Dodano: 10 maja 2010 r., 20:00:44
Ostatnia aktualizacja: 10 maja 2010 r., 20:02:21
Marnotrawstwo sukcesów tarnobrzeskich pingpongistek
Li Qian - symbol sukcesów KTS Tarnobrzeg
Oprócz sukcesów w europejskich pucharach, KTS Forbet OWG Tarnobrzeg ma na swoim koncie kilkanaście tytułów Mistrzyń Polski. Na polskim podwórku klub z Tarnobrzega nie ma sobie równych już od połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Praktycznie rok w rok wygrywa ligowe rozgrywki mistrzowskie w kraju.
Reprezentujące tarnobrzeski klub tenisistki mają też na swoim koncie wiele spektakularnych osiągnięć w indywidualnych turniejach odbywających się w Polsce i zagranicą. Warto tutaj wspomnieć przede wszystkim o Polce Li Qian, która od kilku ostatnich lat ogrywa gwiazdy europejskiego tenisa stołowego kobiet w prestiżowym turnieju Europa Top 12. Dzięki tym sukcesom, pingpongistki KTS-u są bez wątpienia sportową wizytówką miasta. A przecież niewiele polskich miast może poszczycić się drużynami, które od lat zdobywają mistrzostwo kraju i są w czołówce europejskich rozgrywek.
Dlaczego więc przed przystąpieniem do każdego kolejnego sezonu Pan Nęcek, pełniący funkcję zarówno trenera i menedżera zespołu, musi martwić się o zdobycie minimalnej kwoty pieniędzy, która w ogóle umożliwiałaby start w rozgrywkach o mistrzostwo kraju?
Odpowiedź na powyższe pytanie jest złożona.
Przede wszystkim, ciężko jest znaleźć sponsora, który wyłożyłby większą sumę pieniędzy na tenis stołowy. Trudność nie polega tu tylko i wyłącznie na zubożeniu - zwłaszcza w ostatnich latach - rejonu tarnobrzeskiego, z czym też wiąże się wątłe zainteresowanie lokalnych przedsiębiorców do uprawiania sponsoringu sportowego. Poszukiwania wsparcia finansowego dla KTS-u obejmują bowiem obszar niemal całej Polski.
Poza tym, panuje powszechne przekonanie, że tenis stołowy to sport „za mało widowiskowy”, zaliczający się do dyscyplin niszowych. Nie ma za bardzo czym przyciągnąć do siebie potencjalnych inwestorów. Hale na meczach tenisa stołowego nie wypełnią się przecież tak wielką rzeszą ludzi jak to bywa na meczach koszykówki, siatkówki czy nawet piłki ręcznej („Bogdan Wenta na Prezydenta”). Ot, co, taka jest zwyczajnie specyfika tej dyscypliny. Ze względów technicznych (mała piłeczka celuloidowa, niewielkie rozmiary stołu do gry) nie jest to dyscyplina przeznaczona „dla mas”, do oglądania na żywo z wysokości trybun. Ten fakt nie podlega dyskusji i nie może on też dziwić. Natomiast niezrozumiałe jest dla mnie zachowanie naszych ogólnopolskich mediów, jakby nie było - „mediów musowego przekazu”, w obliczu bezsprzecznie wielkich sukcesów tarnobrzeskich tenisistek na arenie międzynarodowej. Mam do nich żal, że nie potrafią uraczyć swoich abonentów zdawkową informacją, że odbył się taki i taki mecz, w ramach takich i takich rozgrywek. Jednak większe rozżalenie wywołuje we mnie nie wykorzystywanie przez nie, tkwiących w ich rękach, najbardziej skutecznych narzędzi marketingowych (np. transmisja telewizyjna), które mogłyby ukazać piękno tenisa stołowego. Ta dyscyplina sportu jest stworzona do popularyzacji właśnie poprzez telewizję i na to zasługuje. Taki jej urok.
Przy analizie kwestii pozyskiwania sponsorów dla tarnobrzeskiego Klubu Tenisa Stołowego warto podkreślić, że obecnie może on liczyć na pomoc miasta i drobnych indywidualnych sponsorów, bez których nawet zorganizowanie ostatnich spotkań u siebie w Pucharze ETTU, nie wspominając o dalekim wyjeździe do Władywostoku, nie byłoby możliwe. Jednak stanowi to przysłowiową kroplę w morzu potrzeb. Pomoc miejskich włodarzy i lokalnych darczyńców, których z roku na rok jest coraz mniej, jest typowym działaniem doraźnym. Pomoc w takim wymiarze nie pozwoli sympatycznym tenisistkom z Tarnobrzega, wraz z ich trenerem skupiać się wyłącznie na samej grze. Nie pozwoli dodatkowo wzmocnić składu, co może zaowocowałoby wywalczeniem upragnionego triumfu w Pucharze ETTU w niedalekiej przyszłości.
Zastanawia fakt, że sukcesy tarnobrzeskich tenisistek nie mają tak naprawdę przełożenia na wymierne efekty zarówno w sferze życia sportowego dla Tarnobrzega jak i promocji samego miasta. W Tarnobrzegu nie powstał dotąd ośrodek tenisowy z profesjonalnym zapleczem treningowym i szkoleniowym. Co więcej, nie są organizowane mecze międzypaństwowe, profesjonalne turnieje ogólnopolskie i zagraniczne. Wreszcie, wydaje się, że samo miasto nieumiejętnie wykorzystuje sukcesy pingpongistek KTS-u do autopromocji i kreowania własnego wizerunku. Przecież nietrudno wyobrazić sobie przeprowadzenie kampanii reklamowej pod hasłem „Miasto Mistrzyń”. Jak widać, piętnaście lat ciągłego pasma sukcesów żeńskiego pingponga w Tarnobrzegu to jeszcze zbyt mało, by w końcu zacząć przekładać je na rzeczywistość.
Komentarz autora:
źródło: fot. picapp.com