Kategoria: Ciekawostki
Rodzaj: Felieton
Dodano: 19 marca 2010 r., 11:10:43
Region: Świat
Ostatnia aktualizacja: 19 marca 2010 r., 21:39:48
Kometa Bieli na ławie oskarżonych
Wilhelm von Biela
„Płomienie, które pożarły dużą część Chicago, miały niespotykany charakter i wywoływały wyjątkowe efekty. Całkowicie stopiły najtwardsze materiały budowlane, wcześniej uważane za ognioodporne. Żelazo, szkło, granit zostały stopione w groteskowe zlepki, jakby zostały włożone do pieca hutniczego. Żaden materiał nie zdołał się oprzeć temu podmuchowi.”
Jednym z wielu astronomów, którzy na tę kometę zwrócili uwagę, był Czech - Józef Morstad. Dokonał tego w 1820 roku i przypuszczając, iż należy ona do krótkookresowych, a swoją orbitę obiega w około sześć i pół roku (6,6), przewidział jej powrót na jesień 1826 r. Powiadomił o tym swojego przyjaciela - astronoma amatora - Wilhelma Bielę, który jako pierwszy opisał zaobserwowaną kometę obliczając jej orbitę i według ówczesnych przepisów, nadał jej tym prawem swoje nazwisko.
Charakterystyczną cechą krótkookresowych komet jest to, że stosunkowo często, regularnie wędrują ku słońcu, ponieważ jako przechwycone przez planety olbrzymy, podporządkowane im, podążają wyznaczonym przez nie nowym torem. Wilhelm von Biela, swoimi obserwacjami powracającej komety, udowodnił tezy astronomów.
Przykładowa orbita komety
Inny z astronomów - Francuz M. Damoiseau, obliczając tor Bieli, spostrzegł jednak coś więcej. Z niepokojem zauważył, że kometa przetnie orbitę Ziemi w miejscu, w którym nasza planeta znajdzie się w podobnym czasie, czyli w październiku 1832 roku. Powiadomiona o tym fakcie opinia publiczna wstrzymała oddech. Szczęśliwym trafem jednak do kraksy nie doszło, bowiem Ziemia znajdowała się o jeden swój obrót dalej, względem przecinającej jej drogę Bieli. Dzielił je od siebie miesiąc, czyli 32 tysiące kilometrów.
W 1839 roku usytuowanie Bieli było na tyle niedogodne, że uniemożliwiło to jej obserwacje. Zrewanżowała się astronomom w dwójnasób, podczas następnego przelotu w 1946 roku.
Kiedy zauważono ją 26 listopada, nic nie zapowiadało tego, co nastąpi. Kometa zachowywała się jak typowy obiekt tej natury. 29 grudnia 1845 roku dwaj amerykańscy obserwatorzy: C. Herrick i Francis Bradley, zaobserwowali tuż obok głównego obiektu, pojawienie się kolejnego o mniejszej wielkości. 13 stycznia 1946 roku dyrektor Obserwatorium Marynarki Wojennej USA Mathew Fontaine zauważył oba obiekty znajdujące się w znaczniejszej już odległości od siebie.
Na oczach obserwatorów Biela rozpadła się na dwie części, z których każda stała się jakby samodzielną kometą z jednakowymi charakterystycznymi cechami. Pierwszy raz w dziejach dokonano obserwacji takiego zjawiska.
Kometa Bieli po podziale
Rozpoczęły się dysputy na temat możliwych przyczyn takiego zachowania komety Bieli. Wykluczono wpływ Słońca, jako że obiekt znajdował się w znacznej odległości od niego. Przypuszczono, iż sprawcą mógł być Jowisz, którego kometa mijała w 1841, a tylko usytuowanie obu fragmentów względem Ziemi, uniemożliwiło zaobserwowanie podwójności.
Ostatni raz widziano obie części komety w 1852 roku. Odległość, która je dzieliła, wynosiła 2 miliony kilometrów. Chociaż z uwagą doszukiwano się jej śladów w okresach kolejnych: w 1859, 1866, to nigdy już nie zdołano zobaczyć podwójnej komety Bieli.
Żyjący w owych czasach austriacki atronom Edmund Weiss ze szczególną uwagą przyglądał się zjawisku meteorów. Wysunął tezę, że można odróżnić od siebie źródła pochodzenia tak zwanych „spadających gwiazd”. Zaobserwował, iż nie należy łączyć pojedynczych „spadków” meteoroidów, przemierzających własną drogą Układ Słoneczny, z tymi resztkami materii, które komety pozostawiają na swoich orbitach. Cząsteczki te, z różnymi prędkościami wędrują wokół Słońca, tworząc specyficzny strumień gubionej przez kometę materii.
Kiedy cząstka meteoroidu wpada w ziemską atmosferę, jej żywot jest dramatyczny, a efekt zjawiska widowiskowy. Spalające się podczas silnego tarcia okruchy na krótko rozjaśniają niebo, co romantyczni obserwatorzy zwą „spadaniem gwiazd”.
Weiss zwrócił uwagę na różnicę, którą stanowi ilość spalających się okruchów podczas obserwowanych zjawisk meteorowych. Wyznaczył orbity poszczególnych komet, w tym Bieli i wskazał na roje meteorów podążające tą drogą. Uznał, że kiedy orbita Ziemi przecina się z węzłami orbit komet, to zwykle o określonym czasie i miejscu, zachodzi zjawisko ściągania w atmosferę ziemską tych spośród kometarnych resztek, które znalazły się na jej drodze.
Jako miejsce dla ewentualnych pozostałości po rozpadzie komety Bieli, które można by zaobserwować z Ziemi wyznaczono konstelację Andromedy.
Edmund Weiss, poparty uznaniem innych astronomów, wyznaczył datę ukazania się roju meteorów, po macierzystej komecie zwanych Bielidami, a z racji umiejscowienia - Andromedydami. Spodziewano się ich jesienią 1872 roku.
Istnieje też teoria zaprzeczająca wersji jakoby kometa Bieli pojawiła się w 1852 roku, a zjawisko, o którym za chwilę, nie było przewidywane i zaskoczyło astronomów. Po raz czwarty z rzędu, wyczekiwać miano pojawienia się komety.
To, co ujrzano na niebie wieczorem 27 listopada 1872 roku przeszło do historii. W ciągu jednej minuty spadało około stu meteorów, a efekt by tak widowiskowy, że pojawiły się liczne ryciny, przedstawiające ten szczególny rodzaj fajerwerków nazwany „radiantem”.
Szybko przeanalizowano znane z literatury opisy rojów meteorowych i dowodzono, iż kometa Bieli, oraz jej liczne roje, są pozostałością po jakiejś dużej, starej komecie, która już w przeszłości zdobiła gwiazdozbiór Andromedy swoimi meteorami.
Z czasem ich obfitość malała, a Biela popadła w zapomnienie. Uwagę astronomów przyciągnęły inne komety, a następnie, sukcesy w dziedzinie odkrywania coraz to nowych tajemnic kosmosu.
Dociekliwi badacze dziejów, sięgają często do kronik z dawnych lat, by przyjrzeć się zapisanym w nich wydarzeniom z pozycji współczesnej wiedzy. Zwłaszcza wszelkiego rodzaju ciekawostki i niewyjaśnione nigdy dotąd zjawiska, inspirują niejednego naukowca, do ponownego zmierzenia się z ze starą zagadką.
Współczesne możliwości dają do rąk ludzi nauki oręż, który umiejętnie wykorzystany, pozwala wyjaśnić niektóre tajemnice przeszłości.
Do takich zagadek zaliczano ogromny pożar Chicago 8 października 1871 roku. Po niezwykle upalnym lecie, które wysuszyło doszczętnie tę część Stanów Zjednoczonych, jesień nie przyniosła ulgi, a powietrze zdawało się nie zawierać ani odrobiny wilgoci. Bliskość jeziora Michigan, która zwykle wywiera znaczny wpływ na mikroklimat okolic, wtedy zdawała się nie mieć żadnego znaczenia.
Chicago po pożarze
Jednocześnie w trzech stanach: Wisconsin, Michigan i Illinois, wybuchły nagle dziwne i przerażające pożary. Nikt wcześniej nie spotkał się z podobnymi do obserwowanych zjawiskami. Ogromne, porośnięte lasem połacie ziemi, w jednej chwili zajęły się pożogą, która zdawała się spływać z nieba pod postacią ognistej trąby powietrznej. Spłonęło 4800 kilometrów kwadratowych lasu.
Ludzie umierali tam, gdzie zastał ich ogień, bądź trujące wyziewy towarzyszące zjawisku. Zginęło około dwa tysiące mieszkańców, a wielu poparzonych zmarło później na skutek odniesionych ran.
Świadkowie, którzy przeżyli koszmar, opowiadali o „wielkich, przetaczających się kulach ognia, strzelających seriami płomieni”. Podkreślali siłę z jaką huragan ognia zmiatał z powierzchni ziemi wszystko, co napotkał po drodze, a tempo posuwania się ściany płomieni było w ich odczuciu - zawrotne. Po przejściu ognia, pozostawały tylko sadza i popiół.
W Chicago płonęło wszystko. Niewyobrażalnie wysoka temperatura topiła granit, szkło i żelazo. „Ateński marmur spłonął jak węgiel”.
Straty w mieście były olbrzymie. Sto dwadzieścia pięć tysięcy ludzi pozostało bez dachu nad głową, a straty materialne oszacowano na sto pięćdziesiąt milionów dolarów.
Chicago po pożarze
Chcąc w sposób logiczny i bezemocjonalny wyjaśnić przyczynę pożaru, oskarżono o sprawstwo krowę imć pani O’Leary. Zwierzę to miało jakoby potrącić kopytem stojącą na podłodze lampę naftową i tym sposobem spowodować kataklizm. Osoba pani Catherine O’Leary, budziła kontrowersje przez wzgląd na jej emigracyjne pochodzenie i poglądy religijne. Po krótkim czasie jednak, dziennikarz, który opisał przyczynę, przyznał się do kłamstwa. Docelowo, podpalacza nie ustalono, choć usiłowania trwają do dzisiaj.
W 1882 roku, znalazł się człowiek; kongesmen z Minnesoty - Ignatius Donnely, który zwrócił uwagę na dziwne zjawiska, które towarzyszyły pożarowi i on, jako pierwszy, określił winnego, wskazując niebo. Dużo wszak mówiło się wówczas o nietypowym zachowaniu komety Bieli, a jej wcześniejszy rozpad, wskazujący na silne procesy zachodzące w samej komecie, dawał do myślenia. Swoje rozważania zawarł w książce pt. „Ragnarok”. Jego teorie nie wzbudziły jednak większego zainteresowania.
Po wielu latach, podobne zdanie wyraził też, znacznie bardziej autorytatywny przedstawiciel owej teorii. Znany w naukowym świecie, członek American Institute of Aeronautics and Astronautics - fizyk - Robert Wood, wypowiedział swoją opinię podczas wystąpienia na konferencji naukowej w 2004 roku.
Według niego: „spadające z nieba kule ognia” o „niebieskich płomieniach”, świadczyły o obecności, znanego już składnika komet - metanu. Poparł hipotezę, o istotnym udziale komety Bieli w największym pożarze, jaki dotknął Stany Zjednoczone.
W świetle najnowszych odkryć kometarnych, gdzie wiadomo już doskonale, z jakiej materii utworzone są te ciała kosmiczne, zapewne dr Wood utwierdzi się w swojej wersji wydarzeń.
Można mieć obawy, że dla Ziemian - nie jest to niestety dobra wiadomość.
Autor: Klio
Komentarz autora:
źródła: Stanisław Brzostkiewicz, Komety - ciała tajemnicze ,,Od gwiezdnego pyłu do planet” ,,Comet Biela and Mrs. O’Leary’s Cow" w przekładzie dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG - edytorów blogu PRACowniA. www.komety.republika.pl/ www.news.astronet.pl/news
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
19 marca 2010 r., 21:39:48
Kosmetyka, interpunkcja
2.
19 marca 2010 r., 17:52:10
przejęzyczenie
3.
19 marca 2010 r., 11:14:07
kosmetyka, literówki
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
05 lutego 2010 r.
07 maja 2012 r.
1489
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat