Dodano: 10 grudnia 2009 r., 13:45:22
Ostatnia aktualizacja: 10 grudnia 2009 r., 18:18:27
Skandynawia - kino ponad komercją
Dzisiejsze kino zalewa nas falą wielkich, komercyjnych produkcji, gdzie forma przedkładana jest nad treść, efekty specjalne nad fabułę. Alternatywą dla tego rodzaju filmów jest Skandynawia. I choć kino jest jedno to reżyserzy z tego zakątka świata tworzą niejako obok, wypisują się ze wszystkiego, co oferuje świat techniki i ogromnych pieniędzy.
Ale to już było i...triumfalnie wraca</akapit>
W latach 60. XX w. kinem zawładnęła tzw. Nowa Fala. Co w niej było takiego innowacyjnego? Hasła o indywidualizmie i absolutnej wolności w doborze środków. Jednak efektem tych sloganów były jedynie nowe filmy nie wnoszące niczego oryginalnego, będące mniej lub bardziej udanymi kopiami, „powielaczami” utartych standardów.</akapit>
Aż wreszcie nadszedł rok 1995... Wtedy, w Kopenhadze, w jednej z restauracji, spotkało się czterech duńskich reżyserów: Lars von Trier, Thomas Vinterberg, Kristian Levring oraz Soren Kragh-Jacobsen. Co ich połączyło? Wszyscy, może oprócz najmłodszego w gronie Vinterberga, na początku lat 90. przeżywali kryzys twórczy. W 25 minut napisali manifest będący zerwaniem z dotychczasowym nurtem kina indywidualnego, który, zdaniem wyżej wymienionych, był z założenia dekadencki. I tak narodziła się Dogma 95. Zawarto w niej dziesięć reguł. Nazwano je „Ślubami Czystości”. Wydarzenie to do dziś uważane jest za jedno z najważniejszych w dziejach współczesnej kinematografii.</akapit>
Założenia Dogmy:</akapit>
1. realizm; brak dekoracji, scenografii - wszystkie sceny muszą odbywać się w naturalnym środowisku, plenerach, nie wolno używać rekwizytów (chyba, że występują one w miejscu kręcenia scen - jeśli nie, należy takie miejsce znaleźć i przenieść tam plan);
2. dźwięk i obraz stanowią całość, w związku z czym nie mogą być tworzone oddzielnie (zabrania się stosowania muzyki, chyba że występuje naturalnie, to jest
w miejscu kręcenia);
3. kręcenie „z ręki”, co umożliwia przemieszczenie się kamery za aktorem, obraz nie może być statyczny;
4. film musi być kolorowy, nie można stosować dodatkowego oświetlenia (oprócz lampy przymocowanej do kamery) - jeśli sceny są zbyt ciemne należy je wyciąć;
5. brak filtrów i efektów optycznych;
6. brak powierzchowności akcji, tzn. morderstwa, broń nie występują;
7. zabrania się przesunięć w czasie i przestrzeni, wszystko dzieje się „tu i teraz”;
8. kręcenie filmów określonego gatunku jest zabronione;
9. kręcenie i rozpowszechnianie na taśmie 35 mm;
10. nie wolno wymieniać nazwiska reżysera w napisach końcowych.</akapit>
Jest jeszcze jedna, niepisana zasada: filmy dogmowców zawsze poruszają kontrowersyjne tematy, często pojawiają się osoby wykluczone społecznie (homoseksualiści, wariaci), desperaci - samobójcy, problemy małżeńskie lub okołomałżeńskie, patologie. „Realizm do bólu” - to jest to, co przyciąga rzeszę odbiorców, zdobywa uznanie krytyków i pozwala reżyserom na zdobywanie międzynarodowych nagród.</akapit>
Ktoś spyta: i co w tym takiego nowatorskiego, oryginalnego? Przecież to wszystko już było? Owszem. I, paradoksalnie, dlatego jest to oryginalne. Zamiast zachwycać się coraz lepszą techniką i kręceniem filmów nasyconych efektami specjalnymi, mamy tu powrót do korzeni. Obcowanie z tym kinem to swoista wycieczka w przeszłość, a nie wehikuł czasu czy po prostu opisywanie teraźniejszości. </akapit>
