Kategoria: Kultura i sztuka > Teatr
Tagi: Grease
Rodzaj: Felieton
Dodano: 28 grudnia 2008 r., 18:05:21
Region: Polska
Ostatnia aktualizacja: 28 grudnia 2008 r., 18:05:21
Trudna sztuka czy wolna amerykanka - teksty piosenek w polskim "Grease"
Grease to jeden z najsłynniejszych musicali na świecie. Po raz pierwszy wystawiono go w 1971 roku, już po siedmiu latach powstał film kinowy. Na polską wersję trzeba było czekać do 2002 roku. Spektakl w teatrze "Roma" cieszył się ogromną popularnością. Polskie libretto stworzyłJerzy Siemasz, a teksty piosenek zaadaptował Andrzej Ozga.
DUŻA RZECZ, czyli z czym mierzy się tłumacz
Grease to jeden z najsłynniejszych musicali na świecie. Po raz pierwszy wystawiono go w 1971 roku w eksperymentalnym Kingstone Mines Theatre w Chicago, w dawnej zajezdni tramwajowej. Budżet przedsięwzięcia nie przekroczył 200 dolarów, ale spektakl utrzymywał się na afiszu przez ponad osiem miesięcy. Dla twórców, gitarzysty Jima Jacobsa i autora piosenek Warrena Casey’a, było to niemałe zaskoczenie. Kiedy wystawiali po raz pierwszy musical o pokoleniu lat 50., o fanach Paula Anki i Roya Orbisona, na listach przebojów brzmiała zupełnie inna muzyka: psychodeliczny rock. Od trzech sezonów triumfy na Broadwayu święcił zaangażowany musical "Hair", manifest pokolenia dzieci kwiatów, które nie chciały iść na wojnę w Wietnamie.
Trzon fabuły musicalu Grease stanowi błaha historyjka o miłości dwojga nastolatków pochodzących z zupełnie innych światów. Amerykanin Danny i Australijka Sandy spotykają się w czasie wakacji i bardzo w sobie zakochują. Nie przewidują, że przyjdzie im się spotkać we wrześniu w tej samej szkole, gdzie niewinna i grzeczna Sandy przekona się, że jej ukochany nie jest tym, kim się wydawał. Okaże się jednym z „niegrzecznych chłopców”, który nie może sobie pozwolić na utratę „reputacji”. Sandy zaprzyjaźni się z „niegrzecznymi dziewczynami”, ale szybko zda sobie sprawę, że zupełnie nie pasuje do towarzystwa. Postanowi więc stać się jedną z amerykańskich dziewcząt, przebrać z różowej sukieneczki w czarną skórzaną kurtkę... i stanie się szczęśliwa. Banalne, a na dodatek niepedagogiczne.
Grease był w zamyśle twórców satyrą na obyczajowość lat 50., ale także wyrazem nostalgii za szczęśliwą epoką low-riderów, fast-foodów i wypomadowanych włosów a’ la Presley, które wymagały nieustannego przyczesywania. Był wspomnieniem młodości rock'n'rolla, kiedy muzyka ta nie była politycznym manifestem, a służyła przede wszystkim do tańca na prywatkach i szkolnych zabawach organizowanych pod czujnym okiem wychowawców.
Nieoczekiwany sukces nie uszedł uwagi producentów z Broadwayu. Już rok później odbyła się premiera Grease w Eden Theatre w Nowym Jorku. Wkrótce potem rozpoczęło się tournee po Stanach Zjednoczonych. W rolę jednego z chłopców - Danny'ego, wcielił się 17-letni wówczas John Travolta. Spektakl Grease grany był w Australii, Czechach, na Węgrzech, w Austrii i w Niemczech. Nominowano go do nagród Tony i Grammy. Wobec niesłabnącego zainteresowania spektaklem, w 1978 roku odbyła się premiera filmowej wersji Grease, w reżyserii Randala Kleisera. Travolta wystąpił w roli głównej, a u jego boku zagrała Olivia Newton-John. Wielkim sukcesem okazały się piosenki z filmu. Summer Night i You are the one that I want utrzymywały się w 1978 roku na pierwszych miejscach brytyjskich list przebojów przez dziewięć tygodni.
5 stycznia 2002 roku odbyła się prapremiera polskiej wersji Grease. Jak przystało na teatr muzyczny Roma, było to widowisko pełne rozmachu - 50 aktorów i tancerzy, dopracowana monumentalna scenografia, dodające niesamowitości efekty świetlne. Budżet musicalu wyniósł 1,7 mln złotych. Warszawski teatr muzyczny, znany z inscenizacji takich hitów jak Miss Saigon czy Koty, nie zawiódł miłośników brylantyny (grease – ‘brylantyna, pomada do włosów’). Mimo iż Warszawa w 1959 roku wyglądała zupełnie inaczej niż Chicago, a Burger King, w którym spotykają się bohaterowie, pojawił się nad Wisłą stosunkowo niedawno, w Polsce musical ma rzeszę wiernych fanów. I choć nasi ojcowie czy dziadkowie rozbijali się raczej junakami i syrenkami niż cadillacami (jeśli w ogóle byli zmotoryzowani), także u nas spektakl ten na długo zagościł w repertuarze teatru.
Być może miała na to wpływ niesłabnąca w Polsce moda na Amerykę i jej kulturę popularną. Jest jednak w Grease coś jeszcze, co uwodzi cały świat... niewątpliwie są to piosenki, które wpadają w ucho i uwodzą melodią. Nie bez powodu były przebojami w swoim czasie i wciąż są jednymi z najlepiej rozpoznawanych szlagierów. Są także nieodłączną częścią musicalu, choć powstały dopiero dla potrzeb filmowej wersji.
W tym artykule zajmę się analizą tłumaczenia wspomnianych dwóch najpopularniejszych piosenek: Summer Nights oraz You’re the one that I want.
WOLNA AMERYKANKA, czyli analiza semantyczna materiału
Libretto polskiego Grease stworzył Jerzy Siemasz, natomiast autorem polskiej wersji piosenek w musicalu jest Andrzej Ozga, „aktor, reżyser, piosenkarz, autor i satyryk specjalizujący się w piosence literackiej oraz formach kabaretowych, teatralnych i radiowych” , innymi słowy człowiek renesansu. Człowiek ten ma na swym koncie ponad 30 realizacji teatralnych i telewizyjnych powstałych w oparciu o jego piosenki, bądź tłumaczenia jego autorstwa. Pracował m.in. nad Miss Saigon, Evitą czy Kotami.
O tłumaczeniu literatury powstało wiele prac, a teoretycy spierają się wciąż nad wyższością wierności wobec piękności i vice versa. Tłumacz poezji, wobec zasad, które ciążą na jego sztuce, narażony jest na miażdżącą krytykę. Tłumacz, a właściwie twórca polskiej wersji piosenek w musicalu nie musi tak rygorystycznie przestrzegać reguł. W jego przypadku, tak jak w przekładzie dialogów do filmu, najważniejsze jest oddanie głównego sensu wypowiedzi.
Pomijam te fragmenty, które przetłumaczone są dosłownie lub parafrazują słowa oryginału. Przedmiotem analizy będą jedynie te, które zostały zmienione, a jest ich znacząca większość.
Letnia miłość
W piosence Summer Nights Danny i Sandy zdają relację ze swej letniej przygody, opowiadają ze szczegółami, co się wydarzyło. Wiele fraz zostało zmienionych na zasadzie prawdopodobieństwa zaistniałych sytuacji. I tak np. „He swam by me got my suit damp” zostało zamienione na „Biegł i chlapał po plaży wzdłuż”, a „We went strolling drank lemonade” to „Na bulwarze lody i krem”. Zdania te nie zmieniają sensu całej piosenki. Nawet zamiana bohatera z milutkiego (ang. cute) na takiego, „co tak dużo wie” nie czyni szkody.
Problem pojawia się, kiedy słowa opowieści nie są jedynie sprawozdaniem z letniej przygody. Istotną sprawą w tej piosence jest podkreślenie odmienności historii, jakie opowiadają chłopak i dziewczyna. Mimo iż sytuacja ta została w przekładzie uchwycona, nie jest tak wyrazista jak w oryginale. Wpływa na to tłumaczenie kilku wersów.
Relacja Danny’ego o uratowaniu dziewczyny, kiedy tonęła, w angielskiej wersji podsumowana jest słowami Sandy: „He showed off splashing around” , które wyjaśniają, że tak naprawdę nic jej nie groziło. Polski tekst pozostawia stwierdzenie chłopaka bez takiego komentarza, słowa „Zgrywał się, że skądś mnie zna” nie tylko nie oddają oryginału, ale dodatkowo zaciemniają obraz. Kiedy para spędza razem czas, przywołanie sposobu, w jaki chłopak mógł zwrócić na siebie uwagę, aby rozpocząć znajomość jest nie na miejscu.
W kolejnych wersach: "S: He got friendly holding my hand/ D: She got friendly down in the sand" - "On nieśmiało ujął ma dłoń/ Szła na całość ja razem z nią" -
widać wprawdzie różny punkt widzenia, nie jest on jednak tak mocno podkreślony. Anaforyczne zaprzyjaźnianie się, w różny sposób opisywane przez Danny’ego i Sandy, stanowi w oryginale chwyt wdzięczny i jest najbardziej sugestywnym wyrazem odmienności spojrzenia czy też popisywania się chłopaka.
„Zgrywanie się” bohatera sięga szczytu wraz ze słowami „We made out under the dock” , które jednoznacznie wskazują na bliską relację dwojga. W polskiej wersji zostają one zawoalowane („W parku kąt kolejny krok”) i nie są już dowodem na ewidentne kłamstwo nastolatka. Nie oddają oryginału także poniższe wersy:
D: So I told her we'd still be friends/ S: Then we made our true love vow - Lecz wakacji skończył się czas / Było moc czarownych słów
Słowa Danny’ego to przecież popularny sposób zakończenia znajomości, gdy tymczasem Sandy twierdzi, iż przysięgali sobie miłość! Kolejny wyraz rozbieżności zeznań został pominięty.
Ciekawskie nastolatki
Zakochani nie opowiadają swych historii jedynie publiczności. Partnerami dialogu są koleżanki i koledzy, którzy dopytują o szczegóły. Dlatego też Danny trochę „ściemnia”. Frazą, którą uznaję za najlepsze posunięcie w całym tłumaczeniu jest przełożenie fragmentu: „Tell me more, tell me more” jako „No i co? No i co?”. Świetnie oddaje charakter słów, które padają z ust chłopców i dziewcząt, a mają być naleganiem na kontynuowanie historii. Myślę, że nie można było lepiej tego zrobić, szczególnie biorąc pod uwagę ograniczenia, które charakteryzują tłumaczenia tego typu, i do których przyjdzie mi powrócić w swoim czasie.
„Zbiorowe nagabywania” rówieśników nie są w polskiej wersji wolne od zmian znaczenia. „Love at first sight” staje się poważną “miłością po grób”, a pytanie o to „How much dough did he spend” zmienia się w: „Czy na lunch zabrał cię”?. Odstępstwa te jednak nie wpływają znacząco na tekst.
Zdarza się jednak także niezwykle niefortunne tłumaczenie. Pytanie jednego z chłopców – „Could she get me a friend?” w polskiej wersji brzmi: ”Mógłbyś poznać z nią mnie?”. Jest ono kompletnie niezgodne z oryginałem i może zaskoczyć odbiorcę. Jest nieprzyzwoite nawet jak na obyczajowość „greaserów”, szczególnie przy zeufemizowanym uprzednio „make out”.
Prawdziwa miłość czy pożądanie?
W piosence You’re the one that I want odmieniona już Sandy próbuje przekonać swego ukochanego do prawdziwości swojego uczucia i do tego, aby przyznał się, że też kocha. Już na etapie tłumaczenia tytułowego wyznania widzimy znaczne odstępstwo. Zwrot „Chcę od zaraz cię mieć” wskazuje bowiem na inny typ uczucia. Wyznanie oryginału podkreśla autentyczność i siłę miłości, tłumaczenie zaś może wskazywać na jej chwilowość i znamiona cielesności. Wrażenie, jakie można odnieść na podstawie wyżej wspomnianego wersu złagodzone zostaje przez tłumaczenie frazy: „The one I need, oh yes indeed”. Słowa „Za wszystkich mi wystarczysz ty!” zbliżają całe wyznanie do jego natury zgodnej z oryginałem.
Powrót na lekcję fizyki
Wspomniany utwór rozpoczyna się opisem wrażeń fizycznych, które wywołane są przez zakochanie. Odczucia spowodowane obecnością drugiej osoby zostają przedstawione jako energia i moc prądu elektrycznego: „The power you're supplying/ Is Electrifying!” . Czy będzie to polskie 220V czy amerykańskie 110V – porażenie prądem uznać można za bardzo silne doznanie. W polskiej wersji pozostajemy na gruncie fizyki, jednak z elektryczności przenosimy się na magnetyzm – ekstremalne wrażenia zostają przez to znacznie złagodzone. „Bo te fale ty nadajesz/ Magnetyczne fale”, które „zwalają” wprawdzie z nóg „jak prąd”, ale spójnik „jak” sprawia, że nie jest to już tak sugestywne.
Serce lepiej wie?
Im dalej, tym bardziej oddalamy się od oryginału. Cała piosenka jest wariacją na temat oryginalnego tekstu. Użyte dwa razy w angielskiej wersji słowo „heart” staje się wytrychem przekładu. W polskim tekście „serce” pojawia się aż pięć razy i, o ile w oryginale jest to tylko serce dziewczyny, które „nastawione” jest na Danny’ego („My heart is set on you”) i przed którym musi być szczera („To my heart I must be true”), o tyle przekład obfituje w odwołania do serca chłopaka. Sugestia bohaterki „You better understand” zastąpiona jest moralizatorskim „Serce lepiej wie”, nieśmiały i nie skłonny do wyznań Danny zdaniem dziewczyny „sercu mówi pass”. Chęć udowodnienia, że jego wiara w możliwość sprostania roli faceta, jakiego pragnie dziewczyna jest usprawiedliwiona, zostaje kompletnie pominięta na korzyść przyznania, że „Serce zawsze rację ma”. Ale czy nie ma lepszego sposobu na przekonanie kobiety do siebie jak przyznanie jej racji? Szkoda tylko, że w ten sposób uczucie zostaje skonwencjonalizowane i strywializowane.
TRUDNA SZTUKA! czyli o czym nie można zapomnieć
Na podstawie wyżej przedstawionej analizy semantycznej przekładu można by wydać dość jednoznaczny sąd. Posługując się terminologią Allegro – przewaga komentarzy negatywnych decyduje o ujemnej ocenie użytkownika. Należy jednak zachować szczególną ostrożność. W przekładzie tego typu autor musi się bowiem zmierzyć z rzeczą wymagającą niemałej sprawności w posługiwaniu się językiem, a także inwencji. Priorytetem w tłumaczeniu piosenek z musicalu jest bowiem zgodność liczby sylab z oryginałem. I nie chodzi tylko o ilość sylab jako taką, ważne jest także, aby akcentowane były te same zgłoski. Muzyka jest tu podstawą, od której nie ma mowy o odstępstwach. Najważniejsze jest, aby to, co słyszy widz w teatrze było miłe dla ucha. Nie bez znaczenia jest także takie skonstruowanie tekstu, aby ten bez trudu dał się zaśpiewać, czyli nie łamał języków wykonawców. Szeleszczący język polski nie ułatwia tego zadania. Tłumacz przy doborze słów powinien zatem unikać tych, które zawierają dużą liczbę spółgłosek syczących i ciszących lub zbitki spółgłoskowe. Tym zadaniom sprostał Ozga bez zarzutu. Nieliczne odstępstwa w liczbie sylab są w zasadzie niezauważalne, a słowa zdają się być dobierane według klucza: „jak najmniej spółgłosek”.
Autor przekładu nie przewiduje, że ktoś zajmie się szczegółową analizą jego tłumaczenia. Skupia się głównie na wyżej wymienionych sprawach. Samo zdobycie tekstów piosenek wiąże się z koniecznością spisania ich ze słuchu, teatr nie opublikował bowiem libretta. I tutaj niezaprzeczalne okazuje się spełnienie postulatu wyrazistości tekstu. Skoro zatem można odnaleźć na forach internetowych teksty piosenek spisane (podobno) tylko na podstawie obejrzanego musicalu – brawa dla tłumacza! W tej sytuacji sama treść tekstów zostaje niejako odciążona.
Ponadto, pozwolę sobie zadać retoryczne pytanie: czy w wypadku tak „zaangażowanej twórczości” jak Grease bardzo istotne jest oddanie wszystkich niuansów? Czy spektakl, w którym najistotniejszy jest taniec, muzyka, dekoracja, stroje i rekwizyty, w czasie którego na scenę wjeżdża „wypasiona bryka” i którego fabuła nie pretenduje do miana skomplikowanej, wymaga więcej od tłumacza?
Tym, którzy sądzą, że dało się „to” lepiej zrobić proponuję próbę – stworzenie własnego przekładu. Ja poddałam się szybko...
Autor: paulina
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
20 kwietnia 2009 r.
04 stycznia 2010 r.
1736
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska