Dodano: 29 listopada 2010 r., 22:50:20
Ostatnia aktualizacja: 29 listopada 2010 r., 22:50:20
Po tęczy można zwariować...?
Andrzej Sosnowski po raz kolejny i najprawdopodobniej nie ostatni każe nam zrezygnować z utrwalonych nastawień czytelniczych. „Po tęczy” wprowadza nas w dziwną rzeczywistość, mającą coś z kamieniołomu, śmietnika. Wszystko jest tu w stanie ciągłego dziania się, to jakiś kataklizm, furia, choroba... można zwariować!
Sosnowski przyzwyczaił już nas chyba do tego, że czytając jego poezję jesteśmy zmuszeni zaczynać od zera. Może i przydatne byłoby powołanie jakiejś szkoły czytania tej poezji. Wszystkie znane nam tradycje i konwencje literackie, wyrobione nawyki czytania, sprawdzone chwyty interpretacyjne okazują się bowiem bezradne wobec poetyckiego przekazu. Należałoby tu zadać pytanie o czym są w ogóle wiersze Sosnowskiego? No cóż… Na pierwszy rzut ciężko coś konstruktywnego powiedzieć. Ma się wrażenie, że to jakiś bełkot, nie mający sensu ani składu potok słów. Do czytelnika docierają tylko pojedyncze słowa lub fragmenty wypowiedzi, natomiast całość pozostaje niezrozumiała, trudno nad nią zapanować. Ale przyznajmy, coś niepokoi i pociąga w tej poezji, nie pozwala przejść wobec niej całkiem obojętnie. Ciekawość tego każe podjąć wysiłek rozplątania gordyjskiego węzła.
„Po tęczy” to jakieś niezwykłe
mimesis, bo chociaż utwór nie odsyła tu wprost do rzeczywistości, to przecież jest jakimś jej znakiem. Książkę otwiera cytat z Flauberta, opis kamieniołomów, które reprezentują spiętrzenie, pogmatwanie, chaos. Jest to przestrzeń, która osacza, zagarnia, wypełnia krajobraz, powoduje, że człowiek czuje się tu jak więzień. To portret rozpadu, atrofii, chaotyczności. Dużo w tym tomie działania groźnego i śmiercionośnego żywiołu, to różnego rodzaju kataklizmy: potopy, wulkany, wichury, tornada, sztormy... Częstym motywem jest upał, gorączka, furia. Wyzwalają one złe samopoczucie, które ma swoje rozładowanie w histerycznych aktach żywej mowy. Co ciekawe, wiersz staje się rodzajem monologu wewnętrznego, pełnego niespodzianek wywołanych przez asocjacje. Autor buduje ciągi skojarzeniowo-neologiczne, które wyzwalają reakcje łańcuchowe. Całe fragmenty mają charakter palimpsestów, nakładających się na siebie i krzyżujących się odwołań intertekstualnych. Sosnowski ukazuje nieciągłość między językiem a światem. Kreacyjność językowa odzwierciedla bałagan, jaki jest udziałem współczesnego człowieka. Konsumpcjonizm, przesyt informatyczny i technologiczny pozostają w sferze możliwych zagrożeń. Można zaryzykować stwierdzenie, iż poeta kreuje jakiś oniryczny realizm nie uznający granicy między fikcją i rzeczywistością. Utwór jest
niewiernym sobowtórem czasów, /stężały jak gdyby chronicznie gorączkował, /anioł snu przechadzający się po elektrowni1A. Sosnowski, Po tęczy, Biuro Literackie, Wrocław 2007
. Jednoczesność wielu czasów przypomina u Sosnowskiego rzeczywistość snu albo migotliwą teraźniejszość, podobną do obrazów z telewizora lub komputera.
Czy to jedyna dostępna w tomie problematyka? Jeżeliby przyjrzeć się temu fenomenowi jeszcze dokładniej i głębiej, można odnaleźć i przyjaźń, i miłość, i grozę, i śmierć... To motywy obecne u Sosnowskiego, choć poukrywane i tylko dyskretnie ujawniane. Poeta napisał przecież sporo wierszy pięknych i bezinteresownych. Jego świat jest barwny, równoczesny, różnorodny jak tęcza. Cechą charakterystyczną takiego sposobu widzenia jest brak hierarchizacji różnych postrzeganych zjawisk. Każde bowiem może stać się impulsem dla podmiotu.
Tym, co niewątpliwie należy uznać za wartość artystyczną poezji Sosnowskiego, jest język. Poeta testuje semantyczne i syntaktyczne możliwości języka. Buduje zdania wielokrotnie złożone. Zachwyca u niego piękna wielowarstwowa metafora. Nie jest więc chyba błędem doszukiwanie się tu wpływów awangardowych, szczególnie Tadeusza Peipera. Sosnowski to – jak pamiętamy – Mistrz Fraktalu, w swoich wierszach zwraca szczególną uwagę na materię pisma, interesuje go mowa kształtu, forma graficzna, a także struktura brzmieniowa. W jednym z wierszy przedstawia jakiś dziwny bój, którego uczestnikiem jest desant poezji. Cóż za niewiarygodne zdarzenie! Nieczęsta to przecież sytuacja, żeby rozstrzelone na białej kartce papieru sylaby i jakieś znaki diakrytyczne tworzyły zastępy armii przygotowującej się do ostatecznego starcia. Interesujące, że u Sosnowskiego to właśnie poezja pozostaje poligonem doświadczeń, jest sceną, na której rozgrywa się dramat stawania języków, ich walki lub dialogów. Niektóre jego wiersze przypominają swoją strukturą kolaż, który składa się np. z internetowego hipertekstu, ogłoszenia z rubryki matrymonialnej, przypisu, refrenu ballady. Uwagę zwracają ciągłe repetycje. Powtarzają się słowa, frazy i całe struktury wierszowane. Pełno jest wtrętów obcojęzycznych, odniesień do innych wierszy, książek, poeta często cytuje samego siebie. Ciekawa to więc biblioteka Babel. Bogactwo stylistyk, leksykalne zróżnicowanie, językowa polifonia – są tu sposobem na komunikację. Poeta niczym Didżej dokonuje miksacji!
Czy warto zatem czytać Sosnowskiego? Myślę, że tak. Zachętą do sięgnięcia właśnie po ten tomik wierszy jest Nagroda Poetycka Silesius, którą Sosnowski otrzymał w 2008 roku na festiwalu literackim Port Wrocław. Nie da się jednak ukryć, że jest to bardzo trudna poezja, wymagająca od czytelnika twórczego współudziału. Chce ona mieć jak najmniej wspólnego z kształtami gotowymi, nadającymi się do ponownego użytku, jest w pewien sposób jednorazowa i arbitralna. Sosnowski jest poetą hermetycznym, ale i atrakcyjnym. Czaruje bowiem zdaniem, ekwilibrystyką skojarzeń, rzadką wrażliwością na melodię języka.
1 A. Sosnowski, Po tęczy, Biuro Literackie, Wrocław 2007