Dodano: 20 lutego 2011 r., 13:14:51
Ostatnia aktualizacja: 20 lutego 2011 r., 13:14:51
Książki na bruk
„Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła” powiedziała Wiesława Szymborska, ale… to było bardzo dawno temu.
Niestety wszystko wychodzi na to, że coraz rzadziej sięgamy po przedmiot zwany książką. Według najnowszych statystyk wynika, że albo ów przedmiot trafi jako rekwizyt do muzeów, albo zmieni swoje zastosowanie i posłuży nam w przyszłości jako podkładka pod niesfornie kiwający się stół lub szafkę. W niedawno przygotowanym dla Biblioteki Narodowej raporcie czytamy:
„Polskę dzieli przepaść od europejskich liderów w czytelnictwie: Francji, gdzie czyta 70 proc., i Czech, gdzie odsetek czytających wynosi blisko 80 proc. Daleko nam nawet do naszej średniej z lat 90-tych, kiedy czytała ponad połowa Polaków.
W ciągu roku nie przeczytało ani jednej książki 56% Polaków, we Francji 13% a w Czechach tylko 17%. W ciągu miesiąca tylko 54% ankietowanych przeczytało tekst dłuższy niż 3 strony.
Aż 46% badanych Polaków w ciągu ostatniego miesiąca nie przeczytało nie tylko książki, ale nawet dłuższego niż 3 strony artykułu czy opowiadania, choćby w Internecie.
Jakikolwiek kontakt z książką w ciągu minionego roku deklaruje niewiele ponad 40% procent badanych. Polacy nie czytają nawet książek kucharskich, poradników, słowników czy ebooków.”
O czym dalej mówi raport
Oczywiście do badań statystycznych można mieć zastrzeżenia, nie są one stuprocentowym wyznacznikiem i odzwierciadleniem rzeczywistości, tym niemniej w tym wypadku warto by się nad nimi chwilę zatrzymać. Osoby, które zdecydowanie deklarują się jako nieczytające to między innymi:
- mieszkańcy wsi
- osoby starsze 60+
- rolnicy
- bezrobotni
- emeryci i renciści oraz ubodzy
Ci natomiast, którym czytanie obojętne nie jest, to:
- osoby z wykształceniem wyższym
- mieszkańcy większych miast
- młodzież 15-19 lat
- uczniowie i studenci
- specjaliści i kierownicy
- prywatni przedsiębiorcy oraz tzw. dobrze sytuowani
Możemy tu spierać się i spekulować, że nie jest słusznym branie pod uwagę studentów czy uczniów, gdyż ci czytają bo muszą. Czytać muszą również specjaliści, kierownicy czy nawet przedsiębiorcy bo to wynika z pracy którą wykonują. Czytać muszą, nawet jeżeli byłyby to czytanie tylko instrukcji obsługi. Natomiast dobrze sytuowane osoby są często mieszkańcami większych miast więc to jedna i ta sama grupa. Takie spekulacje są wbrew pozorom, nie bez kozery, gdyż dalej w raporcie czytamy, że wśród osób tzw. czytających aż:
25% osób z wykształceniem wyższym, 33% studentów, 36% kierowników i specjalistów oraz aż 50% pracowników administracji i usług nie przeczytało ani jednej książki w ciągu ostatniego roku. Natomiast tekstu dłuższego niż trzy strony maszynopisu w ostatnim miesiącu nie przeczytało, o zgrozo, aż 27% uczniów i studentów oraz 20% osób z wykształceniem wyższym.
Przeobrażenia społeczno-ekonomiczne struktury społeczeństwa w sposób istotny zaważyły na obrazie kultury dwudziestego pierwszego wieku, wykształcając specyficzny jej rodzaj zwany kulturą masową. Szybki rozwój techniczny przyczynił się do wytworzenia się w społeczeństwach tzw. kultu pieniądza, który przyniósł upadek wartości intelektualnych i moralnych. Zjawiskiem powszechnym stało się wypieranie jakości, przez ilość, czego skutkiem stało się zubożenie charakterów i zawężenie horyzontów myślowych. Świat fałszywych iluzji, brak aspiracji i ideałów życiowych oraz „kult pieniądza” zrewolucjonizowały pojęcie sensu życia, gdzie głównym ideałem staje się ideał życia konsumpcyjnego. Tak jak modernizm był okresem „wielkiego skandalu”, tak kultura masowa dąży do maksymalizacji zysków. W dążeniu do realizacji tego celu na gruncie kultury, unika się po pierwsze ciężaru gatunkowego formy artystycznej. Ów ciężar posiada właśnie nieszczęsna książka. Chodzi głównie o to, aby formy przekazu były w pełnie dostępne jak największej masie odbiorców, aby nie wymagały wysiłku intelektualnego, refleksji ani oceny estetycznej.
Po drugie unika się ostrości ideologicznej, czyli treści niosących za sobą możliwość konfliktu w sensie politycznym czy światopoglądowym.
Po trzecie omija się też ostrą reakcję ze strony społeczeństwa. Summma summarum „podaje się towar lekkostrawny i nijaki estetycznie, politycznie i moralnie”. Fachowo zwykło się to określać „homogenizacją intelektualną”. Termin homogenizacja jest również używany technologii mleczarstwa i oznacza rozbełtanie mleka celem zwiększenia jego lekkostrawności.
