Dodano: 29 kwietnia 2009 r., 22:58:14
Ostatnia aktualizacja: 29 kwietnia 2009 r., 22:58:14
Manchester pokonuje Arsenal
Radość zawodników po bramce Johna O'Shea
Interesujące spotkanie obejrzało ponad 70 tysięcy kibiców na Old Trafford, gdzie Manchester United pokonał Arsenal Londyn 1:0 w drugim półfinale Ligi Mistrzów.
Arsenal wyszedł na to spotkanie defensywnie ustawiony, jedynym wysuniętym zawodnikiem był Togijczyk Emmanuel Adebayor, natomiast podopieczni Fergusona ofensywnie nastawieni z triem Rooney-Ronaldo-Tevez.
Od początku spotkania było widać kto ma jakie cele, United atakowało a Arsenal skupiał się na obronie i liczył na kontrataki, w których chciał wykorzystać szybkość Walcotta i geniusz Fabregasa, jednak to nie oni a wracający po kontuzji hiszpański bramkarz Manuel Almunia był bohaterem pierwszych minut spotkania kiedy to kapitalnie kilkakrotnie interweniował broniąc strzały Diabłów i ratując swój zespół przed utratą bramki, niestety świetna postawa goalkeepera na nic sie zdała bo po błędzie obrony The Gunners bramkę dla
Manchesteru zdobył w 17 minucie John O'Shea.
Druga połowa nie była już tak interesująca, a przewagę posiadała ekipa gospodarzy kilkakrotnie groźnie strzelając zza pola karnego, jednak Wayne Rooney,Michael Carrick ani Cristiano Ronaldo, który trafił w poprzeczkę nie potrafili znaleźć sposobu na zdobycie bramki i wynik nie uległ już zmianie.
Historycznie wydarzenie miało miejsce w 67 minucie spotkania, kiedy to po raz 800-ny w barwach Czerwonych Diabłów wystąpił Walijczyk
Ryan Giggs.
Całe spotkanie rozgrywane było w szybkim tempie i mimo niewielu dogodnych sytuacji spotkanie z pewnością mogło się podobać.
Dodajmy, że na ławce rezerwowych Arsenalu spotkanie przesiedział Łukasz Fabiański, natomiast bramkarz Man.Utd Tomasz Kuszczak oglądał spotkanie z trybun.
Po półfinałach wygląda, że większe szanse są na to iż w Rzymie 27 maja będziemy mieć powtórkę
finału LM sprzed roku, a więc Chelsea-Manchester United niż sprzed 3 lat kiedy to Arsenal grał z Barceloną, jednak za tydzień w meczach rewanżowych ekipy Guardioli i Wengera z pewnością będą szaleńczo atakować na własnych boiskach - znając ich ofensywny styl gry i wynik nie sposób przewidzieć co zwiastuje nam wielkie emocje!