Dodano: 23 kwietnia 2010 r., 23:30:35
Ostatnia aktualizacja: 24 kwietnia 2010 r., 16:05:25
Game over
Po jak długim czasie twój facet zaczął z niechęcią patrzeć na twoją mini spódniczkę, którą zakładasz na wypad po mieście z przyjaciółką? Kiedy zwrócił uwagę, że masz zbyt agresywny makijaż i z miną dezaprobaty podliczył wydatki na kosmetyczkę, fryzjera czy solarium?
Jednym z dziwactw rządzących zachowaniami ludzi, jest niewątpliwie dzielenie związku partnerskiego czy małżeńskiego na etapy. Z własnej obserwacji doliczyłam się pięciu. Jako pierwszy występuje oczywiście etap wzajemnej adoracji, po nim następuje etap bolesnych rozczarowań, zaraz za nim etap wzajemnego, niestety już nie łóżkowego, „docierania się”. Dwa ostatnie, to etap rutyny w związku i etap „powtórnej młodości”, czyli okres przelotnych lub mniej przelotnych romansów. Mężczyźni zwykli nazywać go kryzysem wieku średniego. Czasami bywa, że po tych pięciu szczeblach ewolucji związku, następuje jeszcze szósty, zwany przeze mnie „pogonią za rozumem” lub po prostu powrotem do rzeczywistości.
Przy okazji tego felietonu zajmę się analizą tylko pierwszego etapu, czyli wzajemnej adoracji. Ta część związku jest chyba najbardziej zabawna. Obie strony charakteryzuje wtedy czasowa irracjonalność, euforia i utrata logiki w działaniu, lub jakby to nazwał nasz królewiecki filozof Kant, brakiem krytycznej władzy sądzenia. Tak więc, podczas naszych godów staramy się dawać z siebie maksymalnie dużo, nie przeklinać, mniej palić, nie puszczać gazów, nie bekać, nie siorbać herbaty z kubka, a co najważniejsze, patrzeć ze swoim partnerem w przyszłość w jednym kierunku. Nielogiczność tego ostatniego polega na błędnym rozumieniu słów „druga połowa”, które to zwykliśmy rozumieć jako nasze lustrzane odbicie a nie jako dopełniające nas przeciwieństwo. Przypomina mi się tutaj fragment najbardziej absurdalnej komedii świata „Rrrrr”, którą
bardzo lubię:
Adam: Co lubisz?
Kto: Liście.
Adam: Ojej, to tak jak ja!
Ktoś mógłby w tym miejscu zarzucić mi niesprawiedliwość oceny. Życie przecież jest wystarczająco przeciętne, a odrobina szaleństwa tylko je urozmaica. Możliwe, ja jednak twierdzę, że owo szaleństwo jest tylko pięknem urojonym, przypominającym swoją forma ściśniętą sprężynę, która odbije w nas tym większą siłą, im mocniej jest ściskana.
Jeden z powodów naszych późniejszych rozczarowań polega na tym właśnie, że kobieta i mężczyzna zawsze stanowić będą swoje przeciwieństwo. Utożsamiając partnera ze swoim lustrzanym odbiciem popadamy w paranoję ciągłego dopasowywania go „pod siebie”.
Konsekwencją tego stanu rzeczy może być tylko nasz ból i rozczarowanie. Dla przykładu powtórzę moje pytanie z nagłówka: od kiedy twój facet zaczął z niechęcią patrzeć na twoją mini spódniczkę, którą zakładasz na wypad po mieście z przyjaciółką? Kiedy zwrócił uwagę, że masz zbyt agresywny makijaż i z miną dezaprobaty podliczył wydatki na kosmetyczkę, fryzjera czy solarium?
Moja znajoma nigdy nie potrafiła zrozumieć dlaczego jej mąż po ślubie zaczął źle reagować na czerwoną miniówkę, którą zwykła zakładać jeszcze przed ślubem i którą wtedy jeszcze jej ukochany tak lubił. Odpowiedz jest bardzo prosta. Owa miniówka, przed ślubem była w oczach jej męża elementem powabu i uwodzenia. Po ślubie jej partner uznał, że etap zalotów się skończył, więc i samo używanie jego rekwizytów uznał za bezsensowne.
Czemu tak się dzieje? Czemu mężczyźnie trudno jest zrozumieć, że pewne zachowania kobiet wynikają ze swoistego, estetycznego poczucia smaku oraz z zupełnie bezinteresownej chęci bycia piękną? Mężczyzna odbiera takie zachowanie jako powrót do okresu zalotów i w sposób naturalny zaczyna obawiać się swojej pozycji w związku, która wydaje mu się być „podkopywana”. Panowie do wszystkiego podchodzą w sposób zadaniowy, do małżeństwa również i wypływa to z ich natury. Męskie zaloty przypominają trochę zachowania samców ze świata zwierząt. Wszyscy wiemy jak pięknie wygląda paw czy kazuar kiedy pragnie wywrzeć wrażenie na samicy. Okres ten trwa określoną ilość

czasu, po czym wszystko wraca do normy. Ani sam paw, ani jego samica nie widzą sensu w przedłużaniu tego okresu, kiedy jest już po fakcie, wiadomo jakim. Podobnie myśli mężczyzna i czuje się całkowicie zdezorientowany, kiedy kobieta wciąż żąda od niego ciągłego jej adorowania. W jego mniemaniu kobieta już została zdobyta, więc jej żądania wydają się nie mieć racjonalnego wytłumaczenia. Jakby tego było mało, ukochana wciąż wymaga od niego nieskazitelnej czystości, golenia się i oblewania perfumami, co sprawia mu niebagatelną trudność. Jakaż bowiem samica pawia kazałaby swojemu panu nosić rozłożony ogon? Może to i piękne, myślą nasi panowie, ale jakież niewygodne!
Kiedy myślę nad rozwojem świata, w podziw wpadam jak wiele człowiek odkrył i osiągnął w dziedzinie techniki. Ulepszył świat i sprawił, że niemożliwe stało się możliwym. Co jednak zrobił na poziomie swojego życia duchowego czy emocjonalnego?
Kobieta i mężczyzna są częściami tego samego, lecz są to części o przeciwnych biegunach. Świat logiki i świat intuicji, świat racjonalny i świat irracjonalny a po środku stoi lustro. Nie po to jednak by się w nim przeglądać, lecz po to by przez nie przejść i poznać co kryje się po drugiej stronie.