Dodano: 18 października 2010 r., 13:51:35
Ostatnia aktualizacja: 18 października 2010 r., 13:51:35
Inkwizycja w popkulturze: kilka słów o „Officium Secretum”
Kilka słów o „Officium Secretum” Marcina Wrońskiego.
Miałem ochotę otruć mnicha - tak Umberto Eco wyjaśnia genezę powstania swojej najsłynniejszej powieści. W "Dopiskach na marginesie Imienia Róży" - który traktować można jako coś w rodzaju meta-wprowadzenia do oryginalnej treści książki - znaleźć można więcej szczegółów na temat pracy autora. Eco pisze tam m.in. o metafizyce powieści kryminalnej, podkreślając jednak od razu, że „Imię Róży” nie do końca pasuje do schematu takich powieści („odkrywa się raczej niewiele, a detektyw ponosi klęskę”). Siła kryminału polegać ma nie na tym, że czytelnik odkrywa trupy zamordowanych i z napięciem oczekuje na odkrycie prawdy, przywracające mu (chociaż nieco wirtualnie) elementarne poczucie ładu i sprawiedliwości. Siła kryminału polega raczej na tym, że "przedstawia w stanie czystym historię domysłów", na których tak naprawdę zbudowana jest nasza egzystencja. Eco żartuje: "w gruncie rzeczy podstawowe pytanie filozofii brzmi tak samo jak w powieści kryminalnej: kto zawinił?".
Kryminał jest więc przestrzenią, która nie tylko wypełniona jest domysłami, ale która daje nam możliwość ostatecznego nad nimi zapanowania. Jeśli książka jest kiepska, nie mamy z tym specjalnych kłopotów i bardzo szybko odkrywamy „prawdę”. Jeśli mamy do czynienia z arcydziełem sprawa się komplikuje i z opresji uratować nas może tylko autor, pod koniec narracji odsłaniający wszystkie nieodkryte przez nas kulisy i motywacje zbrodni. Zupełnie inaczej czyta się Imię Róży po raz pierwszy nie znając efektów śledztwa Wilhelma z Baskerville, a zupełnie inaczej wracając do książki po raz kolejny. Znając prawdę o zbrodni możemy dotrzeć do kolejnego poziomu powieści, zasłoniętego maską kryminalnej narracji, delektować się niezliczonymi odniesieniami do średniowiecznej historii i kultury czy badać ukrytą pod fabułą konstrukcję tekstu.
Przeszłość jest wobec nas bezbronna i daje się swobodne formułować. Eco bez trudu łączy w jedną narrację rozmaite wątki średniowiecznej historii, dowolnie manipulując faktami, tytułami średniowiecznych dzieł , a nawet przycinając filozoficzne dyskursy średniowiecza pod potrzeby rozbudowanych dialogów i dysput, będących chyba jednym z najbardziej zajmujących elementów jego powieści. Dziedzictwo średniowiecza to źródło niezliczonej ilości fabuł, postaci, toposów i obrazów, które pozostają atrakcyjne nawet dla współczesnego człowieka, oddzielonego od tej epoki buforem nie tylko wielu wieków, ale też zupełnie innej mentalności.
Kultura popularna remiksuje średniowiecze, wytwarzając coraz to nowe produkty oparte często jedynie na ogólnym wyobrażeniu o tej epoce. Z czym kojarzy się średniowiecze? Z zamkiem, rycerzem, kościołem i wszechobecną religią, w końcu z herezjami i inkwizycją. Skoro kryminał to historia domysłów, inkwizycja i Kościół mogą być wygodnym elementem kryminalnych fabuł. U Eco co prawda tajemnicą jest raczej morderstwo a nie instytucja dbająca o czystość wiary, jednak pokusa wykorzystania popularnych wyobrażeń o historii Kościoła i inkwizycji i jest wciąż duża. I ostatecznie taki zabieg może liczyć na przychylność czytelników.
Dowodzi temu choćby to, co działo się po opublikowaniu „Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna (i premierze filmu pod tym samym tytułem). Książka, która rozeszła się w prawie 80 milionach egzemplarzy wywołała nie tylko entuzjastyczną reakcję wielbicieli tropienia tajemnic w Kościele (co objawiało się nawet w specjalnych wycieczkach organizowanych do miejsc opisanych w fabule), ale nawet sprowokowała sam Kościół do skomentowania absurdalnych tez zawartych w tej powieści (nawet polski episkopat wydał na jej temat specjalne oświadczenie w kwietniu 2005 roku).
To oczywiście nie jedyne odniesienie do ukrytych działań Kościoła w produktach kultury popularnej, które pojawiły się na rynku w ciągu ostatnich kilku lat. W „Narrenturm” Andrzeja Sapkowskiego (pierwszej części „trylogii husyckiej”) Reinmar z Bielawy prześladowany jest przez przeszukującą Śląsk w poszukiwaniu heretyków inkwizycję i ostatecznie trafia do tytułowego Narrenturmu („wieży błaznów”), gdzie autor gromadzi niezwykle zabawną zbieraninę średniowiecznych typów, tajemniczych heretyków i obłąkanych szaleńców. W wydanym niedawno przez WAB opowiadaniu Marcina Wrońskiego „Pies Pański” remiksowanie inkwizycji polega na przeniesieniu schematu jej funkcjonowania na czasy współczesnej Polski (w tle pojawiają się esbeckie teczki i znana z mediów sprawa betanek z Kazimierza Dolnego). Ostateczną dekontekstualizacją inkwizycji obserwować można chyba w Harrym Potterze w postaci Wielkiego Inkwizytora Hogwartu, dbającego o czystość nauczania młodych adeptów magii. Jest jeszcze oczywiście słynny skecz z Latającego cyrku Monty Pythona, w którym inkwizytorzy torturują swoje ofiary za pomocą… wygodnego fotela.
U Wrońskiego współczesna inkwizycja przyjmuje postać Officium Secretum, nowocześnie zarządzanej i wykorzystującej najnowsze środki komunikacji tajnej instytucji, której celem jest obrona Watykanu i Kościoła przed działalnością wywiadów obcych państw. Główny bohater – Marek Gliński okazuje się być podwójnym agentem (który za zgodą władz Officium podejmuje współpracę ze służbą bezpieczeństwa PRL) i – w przestrzeni politycznej i medialnej wojny odkrywa prawdziwe przyczyny konfliktu w kazimierskim klasztorze betanek. Wroński nawiązuje do „Imienia Róży”, robi to jednak dość powierzchownie, czerpiąc raczej ze schematu fabularnego niż z samej struktury książki Eco, nie będącej przecież jedynie kryminalną narracją.
„Officium Secretum” to – w odróżnieniu od „Imienia Róży”, na którą powołuje się autor, powieść oparta na stereotypach, które w kulturze masowej zastępują wiedzę. Przywoływanie w tekście fragmentów średniowiecznych dzieł jest u Wrońskiego tylko tłem fabuły, mającym wprowadzać czytelnika w odpowiedni „klimat”. Tymczasem u Eco średniowieczna literatura i filozofia są integralnym elementem opisywanego świata. Te dwie książki to tak naprawdę dwa różne podejścia do średniowiecznego dziedzictwa – w „Imieniu Róży” jest ono treścią, u Wrońskiego i w innych współczesnych tekstach kultury – tylko tłem narracji.
(Warto poświęcić chwilę na obejrzenie rozmowy z autorem, zarejestrowanej na
Onet.tv. Gościem w studiu jest też ojciec Paweł Krupa, dominikanin, który w interesujący sposób recenzuje powieść Wrońskiego, komentując szerzej problem obecności w popkulturowych narracjach toposu Kościoła jako tajemnicy).