Kategoria: Twórczość
Tagi: pomyłki, prawo
Rodzaj: Beletrystyka
Dodano: 12 lipca 2009 r., 01:29:37
Region: Polska
Ostatnia aktualizacja: 12 lipca 2009 r., 01:29:37
Inaczej niż myślisz
setka
Poszedł do banku po kasę. Wcisnął guzik i dostał numerek z informacją, że kilkunastu klientów jest przed nim. Skorzystał z okazji i poszedł do działu wydającego karty płatnicze (od maja już czekała, jak co roku). Ponieważ zdrapkowa karta do internetowych transakcji się pomału wykańczała, także dostał kolejną.
Wyjątkowo nikogo nie było (same panie w okienkach - żadnego klienta), zatem załatwił owe sprawy od ręki, jednak kolejka przed kasami była dość długa... W końcu gong i tablica z numerem obwieściły, że pora na niego - poprosił o 2800 zł. Pani wzięła pliczek setek i wrzuciła na zliczarkę - czerwone diodowe "patyczki" pokazały liczbę 33. Pani odliczyła pięć banknotów i ponownie zatrudniła maszynkę, która - jak należało się spodziewać - pokazała żądaną liczbę, czyli 28.
Formularze zostały wypełnione na drukarce, podpisane i ostemplowane. Pani ponownie zaprosiła go do sprawdzenia licznika i bankowy gość wziął bez liczenia plik banknotów, okutał go pokwitowaniem i schował do tylnej kieszeni spodni, gdzie już były dwa wartościowe papierki - 100 i 10 zł...
Nad ranem - jak co (roboczego) dnia wbił się w spodnie tudzież inne odzienie, obuł się i już zamierzał wyjść do pracy, ale coś go tknęło. Sprawdził plik banknotów - w zawiniątku było tylko 26 banknotów a poza nim "poprzednie" 110 zł.
Przeżył konsternację - czyżby go oszukano w banku? Ale w jaki sposób? Przecież widział, że od 33 banknotów odjęto 5 i wyraźnie widać było na czytniku 28. Czy mogło być 26 banknotów? Wprawdzie "patyczkowe" cyfry mają właściwości, że w razie uszkodzenia jednego z "patyczków" zamiast cyfry 8 widzimy 6, ale przecież niemożliwa jest sytuacja odwrotna, a przysiągłby, że widział 28! No niemożliwe, aby zliczarka była "ustawiona" pod kontem jelenia, bo prędzej czy później to by się wydało i to raczej prędzej...
Po drodze z banku do domu mógłby go ktoś okraść, ale nie tak finezyjnie, wszak łatwiej byłoby cały plik wyciągnąć z kieszeni, niż tylko dwa banknoty i to omijając dwa "stare" - wariant bez sensu.
Pojechał do pracy i po drodze zastanawiał się nad zgłoszeniem tego incydentu w banku - ale co miałby powiedzieć? Że widział liczby 33 i 28? I że mógł przecież przeliczyć dobytek, jeśli nie zaraz przy kasie, to chociaż przy wyjściu z banku? A może zanosiło się na wykrycie jakiejś afery - że niby zliczarki są umiejętnie "przekręcane" na niekorzyść klienta? Ale to bez sensu - przecież kasjerka nie wie, czy klient przeliczy wypłatę przy niej, a wystarczyłoby tylko jedno takie sprawdzenie i wykazanie, że maszynka zamiast szóstki pokazuje ósemkę i afera natychmiast wychodzi na jaw. Nie, to jednak nie podstęp uczciwej pracownicy banku. Ale co (w takim razie)?
W pracy było sporo zajęć, zatem sprawa utraty dwóch stów wyleciała mu z głowy.
