Dodano: 29 sierpnia 2010 r., 02:56:34
Ostatnia aktualizacja: 30 sierpnia 2010 r., 01:21:05
Felietonnik: Trujących jagód miłości smak
Równie refleksyjny, co absurdalny. Z założenia osobisty, ironiczny, przekorny i żartobliwy. Dziennik jest jak taśma klejąca. Trudno zacząć, potem jakoś się ciągnie.
Tysiące lat temu, oddychający przez usta Neandertalczyk patrzył, jak inni współżyją i umierają na jego oczach. I tak patrzył i patrzył, nie widząc w swej ciemnej jaskini nic, a szczególnie żadnego sensu.
Gdy jaskinie rozświetlił ogień, sensu nie było widać dalej. To go wymyślił. Dla wyjaśnienia stosunku płciowego wynalazł miłość. Dla nadania głębszego wymiaru śmierci, wykombinował wiarę w „coś” (opcjonalnie: patyka, Boga lub Słońce). Bo seks i miłość różnią się tylko tym, że gdy będziemy umierać, nikt nie będzie się śmiał, że robimy to sami.
Kiedyś (tzn. jakieś 100 tys. lat temu) ludzie nie wiedzieli co to miłość. Wiadomo - jedno przyszło im łatwiej, jak np. ogień, który spadł prosto z nieba, nad drugim musieli się troszkę nagłowić.
Ale skąd oni wykombinowali tę miłość? Czy 100 tys. lat temu do jaskiniowego homo sapiens, kopulującego z każdą w stadzie, podeszła samica i zapytała: „Kochasz Ty mnie w ogóle?”. A on odpowiedział: „Przecież wiesz, że tak, ale idź sprawdź, czy te czerwone jagody, tam na skarpie są jadalne”.
Jedno jest pewne: ludzie wykombinowali miłość tak, jak dzidę, koło, czy pendrive’a. I Bóg (pod warunkiem, że go sami nie zmajstrowali) wie, co jeszcze jesteśmy w stanie wykombinować.