Dodano: 25 marca 2010 r., 12:09:12
Ostatnia aktualizacja: 25 marca 2010 r., 12:09:12
FSOL - "Dead Cities" i nie tylko
Trudno jest pisać o tej niezwykłej na swój sposób formacji. Jej początki są dość zawiłe, a nazwa Future Sound of London nie funkcjonowała od początku istnienia zespołu (artyści tworzący grupę wydali całą masę EPek pod różnymi pseudonimami).
Początki
Future Sound of London jako nazwa grupy pojawia się po raz pierwszy na płytce z serii "Pulse EP" (utwory dance'owe) w 1991 r. Jednakże ten rok został zapamiętany z innego powodu. Pod koniec 1991 r. ukazuje się 7-calowa płytka "Papua New Guinea". Niby nic szczególnego, ale właśnie ten mały krążek dokonał przełomu. Singiel stał się megahitem (w sumie ukazał się w 5-ciu edycjach i jest chyba najbardziej znanym utworem FSOL w kręgu klubowo-dance'owym). Być może właśnie ten niespodziewany sukces spowodował, że artyści pozostali przy pseudonimie 'FSOL'. Rok 1992 r. to kontynuacja serii EPek i pierwsza "pełnometrażowa" płyta. Nakładem Jumpin' & Pumpin' ukazuje się krążek "Accelerator". Płyta była utrzymana jeszcze w klimatach techno-dance. Jednak artyści wydawali się już być w jakiś sposób znudzeni mało rozwijającym techno.
Pod koniec 1993 r. ukazuje się singiel "Cascade", zapowiadający drugą płytę zespołu. W MTV zadebiutował teledysk pod tym samym tytułem. Kiedy w 1994 r. ukazał się dwupłytowy album "Lifeforms", popyt chwilami przewyższał podaż. Warto wspomnieć o dwóch muzykach występujących gościnnie na tej płycie. Utwór "Flak" współtworzył Robert Fripp, a "Omnipresence" to wspólne dzieło FSOLa i Klausa Schulze. Krążkiem "Lifeforms" artyści dali do zrozumienia, że nie mają zamiaru ograniczać się jedynie do jednego gatunku muzycznego (sami określają album jako "ekstremalnie realistyczny"). Renomę i sukces grupy potwierdził kolejny singiel (rozwinięcie tytułowego utworu "Lifeforms").
ISDN
W 1994 r. obaj muzycy rozpoczęli pracę nad zupełnie nowym materiałem, całkowicie odmiennym od "Lifeforms" i wszystkich wcześniejszych dokonań. Materiał miał być pierwotnie przeznaczony tylko do występów live. Ponieważ artystów standardowe koncerty na żywo zupełnie nie interesowały, wymyślili sobie, że połączą dziesiątki stacji radiowych w jedną sieć i ze swojego studia będą transmitować muzykę na pół-żywo na cały świat. W tym celu postanowiono wykorzystać technologię ISDN (w wielkim skrócie - jest to cyfrowe łącze telefoniczne). Niestety pomysł nie mógł być zrealizowany z powodów technicznych i politycznych (wiele stacji radiowych nie miało wtedy łącz ISDN, a ponadto większość z nich sprzeciwiała się łączeniu w sieć), jednakże można było prowadzić transmisję do jednej określonej stacji. Pierwszą oficjalną emisją ISDN była sesja live z Robertem Frippem 14 maja 1994 r. w BBC Radio One pod tytułem "The Essential Mix". Potem nie sposób było zliczyć i zlokalizować wszystkich transmisji. Nadawany materiał był na tyle wartościowy i interesujący, że zdecydowano się go wydać publicznie. Wraz z końcem 1994 r. w Wielkiej Brytanii pojawił się album "ISDN" o czarnej okładce, (limitowany do 10 tys. kopii). Na początku 1995 r. za pośrednictwem amerykańskiego przedstawiciela FSOLa - firmy Astralwerks w USA ukazało się drugie 10 tys. kopii tego albumu (czarnego). W sumie wytłoczono 20 tys. egz. (16 tys. to CD, a 4 tys. to winyle). Nakład rozszedł się w ciągu trzech dni od daty wydania. Nie zaspokoiło to w żaden sposób popytu (zarówno w Europie jak i w USA). Fani zaczęli "bombardować" wydawcę i dystrybutorów postulatami o reedycję płyty, którą ostatecznie zapowiedziano na czerwiec 1995 r. Nielimitowana wersja "ISDN" zawierała dodatkowo 16 stronicową wkładkę oraz nieco zmieniony zestaw utworów. Najbardziej rzucającą się w oczy zmianą była jednak okładka, która w przeciwieństwie do edycji limitowanych była biała. Dzięki "ISDN" FSOL wymknął się wszelkim definicjom muzycznym i próbom etykietkowania. Artyści udowodnili, że ich twórczość jest jedyna w swoim rodzaju.
Dead Cities
Po wydaniu reedycji "ISDN" i towarzyszącego mu singla na kilka miesięcy ucichło w mediach o zespole. Jednak artyści nie próżnowali. Dougans rozpracowywał nowy sprzęt i nowe technologie opracowując nowe brzmienia, a Cobain kompletował materiał obserwując i rejestrując na taśmie magnetofonowej i kliszy fotograficznej urywki i momenty z życia wielkomiejskiego Londynu. Dwoistość w muzyce duetu (wynikająca z różnych osobowości muzyków) szczególnie zarysowywała się w ich nowym projekcie.
W drugiej połowie 1996 r. w stacjach telewizyjnych pojawił się teledysk promujący utwór "My Kingdom" a w sklepach singiel pod tym samym tytułem oraz płyta "Dead Cities" zawierająca trzynaście kompozycji, których tytuły do dziś pozostają owiane mgiełką niepewności (głównie ze względu na dość niejednoznaczny spis utworów na tylnej stronie okładki). Na krążku oprócz całkiem nowych kompozycji znalazły się już znane "Herd Killing" i "We Have Explosive". Ten drugi utwór wywołał pewne zamieszanie. Kompozycja absolutnie nie pasowała klimatem do reszty, była po prostu dobrym materiałem na... hit klubowy. Niby nic szczególnego, ale moment pojawienia się w mediach zbiegł się w czasie ze zjawiskiem tzw. elektronicznej rewolucji. Rynek przyjął "We Have Explosive" jako kolejny produkt ówczesnej fali techno i postawił całkowicie niesłusznie FSOL w jednym rzędzie z zespołami Prodigy, Chemical Brothers czy Underworld. Virgin zdecydowanie zareagował na możliwość dodatkowego zarobku i planowane na 1997 r. wydawnictwo singlowe postanowił rozbić na dwie części, jedną "klubową" oraz standardowy singiel FSOLa (czyli pięcioczęściowy integralny utwór trwający ponad 29 minut, który mógł odstraszyć potencjalnych klientów). Jedynie amerykański Astralwerks zdecydował się na wydanie całości na jednej płycie.
Sama płyta może się wydać trochę nierówna. Spotkamy na niej kompozycje rytmiczne (coś co określiłbym mianem 'industrial-techno', choćby wspomniany "We Have Explosive"), ale też bardziej ambientowe, medytacyjne, tajemnicze (np. "Everyone in the World is Doing Something"), nostalgiczne (zwraca uwagę zupełnie nieelektroniczny, fortepianowy "My Kingdom+") czy wręcz eksperymentalne (kakofoniczne "Antique Toy"). Takie nagromadzenie różnorodnych dźwięków może przyprawić o przysłowiowy "ból głowy". Jednakże niecodzienne zestawienia barw, niespodziewane "uniki" rytmu, sample nieoczekiwanych instrumentów czy też przetworzone głosy sprawiają, że... tak nie jest (szczególnie jeśli po pierwszym spotkaniu nie odstawimy płytki na półkę tylko skusimy się na kolejne sesje). Swoisty kolaż nastrojów agresywności, pewnej zadziorności, smutku i melancholii. Coś na kształt bliżej nie sprecyzowanego studium rozkładu chylącego się ku upadkowi świata czy też "podróży" do nieokreślonych martwych miast. Czyżby ilustracja dzieła zniszczenia? Interpretacja jest zależna od słuchacza. Mroczne i bardzo pesymistyczne klimaty przewijają się przez całą płytę zmuszając do refleksji.
Wielu potencjalnym odbiorcom taka różnorodność z pewnością nie będzie odpowiadać (nie mówiąc o samym stylu, który bliski jest tzw. nowej elektronice). Płyta w odbiorze łatwa nie jest, ale (mimo pewnego "bałaganiarstwa") miłośnicy dźwiękowych eksperymentów mogą odnaleźć podczas jej słuchania wiele przyjemności.
Na zakończenie
Twórczość muzyków na przestrzeni lat była (i nadal jest) bardzo różnorodna, słuchając jednak "Lifeforms" czy też opisanej wyżej "Dead Cities", nie można przejść obojętnie obok tego czego dokonali wspólnie panowie Brian Dougans i Gary Cobain.