Pod koniec dnia pracy zadzwoniła do niego żona. Od niechcenia zapytał - "kochanie, czy brałaś jakieś pieniążki z domu?". Z drugiej strony kabla usłyszał słodkie - "owszem, wzięłam dwieście złotych z kieszeni twoich spodni" (słodkie podwójnie, bowiem kasa się... odnalazła!). "No nie!" - pomyślał - "a sądziłem, że padłem ofiarą wyrafinowanego spisku, wszak banki tylko czyhają na nasze walory".
Sprawa zatem się wyjaśniła, ale problem szerszej natury pozostał, a nawet nie dawał mu spokoju - ileż to spraw jawi się nam jako oczywiste, a są w istocie całkiem inne?
Ileż wyroków (w tym najwyższych) zapadło, bowiem świadkowie przysięgali (w dobrej wierze!), że widzieli coś, a dokładnie nie widzieli, lecz im rozum podpowiadał, że inaczej widzieć nie mogli?
Iluż ludzi zginęło podczas wojny i okupacji tylko dlatego, że komuś się coś przywidziało - oskarżył niewinnego człowieka, partyzanci albo okupanci go zamordowali, zaś osoba wskazująca palcem na ofiarę (albo pisząca nań donos), po zabiciu tego człowieka uświadamiała sobie, że popełniła straszliwy błąd, którego się nie da niczym odkupić? Jakie to musi być straszliwe uczucie, a można być pewnym, że takich przypadków były tysiące!
Jest krótki a pouczający film Hitchcocka... Otóż pani powiedziała mężowi, że właśnie została spostponowana. Oboje wsiedli do auta i rozpoczęli przeczesywać okolicy. W pewnym momencie żona pokazuje na przechodnia, który zaczyna uciekać przed nimi. Małżonek dogania go i zabija. Wracają do wozu i jadą do domu. Po paru przecznicach, żona reaguje podobnie, widząc idącego ulicą mężczyznę - pokazuje mężowi, wołając: "to on!".
Może się zdarzyć, że coś ocenisz całkiem inaczej, niż to początkowo wygląda. I może to być straszliwy a nieodwracalny błąd...
Autor: Mirnal
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(24 września 2009 r., 13:49:30)
Nie wiem czy nie lepiej byłoby ten tekst pozostawić bez krytyki, bo zauważyłam, że autor jest nieco przewrażliwiony i o swoją "wykańczającą się kartę" mógłby prowadzić wojnę. Nie czepiam się użytego czasownika i nie widzę tu żadnego błędu związanego z jego użyciem.
Jednak tekst jest dosyć słaby stylistycznie. Już po wstępie zastanawiałam się czy w ogóle czytać całość.
Przesłanie sensowne, przykład życiowy, ale temat jakoś kiepsko zrealizowany.
(04 sierpnia 2009 r., 09:41:16)
Podoba mi się. Nie uważam, że jedynym sensownym sposobem na tworzenie literatury jest posługiwanie się skrupulatnym, poprawnym gramatycznie i leksykalnie językiem. W codziennej mowie, co chwilę padają średnio poprawne zwroty. Z resztą ostatnio obserwuje się tendencję do wychodzenia literatury poza sztywne ramy językowe - może po to, aby ułatwić życie czytelnikowi? Pojawiające się na potęgę wulgaryzmy też raczej nikogo nie gorszą, pomimo, że są wykluczone z kręgi języka literackiego...
Jaki autor, taki tekst - dokładnie - jeden dramatyzuje oklepane tematy, drugi wybiera bardziej krętą drogę i daje swoim tekstem materiał do refleksji...
(16 lipca 2009 r., 17:12:04)
Alunia, Ty o poprawianiu się wiesz najwięcej z nas i korzystasz w rad innych... o ironio!
Mi się tekst bardzo podoba, duży plus!
(15 lipca 2009 r., 09:31:48)
Oczywiści, że można tak mówić i Twoje argumenty są w pewnym stopniu słuszne. Tylko po co się zniżać do tego poziomu wypowiedzi? Nie lepiej używać synonimów, które brzmią w sposób odpowiedni? Oczywiście takie prawo autora. Ale jaki autor, taki tekst niestety, więc warto czasem coś poprawić.
