Dodano: 21 kwietnia 2009 r., 01:36:58
Ostatnia aktualizacja: 21 kwietnia 2009 r., 01:36:58
Mała Latika na sprzedaż? Ojciec stanowczo zaprzecza
Kadr z filmu "Slumdog. Milioner z ulicy"
Rafiq Qureshi, ojciec Rubiny Ali, odtwórczyni roli małej Latiki w oscarowym filmie „Slumdog. Milioner z ulicy”, zaprzecza, że chciał sprzedać swoją córkę.
Twierdzi, że padł ofiarą „obrzydliwej” prowokacji przygotowanej przez brytyjską prasę i nigdy nie chciał oddać swojej dziewięcioletniej córki do adopcji w zamian za pieniądze.
Wersja gazety
Brytyjski dziennik „News of the World” opublikował w niedzielę informację, że Kareshi zażądał za córkę 200 tysięcy funtów. Dwójka reporterów podawała się za bogate małżeństwo z Dubaju, pragnące zaadoptować Rubinę.
Jeden z redaktorów „News of the World” skontaktował się podobno z Quareshim, utrzymując, że jest pełnomocnikiem szejka, który chce zaadoptować Rubinę i zabrać ją do Dubaju. Rozmowy prowadził szwagier Quareshi’ego, który lepiej zna angielski i to on zaproponował „rekompensatę” w wysokości „około 50 000 funtów”. Gazeta utrzymuje, że na następnym spotkaniu, już z ojcem dziewczynki, suma ta wzrosła do 200 tys. Qureshi miał się tłumaczyć tym, że pieniądze z filmu są niewystarczające, aby wydostać się ze slumsów. „News of the World” opublikowała zdjęcia ze spotkania z rodziną dziewczynki.
Wersja ojca
Rafiq Qureshi , pracujący jako stolarz w Bombaju, oświadczył oburzony, że zagraniczne media kpią z ubóstwa Hindusów. – Chcieli nas wrobić za pomocą oszustwa, ale wyszliśmy z tego bez szwanku.
Mężczyzna udzielił wyjaśnień dla BBC News. W obszernym wywiadzie powiedział między innymi, że chciano go złapać w pułapkę „ogromnej pokusy”, której jednak mocno się opierał i nie uległ. Zaprzecza, że zgodził się na jakąkolwiek adopcję i przyjęcie pieniędzy.
Z informacji zdobytych przez BBC wynika, że strony rozmawiały telefonicznie a także odbyły od czwartku do soboty trzy spotkania. Quareshi tłumaczy to następująco: osoba, z którą rozmawiał podawała się za pracownika szejka. Szejk i jego żona zobaczyli w telewizji al-Jazeera warunki, w jakich żyje Rubina i, wstrząśnięci, chcieli -bezinteresownie - pomóc jej i jej rodzinie. Ojciec dziewczynki zgodził się na spotkanie.
Poznał wówczas dwóch mężczyzn i kobietę. Widzieli się w sumie 3 razy, raz w rodzinnym domu dziewczynki, w slumsach, dwa razy w hotelu w Bombaju. Do ostatniego spotkania doszło w sobotę. To właśnie wtedy Quareshi miał przez telefon rozmawiać z mężczyzną, który podawał się za męża poznanej kobiety, szejka. - Łamanym hindi podziękował mi, że zgadzam się, aby Rubina zamieszkała w Dubaju. Wtedy dotarło do mnie, że moje dziecko jest przedmiotem targu. Natychmiast odłożyłem słuchawkę i powiedziałem, że wychodzimy z hotelu.
Zostali jednak na herbatę. – Wtedy poszli do kobiety, wrócili i powiedzieli, że mogą nam dać 500 000 rupii zaliczki. Odmówiliśmy, ale oni nalegali i obiecywali, że mogą załatwić pieniądze w ciągu pięciu minut.
Co dalej?
Następnego dnia historię sprzedaży dziewczynki można było obejrzeć na wszystkich kanałach.
Quareshi przyznaje, że był wstrząśnięty, kiedy dowiedział się, że trójka ludzi, z którymi rozmawiał to dziennikarze. – Wyłączyłem komórkę, bo spodziewałem się telefonów od mediów. A nie ufam mediom po tym, co wydarzyło się w ten weekend. Postąpili z nami nieuczciwie, ale my nie przyjęliśmy od nich żadnych pieniędzy. Moja córka nie jest na sprzedaż!
Dinesh, mężczyzna pośredniczący pomiędzy Quereshim a ludźmi, którzy okazali się reporterami, twierdzi, że brał udział w rozmowach wyłącznie jako tłumacz. Zaprzecza, jakoby namawiał ojca dziewczynki do przyjęcia pieniędzy. Obawia się, że cała historia zszarga dobre imię całej rodziny.
Sąsiedzi dziewczynki i jej ojca są poruszeni: - Wszyscy tu wiemy, jak bardzo Rafiq kocha swoją córkę. Może i jesteśmy biedni, ale mamy do siebie szacunek. Nie sprzedajemy własnych dzieci, bez względu na cenę, jaką nam zaproponują.
Priti Patkar, prezes Prerny, pozarządowej organizacji praw dziecka, stwierdziła, że prowadzone rozmowy były ze strony gazety nieetyczne. - Sprawą powinna natychmiast zająć się policja i kurator, podjąć odpowiednie kroki wobec winnych.
Shireen Miller, przedstawicielka mieszczącej się w Delphi organizacji Save the Children przyznała, że wykorzystywanie dzieci jest „głównym problemem w tej części kraju i należy wprowadzić surowe prawa chroniące rodziny przed agentami i pośrednikami.”
Komentarz autora:
Na podstawie: "Father denies Slumdog child sale", Zubair Ahmed, BBC News.