Dodano: 11 stycznia 2009 r., 17:46:44
Ostatnia aktualizacja: 11 stycznia 2009 r., 17:46:44
Śmierć na nartach wywołała debatę nt. obowiązkowych kasków
Riesneralm, strzałka - miejsce wypadku
Śmierć kobiety w mocno nagłośnionym w krajach alpejskich wypadku, który miał miejsce na stoku austriackiego ośrodka Riesneralm, wstrząsnęła wielbicielami szusowania i rozpoczęła debatę na temat bezpieczeństwa na stokach.
W tym roku w Alpach stosunkowo wcześnie spadło mnóstwo śniegu, więc z początkiem nowego roku sezon był już w pełni. Tymczasem wiadomość o fatalnym w skutki wypadku przyćmiła zwykle frywolną i radosną atmosferą tej części roku.
- W zeszłym tygodniu kupiłem kask – przyznaje się szusujący w Kitzbuehel Gudruni i tłumaczy: – Jeżdżę od 15 lat i nigdy nie miałem kasku, ale teraz po prostu postanowiłem, że chcę stanąć po bezpiecznej stronie.
Niemcy i Austriacy byli zszokowani wypadkiem z udziałem niemieckiego polityka, Dietera Althausa.
Na okładce austriackiego tabloidu Kronen Zeitung pojawił się nagłówek: "Czy jeżdżenie w kaskach nie powinno być obowiązkowe?"
Oskarżenie o nieumyślne spowodowanie śmierci
W wypadku, który miał miejsce w Nowy Rok, w wyniku zderzenia na stoku zginęła narciarka ze Słowacji, a 50-letni Althaus, premier Turyngii (kraju związkowego we wschodniej części Niemiec), odniósł poważne obrażenia. Althaus został przewieziony helikopterem do szpitala w Schwarzwach, gdzie lekarze wprowadzili go w stan śpiączki farmakologicznej. Zdaniem chirurgów, Althaus ma uszkodzoną czaszkę i mózg. Neurolodzy twierdzą, że najprawdopodobniej to kask, który miał na głowie, uratował mu życie.
Beata Christandl, 41-letnia matka czwórki dzieci, jeździła bez kasku. Umarła w drodze do szpitala wskutek wieloogniskowego urazu mózgu.
Althaus został wybudzony ze śpiączki i, jak twierdzą lekarze, jego stan się poprawia. – Pan Althaus nic nie pamięta – powiedział dr Reinhard Lenzhofer ze szpitala w Schwarzach. – Nie pamięta, co działo się przed wypadkiem ani nic, co miało miejsce później.
Zderzenie miało miejsce na połączeniu dwóch tras w austriackim ośrodku narciarskim Riesneralm. Według doniesień niemieckich mediów Althaus jechał czerwoną, trudniejszą trasą, krzyżującą się z łatwiejszą - niebieską, którą szusowała Beata Christandl. Jeden z policjantów badających sprawę stwierdził, że oboje poruszali się z prędkością około 50 km/h. Austriacka prokuratura wszczęła postępowanie wobec Althausa – rozpoczęła śledztwo dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci. Przesłuchano naocznego świadka. Austriaccy policjanci są skonsternowani, bowiem warunki na stoku były dobre, a Althaus i Christandl byli doświadczonymi narciarzami.
Przepełnione stoki
Josef Schmid, rzecznik Austriackiego Związku Narciarstwa, nawołuje wszystkich wielbicieli białego szaleństwa do ostrożności. – Zalecamy wszystkim narciarzom jeżdżenie w kaskach. Nie tylko małe dzieci, ale także dorośli potrzebują ochrony – stwierdził. – Na nowych, carvingowych nartach jeździ się dużo szybciej i łatwo przecenić swoje umiejętności. Poza tym stoki są przepełnione, a jeżdżenie w kasku znacznie poprawia bezpieczeństwo.
Politycy i sportowcy wzywają do nałożenia na narciarzy i snowboardzistów obowiązku jeżdżenia w kaskach w Austrii i Niemczech. We Włoszech w kasku jeździć muszą dzieci do 14 roku życia. Pomysł ten uzyskał aprobatę narciarskiej elity.
– Kaski zmniejszają nasilenie ewentualnych obrażeń – słusznie zauważyła 33-letnia mistrzyni olimpijska w slalomie Niemka Hilde Gerg.
Komentarz autora:
Na podstawie: Ski death provokes helmet debate, BBC News.