(15 lipca 2009 r., 00:29:20)
Proszę zwrócić uwagę na drugie znaczenie. Może zgłosimy błąd?
http://sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2539451
wykończyć — wykańczać, wykończać
1. «wykonać prace kończące jakieś dzieło»
2. «zużyć coś do końca»
3. pot. «spowodować czyjąś śmierć»
4. pot. «być przyczyną czyjegoś zmęczenia, osłabienia»
5. pot. «zniszczyć kogoś».
Najpoprawniej pewnie byłoby - ważność karty chyliła się ku upadkowi... :)

A jeśli już jesteśmy przekonani, że tekst jest kiepski (w tym na podstawie swoich błędnych interpretacji), to potem trudno się wycofać z tej tezy - wiadomo, że jest zły. Dlaczego? Bo "tak".

Można losowo przepisać stronę (poza dialogami) z dzieła (np. "Doktor Żywago") i omówić równie krytycznie - dłużyzna, bez sensu, niczego nie wnosi itp. I rozważać - "na uniwersytecie", czy "w uniwersytecie".
To jak? Silnik może ledwo zipać, skoro nie żyje? A może zdechnąć? A jeśli ktoś napisze "silnik mi padł", to jak mamy to rozumieć? Szedł i padł? Jechał i padł? A może walczył i (bohatersko) był padł?
(15 lipca 2009 r., 00:04:40)
Karta nie jest żywa, ale nadzieja żywa także nie jest, a mamy tytuł "Nadzieja umiera ostatnia" - pierwsza książka Haliny Birenbaum. Może prześlemy uwagę do Autorki? Autostrada nie jest z gumy, ale potrafi się ciągnąć kilometrami. Zwierzęta nie są aktorami, ale "wilki występują w Bieszczadach". Gdzie jest napisane, że w beletrystyce tylko żywe podmioty mogą się wykańczać? Jeśli ktoś powie, że akumulator się wykańcza, to poprawiamy, że się wyczerpuje? Przecież jest spora przygarść synonimów, które w języku urzędowym mogą nie "pasować", ale potocznie nie robią ujemnego wrażenia (choćby to słowo - "pasować"). Ja widziałem, że banknoty włożono na zliczarkę, nie zaś do jej wnętrza. Jeśli kontenery ładujemy do wnętrza statku, to czy mówimy "płyną w statku", a jeśli na pokładzie, to "na statku", czy nie wnikamy w ich położenie? Gdybym napisał "jak co dnia", to dokładny czytelnik zapytałby, czy także w niedzielę, stąd nawias. Owszem, nietypowo, ale takie prawo autora...
(14 lipca 2009 r., 17:12:41)
" zdrapkowa karta do internetowych transakcji się pomału wykańczała" ?? Karta nie jest żywą istotą i nie może się wykończyć. Może się co najwyżej skończyć lub wyczerpać. Prawidłowo powinno to brzmieć: " zdrapkowa karta do wykonywania internetowych transakcji, powoli się kończyła". "wrzuciła na zliczarkę" Poprawnie: wrzuciła do zliczarki.
"Nad ranem - jak co (roboczego) dnia" - niepotrzebne wtrącenie w nawiasie, które nijak się ma do tekstu prozatorskiego.
Dodatkowo trafna pointa, ale niestety słabo ujęta w słowa. Na mnie ten tekst nie robi wrażenia. Tym bardziej, że jest bardzo słaby stylistycznie.
(12 lipca 2009 r., 21:40:51)
Proste i z przesłaniem. Uwielbiam takie teksty. :)
I to prawda, że ludzie często coś robią zbyt pochopnie... niestety.
(12 lipca 2009 r., 11:40:20)
Kobiety :P? No wiesz?! :P Sympatycznie napisane :)
1 - 9 z 9 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
10 maja 2009 r.
13 września 2010 r.
696
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska