Dodano: 25 września 2009 r., 23:01:58
Ostatnia aktualizacja: 25 września 2009 r., 23:01:58
Czy wykład to archaizm?
Photo by artonice, flickr.com
Kiedy pada słowo wykład, większości pojawia się w głowie mniej więcej taki obraz: dość duża sala, kilkadziesiąt lub więcej osób. Katedra, tablica, prowadzący z kredą lub pisakiem, ewentualnie rzutnik… ostatnio coraz częściej cyfrowy. Prowadzenie wykładu to umiejętność przekazywana w środowisku uniwersyteckim niejako z pokolenia na pokolenie.
W Science ukazał się artykuł Erica Mazura (profesor fizyki na Harvardzie), w którym opisał on swoje własne doświadczenia w zakresie prowadzenia wykładu oraz ewolucję jaką przeszły jego zajęcia. Wspomina:
"Kiedy zaczynałem uczyć, przygotowałem sobie notatki do zajęć i wykładałem na ich podstawie. Ponieważ moje wykłady odbiegały od zawartości podręcznika, udostępniłem studentom kopie swoich materiałów do zajęć. Irytującym rezultatem było to, że na koniec semestru w ankietach oceniających (wykładowcy przez studentów), które były ogólnie całkiem dobre, pewna liczba studentów wyraziła żal, że 'zajęcia były prowadzone dokładnie wg tekstu w notatkach'. W takim razie co powinienem zrobić? Przygotować inną wersję notatek, różniącą się od tych które udostępniłem ogółowi? Postanowiłem więc zignorować te uwagi.
Kilka lat później odkryłem, że studenci mieli rację. Sposób w jaki prowdziłem wykład był nieefektywny, pomimo bardzo wysokich ocen jakie mi wystawiano."
Po co się uczyć?
"Najlepszą zaletą pracy na uniwersytecie są studenci. Przychodzą ze świeżym umysłem, otwarci i pełni entuzjazmu, najpierw święcie wierzą w autorytet akademii, lecz szybko przekonują się, że profesorowie nie wiedzą wszystkiego, i zaczynają myśleć samodzielnie. I wtedy ja zaczynam się uczyć od nich."
- Steven Chu, noblista, szef Departamentu Energii w rządzie Baracka Obamy
Mazur zauważył to, co coraz częściej daje się zaobserwować także w polskich szkołach i uczelniach. Zdobywanie wiedzy przestało być motorem rozwoju ludzkiego umysłu, a stało się mechanicznym procesem przerzucania wiedzy z jednego pokolenia (wykładowca) do drugiego (student). System ten mógł funkcjonować w czasach Renesansu i późniejszych pierwszych latach dynamicznego rozwoju nauki, kiedy dostęp do wiedzy był bardzo utrudniony, wręcz poza zasięgiem przeciętnego człowieka. Współcześnie, kiedy wiedza dostępna jest na wyciągnięcie ręki (tysiące bibliotek), a wręcz na kliknięcie myszką (wszechobecny internet) jest to pewien problem. Na czym tak naprawdę polega wyższe wykształcenie… na załadowaniu sobie głowy tysiącem informacji? Jak ktokolwiek może się dziwić niechęcią młodzieży do nauki w ogóle, skoro przeciętny licealista w kilka sekund odnajduje, choćby w takiej Wikipedii, wiedzę na każdy interesujący temat?
Świat bardzo się zmienił. Zdobywanie wiedzy nie polega już na magazynowaniu informacji. Aby naprawdę rozumieć, studenci powinni być zdolni do tworzenia w swoich głowach modeli zjawisk i korzystać z nich do rozwiązywania zadanych problemów, a nie polegać na "pamięciówce" (słynne zakuć, zdać, zapomnieć). Mazur przyznaje się, że wiele razy w czasie studiów zdarzyło mu się "kuć na pamięć". Zresztą, żeby nikt mi nie zarzucił, że "zapomniał wół jak cielęciem był", ja też niejeden przedmiot zaliczyłem w taki sposób. Podczas każdej sesji, tysiące ludzi uczy się w ten sposób, aby zdać egzaminy. Jak to ktoś napisał…"wykład polega na wtłoczeniu do głowy studenta pewnej ilości informacji, która znika z niej natychmiast po zapisaniu jej na karcie egzaminacyjnej". To rozwiązanie wcale nie jest dobre i niestety coraz bardziej to widać…
Wykład, a jednak nie wykład
Zastanawiając się, jak poradzić sobie z tym problemem, Mazur opracował własny sposób prowadzenia zajęć, całkowicie odwracając istniejący porządek. Przestał "przemawiać" na wykładzie i przerzucił ciężar zdobywania wiedzy na studentów. Teraz to oni muszą zapoznać się z materiałami i samodzielnie przygotować do zajęć. Zmieniła się też całkowicie jego forma… zamiast wykładać przez "mówienie do słuchaczy", Mazur zastosował system pytań problemowych. Jego wykład składa się z szeregu specjalnie przygotowanych przekrojowych pytań, o kilku możliwych odpowiedziach widocznych na ekranie. Studenci mają kilka minut na przemyślenie zagadnienia, po czym muszą zadeklarować wybór odpowiedzi, co odbywa się poprzez naciśnięcie przycisku na specjalnie przystosowanym do tej formy zajęć "pilocie". Po wyświetleniu na ekranie wyniku rozpoczyna się dyskusja nad odpowiedziami. Jeśli rozrzut jest duży np. 35% do 65% rozpoczyna się wymiana argumentów pomiędzy zwolennikami jednej i drugiej odpowiedzi. Mają oni szansę przedstawić swoje poglądy… uzasadnić dlaczego zdecydowali się na taką, a nie inną odpowiedź. Ten sposób prowadzenia zajęć promuje analityczne myślenie i aplikację zdobytej wiedzy do rozwiązywania zadanych problemów. Słowem… rozwija umysł.
Ciekaw jestem czy tego typu system sprawdziłby się w naszych warunkach… Obecna forma wykładu jest, było nie było, bardzo skuteczna i stosowana od wieków. Daleko mi od przeprowadzania eksperymentów lub kwestionowania autorytetów w zakresie edukacji, ale bardzo jestem ciekaw Twojej opinii oraz własnych doświadczeń z wykładów. Zachęcam do podzielenia się w komentarzach własną opinią oraz pomysłami co ewentualnie można by zmienić lub usprawnić.