Kategoria: Społeczeństwo
Rodzaj: Felieton
Dodano: 10 maja 2010 r., 18:34:33
Region: Polska > małopolskie
Ostatnia aktualizacja: 15 maja 2010 r., 18:47:35
Małomiasteczkowa higiena kolejkowa
Źródło: muzyka.wp.pl
Nie wiem, jak jest w wielkich miastach. W średnich często, a niewielkich notorycznie jestem świadkiem rytuału toaletowego w każdej kolejce, w jakiej przychodzi mi stać.
Dziś wysnułam wniosek, opierając go na wieloletnich, właściwie, obserwacjach jednostki w tłumie. Tłumem nazywam tu kolejkę w banku, na poczcie i gdziekolwiek indziej, najczęściej w okolicach pierwszego lub piętnastego dnia każdego miesiąca. W mojej głowie pojawiły się dwie teorie - obie, niestety, niezbyt radosne. Albo ja przerosłam swoje rodzinne miasto, albo ono, zapyziale i wesoło, tkwi w martwym punkcie. I nie pomoże tu ani droga krajowa przez centrum, ani druga pizzeria, ani też odnowienie elewacji na którejś z kamienic. Podejrzewam, że nawet nowy bar by niewiele pomógł. Zawsze, niezmiennie i przez kolejne wieki, na tablicy informacyjnej będzie widnieć magiczna liczba jedenastu tysięcy i dwustu mieszkańców, z czego jedna czwarta siedzi na emigracji, a druga czwarta (jakkolwiek to zabrzmiało) studiuje. Z tej drugiej czwartej trzy czwarte zapewne nigdy już do rodzinnego miasta nie powróci.
Z racji silnego poczucia patriotyzmu lokalnego (jak również braku odpowiedniego współlokatora do potencjalnego mieszkania w mieście, w którym studiuję), moim miejscem zameldowania oraz zamieszkania wciąż jest ta mała mieścinka. Wprawdzie ze ścisłego centrum (choć nie wiem, czy określenie "ścisłe centrum" sprawdza się w przypadku Dąbrowy, brzmi to śmiesznie, nieprawdziwie, bo gdzie tu jakie centrum? Centrum raz jest, a raz go nie ma - zależy, w którym miejscu sobie człowiek na plantach stanie) wyprowadziłam się kilka lat temu na tzw. przedmieścia (co jest kolejnym niefortunnym wybrykiem języka, bo jak można mieszkać na przedmieściach, skoro miasto, przed którym się mieszka, ciężko miastem nazwać? Prędzej by się chyba "przedmieścinka" nadała), niemniej jednak do rynku niedaleko, bo kilka kilometrów, a i pod tym samym kodem pocztowym wciąż istnieję.
W mieście, jeśli nie jestem przejazdem, to bywam bardzo rzadko. Jak się wyjdzie na rynek, to się mija albo staruszków, albo dzieciaki, albo małżeństwa z okolicznych wiosek z rozwrzeszczanym dziecięciem w pakiecie. W związku z powyższym, niewiele jest tam atrakcji, które byłyby w stanie przyciągnąć mnie choć na kilka chwil. Wyjątkiem są dni przed świętami jakimikolwiek, wtedy wszyscy znajomi ze studiów zjeżdżają i można iść do baru uporządkować doznania - albo po Pilchowemu, czterema pięćdziesiątkami, albo spokojnie, ospale upić się piwem. Poza tym jednak - nic. Jestem w mieście tylko i wyłącznie wtedy, gdy sytuacja mnie naprawdę do tego zmusza.
Trzy są takie sytuacje: 1) listonosz zostawił awizo i trzeba jechać po paczkę, 2) ja muszę wysłać paczkę, 3) muszę komuś wpłacić pieniądze. Pierwsza sytuacja jest złem koniecznym - jak się chce wiedzieć, co dobrego w paczce przyszło, to trzeba się poświęcić. Drugą sytuację zawsze odwlekam w nieskończoność, aż potencjalny odbiorca zaczyna rzucać obelgami w moim kierunku. Z trzecią sytuacją podobnie jest jak z drugą. Wyjątkiem jest długo wiszący nade mną dług, którego wprawdzie spłacać nie muszę raz-dwa, ale dość mam świadomości, że nie mam czystego konta.
