Dodano: 25 kwietnia 2010 r., 02:04:28
Ostatnia aktualizacja: 25 kwietnia 2010 r., 02:04:28
Il mano del Diavolo
Właściwie wszystkie większe spory między facetami rozbijają się o kobiety. Zakochany mężczyzna jest w stanie zrobić wszystko, aby osiągnąć swój cel. Jeżeli na dokładkę pochodzi z zamożnej rodziny, to wojna jest prawie murowana. Najciekawszych historyjek z dziedziny dramatów miłosnych należy szukać między innym na terenie Włoch. Ciekawy naród.
Tak mi się w życiu złożyło, że zawsze mam pod górkę. Obecnie, na przykład, za sprawą Matki Bożej z Porto Salvo, szykują mi się dwie, marnie przespane noce. Oczywiście sama Matka Boska ma w tym najmniejszy udział, chociaż…
Mieszkam na przedmieściach małego, kalabryjskiego miasteczka o nazwie Melito di Porto Salvo. Z reguły jest tu cicho i spokojnie, szumi morze, świergolą ptaszki, żywej duszy na horyzoncie. Oaza spokoju, rzec można. Jednak raz do roku spokój ten zakłóca trzydniowa festa, organizowana na rzecz wspomnianej już przeze mnie Matki Bożej. Przy tej okazji zjeżdżają się rzemieślnicy z pobliskich miejscowości, po to by zaprezentować swoje towary, które i tak można dostać w zwykły dzień na bazarze, tyle że taniej. Nie przeszkadza to bynajmniej tłumnie oblegających stragany ludzi, których radosny gwar współgra z folklorystyczną tarantelą, graną, wytupywaną i wyklaskiwaną na tysiące różnych sposobów. Wygląda to nawet ciekawie, biorąc pod uwagę fakt, że bawiący się ludzie w większości stanowią grupę społeczną o nazwie młodzież. Samą tarantelę też można przeboleć, a nawet polubić, o ile nie jest się skazanym na jej słuchanie przez dłuższy okres czasu. Zerkam przez okno i widzę kilku młodzieńców z tamburynami. Grają ochoczo a jakiś mocno wiekowy staruszek intonuje melodię. Uśmiecham się do własnych myśli, bo w głowie mam obraz polskiego „dresa” nucącego krakowiaka.
Specyfiką tego święta jest również to, że poza mnóstwem uroczystości kościelnych, organizowana jest też procesja do pewnego sanktuarium, umiejscowionego w pobliżu zamku, którego mury skrywają mroczną tajemnicę tragicznej miłości. Zarówno ów zamek, jak i sama góra noszą nazwę Pentidattilo, a ja korzystając z faktu, że mam czasu więcej niż bym chciała, myślę, że mogłabym ową historię w skrócie opowiedzieć.

W drugiej połowie siedemnastego wieku okolice góry Pentidattilo znajdowały się w rękach dwóch szlacheckich rodzin, rodziny markiza Alberti i rodziny barona Abenavoli. Oba rody nigdy nie żyły ze sobą w zgodzie, co było całkiem zrozumiałe i wynikało ze sporu o wpływy. Jednak około roku 1680 sam wicekról Neapolu zdecydował się ów spór zażegnać, grożąc pacyfikacją rejonu. Chcąc, nie chcąc do zgody dojść musiało. Baron, głowa rodu Abenavoli, miał nawet w planie poślubienie córki markiza, Antonietty. Tak się jednak złożyło, że syn markiza, Lorenzo Alberti wyjechał do Neapolu, gdzie poślubił Katarzynę Cortez i stał się zięciem wicekróla. Nowożeńcy powrócili do Pentidattilo w ramach podróży poślubnej, zabierając ze sobą stosowny orszak towarzyszący. Był w nim teść Lorenzo z żoną i synem Petrillo. Po krótkim pobycie teściowie zdecydowali o swoim powrocie, jednak Petrillo, który poznał Antoniettę wymówił się złym samopoczuciem aby pozostać dłużej i móc się z nią spotykać. Nie trzeba było długo czekać. Petrillo i Antonietta postanowili się pobrać. Z resztą zgodę na to wyraziły obie rodziny zakochanych. Niestety wieść dotarła również do barona Bernardino Abenavoli. Jego krew zawrzała, duma została urażona. W nocy 16 kwietnia 1686 roku zebrał swych żołnierzy i korzystając ze zdrady sługi swych wrogów, wtargął na zamek. Jako pierwszy zginął śpiący Lorenzo, którego uśmierciły 2 kule i 17 ran ciętych. Jego dziewięcioletni brat został roztrzaskany o skały pod oknami twierdzy. Z całej obsady zamku przeżyły tylko 4 osoby: siostra Atnonietty, jej matka oraz sama Antonietta i Petrillo. Abenavoli zabrał ich do swego zamku Montebello jako zabezpieczenie przed zemstą wicekróla. Dwa dni później zmusił Antoniettę do ślubu. Uzyskawszy go, uciekał dalej porzucając zakładników, a swoją żonę umieszczając w klasztorze. Dotarł aż do Wiednia, gdzie zaciągnął się do armii i w stopniu kapitana zginął od kuli armatniej na polu bitwy. Rodzina Petrillo zaopiekowała się Antoniettą, Kościół unieważnił ślub zawarty pod przymusem. Głowy głównego zdrajcy rodziny Alberti oraz jego wspólników zawisły na murach Pentidattilo. Jednak Antonietta zdecydowała się wstąpić do klasztoru klauzurowego w Reggio, przeżywając ból świadomości, że przez nią wybito całą jej rodzinę.
Wiele lat po tych wydarzeniach ukuto nazwę „Il mano del Diavolo” (Ręka Diabła), na określenie wież zamku wychodzących na miasto. Tych samych, które były świadkami miłości, zdrady i rzezi.
Znowu zerkam przez okno. Ludzie wciąż oblegają stoiska, dzieci tańczą a powietrze pachnie bazylią i rozmarynem. Za tym całym zgiełkiem słychać coś jeszcze, szum fal coraz mocniej uderzających o kamienistą plażę. Słychać też lekki podmuch wiatru ale… inny niż zwykle, smutny, zawodzący, jakby usta kochanka szeptały coś pospiesznie. Coś nie dopowiedzianego, urwanego w pół zdania. Smutno mi. Idę na spacer.