Dodano: 03 sierpnia 2010 r., 21:46:18
Ostatnia aktualizacja: 04 sierpnia 2010 r., 07:17:06
Polityczny katolicyzm, czyli katolicyzm po polsku
15 kwietnia harcerze spontanicznie ustawili przed Pałacem Prezydenckim krzyż upamiętniający ofiary katastrofy smoleńskiej. Ot, taki katolicki odruch. Dziś katoliccy księża mieli przenieść katolicki krzyż do katolickiego Kościoła. Mieli, bo przeszkodzili im w tym... katolicy.
Witamy w nowej, „pokatastrofalnej”, lepszej Polsce. Bo Polska jest najważniejsza, a zgoda buduje. To co najwyżej mogłaby być zapowiedź filmu science-fiction. Nasza polityka ma się (tak jak przedtem) dobrze, a wyznawcy poszczególnych ugrupowań (zwłaszcza jednego) nadal są wyznawcami fanatycznymi. I, co gorsza, okazuje się, że Bóg, chcąc nie chcąc, także jest polskim politykiem.
Punktualnie o 13. miały rozpocząć się uroczystości przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego znajdującego się na Krakowskim Przedmieściu 46/48 do Kościoła św. Anny znajdującego się na Krakowskim Przedmieściu 68. Kilkaset metrów dalej. Niewielka różnica? Otóż kolosalna. W końcu Polak prawdziwie wierzący to ten, który wiarę manifestuje w przestrzeni otwartej, a nie w kościele, pomieszczeniu zamkniętym, gdzie prawdziwość jego wiary jest jakby mniej prawdziwa, gdyż pozbawiona szerokiego audytorium. Po co Polak ma być wierzący dla siebie? Niech inni Polacy zobaczą, że katolik katolikowi nierówny.
Wracając do głównego wątku. Punktualnie o 13. miały rozpocząć się uroczystości przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego znajdującego się na Krakowskim Przedmieściu 46/48 do Kościoła św. Anny znajdującego się na Krakowskim Przedmieściu 68. Miały, ale skutecznie przeszkodziła manifestacja około tysiąca osób. Protestujący domagali się ustnych lub pisemnych obietnic władz o postawieniu w tym miejscu pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy i pozostawienie krzyża do momentu jego powstania. Policja i straż miejska nie były w stanie opanować sytuacji. Ale czemu się dziwić, nie przystoi siłą rozganiać manifestujących emerytów. A swoją drogą, w tłumie, gdzie średnia wieku wynosiła („na oko”) ok. 70 lat, (także) siła!
Wracając jednak ponownie do głównego wątku. Punktualnie o 13. miały rozpocząć się uroczystości przeniesienia krzyża spod Pałacu Prezydenckiego znajdującego się na Krakowskim Przedmieściu 46/48 do Kościoła św. Anny znajdującego się na Krakowskim Przedmieściu 68. Ceremonii mieli przewodniczyć księża wspierani przez harcerzy, a w procesji udział wziąć mógł każdy. I gdy przedstawiciele katolickiego kleru pojawili się przed Pałacem Prezydenckim katoliccy manifestujący wygwizdali katolickich księży. Wszystko po to, by katolicki krzyż stał dalej w miejscu... właśnie, kultu świeckiego?
Jestem tu dla zasad i sprawiedliwości - mówił jeden z protestujących. W skrócie ZiS, ale to z pewnością przejęzyczenie rzeczonego obywatela. Polska to katolicki kraj i nigdy krzyża się nie wyrzeka - wtórował mu drugi, być może dziadek wnuczka z wypowiedzi pierwszej. Tylko nie bardzo wiem, kto miałby się tego krzyża wyrzekać w tej sytuacji. Tego już starszy pan nie dopowiedział, pewnie się spieszył na wywiad dla radia Rydzyk.
Głos zabrali też politycy, a najbardziej przypadła mi do gustu wypowiedź kandydata PiS na wicemarszałka, Marka Kuchcińskiego: Polska przez opinię publiczna na świecie nie będzie już przedstawiana jako zielona wyspa, ale jako wstydliwa wyspa. Dziwną satysfakcję miał wypowiadając te słowa. Ja jednak ze swojej strony szczerze gratuluję - armia zwolenników PiS pod przykrywką wiary doprowadziła do ośmieszenia Polski w oczach międzynarodowych obserwatorów. W końcu Polska jest najważniejsza, a jak wiadomo nieważne jak o nas mówią, ważne, że w ogóle mówią.
Żałoba narodowa skończyła się blisko cztery miesiące temu. Być może władza zbyt długo czekała z podjęciem decyzji o przeniesieniu krzyża w miejsce bardziej odpowiednie. Być może krzyż w ogóle nie powinien stanąć przed Pałacem Prezydenckim. Ale stanął, a decyzja została podjęta po wyborach prezydenckich przez prezydenta-elekta. Nie to jest istotne. Ważne jest to, że krzyż, w imię katolickich wartości, został zdegradowany do miana przedmiotu codziennego użytku, jak szczoteczka do zębów czy pasta do butów. Stał się orężem w politycznej walce. I wreszcie, katolicki symbol w katolickim kraju przez samych katolików (ludzi uważających się za katolików) stał się powodem do drwin, szyderstw, był świadkiem scen niczym z PRL-u, nie mającymi nic wspólnego z wiarą. Z polityką, owszem.
Wśród przeciwników przeniesienia krzyża pojawiły się zarzuty, że kiedy zniknie krzyż, zniknie pamięć o tych, którzy zginęli. Tylko tyle jest warta nasza pamięć? Tylko widząc krzyż przypominasz sobie o tej katastrofie? A widząc Pałac Prezydencki nie masz świadomości, że kiedyś mieszkał w nim Lech Kaczyński? Że nieopodal na Wiejskiej urzędowali tragicznie zmarli politycy? Wolisz modlić się na ulicy niż pójść do Kościoła? Tym mierzysz swoją wiarę? IDIOTYZM!
Absurdalny artykuł, wiem. Co zrobić, jaka sytuacja taki artykuł.
Komentarz autora:
bardziej polityka, niz religia, jednak