Los się oczywiście na mnie mści za wszelkie ociąganie się i poślizg w terminach, więc za każdym razem, gdy wchodzę na pocztę lub do banku, przede mną rozciąga się malowniczy obraz około piętnastu wkurzonych osób i jednego klienta przy okienku, który ze zdenerwowania czerwieni się, sapie i upuszcza wszystkie kwitki - bo mu się długopis wypisał, bo nie wziął dowodu, bo zabrakło złotówki. Z racji, że nie należę do typów, które się ogromnie w kolejkach niecierpliwią, a wszędzie się zawsze pierwsze pchają, staję zawsze spokojnie na końcu kolorowego węża i poczyniam pewne obserwacje.
Widok to niczym z kiepskiej, starej, polskiej komedii. Mniej więcej połowa kolejki to gospodynie domowe, które "na chwilę" wybiegły pozałatwiać sprawy na mieście. W pomiętym dresie, z tłustymi włosami i plamą sosu na piersi. Te zazwyczaj stoją niecierpliwie, fuczą, klną pod nosem, stukają palcami w blat, a gdy już stoją przy okienkach, w oczekiwaniu na swoją kolej, przeglądają się w szybce i nagle jak nie hukną na swoich biednych mężów: "Czemu mi, cholera, nie powiedziałeś, że się rozmazałam!?".
Jeśli już jakiś pan stoi w kolejce, zazwyczaj wygląda na smutnego i zastraszonego - przez małżonkę, dzieci, sąsiada i jego chomika. Strach się przesunąć o jedno miejsce, bo szuranie butów powoduje, że biedny chłopina podskakuje, a potem przez piętnaście minut ściera krople zimnego potu z czoła. Często towarzyszy mu córka bądź wspomniana już małżonka. Te zajmują miejsca w loży prześmiewców, przy stoliku, który - podczas ich pobytu w placówce - absolutnie nie może posłużyć za stanowisko do wypełnienia druczku czy podpisania koperty. Nie i już!
I wtedy przychodzi czas na dzieci. Dziewczynki, chłopcy, trzy-, pięcio- i ośmioletni wysłannicy diabła, których zadaniem jest przygotować świat na Apokalipsę. Jest pełno wrzasku, płaczu, plam po złamanych długopisach i pieluch, które właśnie w tamtej chwili wypadałoby zmienić.
Bez mała każdy z wyżej wymienionych po kilku minutach rozpoczyna toaletowy rytuał. Tak więc mamy elegancką czternastoletnią córkę z torebką od Frady, która dłubie sobie w uchu, a potem sprawdza, co wydłubała. Jak nic nie wydłubała, to bierze sprawę na sposób, ślini palec i dłubie dalej. Mamy też syna, któremu się majteczki wcięły w miejsce wiadome, ale jemu wybaczymy, on dopiero w tym roku miał pierwszą komunię. Obok stoi mama, pani z blond pasemkiem i pięciocentymetrowymi odrostami, w jeansowych spodniach siedem ósmych i welurowej bluzie koloru biskupi róż. Czasu tracić nie przystoi, więc bierze się za manicure - obgryza paznokcie wytrwale, aż się krew poleje - i już jest cały zabieg do przodu, ile czasu zaoszczędziła! Zaraz za mną największy koszmar, jaki mnie spotyka we wszystkich instytucjach - mlaskający pan. Mlaskający pan to ktoś taki, co to obiad zjadł dopiero, a stojąc w kolejce ma chwilę na przegląd uzębienia i ewentualną korektę środowiska. Mieli językiem, mlaska, cmoka, robi to dziwne coś, co brzmi jak zasysanie powietrza z oślinionej skuwki (wiem, trzy lata w podstawówce siedziałam w ławce z taką jedną...). Jak już mu się uda doprowadzić swą jamę ustną do porządku, mlaska ukontentowany, a ja się zastanawiam, czy naprawdę tak bardzo mi na tej paczce zależy, czy wysyłki nie mogę jeszcze o dzień przełożyć, czy na pewno chcę dziś spłacać wszystkie długi.
Zastanawiałam się przez dłuższy czas, gdzie są "swojaki". Tacy, co to ani nie mlaskają, ani w nosie nie dłubią, ani nie robią z palców patyczków do uszu, a na dodatek jeszcze ładnie pachną. Przecież nie wszyscy wymarli, nie wszyscy powyjeżdżali, nie wszyscy studiują gdzieś daleko. I wtedy sobie uświadomiłam, że wszyscy za to korzystają pewnie z kont internetowych. I zapłakałam nad własnym losem. Bo ja też korzystam, ale wypłata nim przyjdzie, to już rozdysponowana, więc później pokutuję długimi godzinami w otoczeniu, bądź co bądź, swoich pobratymców.
Autor: matrioszka
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
15 maja 2010 r., 18:47:35
Poprawki yeppy :)
2.
