Dodano: 15 listopada 2009 r., 22:49:19
Ostatnia aktualizacja: 03 stycznia 2010 r., 16:13:04
Pacyfiści od koralików - sen o dobrym świecie
Zbuntowani pacyfiści od koralików i długich włosów. Hipisi. Zadowolone z życia dzieci tulipanów czy narkomani?
Wysocy, kolorowi, długowłosi… Wyznawcy pacyfizmu przeklęci, skazani przez system (za korale i poglądy) na dwadzieścia parę lat więzienia i żelazne kraty. Na hodowlę tulipanów za sznurami metalu, za liną beznadziei pozostawiającej kwiaty w cieniu.
Tamto pokolenie. Przeglądam stary album i patrzę na twarze roześmianych dwudziestolatków. Noszą luźne kolorowe stroje. Proste, wskazujące na pokrewieństwo z naturą.
Stara kamienica za blokami. Rzeczywiście nieciekawa okolica, myślę. Ale cóż? Kiedyś tak się mieszkało.
Pukam do drzwi nr47. Otwiera mi długowłosy mężczyzna.
- Wszyscy ludzie są braćmi, a świat jest na tyle duży, że starczy na nim miejsca dla każdego.
- Wszyscy ludzie są braćmi, a świat jest na tyle duży, że starczy na nim miejsca dla każdego - uśmiecha się Nieznajomy.
A właściwie - Znajomy. Franek, dla przyjaciół Anioł albo „Mietek”. Pani Henryka robi już herbatę.
Hasło tylko dla formalności. I dla przyjemności. Wszyscy ludzie są braćmi, a świat jest na tyle duży, że starczy na nim miejsca dla każdego. Franek bardzo lubi to zdanie. Może nim wyrazić siebie. Swoją miłość do świata, pokój optymizm i wewnętrzny spokój. Siebie sprzed dwudziestu lat.
- Jakich dwudziestu? Sprzed piętnastu, Franuś, sprzed piętnastu - poprawia Henryka, żona „Mietka”.
- Sprzed dwudziestu, kochanie nie odmładzaj nas! - upiera się Franciszek. - Proszę, wejdź do pokoju - zaprasza.
Wchodzę. Nie jesteście ciekawi jak współcześnie żyją hipisi?
- Mały pokoik, ale jakoś się pomieścimy. - Mówi Franciszek.
Pokój wcale nie jest mały. Moją uwagę zwraca stary telewizor postawiony na drewnianym stołku w kącie.
- Zabytek sprzed siedemdziesiątego roku. Nie działa od 1999, ale szkoda nam było wyrzucić - uśmiecha się Henryka.
W pokoju jest pełno niepotrzebnych rzeczy, które na pierwszy rzut oka wcale nie sprawiają wrażenia bezużytecznych. Dębowy zegar na przykład. Od dawna nie chodzi, ale człowiek, który widzi go po raz pierwszy ma wrażenie, że kukułka za chwilę zakuka.
- Prezent od matki - mówi Henryka. Ma na sobie kwiecistą tunikę i białe spodnie. Jest lekko umalowana, włosy upięła w kok. Nadużywa karbownicy. Mówi, że ma tyle lat, na ile wygląda. Wygląda na 30.
O Franciszku też nigdy bym nie pomyślała, że ma 58. Anioł ma długie, jasne, zadbane włosy. Wiadomo skąd ksywka.

http://www.dziennik.pl/files/archive/002
Statystyki mówią, że w roku 1969 w Polsce było 1,5 tys. hipisów.
- Hipisi… - siadam przy stole na wersalce z kolorową narzutą. - Właśnie, dlaczego ten ruch?
- Dlaczego? - powtarza Franciszek. - Odpowiadały mi te ideały, ich optymizm… Wolna miłość, drugs and rock and roll. Młodość…
- Nadal należycie do tego ruchu? - pytam.
- Nadal spotykamy się z przyjaciółmi, organizujemy takie małe zjazdy, żeby odświeżyć wspomnienia.
- Kiedy po raz pierwszy zetknęliście się z hipisami?
- W liceum każdy nosił długie włosy i był przeciw systemowi - mówi Henryka. - Ludzie przyłączali się do tego ruchu automatycznie, taka była moda, inaczej nie wypadało. Władza z nami walczyła, bo podobno ćpaliśmy, dorośli buntu nie rozumieli i kazali włosy ścinać, a Stany jakoś nie bardzo rwały się do pomocy. Były chyba jakieś wymiany czy wycieczki, ale u nas, w lubelskim… cicho. Nikt nic nie wie.
Hinduskie wzory, koniecznie dłuuugie, rozpuszczone włosy, drobne koraliki i kwiaty. Wszechobecne kwiaty… Co wyrażały? Radość i zadowolenie z życia, uczucia, emocje, pacyfizm, bunt, ciągły bunt… Przeciw czemu? Komu? Przeciw wszystkim i wszystkiemu. Przeciw wojnie, systemowi, szkole… i ludziom całkowicie podporządkowanym bezprawiu. Przeciw NIM. Biernie zapatrzonym w przyszłość łysym, starszym facetom w okularach, którzy w myśl idei "umacniamy nasze socjalistyczne państwo" wprowadzili Polskę w kolejny kryzys…
- Walczyliście z PRL? - zmieniam temat.
- Pomagaliśmy tylko - mówi „Mietek”. Roznosiliśmy gazetki i… takie tam.
- Hipisi są apolityczni?
- Teoretycznie.
- A w praktyce?
- W praktyce… Bywało różnie - śmieje się „Mietek”.
- A to nie jest wbrew ideom? - pytam.
- Wbrew ideom… Każdy miał jakieś poglądy. Musieliśmy walczyć. PRL niszczył naszą wolność, system był zbiurokratyzowany, taki, że tylko papierki, współpraca i puste półki w sklepach. Zero uśmiechu, wewnętrznej radości, a zamiast miłości do bliźniego - przeklęta pałka. Brak jakiegoś solidaryzmu, tylko puste słowa o poprawie i reformach.
Wielu aktywnych hipisów przeszło do opozycji, później działało w "Solidarności".
- Jacy byli hipisi?
Pani Henryka przynosi album.
- Zwarci. Trzymaliśmy się razem. Społeczeństwo widziało w nas ćpunów i wariatów, ale my tak naprawdę chcieliśmy zmienić świat. Na lepsze. Żeby był pokój, wolność słowa…
Ale… Ruch hipisów narodził się w Stanach. W USA. A tam nie było Jaruzelskich i Kiszczaków. Więc dlaczego? Bo byli ludzie… Ludzie podporządkowani codzienności. Codziennością była konsumpcja, szkoła, Kościół, rodzina. Szara nuda, przeciwko której stanęli kolorowi rewolucjoniści.

http://gfx.filmweb.pl/ph/60/01/6001/1449
- Wolna miłość, drugs and rock’n’roll - kończę. - Ludziom się to nie podobało.
- Make love, not war. Dorośli się nie zgadzali.
Make love, not war! - czołowe hasło hipisów. Przeciwni wojnom, uśmiechnięci, życzliwi i przyjacielscy. Właściwie nikomu krzywdy nie zrobili…
- A narkotyki?
- Władza za nie ścigała. Utożsamiali nas z nimi, często niesłusznie. Nie wszyscy hipisi brali. O, ten na przykład - Franciszek pokazuje mi zdjęcie wysokiego chłopaka z długimi włosami. - Antek. Zawsze był czysty jak łza. Ale Tomasz… - wskazuje na długowłosego obok. - Morfina, extasy, amfa. I wykończyły go te prochy. Mariusz - kolejne zdjęcie - fałszował recepty. Do tego działał w Solidarności, więc, jak go złapali to już nie wyszedł.
Przyglądam się fotografii dwudziestoletniego chłopca. Jak pozostali jest wysoki i ma długie włosy. Jasne, kręcone. Pasują mu.
Patrzę na oczy. Niebieskie. Takie burzowe.
Ubrany jest w wytarte dżinsy i w jakiś zielony podkoszulek. Hipis.
Nie kocham cię za to, kim jesteś, ale za to, jaki jesteś, kiedy przebywam z tobą. Nikt nie zasługuje na twoje łzy, a ten, kto na nie zasługuje, na pewno nie doprowadzi cię do płaczu. I jeszcze słowa o wiecznej, prawdziwej przyjaźni. Bo ludzie są braćmi. Szczerość, wolność, radość i dążenie do szczęścia.
Chwila ciszy.
- Są jeszcze prawdziwi hipisi?
- Prawdziwi? Nie te czasy - odpowie Henryka.
Patrzę na nią uważnie. Na nią i na jej kwiecistą tunikę.
- Nie można być całe życie wiernym tej ideologii. Kiedyś trzeba się… ustatkować, ożenić, zgolić włosy… Hippizm bez młodości to już nie ten sam hippizm.
Byli pewni siebie, dumni i zuchwali, a tak naprawdę… pogubili się w świecie nieuporządkowanych wartości i prawd, nie potrafili znaleźć swojej akcji w cedule fałszu i chaosie rzeczywistości. Długie włosy i dwa metry koralików to po prostu ucieczka. Wagary z egzaminu zepsucia. Niespełnione marzenie "dobrej młodości" zbuntowanych pacyfistów.
A jutro Henryka zrobi herbatę prawdziwym dziennikarzom.
Komentarz autora:
Niestety nie mam starych, hippisowskich:) zdjęć, dlatego zastępuję je urywkami z filmu "Hair".