Dodano: 12 kwietnia 2010 r., 01:13:52
Ostatnia aktualizacja: 12 kwietnia 2010 r., 01:13:52
Command & Conquer
Mimo wszystko polityka i religia bardzo często szły ze sobą w parze. Po dziś dzień przywódcy religijni większej i mniejszej rangi zabierają głos w sprawach politycznych i na nie próbują wpływać. Na gruncie Europy takim „liderem” jest katolicyzm. Ma on pokaźną historię, w której splatały się wątki polityczno-religijne.
Nawet dzisiaj państwo kościelne Watykan jest odrębną jednostką terytorialną i funkcjonuje w polityce światowej. Wiele pisano o kościele katolickim. Zazwyczaj były to dywagacje teologiczne i filozoficzne lub też piętnowanie pozycji i relacji społecznej. Chciałbym jednak poruszyć nieco inną strunę, polityki właśnie. Bynajmniej nie w kontekście „niech się kościół nie wtrąca”. Tym razem chciałem zastanowić się nad tym jaki stosunek do polityki kościół powinien mieć w ogóle. Jak powinien się odnajdować we współczesnej sytuacji. Nie można przecież odmówić religii takich działań. Skoro polityka dotyka wielu sfer życia człowieka, często w kwestiach etycznych i moralnych, to dlaczego kościół czy jakakolwiek inna religia nie miałaby zajmować stosownego stanowiska w kwestii przynależnej również jej. Ładna myśl i wszystko byłoby w porządku, gdyby poza wypowiedzeniem swojego stanowiska religia, w tym przypadku katolicyzm nie chciał narzucać i wymuszać uznania swojego zdania i wcielania go przez instrumenty polityczne. Szkoda, że nie wyciąga on wniosków z tego co sam głosi.
Polityczna mistyka
Praktycznie każda religia posiada w swych „księgozbiorach” pisma tzw. mistyków, czyli osób, które w nadprzyrodzony sposób coś zobaczyły lub doświadczyły czegoś. W katolicyzmie taką osobą była m.in. błogosławiona Anna Katarzyna Emmerich. W dobie Internetu uznam za niepotrzebne przytaczanie streszczenia jej biografii. Nadmienię tylko, że mistyczka ta (także stygmatyczka) pozostawiła po sobie dzieło pt. „Żywot i bolesna męka Pana Naszego Jezusa Chrystusa”. Książka jest podzielona na dwie części – dotyczącą Starego i Nowego Testamentu. Opisuje ona swoje doświadczenia podczas mistycznych wizji m.in. jak wyglądało stworzenie świata i człowieka, jak wyglądał potop itd. Dużo szczegółowiej i obszerniej opisuje ona mękę Jezusa. Nie o tym jednak chciałem, nie o tym… W świetle tego co pisałem na początku ciekawy może się okazać fragment dotyczący budowy wieży Babel. Katarzyna Emmerich przekazała tu bardzo ciekawe kwestie, które dziś przydałyby się zarówno kościołowi jak i politykom. Nie wnikam w to, czy uznamy owe widzenia za prawdziwe, czy też za zmyślone marzenia senne. Istotny jest morał i zastanowienie się, czy nie ma w tym przesłaniu pewnej mądrości.
Autorka mówi, że wieżę zaczęto budować by wznieść się do Boga. Zaznacza przy tym również, że gdyby taki stan rzeczy się utrzymał to Bóg nie przeszkodziłby budowie (tymczasem współczesna teologia to właśnie uznaje za powód porażki budowniczych). Kiedy budowa była już zaawansowana i zakrojona na dużą skalę wśród budowniczych zaczęły się tworzyć stronnictwa, a później partie. Mistyczka używa dokładnie tego słowa. Każda z partii zaczęła dążyćo bycie na piedestale, bycie najważniejszą i najbardziej uznawaną w całym dziele. Każda chciała umieszczać na budowli swoje szyldy; ulice, które przecinały kondygnacje wieży miały być nazywane nazwami tych partii i imionami jej przywódców. Prowadziło to w efekcie do utarczek i wzajemnego przeszkadzania sobie w realizacji zadań mających na celu budowę całej wieży. Starcia między partiami były coraz bardziej radykalne i drastyczne. Bóg nie chcąc aby tacy ludzie ukończyli budowę pomieszał ich języki a sama wieża nie została ukończona. Ładna bajka… i nie głupia. Czy czegoś nam ona nie przypomina?
Warta przy korycie
Kościół katolicki oficjalnie nie zaangażowany w politykę państwa mimo wszystko poprzez swych hierarchów, duchownych i samych wiernych popiera taką lub inną partię i jej program. W świetle przytoczonej historii wieży Babel można postawić sobie pytanie czy to dobre? Nie, czy popieranie tej czy innej partii jest dobre ale czy popieranie systemu partyjnego w ogóle. Czy istnienie partii jest dobre? A jeśli tak, to dla kogo? Pytania te wydają się być metaforyczne. Dobrze bowiem wiemy, że system partyjny jest dobry tylko i wyłącznie dla działaczy partyjnych. Przykłady można by było mnożyć. Można jednak jeszcze zapytać po co są partie? Obrazowo mówiąc „do kołysania okrętem, żeby nie płynęło się zbyt łatwo”. Dlaczego kołysania? Kiedy cofam się pamięcią wstecz to odnoszę wrażenie „politycznego wahadła”. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości do władzy dochodziła raz prawa raz lewa strona polskiej sceny politycznej. Na zmianę – raz prawo, raz lewo, raz prawo, raz lewo… przy odpowiednim komentarzu i stanowisku kościoła, który sprytnie starał się odnaleźć po każdej zmianie „warty przy korycie”.
Kościół wg mnie, gdyby powrócił do swych korzeni, musiałby jasno stwierdzić i napiętnować system partyjny. Nie uczyni jednak tego z obawy o swój trzos. Czy jest więc kościołem? Czy może raczej partią, która w swej doktrynie wykorzystuje narzędzia psychomanipulacji poprzez religię? Jeśli tak, to nie powinno dziwić zachowywanie się go na scenie publicznej. Tu może narzucać, forsować i propagować swój program. Tu może być kolejnym budowniczym wieży Babel.
Dominus… Dominator?
Jedyną kontrowersją może być fragment Biblii: „Każdy niech będzie poddany władzom, sprawującym rządy nad innymi. Nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga” (Rz 13:1). Słowa te zostały wypowiedziane przez Pawła z Tarsu. Człowieka, który nigdy nie widząc ani nie słysząc Jezusa został jednym z najważniejszych apostołów i dał podwaliny pod współczesny kościół. Wracając do cytatu, można stwierdzić, że kościół po prostu stosuje się do jego litery. Panujący system demokratyczny korzysta z systemu partyjnego, a kościół nie popiera go a czerpie z niego. Eleganckie stwierdzenie ale kłamliwe. Przede wszystkim Paweł z Tarsu żył i pisał w czasach kwitnących monarchii (lub cesarstw jak kto woli). Dlaczego więc kościół nie popiera ruchu monarchistycznego? Po drugie cytat ten używany jest tylko w stosownych przypadkach. Używanie go w zestawieniu z systemami antyludzkimi nastręcza sporych trudności (zwłaszcza jeśli przeczyta się następne 2 – 3 wersy) i jest bardzo kłopotliwe. Dlatego instytucja kościelna dość elastycznie i wybiórczo korzysta ze swoich świętych ksiąg i zręcznie lawiruje na granicy religii i polityki, fanatyzmu i konserwatyzmu. Najważniejsza okazuje się nie budowa wieży Babel, ale to czy uda się komuś ją całkowicie zdominować.
Epilog
Na zakończenie przyszła mi do głowy taka refleksja, że po upadku wieży ludzie rozpierzchli się po całej ziemi. Moje skojarzenie ukazało mi emigrację polską, rozproszoną i mówiącą obcymi językami. Stare przysłowie mówi: „Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”. Kiedyś prawie każdy wiedział gdzie jest jego dom. Dziś prawie każdy zastanawia się nad odpowiedzią.