10 maja 2010 r., 21:50:55
Literówka.
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(18 maja 2010 r., 11:58:32)
Jadzio:widzę, że upodobałeś sobie słowo prawda. Jakoś nie mogę znaleźć w swoich wypowiedziach stwierdzenia, iż jakąś prawdę na temat Egiptu posiadłem, tak więc twój wywód na tent temat to w skrócie gówno prawda. Naucz się czytać ze zrozumieniem, bo jak na razie horoskopy i giganci wychodzą Ci znacznie lepiej, niż pisanie o historii i polityce. Mogę Cię pochwalić i napisać, że masz ciut większe kompetencje w zakresie robienia zdjęć. Znowu obsesyjka z zabranianiem? Wskaz mi fragment komentarza, w którym "czegoś" zabraniam.
Odnośnie polityki rolnej UE to może poczytasz trochę tych banialuk? Dowiesz cię czegoś w przyziemny sposób o otaczającym cię świecie , bez pośrednictwa ezoteryki http://www.redakcja.newsweek.pl/Tekst/Swiat/535539,Globalne-wyzwania-dla-reformy-polityki-rolnej-w-ue-po-2013.html To są powszechnie znane wiadomości, więc taki specjalista jak ty ma je pewnie w małym palcu,skoro wpadł na takie genialne porównanie: Somalia-Wall Street.
(17 maja 2010 r., 20:32:27)
To może i ja coś napiszę :) ?
Nie wiedziałem, że w komentarzach nie można pisać do dowolnie wybranej wypowiedzi, tylko na te komentarze, które są kierowane personalnie...
Chociaz ja nie mam problemu jeśli piszę z np. dziesięcioma osobami i ich teksty wzajemnie się przeplatają.
Smród i gwar - co kto lubi. I tak uważam, że nie poznałeś prawdziwego oblicza Egiptu, ale nie chce mi się tłumaczyć dlaczego... ty i tak wiesz swoje.
Co do wpływu UE na ekonomię Maroka... - wiesz, równie dobrze można mówić o wpływie Wall Street na rynek Somalii... gospodarki całego świata są ze sobą powiązane, więc nie rozumiem dlaczego wyszczególniłeś przy Maroku akurat UE, ale... nie musisz rozwijać tematu. Nie musisz, bo ciężko się z tobą dyskutuje - w sensie straszne banialuki sadzisz i jeszcze dyskutujesz z faktami (ogólnie), a mnie nudzi taki brak rzeczowości i kompetencji... (zieew)... Pa.
(17 maja 2010 r., 17:43:24)
Wiesz Torq, bo ja mam takie analne podejście do życia.
Z Jadziem to my z reguły występujemy oddzielnie. No chyba, że jesteśmy w łóżku.
(17 maja 2010 r., 15:41:06)
Mario: wystarczy uciec do lasu, a już człowiekowi zaglądają w dupę. Jesteś proktologiem amatorem?
Widzę, ze wnikliwie zapoznałaś się z problemem imigracji, bo dyskusja na ten temat przysłoniła Ci El-dupę. Ciekawy jest modus operandi, a mianowicie: dyskutowałem z Tobą, komentarza skierowałem do Ciebie, a tu mi się Marcin zgłasza. Nie zrażając się Waszą dwoistością, pisze do Marcina, odpowiedzi udziela Maria. Moja rada może ustalicie, kiedy występujecie indywidualnie, a kiedy jako spółka? Następnym razem będzie Maria & Jadziohal, tak będzie bezpiecznie, wiesz ja strachliwy jestem, bo śmieszno i straszno jest, kiedy zaglądają Ci w dupę.
Jadzio: "zawsze staralem wychodzic poza ramy zwyklej turystyki, aby moc zobaczyc prawdziwe oblicze miejsca w ktorym bylem." Myślę, ze w przypadku krajów arabskich, nie o prawdę Ci chodzi, lecz o utwierdzenie się w swoich radykalnych poglądach, skoro w jej odnalezieniu przeszkadza Ci smród i gwar.
(16 maja 2010 r., 20:58:52)
Tobie napisałam, że masz rację w związku z przebywaniem samym ze sobą ;)
(16 maja 2010 r., 16:33:55)
No właśnie bo wyglądało, że to mi odpisujesz :)
(16 maja 2010 r., 12:46:11)
'Małomiasteczkowa higiena kolejkowa' :P
(15 maja 2010 r., 22:19:18)
Znaczy się mój?
