Kategoria: Offtopic
Rodzaj: Felieton
Dodano: 27 kwietnia 2010 r., 01:11:40
Region: Świat > Europa
Ostatnia aktualizacja: 29 kwietnia 2010 r., 02:32:04
Prawdziwy mag czy zwykły szarlatan?
Franz Bardon - 1955
„Atrakcyjna blondynka wstała i wahając się podeszła do sceny. Spójrzcie - powiedział żartobliwie Frabato – ludzie zawsze mówią, że kobiety są słabszą płcią, lecz ta dama wobec tych wszystkich panów na Sali, dowiodła czegoś przeciwnego”*
Leczył nieuleczalnie chorych lekami własnej produkcji, przepowiadał przyszłość, odnajdował zagubione rzeczy i osoby. Oficjalnie znany jako grafolog sądowy i neuropata.
Franz Bardon, urodzony 1 grudnia 1909 roku w mieście Opava w Czechach. Syn Viktora Bardona i Hedwiki Herodkowej, zapamiętany pod pseudonimem mistrz Frabato, będącym skrótem złożonym ze słów Franz (FRA), Bardon (BA), Troppau1
Nazwa nadana przez hitlerowskie władze czeskiemu miastu Opava
Opava (TO).
Wokół Bardona krąży mnóstwo legend i nieprawdopodobnych historii, które bardziej zamazują niż tworzą rzetelny obraz jego osoby. Najwięcej informacji pochodzi od jego dwóch uczniów, dr M.K. i Lumira Bardona, syna tajemniczego mistrza, którzy jeszcze długo po śmierci nauczyciela kontynuowali jego dzieło. Wiadomo również, że Bardon miał asystentkę Ottie Votavovą, która jednak wolała nie publikować o nim informacji. Syn Lumir wspomina ojca ciepło i z wielkim szacunkiem, jako człowieka zawsze gotowego pomagać ludziom. Jednak mistrz nie należał do ludzi uległych. Wiódł raczej życie samotnika, ściśle oddanego temu co, jak twierdził, było nie tylko sensem, ale i zadaniem jego życia. Nie mieszkał z żoną i dziećmi, a jego kontakty z rodziną były równie rytualne jak samo jego życie. Jego własnym domem zajmowała się wynajęta przez niego gosposia. Ona również stała się powiernikiem jego tajemnic.
Od prawej: Maria Bardon i Franz Bardon
Swoją karierę rozpoczął jako iluzjonista. Jego występy ściągały tłumy publiczności żądnych emocji, których Frabato zawsze dostarczał. Dla widzów był tylko magikiem, sztukmistrzem pozoru i złudy, a kim był naprawdę?
Lumir Bardon, który towarzyszył mu nie tylko jako syn, ale także jako uczeń, wspomina, że świat ojca przypominał bardziej świat baśni i nieprawdopodobnych zjawisk. W książce zatytułowanej „Wspomnienia o Franzu Bardonie” napisał:
„Raz, gdy chodziliśmy po kopalni, ojciec powiedział, że są tam gnomy. Innym razem powiedział mi, że gdy siedział w samochodzie, rusałka sprowadziła na samochód błyskawicę, gdyż wykonała dla niego pewne przysługi, a on zapomniał jej podziękować.”2
Lumir Bardon, Wspomnienia o moim ojcu

„Ojciec powiedział mi również, że podpis pod dedykacją dla jego matki, jaki złożył w swej drugiej książce, był dokładnie taki, jakiego używał jako Różokrzyżowiec w jednym z wcześniejszych wcieleń.”3
Lumir Bardon, Wspomnienia o moim ojcu
Jego drugi uczeń, ukrywający się pod pseudonimem dr M.K., wspomina mistrza z jego bardziej racjonalnej, przynajmniej w pewnym stopniu, strony:
„Pamiętam przypadek, gdy w październiku pewnego roku widziałem w jego domu dyplomowaną pielęgniarkę. Cierpiała na stwardnienie rozsiane – jest to choroba bardzo trudna do uleczenia, a większość ludzi uważa ją za nieuleczalną. Lecz na Sylwestra tego samego roku, po przyjęciu lekarstw od Mistrza, poszła z mężem na bal i tańczyli do wczesnych godzin porannych. Mistrz leczył głównie te biedne dusze, które zwyczajna medycyna uważała za nieuleczalne. Cierpiący ludzie przychodzili do niego po pomoc z różnych krajów Europy. Stał się znany przez to, że każdego leczył najlepszymi środkami.”4
dr M.K., Wspomnienia o mistrzu Frabato
Trismegistos
Dr M.K. zapamiętał swojego nauczyciela jako człowieka wesołego, ale wymagającego. Jak sam pisze, dużo czasu zajęło mu przekonanie mistrza o swojej dojrzałości i pełnym oddaniu naukom tajemnym. Wspomina, że podczas pierwszej lekcji Frabato zadał mu następujące ćwiczenie: najpierw kazał mu skupiać się po pół godziny na kolorach tajemnych elementów (ziemia, woda, powietrze i ogień), a następne pół godziny odnajdywać pustkę umysłu. Później kazał mu odejść i wrócić dopiero po osiągnięciu doskonałości w owym ćwiczeniu.
Sam Bardon o sobie pisał niewiele, większość jego dzieł poświęcona była filozofii hermetyzmu, której - jak twierdził - był powiernikiem. Niestety, większość napisanych przez niego książek uległa zniszczeniu lub zaginięciu podczas drugiej wojny światowej. Hermetyzm, filozofia starożytnego Egiptu i Grecji, była dla Bardona specyficznym rodzajem hobby ukierunkowanego na stawanie się doskonalszym dla dobra ludzkości. Zajęciu temu poświęcił całe swoje życie. Czy jednak cel osiągną?
Uważał się za prawdziwego maga. W swoim domu produkował leki uzyskiwane z ziół, robił amulety i magiczne zwierciadła, instrumenty do magnetyzowania i elektryzowania, a wszystko po to, by jak najskuteczniej wypełnić swoją ziemską misję. W swoim domu przyjmował też pacjentów i gości z zagranicy, dokąd wiadomości o jego istnieniu również docierały. Pomimo całej tej niezwykłości, jaka towarzyszyła jego osobie, można w nim było też dostrzec zwykłego schorowanego człowieka. Często zarzucano mu, że cuda, jakich dokonuje, muszą być wynikiem czarów lub kontaktów z diabłem, a ceną, jaką za ten przywilej płaci, jest jego własny, lichy stan zdrowia. Bardon tłumaczył, że jego choroby wynikają z faktu przyjęcia takiego, a nie innego ciała wraz z jego karmicznymi długami. Jednak raz jeden pokusił na użycie leku własnej roboty, czego konsekwencją było niestety powstałe w ten sposób niedociśnienie, towarzyszące mu już do końca życia. Jego słabością były papierosy produkowane z korzeni tytoniowca, które wypalał w ilości nawet do 60 dziennie. Inną jego słabością, była mocna kawa.
Mistrz na ślubie córki
Ostatecznie jego działalność zakończyła druga wojna światowa. Podobno sam Adolf Hitler zaproponował mu współpracę i swoje wsparcie wzamian za pomoc w wygraniu wojny. Bardon odmówił, skazując się tym samym na szykany ze strony nazistów i ostatecznie uwięzienie w obozie koncentracyjnym. Pod koniec wojny zostaje skazany na śmierć, do egzekucji jednak nie dochodzi. Obóz zostaje odbity przez wojska sowieckie, a sam Bardon wydostaje się na wolność, którą, niestety, nie cieszy się zbyt długo. W kwietniu 1958 roku zostaje aresztowany przez władze rosyjskie pod pretekstem produkcji leków przy użyciu alkoholu, za który nie płacił podatków. Dodatkowo zarzucono mu wysłanie do Australii listu szkalującego ówczesne władze komunistyczne Czechosłowacji. Umiera trzy miesiące później w szpitalu więziennym w Brnie na zapalenie trzustki.
Kim był Frabato? Iluzjonistą, oszustem czy potomkiem Hermesa, twórcy hermetyzmu? Jego spektakularne pokazy, magnetyzm i silna osobowość przyciągały tłumy. Dobroć i współczucie dawały nadzieję wielu schorowanym jego pacjentom. Nie sposób jasno określić kim był Franz Bardon, tym bardziej, że filozofia, której się w pełni poświęcił, nie jest kursem sztuczek magicznych lecz trudną dyscypliną, której tajemnice może pojąć tylko wytrenowany umysł. Dla mnie Frabato pozostanie kimś nieodgadnionym. Możliwe, że on sam pozostawił po sobie dokładnie tyle, ile chciał. Jego nauki są pełne optymizmu i wiary w ludzkie zdolności, które sami ograniczamy poprzez swoje lenistwo umysłowe i cielesne. Tkwiący w nas
Asclepios i Kundalini
zwierzęcy magnetyzm zwykł określać najdoskonalszą cechą ludzką, która im bardziej świadoma, tym bardziej twórcza i wzbogacająca ducha się staje. Leszek Kołakowski twierdzi, że ludzie prości obcują z tą częścią swojego istnienia, która dla intelektualisty jest zakryta. Różnica polega na tym, że człowiek prosty choć skarby ma w dłoni, nie jest ich świadomy. Intelektualista zaś, pracując nad swoim umysłem, ma możliwość istotę skarbów zrozumieć, a przez to stać się ich posiadaczem.