Homogenizacja intelektualna oznacza więc ni mniej ni więcej jak „rozbełtanie” treści intelektualnych, celem ich łatwostrawności dla przeciętnego odbiorcy. Książka w tym wypadku pod standard lekkostrawności nie podchodzi.
Wynikiem tego stanu jest powszechne zacieranie linii wieku, infantylność u dorosłych i zbyt szybka dojrzałość u dzieci, bierne odbieranie kultury, brak wzoru kulturowego oraz standaryzacja potrzeb, notabene, na niskim poziomie. Pogoń za hurtem jest pogonią za łatwizną i tandetą. Przykładem są masowo produkowane komiksy, foto-story oraz płytkie treściowo filmy. W rezultacie odbiorca uwstecznia się i czytanie, na przykład klasyki literatury radzieckiej, może stać się procesem bolesnym. Opisy przyrody oraz długie wywody narratora są nie do przeskoczenia, dlatego tą że klasykę może i poznać chcemy, snobizm bowiem też jest w modzie, ale wybieramy jej lżejszą wersję czyli film. Komu jednak dane było przeczytać „Annę Kareninę” Tołstoja czy „Idiotę” Dostojewskiego, ten po film nie sięgnie. Dlaczego? Film nie odda tego co stworzone zostało jako arcydzieło duetu: autor i nasza wyobraźnia.
Rozpaczliwe poszukiwanie antidotum
Raport kończy próba znalezienia środka zaradczego na ten pogłębiający się stan. Wymienione zostają instytucje mające na celu pomoc w odbudowywaniu utraconego poziomu.
Instytucje te to:
- szkoła – miejsce pracy z tekstem
- biblioteka publiczna i szkolna
- mass media i nowe media
- digitalizacja i upowszechnienie zasobów
Czy nie jest jednak za późno?
Czy szkoła to miejsce pracy z tekstem? Nauczyciele idąc na łatwiznę i podsuwający uczniom zamiast książek krążki z ekranizacją lektury, zdają się temu przeczyć. Takie „oglądowe” przerabianie lektur odbywa się często kosztem godzin wychowawczych, czy lekcji bibliotecznych. Czy ten proces da się odwrócić?
Mass media to przede wszystkim idole i celebryci. Oni nadają kierunek modzie. Czy jednak pasuje do nich slogan: czytanie ubogaca. Lady GaGa woli ubrać się w gumowego kondoma zamiast wyjść na estradę z książką. Nasza Doda woli zamiast książek podwiązki. Cóż, pomysł z kondomem też ma swój cel, zacny zresztą, promuje bowiem wśród młodzieży bezpieczny seks. To ważne, gdyż wątpię aby młodzież chciała poznać wymiar uczucia zwanego miłością na przykładzie „Małego Księcia”, bliższa jej będzie miłość lansowana w teledyskach Rihanny, na przykład w „What’s My Name”. Miłość tam wygląda miej więcej tak: ONA wchodzi do supermarketu po mleko i widzi tam JEGO, bystrego przystojniaka, który w oka mgnieniu odbiera sygnały wysyłane w jego kierunku. Sygnały wysyłane są poprzez ciało i niezawodny wzrok. W rezultacie wspomniane mleko wylewa się ostentacyjnie na podłogę a świeżo poznana para, również ostentacyjnie okazuje sobie nawzajem seksualne pożądanie. Biorąc pod uwagę powyższe, Lady GaGa odwala kawał dobrej roboty, więc na promowanie czytania jej czasu nie starcza a Doda jej w tym nie wyręcza ani nawet nie wspomaga.
Znany publicysta włoski Gianni Toti w 1965r napisał: „żyjemy wszyscy pogrążeni w lepkim roztworze zorganizowanej rozrywki i prawie nie zdajemy sobie z tego sprawy”. Mamy rok 2011 i nadal w tym roztworze brodzimy.
Digitalizacja i upowszechnienie zasobów.
Zasadą działania środków masowego przekazu jest podawanie konwencjonalnych wartości, które to mają być biernie przyswajane przez ich odbiorców. Treści podawane nam przez media, rzadko kiedy pobudzają do refleksji, bowiem ocena ich wartości jest z góry uwzględniona w samym dziele. Czynne uczestnictwo w kulturze zastąpione zostało biernym jej konsumowaniem. Czy w tych realiach odnajdzie się książka? Czy zmianie ulegną realia, czy samo dzieło w postaci książki ulegnie powolnej degradacji?
Masowa produkcja dąży do wytworzenia wspólnego, masowego smaku podtrzymującego właściwą „atmosferę grupy”. Współczesny artysta zależny jest od przeciętnego gustu grupy, w której funkcjonuje, nie mając na to żadnego wpływu. Tworząc ma tylko zaspokoić bezosobowy rynek, bowiem to masy określają co ma być produkowane.
Szansa na zmianę tego stanu niewątpliwie jest. Znany portal społecznościowy Facebook ogłosił akcje pod hasłem: Cały Facebook czyta. Nowe trendy typu manifest Dogma 95 wzywają do powrotu minimalizmu w sztuce filmowej zdają się również torować drogę między innymi książce, zmuszając widza do refleksji nad dziełem. Bowiem najbardziej tragiczną konsekwencją kultury masowej jest właśnie brak refleksji i trudność w rozumieniu tekstu pisanego.