(15 maja 2010 r., 20:54:27)
Też racja ;)

PS. zapomniałabym: właśnie w tejże chwili chwalę Cię za... świetny tytuł :)
Bardzo dobrze brzmi - tak właśnie lubię :)
(15 maja 2010 r., 20:11:35)
Dla mnie wszystko zależy od intencji. Miałam kiedyś praktyki w szpitalu, gdzie ludzie robili mnóstwo obrzydliwych rzeczy. Wszystko co robili wynikało z ich chorób, dlatego nie sposób było być na to złym, czy nawet obrzydzonym. Jedyne rodzące się uczucie to współczucie. Dlaczego zatem nie współczuć i tym, którzy robią to intencjonalnie? Z tą różnicą, że współczucie dotyczyłoby nie braku zdrowia, lecz braku kultury :)
(15 maja 2010 r., 19:41:21)
Można się ostatecznie pocieszyć jednym. Sami ze sobą musimy wytrzymać aż 24 godz na dobę a inni godzinę, dwie, kilka minut, które spędzą czytając nasze komenty. Chyba, że "naszą nas" nieustannie w swych emocjach :)
(15 maja 2010 r., 19:35:08)
Artykuł bomba! samo życie :) Jak jest w wielkich miastach? Różnie. W kolejkach stoją rdzenni mieszkańcy, przemieszani z ludnością napływową i turystami najrozmaitszej proweniencji.
Zwykle jednak zachowywany jest stosowny odstęp, co łatwo zauważyć przed bankomatami, bądź w długich ogonach na mojej poczcie, zwłaszcza po 19-tej wieczorem, kiedy już nie obowiązują numerki.
Nieraz dochodzi do sytuacji, gdzie ludzie zaczynają ze soba rozmawiać, poprzedza to zwykle jakiś nieoczekiwy przypadek. Bywa, że ktoś zasłabnie na przykład.
Sceny opisywane przez Ciebie zauważa się w komunikacji publicznej. Bywają linie, które co wrażliwsi, powinni omijać szerokim łukiem. Zapachy, ciężkie słownicytwo, to najlżejszy kaliber :)
Ogólnie jest jednak dobrze i zauważa się rosnąca poprawę. Nie mamy czego się wstydzić - są na świecie bardziej prymitywne narody od naszego :)
(15 maja 2010 r., 19:27:16)
Byle nie za często! :D Jesteśmy charakterne, no i trudno. Niech to inni znoszą, albo niech żyją obok nas, a nie z nami ;)
(15 maja 2010 r., 19:25:26)
Faaakt, cos w tym jest :P a co tam, po co sie pozbywac, wystarczy troche odpuscic... czasem ;)
(15 maja 2010 r., 19:06:48)
Bo uparte babsko jesteś i nie lubisz, kiedy ktoś sugeruje Ci coś innego, skoro to, co wybrałaś jest, w Twoim mniemaniu, dobre :) To uciążliwe bywa (tak,przyznaję - choruję na to samo:P), ale ciężko się tego pozbyć. Tym bardziej kiedy się to w sobie... lubi? :P
(15 maja 2010 r., 18:48:33)
Dziekuje za poprawki :) tak, wiem, rozkrecilam sie z tym pisaniem, tez zauwazylam, ze do sedna przechodze pozno ;)
Zdjecie, coz... torq proponowal dwa inne, ale zrezygnowalam, nie wiem, dlaczego :P
(15 maja 2010 r., 17:00:32)
1. 'wieloletnich właściwie obserwacjach ' - interpunkcja.

2. 'trzy czwarte zapewne nigdy już do rodzinnego miasta nie powrócą.' - nie powinno być: nie powróci, skoro trzy czwarte?

3. 'wysłannicy diabła, których zadaniem jest przygotować świat na Apokalipsę',
'mamy elegancką czternastoletnią córkę z torebką od Frady' oraz
'bierze się za manicure - obgryza paznokcie wytrwale' -
- moje perełki. Dla nich warto było przeczytać :) Choć przez połowę felietonu zastanawiałam się nad tym o czym właściwie prawić będziesz :D Nie zachwycił mnie, ale spodobał się, więc jest dobrze :) Zdjęcie jedynie okropnie nieładne - jak na mój, być może spaczony, gust.
(13 maja 2010 r., 22:12:10)
Torq schował głowę w piach. Jak struś. A na zewnątrz została dupa.
(12 maja 2010 r., 20:07:58)
No nieźle, Torque - cały Kair znasz? Jesli tak, to każdy, ale to każdy kto był w Egipcie powie ci o rejonach dla turystów i nie dla turystów. Swoboa poruszania się jest, jak najbardziej, ale ryzyko inne. Na Medinie? Jak kto lubi... różne są poczucia humoru - smród, gwar, może tobie odpowiada - mi nie. A co do uboju zwierząt... to róznica jest taka, że one wyboru nie mają, ani rozumu i świadomości co się z nimi zrobią. A ludzie? Iluż to z Maroka przyjeżdża z prochami? Sami biorą, innym sprzedają - szerzą uzależniania i choroby... nie jestem rasistą, bynajmniej, ale nie podoba mi się taki syf, który ludzie robią ludziom - mam nad nimi ubolewać. Owszem, życzę im, żeby coś im się zmieniło najlepsze, ale na to zło, które szerzą nie zamykam oczu - w tym przypadku mam dość radykalne poglądy.
(12 maja 2010 r., 18:04:17)
Bo ja Torq, qurcze zwierzęta cenię wyżej niż co niektórych ludzi. Każdy ma dla mnie naturę buddy, ale niektórzy chowają ją głęboko w piętach bo wolą być zwykłymi skurwysynami.
Ciekawe czemu swoje "ale" co do mnie umieszczasz pod zupełnie innymi wątkami? Boisz się ze mną dyskutować? Ciekawe, kiedyś wolałeś dyskutować ze mną a dzisiaj z Jadziolem. Zmieniłeś orientację?
(12 maja 2010 r., 16:25:17)
Taaak, zawsze trzeba być gotowym na dmuchanie od tyłu... ;)
Yeppy - zadzwonię do Twojego szefa i powiem, że koniecznie ma Ci wygospodarować kilkanaście minut, tego żądam! :P
(12 maja 2010 r., 15:41:46)
@ Depech: Pewnie, że się odsuwam. Odległość pomiędzy mną a osobą przede mną to zawsze wspomniane już wcześniej ok. 80 cm. Inna sprawa, że zawsze czuję oddech persony stojącej za mną. :/
(12 maja 2010 r., 13:26:54)
J: Poczytaj troche o skutkach polityki rolnej UE i próbach jej zmiany, to moze dowiesz sie co sugeruje :)
http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=CELEX:52009PC0375:PL:NOT
Odnośnie enklaw,to Kair trudno nazwać enklawą, po za tym w Maroko i Turcji jest pełna swoboda poruszania się po kraju, więc nie za bardzo rozumiem o co Ci chodzi. Egipt owszem od ponad 20 lat ma stan wojenny,paszportyzacje jak w ZSRR,ale turyści nie mają żadnego problemu by dostać zgodę administracyjną na podróż. Odnośnie Twoich hotelowych wojaży,to następnym razem polecam wynajęcie mieszkania w medynie, taniej,może klimy nie ma,ale jest zajebiście wesoło. Szansa dla siebie?Robiąc to za grosze?No fakt kurwią się za gorsze, za grosze harują na farmach i fabrykach podrabiających odzież. Sami są sobie winni, ze mają marzenia, a Włochom w to graj,na maksa im się to nie opłaca. Qurcze, zabawne, ze Marii żal jest rzeźnych zwierząt,a marokańskiej zarazy chyba nie. Kończę dyskusję, bo dotrę do drugie dna :)
(12 maja 2010 r., 11:16:44)
Torque - sugerujesz, ze Marko lezy w UE? Maja swoj system, enklawy dla turystow i reszte kraju. Jak w Egipcie, Turcji, Tunezji itp itd. Przybysze zapewne upatruja jakiejs szansy dla siebie, jednak sa gotowi robic to za grosze, za cokolwiek. Maja swoja specyficzna mentalnosc i dobrze sie z tym czuja. Dlatego znajduja sie tez tacy co na tym zeruja. Z tego co piszesz, to jezdziles tam nie tylko dla rozrywki. Jesli sa tak liczne wyjazdy twoje to, sorki... ale watpie, szczerze watpie, zebys mogl doswiadczyc rzecyzwistosci przecietnego obywatela kraju w ktorym przebywales. Dlatego nie jest to dla mnie miarodajne. Tez troche podrozowalem i zawsze staralem wychodzic poza ramy zwyklej turystyki, aby moc zobaczyc prawdziwe oblicze miejsca w ktorym bylem. W krajach arabskich zawsze okazywalo sie, ze bylo tzw. drugie dno :)
(12 maja 2010 r., 09:00:30)
Nawet nie wiesz ja mi przykro, że nie mam kilkunastu minut, żeby to przeczytać. Ale nadrobię to jeszcze :)
1 - 25 z 60 komentarzy123Następna
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
27 stycznia 2010 r.
31 grudnia 2011 r.
512
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska