Dodano: 16 lutego 2010 r., 21:24:19
Ostatnia aktualizacja: 28 lutego 2010 r., 14:21:21
"I widziałem..."
Pamięć, wspomnienie może być jak kolec jeżowca, który utkwił w ciele. Można dłubać w ranie, a on wciąż tkwi, rozpadając się na coraz mniejsze okruchy. Mieszkańcy Oceanii chcąc się ich pozbyć, trą pumeksem ranę tak zapamiętale, aż powstanie krwawa miazga, która zabliźniwszy się szpetnie, wchłonie kolczaste drobinki.
Rzeczywistość odbija się swoim piętnem w naszym umyśle, formując w każdym z nas osobny wszechświat. Odchodząc w nieśmiertelną nicość nasza osobowość - wspomnienia tkane cienkimi nićmi światła - ulega bezpowrotnie rozpadowi. Człowiek, gdy chce dać świadectwo prawdzie, podąża za nią w swoich czynach. Ona sama, czy chcemy tego czy nie, tworzy nas również wtedy, gdy na nią „patrzymy.” Pamięć, wspomnienie może być jak kolec jeżowca, który utkwił w ciele. Można dłubać w ranie, a on wciąż tkwi, rozpadając się na coraz mniejsze okruchy. Mieszkańcy Oceanii chcąc się ich pozbyć, trą pumeksem ranę tak zapamiętale, aż powstanie krwawa miazga, która zabliźniwszy się szpetnie, wchłonie kolczaste drobinki.
Takim „pumeksem” bywa akt twórczy, który uwalnia artystę od niesionej w sobie przeszłości, stwarzając możliwość, by tym, którzy odeszli, wznieść „pomnik trwalszy niźli ze spiżu”. „Idź i patrz” to film radziecki nakręcony w 1985 r. przez Elema Klimowa, którego scenariusz napisał wspólnie z białoruskim pisarzem Aleśem Adamowiczem. Film osadzony jest mocno w twórczości tego prozaika - dokumentalisty. Utwory takie jak „Partyzanci” (tekst biograficzny o chłopcu walczącym w oddziale partyzanckim) czy „Chatyńskie opowieści” (historia zagłady wsi) stały się inspiracją dla powstałego dzieła.
Białoruś, rok 1943, na tyłach frontu Niemcy toczą wojnę partyzancką. Kilkunastoletni Flora przyłącza się do ukrywającego się w lesie oddziału partyzantów. Udział w walce nie jest jednak dla chłopaka szkołą odwagi. Przeżywszy bombardowanie, powraca wraz ze swą przyjaciółką Głaszą do rodzinnej wsi, by odkryć śmierć swojej matki i sióstr. Uciekając ze spacyfikowanego przez Niemców domu, natrafia na ukrywających się na bagnach pozostałych przy życiu sąsiadów. W poczuciu obowiązku, postanawia wraz z grupką mężczyzn podjąć się zdobycia dla ocalonych żywności, po którą wyruszają do pobliskiej miejscowości. Wyprawa okazuje się katastrofą. Florę ratuje miejscowy gospodarz. Szaleńcza wędrówka chłopca nabiera nowego wymiaru gdy do wsi „gospodarza” wkracza niemieckie Einzacgrupen*. Żołnierze spędzają mieszkańców do drewnianego magazynu i podpalają budynek. Wszystko za sprawą rzekomego znieważenia niemieckiego żołnierza. W odwecie białoruscy partyzanci dokonują krwawej masakry niemieckich zbrodniarzy. Wszystkie te dramaty są udziałem Flory, który w końcowej scenie filmu, w akcie bezsilności, strzela do portretu Hitlera.
Tak w skrócie można by opisać dzieło Elema Klimowa, gdyby stanowiło ono jedynie paradokument. Artysta uciekł jednak, zarówno przed konwencją dokumentu, jak i sztampą kina wojennego. Stworzył dzieło o uniwersalnym i niebywale plastycznym wyrazie, pełne magii i ludowo-biblijnej symboliki.

Rusałka
Metoda reżyserska ukazująca historię Flory, skupia się na wytworzeniu przeświadczenia obcowania z opowieścią, w której to, co nienazwane i nierzeczywiste staje się udziałem widza. Choć świat, ludzie oraz przyroda przedstawieni są w sposób naturalistyczny, to reżyserowi udaje się ukazać biologiczną siłę, na poły mistyczną, która przenika rzeczywistość zmieniając ją w samo powtarzając się wzór-ogród koncentracyjny.
Ambiwalentne uczucie realności, a zarazem transcendencji, spotęgowane jest obrazami śmiertelnego piękna białoruskiej przyrody. Impresyjne krajobrazy padającego w lesie deszczu, łąk nade wszystko bagien, nadają niejako guślarski rys przedstawianej rzeczywistości. Incydentalne pojawianie się muzyki pogłębia ten efekt, ponieważ pozwala widzowi zanurzyć się w symfonii dźwięków świata, z którym obcuje. Cisza grana muzyką lasu wzmaga nasze poczucie lęku i osaczenia. Mamy niejako wrażenie, że słyszymy szelest liści, poruszanych podmuchami wiatru.
Pierwsza scena filmu - w której to mały chłopiec, starczym, przypominającym warczenie psa głosem, naśladuje zasłyszane rozmowy żołnierzy, by następnie pomóc Florze przy rozgrzebywaniu świeżo zakopanych zwłok rozstrzelanych partyzantów - jest czytelnym sygnałem o wszechogarniającym złu, manifestującym się tu i teraz. Deprawacja dzieci szukających broni pośród trupów, jest zwiastunem nadchodzącej apokalipsy.
„A gdy otworzył wtórą pieczęć, słyszałem wtóre zwierzę mówiące: idź i patrz!
I wyszedł drugi koń rydzy; a temu, który na nim siedział, dano, aby odjął pokój z ziemi, a iżby
jedni drugich zabijali, i dano mu miecz wielki. …
A gdy otworzył czwartą pieczęć, słyszałem głos czwartego zwierzęcia mówiący: idź i patrz!
I widziałem, a oto koń płowy, a tego, który siedział na nim, imię było śmierć, a piekło szło za
nim; i dana im jest moc nad czwartą częścią ziemi, aby zabijali mieczem i
głodem, i morem, i przez zwierzęta ziemskie.”**

Przeklinam Cię, na wieki wieków. Amen.
Zarówno tytuł filmu, jak i świat w nim przedstawiony, wprost nawiązują do apokaliptycznej wizji św. Jana. Militarna symbolika użyta w ewangelii (szarańcza o ludzkich twarzach, konie bojowe), przynosi wizje wojennej zagłady, która jawi się białoruskim chłopom, jako maszyneria, żelazna maszkara. Nie ma możliwości ucieczki przed jej mocą. Nieustający huk i warkot wypełnia powietrze, z nieba spada „grad i ogień, i od dymu studni zaćmiło się słońce i powietrze, i spłonęła trzecia część drzew, i nastąpiły błyskawice, głos, gromy”. Bezsilność ludzi stojących samotnie naprzeciw mechanicznej wojnie, wyraźnie widać w scenie przedstawiającej magiczny rytuał stworzenia kukły Hitlera, która niczym marzanna ma symbolizować wygnanie zła.
Wędrówka Flory jest przejściem prze kolejne kręgi piekła, odkrywaniem marności tego świata. Punkt kulminacyjny filmu staje się niejako manifestacją biblijnego proroctwa, które żołnierze niemieccy sumiennie wypełniają, dokonując spalenia mieszkańców wsi Pierachody. Trudno znaleźć w historii kina obraz o podobnej sile wyrazu, nie chodzi tu bynajmniej o eskalacje okrucieństwa, ale o swoiste napięcie, jakie towarzyszy tym obrazom. Zwierzęce okrucieństwo tej zbrodni, przeplata groteskowy wizerunek żołnierzy, którzy niczym obwoźna trupa cyrkowa w rytm dobiegającej z głośników muzyki, tworzą obłąkańczy spektakl pt. „Zabijanie na śniadanie”. Mistrzem tej ceremonii jest piekielnik, Kozak, którego głos niesie wołanie: „Cisza! Zaczynamy ogólne zebranie! Zapisujcie się do dyskusji!”

Szarańcza
Flora ucieka z czekającego na śmierć tłumu, stłoczonego w budynku. Od tej chwili nie może już nic zrobić,
„może tylko patrzeć na płomienie. Jego spojrzenie jest dla widza jakby punktem odniesienia. Wezwanie „idź i patrz”, a zwłaszcza „patrz” kierowane do Flory to przede wszystkim zwrócenie uwagi na obrazy, na to, co „się staje” przed oczyma. Przymus oglądania staje się udziałem chłopca, a za jego pośrednictwem także widza, wydanego na pastwę tej samej rzeczywistości”.***
Postać dziecka, pozbawiona psychologicznej głębi - charakterystycznej dla dorosłego - niczym „czyste” zwierciadło odbija w sobie ogrom męki, na którą zostają skazani mieszkańcy wsi. Flora nie jest bohaterem filmu, pełni on w nim raczej rolę świadka. Kamera nie jest na nim szczególnie skupiona. Jednocześnie podkreśla jego znaczenie jako tego, który patrzy, bowiem to on jest „depozytariuszem spojrzenia”.
