Dodano: 03 listopada 2011 r., 17:30:40
Ostatnia aktualizacja: 03 listopada 2011 r., 17:30:40
Druga prawda o Paryżu
Wieża Eiffla, Sekwana, Luwr, Champs-Élysées, piękna architektura i swobodne życie. Z tym właśnie kojarzyła mi się Francja. Byłam tam trzy razy i ostatnia podróż uświadomiła mi jaka jest ciemniejsza strona wspaniałego mitu o mieście zakochanych.
Przyznam rację francuskim reżyserom i nie podważę prawdy na temat magii, którą poczułam przekraczając granicę Francji. Nie pomogą tu wyszukane epitety, by opisać Paryż. Fantastyczny, piękny, wielokulturowy? W Paryżu liczba ludności przekracza dwa miliony. Ile z tych dwóch milionów stanowią rodowici francuzi? Stoję w pociągu metra. Z czwartej zony(im wyższa zona tym dalej do centrum) próbuję się dostać do samego serca stolicy, na Łuk Triumfalny. Rozglądam się po wagonie i na dziesięcioro z pasażerów jeden jest biały. Wniosek, jaki wysnułam ? Paryż to bardzo tolerancyjne miasto. Czarny chłopak ustępuję miejsca białej, starszej Pani. Biały Pan pomaga wejść czarnej kobiecie do wagonu. Koło mnie siedzi czarny przystojniak i wcale nie czuję się tym faktem zdziwiona. Ludzie tam są równi. Nie jest istotny kolor skóry, pochodzenie czy status społeczny, człowiek to człowiek i koniec tematu! Życie jak w bajce? W końcu znalazłam miejsce na ziemi, gdzie nie spotkam się z dyskryminacją rasową?
W Polsce dyskryminacja jest tak widoczna gołym okiem, że aż razi. Lublin. Miasto studenckie. Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej, Uniwersytet Medyczny, Katolicki Uniwersytet Lubelski. Do Lublina zjeżdża się mnóstwo młodych ludzi, którzy właśnie w tym mieście, na tych uczelniach postanowili rozpocząć swoją edukację. Na Deptaku w godzinach popołudniowych na co dzień spotykam mnóstwo „ nietutejszych”. Większość z nich to studenci ale są i sprzedawcy ubrań, biżuterii, parasolek, uliczni artyści( moi ulubieńcy) no i grupa społeczna, która poszerza swój krąg, żebracy. Gdy słońce świeci wszystko wydaje się być w porządku. Młodzi ludzie zajadają się w Subwayu i przeglądają notatki, sprzedawcy liczą zarobione złotówki, a w puszce siedzącej pod kościołem kobiety błyszczą monety. Gdy słońce zachodzi Lublin się zmienia. W kolejce do klubów stoją „ciapaci”(tak biali studenci określają Hindusów, Mulatów, Romów, Czarnych, wszyscy są wrzuceni do jednego wora). Po drugiej stronie stoi gromada „tutejszych” i szepczą sobie coś na ucho po czym rzucają chamskimi epitetami w stronę kolejki. „Ciapaci” wchodzą do klubu ale szybko rezygnują z imprezy. Nie chcą awantur. Godzina po 23:00, wracam pieszo do domu z pracy. W bramie zauważam dwóch białych „drechów”. Trzymają za gardło mulata i grożą połamaniem karku. Serce zaczyna mi szybciej bić i mimowolnie przyspieszam w stronę przystanku, biegnę, uciekam. Wyrzuty sumienia, strach. Mnóstwo uczuć na raz. Odwracam się. Udało mu się uciec. Uff…
Dwa niby skrajnie różniące się od siebie państwa, dwa miasta, gdzie wielokulturowość stała się codziennością. Paryż miastem tolerancyjnym. Lublin miastem pełnym rasistów i ksenofobów. Tak jak przenikanie się kultur jest przejawem normalności XXI wieku, tak dyskryminacja rasowa przenika w każdy zakątek naszej planety. Wraz ze mną do Paryża przyleciała dyskryminacja. Mój raj na ziemi został obalony. A raczej moje wyobrażenie o nim.
Stoję już 2 godziny w kolejce do kasy, by w końcu wejść na Wieżę Eiffla. Przez ten czas już 5 razy podeszła dziewczynka z nieczytelnym dla mnie dokumentem i w swoim języku prosi mnie o podpis. Widzę rozpacz w oczach, błaganie. Mówi coś ale ja nic nie rozumiem. Długopisem wskazuje na kartkę. Widzę z 5 podpisów, miejsc na nie na jednej stronie jest z dwadzieścia pięć. W prawym , górnym rogu logo UNICEFu. Chcę dowiedzieć się więcej, czytam. Nie rozumiem nic. Dziewczynka jest biedna, wygląda na cygankę. Ma brudną bluzę ze starym znaczkiem adidasa i dziurawe baleriny. Ja mam puchową kurtkę i kozaki. Podpisuję. Podnoszę wzrok i natykam się na mężczyznę, który mówi coś po francusku. Jego ton brzmiał niesympatycznie, chyba mnie skrytykował. Dziewczynka w tym samym czasie podbiega do kobiety i prosi o podpis, kobieta odmawia i odchodzi. W oczach dziewczynki nie widziałam już smutku i rozpaczy a nienawiść i złość. Wytyka język i również odchodzi.
„W 2010 roku prezydent Francji zapowiedział zaostrzenie polityki wobec Romów w związku z problemami wynikającymi z ich zachowań. Ma ono polegać na likwidowaniu ich obozów zakładanych bez zgody władz lokalnych i wydaleniu z powrotem do kraju urodzenia. Takie postawienie sprawy wywołało oburzenie samych Romów jak i organizacji obrony praw człowieka”. Czy to jest objaw dyskryminacji? Czy można wygonić człowiek, który ma obywatelstwo francuskie z tego kraju? Czy dziecko nie może iść do szkoły bo się tutaj nie urodziło? Taka decyzja zapadła po incydencie, który miał miejsce 18 lipca w miasteczku Saint-Aignan. Tego dnia Romowie zaatakowali posterunek żandarmerii, protestując w ten sposób przeciwko agresji wobec ich społeczności. „Około pięćdziesięciu Romów, uzbrojonych w siekiery i metalowe pręty, spaliło trzy samochody, zniszczyło sygnalizację świetlną i ścięło kilka drzew rosnących w pobliżu”. Co skłoniło ich do takiego zachowania? Zastrzelenie przez żandarmów chłopaka, który usiłował uciec przed policją. W akcie desperacji próbował samochodem staranować zaporę ustawioną przez żandarmów. Jego ciało znaleziono kilkadziesiąt kilometrów od miejsca wydarzenia, porzucone w pobliżu dużego obozu Romów.
Chcę podkreślić, że rozumiem zachowanie oburzonej społeczności Romów ale moja francuska bajka zamieniła się w dramat. Nie wszystko było tak jak widziałam na pocztówkach. W metrze śmierdzi od bezdomnych. Na przystankach śpią pijani kloszardzi. Schodząc do pociągu musiałam uważać by nie wejść w mocz któregoś z nich. Czwarta i piąta zona, królestwo „kolorowych”, tętni nie paryskim, fantastycznym życiem a brudem i porozrzucanymi śmieciami. W Lasku Bolońskim roi się od transwestytów i prostytutek, wszyscy innej narodowości niż francuska. Krzyczą, hałasują, „kręcą” awantury. Wychodząc z peronu natykam się na grupę murzynów. Zaczepiają dziewczyny, piją alkohol, przepychają się nawzajem. Policja reaguje od razu. Tam nie ma miejsca na takie zachowanie. Wszystkie objawy agresji są tępione w tempie natychmiastowym.
Sobotnie zakupy. Raj dla zakupoholiczek, Champs-Élysées. Pod „GAP’em” siedzi młoda cyganka. Prosi o pieniądze. „Dlaczego nie pójdzie do pracy?”- pytam. We Francji większość z dyskryminowanych żyje na zasiłku. Obecnie imigranci są równiejsi, ponieważ są głosami wyborczymi dla lewicy. Wcześniej nie było zasiłków i musieli pracować. Nie w głowach im były demonstracje i publiczne okazywanie niezadowolenia. Teraz polityczna przepychanka wypełnia im wolny czas. Dlatego oburzenie wśród Francuzów stale rośnie. A atmosfera robi się gorąca. Za gorąca by mówić jednoznacznie o dyskryminacji w Paryżu. Często byłam świadkiem sytuacji, gdzie to nie biały zaczepiał kolorowego tylko na odwrót. „Ej, gówniany Francuziku..” Arab zaczepiał mężczyznę w autobusie. Całe zdarzenie zarejestrowała kamera w pojeździe. Oczywiście są i tacy , którzy ciężko pracują, zarabiają na godne życie i tak też żyją. Od razu widać po nim, że stać go na zegarek Fossila, a nie Fosila. Oni nie odstają tak bardzo od reszty francuskiego społeczeństwa są ich częścią i ich się nie dyskryminuje. Bogate Arabki są najlepszymi klientkami w sklepach Chanel, Dior i innych. Potrafią tam zostawić kwoty sięgające po 20 tysięcy euro. Czy kolor skóry ma wtedy znaczenie? Nie. Dyskryminacja sama w sobie to przejaw czystej nienawiści, zła, agresji. Nie wolno jej nam popierać ani też do niej namawiać. Warto zastanowić się skąd ona się bierze. Reakcja kobiety, która nie chciała złożyć podpisu pod Wieżą Eiffla teraz jest dla mnie jasna. Ona nie ma miała nic przeciwko tej dziewczynce ale przeciwko sytuacji, która panuje w kraju. Imigranci sami budują sobie wizerunek, tym samym narażają swoich rodaków na spoglądanie na nich przez pryzmat całości. Nie należy dyskryminować ludzi a tylko ich zachowania. Czy zatem Romowie są sobie sami winni?
Na ojczystej ziemi sytuacja wygląda podobnie. Może nie ma tu takiego zróżnicowania rasowego ale problem dyskryminacji zakorzenia się równie silnie jak na zachodzie. Prawda jest taka, że my nie znamy tych ludzi. Nie znamy ich historii. Nie wiemy, dlaczego opuścili swój kraj i dlaczego tak żyją. Przechodząc obok kobiety, która siedziała pod kościołem, rzuciłam jej symboliczna złotówkę. Nie wiem, czy jest biedna, czy tylko mną manipuluje i wykorzystuje moją dobroć. Tego się nie dowiem. Ale nie dyskryminuje jej za to. Czy utwierdzam ją w przekonaniu, że nie warto iść do pracy bo lepiej żerować na innych? Może. Ale to nie jest powód, by skatować jej dziecko.
Druga strona Paryża uzmysłowiła mi, że zawsze trzeba szukać przyczyny i dopiero potem wyrażać swoje zdanie. Decyzja o wyrzuceniu Romów z Francji jest podtrzymywana mocnymi argumentami. Ciężko mówić tu o dyskryminacji rasowej, bo to zostało wywołane konkretną sytuacją. To jest skutek wywołany zachowaniem imigrantów a nie ich kolorem skóry. Polityka Francji może i, by uległa zmianie, gdyby zmianie uległa również polityka Romów.
Nasuwa się jeden wniosek, dyskryminacja może dotyczyć każdego z nas. Zawsze trzeba przyjrzeć się z bliska obydwóm stronom prawdy. Nie skreślajmy kogoś tylko za to, że jest inny niż my. Poznajmy jego drugą stronę, może ona okazać się dużo lepsza niż się nam wydaje. Należy zwalczać stereotypy i budować świadomość ludzi. Dyskryminacja jest okrutna i bolesna. Ona nie buduje więzi ludzi ona je niszczy. Żyję w Unii Europejskiej. Niedługo zamieszkam we Francji i nie chcę za parę lat zbierać podpisów pod Wieżą Eiffla, by pozwolono mi mieszkać tam, gdzie właśnie chce.