Dodano: 07 czerwca 2010 r., 17:34:12
Ostatnia aktualizacja: 07 czerwca 2010 r., 17:34:12
Mrówcza farma
Mrówcza farma to ciekawe miejsce. Fascynujące sytuacje zdarzają się w każdym jej zakamarku. Mieszkańcy farmy wydają się nie zdawać sprawy z faktu, że ktoś ich podgląda, że ktoś patykiem narusza ich teren.
Dzisiejsze chrześcijaństwo jest religią bardzo uwspółcześnioną. Wiele słów jego świętej księgi, jaką jest Biblia tłumaczy się i interpretuje na różne sposoby by tylko uzyskać zadowalający efekt. Zadowalający dla ogólnego porządku i sensu. Stworzono więc system, którego założenie przypisuje się Jezusowi. Sam Jezus wielkim człowiekiem niewątpliwie był. A to, co wykreowano niewiele ma wspólnego z Jego postacią. Chrześcijaństwo jednak nie mogłoby funkcjonować, gdyby jego system teologiczny nie był kompletny. Poważna religia zawsze sięga w swych naukach początku wszystkiego. W tym przypadku jest nim Stwórca. Reszta układanki nie jest mocno skomplikowana.

Poza Stwórcą istnieją więc duchy dobre i złe oraz ludzie. Nimbem tajemniczości otoczona jest kwestia sił zła. Kiedy słyszy się o egzorcyzmach, opętaniach i tym podobnych historiach, charakterystycznym elementem jest wstręt osoby zaatakowanej, a raczej upadłego ducha do wszelkiego widoku wszystkiego co ma związek ze Stwórcą. Widok krzyża i dewocjonaliów przysparza cierpienia demonom, boją się ich. Na tym opiera się nauka o piekle i demonach w chrześcijaństwie. Nawet łacińskie egzorcyzmy, słowa o Bogu przynoszą podobny efekt. Diabeł więc nie znosi widoku wszystkiego co święte, poświęcone. Taka jest wersja oficjalna. Większość wiernych przyjmuje ją i zgadza się z nią. Istnieje jednak wiele znaków zapytania a nawet sprzeczności z rzeczywistym stanem rzeczy. Abstrahuję tutaj od postaci samego Boga. Można nawet oderwać się od ścisłej wykładni chrześcijańskiej i przyjąć tylko, że mówimy o siłach zła, jakkolwiek by je nazywano i interpretowano. Siły te powinny więc, jak już pisałem podlegać pewnym prawom ograniczającym ich działanie. W chrześcijaństwie jest to wszystko, co stoi po stronie Stwórcy i jest z nim związane. Czy rzeczywiście tak jest? Czytając książkę Marii Simmy pt. „Moje przeżycia z duszami czyśćcowymi” opisuje ona pewną historię. Kiedy rano udała się do kościoła, zamierzała się wyspowiadać. W świątyni jednak spotkała proboszcza, który w rozmowie odradził jej spowiedź tego dnia. Uwagę kobiety zwróciło jednak to, że kiedy proboszcz wychodził z obiektu nie przyklęknął przed tabernakulum, ani też nie wykonał znaku krzyża. Po prostu wyszedł. Ona sama jeszcze przez chwilę się modliła i trzymając się rady księdza wróciła do domu. Jednak kiedy wyszła na zewnątrz znów spotkała owego kapłana. Zapytała go ponownie o to, by jej lepiej wyjaśnił powody dla których lepiej było aby odłożyła spowiedź.

Proboszcz był wielce zdziwiony, ponieważ jak twierdził, dopiero teraz tu przyszedł i wcześniej z nią nie rozmawiał. Maria Simma w swojej książce stwierdziła, że według niej pierwszym proboszczem był podszywający się pod niego szatan.
Ciekawa historia i nie jedyna tego typu u różnych autorów. Jak się okazuje szatan w ty przypadku nie doznawał cierpienia przebywając w świętym miejscu, przebywając w otoczeniu świętych obrazów, rzeźb i co najważniejsze w obliczu tzw. Przenajświętszego Sakramentu. Spokojnie wszedł do świątyni i spokojnie z niej wyszedł bez żadnego uszczerbku. Czyżby załamały się prawa? Jak się okazuje, nie. Wystarczy zajrzeć do Księgi Hioba i przeczytać jej fragment (rodział pierwszy, werset 6 i 7, dla zainteresowanych również następne):
Biblia Tysiąclecia:
6. Zdarzyło się pewnego dnia, gdy synowie Boży udawali się, by stanąć przed Panem, że i szatan też poszedł z nimi.
7. I rzekł Bóg do szatana: Skąd przychodzisz? Szatan odrzekł Panu: Przemierzałem ziemię i wędrowałem po niej.
Biblia Gdańska:
6. I stało się niektórego dnia, gdy przyszli synowie Boży, aby stanęli przed Panem, że też przyszedł i szatan między nich.
7. Tedy rzekł Pan do szatana: Skąd idziesz? I odpowiedział szatan Panu, i rzekł: Okrążałem ziemię, i przechadzałem się po niej.
Biblia Warszawska:
6. Otóż zdarzyło się pewnego dnia, że przybyli synowie Boży, aby się stawić przed Panem, a wśród nich przybył też i szatan.
7. I rzekł Pan do szatana: Skąd przybywasz? A szatan odpowiedział Panu, mówiąc: Wędrowałem po ziemi i przeszedłem ją wzdłuż i wszerz.
Chrześcijańska interpretacja tego dzieła sugeruje by praktycznie całość odczytywać symbolicznie. W przeciwnym wypadku pojawiają się oczywiste trudności interpretacyjne. Trudności w pogodzeniu tego z oficjalną nauką tej religii. Nie wiem jednak, czy setki lat temu wszyscy ją czytający lub słuchający mieli wyrobione literackie ucho by zręcznie wychwytywać i alegorycznie wręcz interpretować skierowane do nich słowa. Nie sądzę. Pozostaje więc zastanowienie się nad powyższymi cytatami. Wynika z nich bowiem, że Szatan nie tylko funkcjonuje jako pełnoprawny syn Boży (określenie stosowane do aniołów), ale również staje przed jego jaśniejącym obliczem i swobodnie z nim rozmawia. Nie rozmawia w sposób demoniczny czy złorzeczący, nie rozmawia cierpiąc stojąc przed majestatem Stworzyciela. Jego słowa są wypowiadane tak, jak gdyby rozmawiało dwóch dobrych znajomych, co więcej nie nastawionych do siebie wrogo, a sama rozmowa kończy się zakładem.

Czy więc oficjalne stanowisko chrześcijaństwa opisujące relacje sił dobra i zła jest prawdziwe? Rzeczywistość duchowa niewątpliwie istnieje, ale jaka jest o niej wiedza? Z jednej strony funkcjonują oficjalne nauczania, z drugiej istnieje po prostu rzeczywistość. Różne epoki mają swoich wielkich bogów. W buddyzmie istnieje pojęcie światów bogów, półbogów, ludzi, zwierząt, głodnych duchów i duchów piekielnych. Tam nawet bogowie nie są wieczni. Czy nie jest więc tak, że tak jak cywilizacje i epoki przychodzą i odchodzą, tak samo jest z bogami lub półbogami? Zaryzykowałbym teorię, że bogowie np. Egiptu czy Babilonu, Horus, Ozyrys, Marduk, Moloch są tymi bogami, którzy już zmarli. Ich kult zachował się jedynie w zapiskach historycznych. W czasach swego istnienia posiadali wyznawców, świątynie, kapłanów, rytuały. Przyjaźnili się ze sobą lub zwalczali. Zwalczali oczywiście konkurencję na swym polu działania. Bóg chrześcijański, z resztą jak sam mówi o sobie, jest bardzo zazdrosny. Nie dziwi więc teologia pełna zakazów, ograniczeń i obostrzeń. Szatan zaś będąc jego rywalem stał się obiektem stosownego „obsmarowania”. Ot, taka propaganda. Nie wielu wierzących zdaje jednak sobie sprawę z tego, że czytając apokryficzną księgę Henocha, to właśnie zbuntowani aniołowie nauczyli ludzi pisania, matematyki, astrologii, zielarstwa i wielu, jak się okazuje dobrych umiejętności. Dziwne, prawda? A jednak dziś lepiej szatana przedstawiać jako tego złego, ociekającego krwią i sadyzmem upiora. Czy aby na pewno to jemu należy przypisywać zło? Na kartach Biblii był on tym, który życzył człowiekowi poznania, wiedzy, nie ślepej, błogiej niewiedzy i otumanienia. Kościół katolicki przez wieki dobrze naśladował swego Boga. Wyśmiewanie i nazywanie heretyckimi wymysłami odkryć, których nie udawało się wpiąć w ramy wykładni tej instytucji, jest tego przykładem. Mówi się, że katolicyzm niósł oświatę, edukację, był jej mecenasem i propagatorem. Zapewne. Ale kiedy pomyśli się, że uczono wybranych rzeczy i do wybranych celów, to mi osobiście przychodzi na myśl wizja prywatnej uczelni znanej rozgłośni radiowej. Tam też się kształci ludzi, jednak o horyzontach, otwartości czy bezstronniczości można się zastanowić. Czy indoktrynacja jest prawdziwą edukacją? Czy rzeczywiście „Niosący Światło” jest tym, który niesie ciemność? Kto jest „czarny” a kto „biały”? Chyba najlepiej oddaje to taoistyczny symbol ying-yang. Ludzie natomiast żyją ze swoimi bogami. Starcie światów rozgrywa się codziennie, w każdej chwili. Każda ze stron ma swoje cele, swoje plany. Istnieją pewne reguły, nie koniecznie te, które chrześcijaństwo podaje do wiadomości. Bliżsi ich poznania byli magowie, ale tych Kościół, pragnąc swej dominacji nad wszystkimi i wszystkim, postawił na indeksie. Człowiekiem, którego zastraszy się piekłem, opisze własne reguły i powie, żeby się nie wychylał, łatwiej manipulować. Łatwiej się wtedy założyć o to, czy przejdzie on kolejną próbę, czy nie. Taka „mrówcza farma”.