roku odpowiadali nawet na sto pytań (telefonicznych, SMS-owych, e-mailowych) dziennie. Ogromne zainteresowanie akcją udowodniło, że młodzież panicznie potrzebuje wiarygodnych źródeł informacji na temat sfery seksualności. Nie chodzi tu nawet o sam seks, ale przede wszystkim świadomość swojego ciała i psychiki oraz zmian, które w nich zachodzą.
Seks nocy letniej
Tymczasem, w szkołach na wiosnę i latem kwitną niechciane i niezaplanowane ciąże. Trzynasto- i czternastolatki z głupoty, niewiedzy, braku asertywności lub przymusu zaczynają współżycie seksualne, które może się skończyć niechcianą ciążą. Warto pamiętać nie tylko to, że nastolatki w tym wieku wciąż są dziećmi, które nie są jeszcze ani fizycznie ani psychicznie dorosłe, ale również to, że współżycie z tak młodą osobą jest karane (seks z osobą poniżej 16 roku życia jest według polskiego prawa przestępstwem). Informacja o ciąży młodej osoby pojawia się zazwyczaj bardzo późno. Dziewczęta nie wiedząc zbyt wiele na temat swojego cyklu miesiączkowego, bagatelizują brak krwawienia lub zrzucają winę na dorastanie. Pierwsze typowe objawy, takie jak nudności czy senność zazwyczaj uchodzą ich uwadze. Z kolei najbardziej widoczna oznaka ciąży- powiększający się brzuch, może być u młodej i szczupłej osoby widoczny dopiero pod koniec drugiego trymestru ciąży. Dodatkowo, częste zmiany wagi w tym wieku są normą. Kiedy jednak przychodzi zmierzyć się z prawdą, która wychodzi na jaw- na przykład tak, jak w filmie „Galerianki” Katarzyny Rosłaniec- podczas badania u higienistki, nikt nie jest przygotowany na druzgoczącą wiadomość. Ani przekonana dotychczas o „niewinności” swojej pociechy rodzina, ani (zazwyczaj bardzo młody) ojciec dziecka, nie potrafią zaakceptować faktu ciąży. Również psychologowie szkolni, dyrekcja i nauczyciele nie zawsze są w stanie zmierzyć się z tym trudnym tematem. Sęk w tym, że nawet ciężarna uczennica musi skończyć Gimnazjum.
Brzemienne wieści
Ciąża młodej dziewczyny jest „tragedią” dla jej rodziców, którzy uznają ją za efekt własnych błędów wychowawczych. Złość na dziecko, które okazało się nieposłuszne prowadzi od „cichych dni” przez awantury, aż do pomysłu szybkiego „załatwienia” sprawy. Ponownie posługując się wiosenną metaforą, podziemie aborcyjne kwitnie… Niewielu rodziców potrafi od razu zaakceptować „brzemienną” wieść. O wiele łatwiej jest zaakceptować ten fakt, jeśli dziewczyna ma już szesnaście czy siedemnaście lat. Choć sytuacja jest ciężka, szesnastolatka może okazać się całkiem odpowiedzialną matką, a siedemnastolatek ma szansę przez dziewięć miesięcy dorosnąć do roli ojca. Trudniej jest, kiedy ciąża pojawia się u trzynastoletniej szóstoklasistki czy gimnazjalistki. Choć są to przypadki nieliczne (wg badań przeprowadzonych w 2001 roku, było to 7 przypadków w roku 2000), to jednak ich ilość wzrasta. Za każdym z nich kryje się dramat nastoletniej matki.
Smutny happy end
Przypadkowy pierwszy seks, którego powodem była nuda i brak ciekawego filmu w TV, skutkuje pozytywnym wynikiem testu ciążowego. Nowina o dziecku zostaje zaakceptowana, a utrzymanie ciąży zyskuje poparcie rodziców i szkoły. Znajomi trochę plotkują, jednak nie uprzykrzają życia przyszłej matce. Decyzja o oddaniu dziecka do adopcji i szukanie rodziny dla nienarodzonej pociechy nie ma w sobie schizofrenicznego strachu przed plotkami i wykluczeniem. Pożegnanie maleństwa nie wiąże się z rozterkami dotyczącymi ewentualnej chęci wychowania go. Młoda mama szybko znajduje odpowiednią rodzinę i bez zbędnych formalności oddaje dziecko. Po powrocie do szkoły znów może spotykać się z biologicznym ojcem dziecka, który dzięki jej ciąży wydoroślał emocjonalnie. Czy to prawda? Niestety to tylko zarys fabuły filmu „Juno” Jasona Reitmana. Rzeczywistość jest zwykle o wiele smutniejsza…
Jeśli chodzi o „te” kwestie…
Rzeczywistość staje się dramatem, który rzutuje na całe życie obydwu bohaterów: matki i dziecka. Dlatego też, tak bardzo potrzebne są szkolne lekcje uświadamiające młodzież. Nie chodzi tu, jak zarzucają przeciwnicy sprawy, o szkolenie z zakresu pozycji seksualnych, ale prosty, bezpruderyjny kurs biologii- bez ocen i (często błędnych) opinii. Skoro rodzice wymagają od dziecka „dorosłości”, powinni traktować je jak osobę dorosłą, która ma prawo do wiedzy na temat własnego ciała i psychiki. Zachowywanie dziewictwa, jako prezentu dla swojego męża (przykład zaczerpnięty z wypowiedzi jednej z nauczycielek biologii, którą zamieszczono w elektronicznej wersji Gazety Wyborczej z dnia 26.06.2009), jest bardzo piękny, lecz nierealny. Z drugiej strony, zanim społeczeństwo i Rząd dojdą do konsensusu, do szkoły pójdą dzieci dzisiejszych nastoletnich mam. Dlatego, zamiast żądać wielkich zmian, warto zacząć od małych kroczków. Na „dziewczyńskich” lekcjach dotyczących menstruacji powinni się zjawiać chłopcy, a na „chłopięcych” zajęciach o erekcji trzeba edukować również dziewczęta. Seksualność nie powinna być sferą tabu, o której czyta się pod kołdrą, przy latarce, a mówi z wstydliwym rumieńcem na policzkach.