Proszę pozwolić mi zakończyć tą skromną opowieść o tajemniczym człowieku słowami samego mistrza, słowami samego mistrza, które należą do moich ulubionych:
„Pragnienie osiągnięcia poziomu doskonałości czy też maksymalnego zbliżenia się do niej, jest wrodzone. Decyzja o dążeniu do osiągnięcia doskonałości powstała w twoim przeszłym życiu. Cecha ta pojawia się podczas dojrzewania. Rozwijasz pragnienie, by poznać siebie i by mierzyć swoją moc. Może to nawet prowadzić do prób odnalezienia swojego punktu krytycznego. Podobnie jak niektórzy gracze siatkówki przyczepiają sobie do nóg ołowiane ciężarki podczas ćwiczeń – próbujesz przezwyciężyć samego siebie. I jest to właściwa droga!”5
dr M.K., Wspomnienia o mistrzu Frabato
1 Nazwa nadana przez hitlerowskie władze czeskiemu miastu Opava
2 Lumir Bardon, Wspomnienia o moim ojcu
3 Lumir Bardon, Wspomnienia o moim ojcu
4 dr M.K., Wspomnienia o mistrzu Frabato
5 dr M.K., Wspomnienia o mistrzu Frabato
Autor: Maria
Komentarz autora:
* Franz Bardon, Frabato
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
29 kwietnia 2010 r., 02:32:04
przecinki, spacje
2.
27 kwietnia 2010 r., 19:28:47
Podpisanie zdjęć
3.
27 kwietnia 2010 r., 02:29:27
zmiana wahadła na wahanie
4.
27 kwietnia 2010 r., 02:24:04
spacja i kropka :)
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(30 kwietnia 2010 r., 13:02:06)
super tekst :). Cóż Copperfield początku XX wieku :). Jakoś sceptycznie podchodzę do takich spraw. Z prostej przyczyny, słabej wiary jestem. Czego nie zobaczę, nie uwierzę. Taki przysłowiowy wątpiący Tomasz :).

Torq: mnie bardziej na myśl przychodzi film "Big Fish". Może to przez kawałek o wspomnieniach syna i opowiadanych baśniach przez ojca :).

plusior
(28 kwietnia 2010 r., 18:06:05)
Dzięki. O "Wyspie" pamiętam.
(28 kwietnia 2010 r., 18:03:04)
Świetny temat, do tego dobrze napisany (z interpunkcją razem nam raźniej). Niesamowity człowiek, nie wiedziałem o jego istnieniu. Biografie ma taką, że aż dziw, iż nikt nie kręci o nim filmu.
Polecałem Ci "Wyspę", która do tematu pasuje nie z przypadku. :)
(28 kwietnia 2010 r., 07:49:02)
Nie wiem czy słusznie ale mi się na myśl David Copperfield. W sumie są sztuki, które można uznać za sprytną iluzję... nawet bardzo sprytną. Są jednak takie, które... Jak w filmie "Iluzjonista" - drzewko pomarańczowe pozostało techniczną sztuczką... ale nie wszystko nią było.
(27 kwietnia 2010 r., 18:32:22)
Bo ja taka troszkę durnawa jestem i mi czasu na naukę trzeba :)
Interpunkcja? Proszę o pomoc.
Zdjęcia? Zaraz zmieniam.
(27 kwietnia 2010 r., 16:51:14)
Artykuł ciekawy, nawet bardzo :) tylko przed plusem mnie powstrzymują błędy interpunkcyjne, poza tym brakuje mi jakichkolwiek podpisów pod zdjęciami... Ale już moja myszka powoli ucieka ku zielonej kuleczce ;)
1 - 6 z 6 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
10 kwietnia 2010 r.
19 lutego 2012 r.
2804
Inne z offtopic
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat