Dodano: 14 czerwca 2009 r., 15:45:10
Ostatnia aktualizacja: 26 września 2009 r., 10:31:15
Obiecujący debiut Matlaka, wynik lepszy niż gra
W towarzyskim turnieju rozgrywanym w szwajcarskim Montreux polskie siatkarki wywalczyły dobre, 5. miejsce. Jednak największym wydarzeniem był powrót do reprezentacji Doroty Świeniewicz, najlepszej zawodniczki Mistrzostw Europy w 2005 roku. Na trenerskiej ławce "zadebiutował" Jerzy Matlak.
Dorota Świeniewicz zrezygnowała z występów w reprezentacji po tym, jak ówczesny trener, Marco Bonitta, nie zabrał jej na igrzyska olimpijskie do Pekinu. Zastrzegła jednak, że jej postanowienie ma ścisły związek z decyzją Włocha i rozważy swój powrót do kadry, kiedy nastąpi zmiana na stanowisku selekcjonera. Bonitta rozstał się z kadrą po nieudanym dla Polek turnieju w Chinach, a jego następcą został wybrany Jerzy Matlak, który prowadził już naszą drużynę narodową w latach 1984 - 85. Dorota w tym czasie rozwiązała kontrakt z zespołem Serie A, Perugią, i wróciła do Polski, gdzie pod okiem "nowego - starego" trenera w Farmutilu Piła budowała formę. W efekcie Dorota Świeniewicz, jedna z najlepszych siatkarek w historii, dostała powołanie na zawody w Montreux...
Volley Master Montreux (pełna nazwa szwajcarskiego turnieju) rozgrywany jest od 1984 roku, cyklicznie od 1998 roku. Nie ma tu kwalifikacji, o składzie uczestników decydują organizatorzy wysyłając zaproszenia do poszczególnych federacji. Do tej pory Polki wystąpiły na szwajcarskich parkietach czterokrotnie: w debiucie, w 2005 roku, pod wodzą Andrzeja Niemczyka, zajęły 6. miejsce, rok później "spadły" jedną pozycję niżej, by w 2007 roku powtórzyć ten wynik. Tegoroczny turniej należy więc uznać za udany, gdyż "biało - czerwone" osiągnęły najlepszy wynik w historii. 5. miejsce tym bardziej niespodziewane, że w kadrze zabrakło bezapelacyjnych gwiazd, w tym jej dwóch największych armat: mistrzyni Włoch z zespołem Scavolini Pesaro, jednej z najlepszych zawodniczek Serie A, Katarzyny Skowrońskiej - Dolaty oraz będącej w ciąży, Małgorzaty Glinki. Oprócz nich z różnych przyczyn zabrakło m.in. Joanny Mirek, Eleonory Dziękiewicz, Anny Podolec i Natalii Bamber.
Pod nieobecność kilku podstawowych zawodniczek Matlak zdecydował się zabrać do Montreux następujące panie:
rozgrywające: Iza Bełcik, Milena Sadurek;
atakujące: Joanna Kaczor, Izabela Żebrowska;
przyjmujące: Anna Barańska, Dorota Świeniewicz, Aleksandra Jagieło, Anna Woźniakowska, Elżbieta Skowrońska;
środkowe: Katarzyna Gajgał, Agnieszka Bednarek, Dorota Pykosz;
libero: Mariola Zenik, Agata Sawicka.
W grupie Polkom przyszło zagrać kolejno przeciwko Chinkom, Niemkom i Brazylijkom. Pierwszy mecz gładko przegrany 3:0, drugi (dla odmiany) równie łatwo wygrany, w trzecim urwanie seta i wkalkulowana porażka z Brazylią 3:1. W efekcie trzecie miejsce w grupie i możliwość walki o miejsca 5-8. Na drodze o prawo gry o 5. lokatę stanęły Polkom reprezentantki Japonii. Rywal niezbyt wymagający i zwycięstwo "naszych" 3:0. W drugim meczu tej rundy Niemki uporały się z Kubankami i mieliśmy "powtórkę z rozrywki": Polska - Niemcy w starciu o 5. miejsce.
Spotkanie dobrze ułożyło się dla podopiecznych byłego szkoleniowca Farmutilu Piła, Jerzego Matlaka. Po dwóch setach na tablicy wyników widniał wynik 2:0 dla nieco przemeblowanych "Złotek". Później jednak nasza gra się zacięła: ataków nie kończyła Kaczor (znamienne zdanie komentującego ten mecz dla Sportklubu Andrzeja Niemczyka: - żal d*** ściska patrząc na dzisiejszą grę Kaczor. Słabo na przyjęciu grały Barańska, Świeniewicz i wprowadzona na parkiet Jagieło. W rozegraniu gubiła się Bełcik, a środkowe nie mogły złapać tempa z "wystawiaczem". W trzecim secie porażka 25:22 i "demolka" w czwartym 25:11. Polki grały na stojąco, bez wiary w końcowy sukces. Tie-break już jednak ułożył się po myśli polskich kibiców, czego dowodem wynik 15:11 i w całym meczu 3:2 dla pań z orłem na piersi.
Turniej w Montreux miał być "przeglądem wojsk" przed zbliżającymi się eliminacjami do Mistrzostw Świata i turniejem głównym Mistrzostw Europy, które na przełomie września i października odbędą się w Polsce. Jak wypadło? Patrząc na wynik można by rzec: obiecująco. Jednak sama gra pozostawiała wiele do życzenia. Oczywiście, trener Matlak miał mało czasu na skomponowanie dobrze funkcjonującej maszyny do wygrywania, jaką swego czasu stworzył Andrzej Niemczyk, a same zawodniczki dopiero wróciły z urlopów, jednak pewne wnioski należy z tego turnieju szybko wyciągnąć.
Przede wszystkim postawa Joanny Kaczor. Miarą przydatności do zespołu w przypadku atakującej jest jej skuteczność. Niedobrze jest, kiedy oscyluje ona w granicach 20%, źle, kiedy podstawowa atakująca chowana jest w ofensywie, fatalnie, kiedy zmienia ją nominalna przyjmująca. A taki obrazek wielokrotnie oglądaliśmy w ciągu całych zawodów. Izabela Żebrowska zagrała zbyt krótko, aby ją ocenić. W meczu grupowym z Niemkami wystąpiła od pierwszej minuty, ale szybko złapała kontuzję i nie pojawiła się już na placu do końca rozgrywek. Na dzień dzisiejszy trudno wyobrazić sobie reprezentację bez
Skowrońskiej - Dolaty i Podolec, a wtedy dla Kaczor zabraknie miejsca.
Dla kilku zawodniczek progi reprezentacji są zbyt wysokie. Anna Woźniakowska i Elżbieta Skowrońska, choć momentami spisywały się przyzwoicie, nie wnosiły do zespołu niczego pozytywnego. Barańska też bez rewelacji, ale o tę zawodniczkę akurat jestem spokojny. Odbuduje formę i będzie mocnym punktem kadry. Świeniewicz też jeszcze nie prezentuje się najlepiej, ale jej doświadczenie może okazać się w tej młodej kadrze bezcenne.
Rozgrywająca żyje z przyjęcia. Jeśli jest słabe to i wystawy niedokładne. Wielkie rozgrywające potrafią to skorygować i zrobić coś z niczego. Zarówno Bełcik (która grała częściej), jak i Sadurek, do największych nie należą, ale turniej w ich wykonaniu należy uznać za poprawny. Nieco większy plus dla Bełcik.
Wśród środkowych największa rotacja. Trener Matlak nie mógł znaleźć optymalnej dwójki. Pykosz i Gajgał nie imponowały w bloku, nie potrafiły znaleźć wspólnego języka i złapać tempa z rozrywającymi. Jednak wina w przypadku ataku ze środka leży po obu stronach. Występ przyzwoity, ale bez rewelacji.
Sawicka na pozycji libero zagrała tylko w jednym meczu, przeciwko Brazylii i pokazała się z dobrej strony. W większości meczów wchodziła z ławki dając odpocząć przyjmującym.
Jak łatwo zauważyć, nie wymieniłem trzech zawodniczek. A to dlatego, że im należy się największe wyróżnienie. Od wielu lat Mariola Zenik nie ma sobie równych na pozycji libero i na zmianę się nie zanosi. Rewelacyjne wyczucie w obronie, dobre przyjęcie. Czego chcieć więcej? Bezsprzecznie jedna z najlepszych zawodniczek na tej pozycji na świecie. Agnieszka Bednarek w bloku bardzo skuteczna, w ataku nie do końca czuła tempo, jednak środkowa (od nowego sezonu) mistrzyń Polski, Muszynianki Fakro Muszyna, jest pewniakiem na grę w podstawowej szóstce na najbliższe turnieje. I największe, moim zdaniem, zaskoczenie: Ola Jagieło. Zawsze solidna w lidze, nie dostawała ostatnimi czasy szans na grę w kadrze. Kiedy zaufał jej wreszcie Jerzy Matlak, ta odpłaciła się znakomitą, a przede wszystkim skuteczną grą.
Pierwszy oficjalny sprawdzian podopiecznych "nowego - starego" selekcjonera wypadł okazale. Kiedy ten zespół uzupełniony o niekwestionowane gwiazdy (nie tylko polskiej siatkówki) się zgra, możemy mieć w lipcu, a później w październiku wiele powodów do dumy. Ale to melodia przyszłości. Dziś powinniśmy cieszyć się z wyniku (mniej z gry), tj. 5. miejsca, najlepszego w historii naszych występów w Montreux.
Komentarz autora:
news wzbogacony o komentarz;]