Dogma posiada Sekretariat, który przyznaje certyfikaty filmom zgodnym z jej duchem. Do dziś takie zaświadczenie otrzymało 19 produkcji, m.in. z numerem 1. Festen Thomasa Vinterberga czy z numerem 2. Idioci Larsa von Triera. Oczywiście nie jest tak, że owo wyróżnienie otrzymują jedynie filmy skandynawskie. Na liście są m.in. filmy argentyńskie (Fuckland Jose Luisa Marquesa), włoskie (Diapason Antonio Domenici’ego), koreańskie (Interview Daniela H. Byuna) czy...amerykańskie (np. Julien Donkey-Boy Harmony Korine’a) . Ruch Dogmy opanował cały świat...</akapit>
Lista nie jest imponująca. Reguły duńskiego manifestu są tak rygorystyczne, że przestrzeganie wszystkich jest niemal niemożliwe. Mówił o tym w jednym z wywiadów Lars von Trier: - Dogma 95 ma kilka reguł, które są niewykonalne, paradoksalne. I może dlatego powstały setki filmów, które noszą znamiona manifestu, a certyfikatu nie posiadają...</akapit>
Nieznane (w Polsce) filmy nieznanych (w Polsce) twórców</akapit>
Na pytanie o kino skandynawskie najczęściej padają dwie odpowiedzi: Ingmar Bergman i Lars von Trier. A przecież to nie jedyni reżyserzy z tej części świata...</akapit>
Fenomenem jest niewątpliwie Lukas Moodysson. I nie bez powodu właśnie temu reżyserowi poświęcę najwięcej miejsca. Przez wspomnianego wcześniej Bergmana nazywany geniuszem, przez krytyków i kolegów po fachu mianowany nadzieją szwedzkiego kina, uwielbiany przez widzów. A u nas? Niemal anonimowy, bezimienny twórca jednego z najlepszych filmów spod znaku Dogmy, Fucking Amal. W rodzinnej Szwecji film ten obejrzało ponad milion osób (na 8 milionów całkowitej liczby ludności!). U nas? Jedynie TVP pokaże czasami tę produkcję, najczęściej po godzinie 23. Dlaczego? Czy film o 16-letnich lesbijkach (Elin i Agnes) jest zbyt kontrowersyjny, by pokazać go wcześniej? Przecież nie ma tu żadnej sceny erotycznej. Czy prime time to zła pora na film dla nastolatków o nastolatkach? Skąd pewność, że kolejna amerykańska szmira będzie lepsza (czyt. chętniej oglądana) od skandynawskiego geniuszu? Przecież nikt w TVP nawet nie próbował zrobić takiego „eksperymentu”.</akapit>
Fucking Amal to film o dojrzewaniu, poszukiwaniu własnego „ja”, odkrywaniu tożsamości, stereotypach, odwadze bycia „innym” i przyznaniu się do odmienności, o miłości. Kontrowersyjny temat, ukazany w zabawno-poważny sposób to największy atut obrazu Moodyssona. W pewnym momencie Elin mówi: „A czy ja też mogę zostać lesbijką?”. Śmieszne? Może, ale bardzo wielu z nas ciągle uważa homoseksualizm za świadomy wybór,
a nie pewne uwarunkowania niezależne od danej osoby. Jakby wstać, stanąć przed lustrem i powiedzieć: „Znudziło mi się bycie hetero, od dziś będę gejem/lesbijką”.</akapit>
Nie sposób nie wspomnieć o jeszcze jednej, mniej znanej produkcji „genialnego Szweda”. Lilja 4-ever to film niezwykle gorzki, acz prawdziwy, brutalny, a realny, odległy, a tak bliski, przejmujący, wywołujący złość, gniew i sprzeciw wobec takiej rzeczywistości. Nie można napisać, że to film cudowny, wspaniały, bo to tak, jakby powiedzieć, że wojna jest czymś bezsprzecznie dobrym. Jeśli miałbym wskazać jeden film, który najbardziej mną wstrząsnął, to wybór z pewnością padłby na Lilję...”</akapit>
O co chodzi? Znowu motyw 16-letniej dziewczyny. Lilja, ukazana w ciepły, współczujący sposób, mieszka w Estonii. Jej matka wyjeżdża do Stanów i pozostawia córkę samą sobie, bez środków do życia. I tu zaczyna się dramat... Dziewczyna poznaje Andrieja. Wkrótce przystaje na jego propozycję wyjazdu do Szwecji, gdzie rzekomo czeka na nią nowe życie. Czekało - została sprzedana, wykorzystywana i zmuszana do prostytucji. Zapomniana przez matkę, oszukana przez ukochanego, z dala od rodzinnej Estonii popełnia w końcu samobójstwo. I wszystko nakręcone w taki sposób, że widz ma wrażenie, iż ogląda film dokumentalny, bez zbędnych sztuczek, koloryzowania, zgodny z regułami Dogmy. Film nie dla wszystkich, ale niezwykle ważny. </akapit>
Było poważnie, słodko-gorzko to teraz dla odmiany coś...romantycznego. Piękna i drań. fiński film Dome Karukoskiego, to historia o młodości, muzyce, pasji, miłości i dążeniu do wytyczonych celów. Nelli, piękna, młoda dziewczyna starająca się o kontrakt płytowy i Sune, drań - zimny, nieczuły producent muzyczny. Ich losy się krzyżują, ale jak to w filmach romantycznych, droga do bycia razem jest daleka. Prosta historia, nieco podobna do amerykańskiej Szkoły uczuć (z tą różnicą, że tu nikt nie umiera), może trochę mniej spójna z Dogmą, ale wciąż nosząca jej znamiona. Wspomniany film z USA zna niemal każdy, a fiński...? Pytanie retoryczne.</akapit>
Dania, miejsce narodzenia Dogmy, jest kopalnią bardzo dobrych produkcji. Jedną z nich niewątpliwie jest film Sussane Bier, Otwarte serca. Obraz niezwykle złożony; o potrzebie bliskości i akceptacji, kalectwie i niemożności pogodzenia się z losem, samotności, desperacji, lojalności, miłości. O specyfice tego filmu niech najlepiej świadczy fakt, że tak naprawdę...trudno opowiedzieć jego fabułę w taki sposób, aby nie pominąć jakiegoś istotnego faktu. I ja również się tego nie podejmę. Mogę jedynie go polecić, naprawdę warto.</akapit>
Zajrzyjmy jeszcze na Islandię. Dagur Kari zrealizował film, który mógłbym określić mianem buntowniczo - depresyjnego manifestu przeciwko życiu na wyspie na końcu świata. Mowa o Noi Albinoi. Tytułowy bohater to 17-letni chłopak, sfrustrowany, niepokorny, wiecznie gdzieś goniący, nieco zamknięty w sobie marzyciel. Pragnie uciec z zabitej dechami mieściny, w której przyszło mu żyć. Wieczny śnieg, mróz tylko potęgują to uczucie. Splot nieszczęśliwych wydarzeń doprowadza w końcu do desperackiego kroku...</akapit>
Na zakończenie zajrzyjmy jeszcze do Norwegii. Za sprawą Pettera Nessa powstał tu film zatytułowany Elling. Reżyser ukazuje losy dwóch wariatów: Kjalle, niewyżytego seksualnie olbrzyma i Elling, bezradnego, kompletnie zagubionego (a nawet zgubionego) w otaczającym go świecie, absolutnie nieprzystosowanego do życia. Otrzymują od pomocy społecznej mieszkanie i...zostają pozostawieni samym sobie. I jak to zwykle bywa w sytuacji, kiedy jeden jest nadpobudliwy, a drugi zamknięty w sobie, rodzi to szereg zabawnych sytuacji. Produkcja Nessa to jeden z tych filmów, które nie są nachalne, a śmieszą, dowcip jest wyważony i zastosowany tylko tam, gdzie jest to niezbędne. Krótko mówiąc: niezbyt wesoła sytuacja przedstawiona w wesoły sposób. I w tym największa siła tego filmu.</akapit>
Skok w bok od Ameryki</akapit>
Najwięcej filmów powstaje w Indiach, w Bollywood, jednak w polskich kinach wciąż dominują obrazy wyprodukowane przez Amerykanów. Hollywood to raj dla reżyserów, aktorów i producentów. Tam są największe pieniądze, tam są luksusy i przepych. I tak było zawsze. Ale może warto czasem zobaczyć cos innego?. Wielu Polaków deklaruje uwielbienie dla podróży. Kino skandynawskie jest doskonałą okazją do przybliżenia sobie tego pięknego zakątka świata, tamtejszej kultury. Filmy Moodyssona, von Triera i innych są niekiedy dziwne, absurdalne, ciepło-zimne, słodko-gorzkie, tak inne od tych serwowanych przez telewizje czy kina, Geograficznie tak bliskie, a jednak tak dalekie...</akapit>
To tylko kilka propozycji ze znakomitego dorobku skandynawskiej kinematografii. Jeśli ten artykuł zachęci choć jedną osobę do obejrzenia jakiegokolwiek filmu to uznam misję za spełnioną. Polecam szczególnie tym, którzy w kinie szukają czegoś więcej niż rozrywki.. </akapit>