Dodano: 30 kwietnia 2009 r., 13:56:28
Ostatnia aktualizacja: 30 kwietnia 2009 r., 13:56:28
Miało być tak pięknie...
Robert w Kanadzie przed rokiem.
"Miało być tak pięknie" - powtarzamy sobie zapewne wszyscy w Polsce, no może prawie wszyscy po czterech tegorocznych wyścigach GP Formuły 1, w których to nasz Struś Pędziwiatr Robert Kubica nie zdobył jeszcze żadnego punktu...
Jeszcze przed rokiem nasz kierowca, dopiero w ostatnim wyścigu stracił 3 miejsce w klasyfikacji generalnej MŚ na rzecz zimnego, choć mającego wiele fanek Fina Kimi Raikkonena. A Jeszcze na trzy wyścigi przed końcem sezonu Robert miał szanse na "majstra" (sam o mało w to nie uwierzyłem, że może go zdobyć). Niestety nieudolni
mechanicy i inżynierowie, którzy zbudowali co chwile psujący sie bolid i stratedzy BMW Sauber stosujący dziwne i niezrozumiałe dla mnie taktyki, nie pozwolili mu na zdobycie tytułu.
Po ubiegłym sezonie w ojczyźnie Listkiewicza i Boruca zapanowała swoista "Kubicomania", przypominająca kończąca się na szczęście "Małyszomanie". Modne są koszulki z napisem - Kubica, czapeczki i bidony na rower ze znaczkiem BMW Sauber - sam mam takowy! I nie zmienią tego moim zdaniem, nawet ostatnie póki co pozycje Roberta w wyścigach.
A wszystko po tym jak Kubika - jak nazywają go zagraniczni dziennikarze - wygrał jako pierwszy Polak i jako pierwszy kierowca dla stajni BMW Sauber wyścig Formuły 1, w kraju z liściem klonowym na fladze, czyli w Kanadzie. Gdzie rok wcześniej miał "niezłego dzwona" - wszyscy to pamiętamy.
Niestety tego jedynego zwycięstwa Roberta nie widziałem na żywo, bo tegoż samego pamiętnego 8 czerwca był także mecz Polska-Niemcy podczas Euro, który z wielotysięcznym tłumem pijanych kibiców oglądałem na Placu Solnym we Wrocławiu. Wtedy po zwycięstwie Kubicy w Montrealu i blamażu naszych Orłów Beenhakkera w Klagenfurcie, na ulicach polskich miast nie było słychać: Krzynówek, Boruc czy Roger ale kibice radośnie śpiewali "Robert Kubica ratuje honor kibica", co świadczy o tym jak Formuła 1 wlała się w naszą krew i jak ważnym jest dla nas sportem. Bo brakuje nam sukcesów sportowych, dlatego powinniśmy temu długonosemu facetowi z Krakowa kibicować, a nie machać ręką krytykując
jak on słabo jeździ, zwłaszcza że kompletnie nie ma on ta to wpływu.
Małysz się "skończył", piłkarze kompromitują się w Belfaście, więc zostaje nam tylko modlić się, żeby inżynierowie BMW wnieśli poprawki do samochodu, żeby sławny dyfuzor umiejętnie wkomponowali w bolid, i żeby Robert powalczył wreszcie najpierw o punkty a później kto wie, być może znów będziemy przeżywać tak piękne chwile, jak pamiętnego 8 czerwca...
Komentarz autora:
Pisałem ten felieton ku pokrzepieniu serc, ażeby nie załamywać się ostatnimi miejscami Roberta, lecz żeby pomóc mu i kibicować a nie krytykować jak to jest w mentalności polskiego kibica...