Wyjątkowe, uniwersalne przesłanie charakteryzuje zakończenie filmu. Reżyser ukazuje w nim moment rozstrzelania niemieckich oprawców, którzy stanąwszy się ofiarami błagają o litość. Wieńczy je symboliczna scena, w której Flora strzela do leżącego w kałuży

Pocztówka z wakacji
portretu Hitlera (z białoruskim napisem „Hitler wyzwoliciel”). W tym samym momencie, przed oczyma widzów pojawia się seria dokumentalnych zdjęć pokazujących wojnę, bombardowania, obozy koncentracyjne, a przede wszystkim Führera - przemawiającego, otoczonego członkami Hitlerjugend - rówieśnikami Flory. Zdjęcia montowane są „od tyłu”, dzięki temu zabiegowi cofamy się w historii, aż do samego jej początku, do dzieciństwa Hitlera. Ostatnia fotografia przedstawia go, jako niemowlę siedzące na kolanach matki. W tym momencie Flora waha się i przestaje strzelać. Gest ten jest niejednoznaczny, bowiem „sekundę” wcześniej chłopak zdemaskował młodego Niemca, który zamkniętym w magazynie mieszkańcom, na chwilę przed ich podpaleniem, ogłosił:
„Wychodzić bez dzieci. Dzieci zostawić.” Żołnierz ten w odpowiedzi na atak Flory, patrząc śmierci w oczy, nieomal w natchnieniu, zwrócił się do zgromadzonych wokół partyzantów słowami:
„Powiedziałem tak, bo wszystko zaczyna się od dzieci. Nie powinniście istnieć. Nie wszystkie narody maja prawo do przyszłości. Niższe rasy płodzą zarazę komunizmu. Nie powinniście istnieć. I misja zostanie wypełniona. Dziś albo jutro”.
Rodzi się pytanie o kształt „jutra”. Jakie wartości przekażą przyszłym pokoleniom Ci, którzy noszą w sobie pamięć o tych wydarzeniach? Nienawiść, żądze zemsty? Takie uczucia stają się niejako naturalną reakcją na zło, jakiego doświadczyli. Marek Edelmana powiedział, że „człowiek, który przeżył obóz koncentracyjny jest zły”, bowiem przenika go rzeczywistość, w której jednostka ludzka została zredukowana do roli przedmiotu. Codzienny triumf nazizmu polegał na stworzeniu okoliczności, w których bezwolni ludzie oślepieni głodem i strachem, zjadają się nawzajem. Nie wszyscy ocaleni mają świadomość tego piętna. Nieufność, strach, pogarda to słowa klucze otwierające wewnętrzny świat ich wyobrażeń. Jakie ma to konsekwencję dla relacji z innymi ludźmi, jak rzutuje na sposób „wyobrażania” sobie świata i rządzących nim zależności? W jakimś sensie wojna dla części z nich nigdy się nie skończyła. Szpetna blizna, którą noszą w sercu nie zawsze pozwala zapomnieć. Często stwarza to sytuację, w której doświadczenie osobiste, tworzy prawdę historyczną, szukającą rewanżu, umacniającą pamięć, która piętnuje winnych, stwarzając sytuację, w której „my” skrzywdzeni czujemy się moralnie na tyle mocni, by móc z czystym sumieniem krzywdzić innych.
Przypis:
*
Einsatzgruppen formacje SS o charakterze wojskowo-policyjnym, działające na terenach okupowanych w ramach akcji specjalnych. Walczyły z partyzantką w ramach działań policyjnych. Sonderaction to program eksterminacji ludności cywilnej podczas akcji odwetowych oraz ludności żydowskiej w ramach ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Podczas wojny na Wschodzie, wyposażono je w mobilne komory gazowe (ciężarówki).
**Apokalipsa św. Jana Roz.6
*** Komentarz pod red. dr hab. Krzysztof Loska, prof. UJ, do wydanego przez Gazetę Wyborczą filmu "Idź i patrz".
Komentarz autora:
Tytuł rosyjski "Idi i smotri."