Kategoria: Sport > Koszykówka
Rodzaj: News
Dodano: 01 maja 2010 r., 15:03:35
Ostatnia aktualizacja: 01 maja 2010 r., 15:03:35
NBA: W play-off tylko jedna niewiadoma
fot. picapp.com
Pierwsza runda play-off w lidze NBA dobiegła prawie do końca. Wyłoniono już siedem z ośmiu półfinalistów. Rywalizacja toczy się jeszcze jedynie pomiędzy Atlanta Hawks i Milwaukee Bucks.
Takiej serii spotkań nie spodziewał się praktycznie nikt. Drużyny Jastrzębi i Kozłów wciąż przenoszą się z jednego do drugiego miasta, by wreszcie przekonać się, kto jest lepszy. Obie ekipy nie dają za wygraną, doprowadzając w rywalizacji do kolejnych remisów. 2:0 dla Hawks, sześć dni później 2:2, a po kolejnym meczu już 2:3 dla Bucks. Kiedy wydawało się, że koszykarze z Milwaukee na własnym parkiecie pewnie przypieczętują wczoraj awans do półfinału Konferencji Wschodniej, goście wznieśli się na sportowe wyżyny i upokorzyli gospodarzy, wygrywając z nimi aż 83:69.
Największy wkład w wyjazdową wiktorię mieli Joe Johnson (22 punkty), Al Harford (po 15 punktów i zbiórek) oraz wchodzący z ławki Jamal Crawford (24 "oczka"), który swoim piątkowym występem potwierdził, że przyznanie mu nagrody Najlepszego Rezerwowego Sezonu 2009/2010 nie było pomyłką.
Decydujące spotkanie pomiędzy Hawks a Bucks rozegrane zostanie już jutro, 2 maja. Po takiej serii typowanie zwycięscy, nie tyle nie ma sensu, co jest po prostu bardzo trudne. Jedno jest jednak pewne - zawodnicy obu drużyn pokazali, że na udział w play-off zasłużyli, a odpadnięcie jednej z ekip będzie wielką stratą dla całości koszykarskiego widowiska.
W nocy z piątku na sobotę zakończyły się natomiast dwie inne rywalizacje. Do półfinałów Konferencji Zachodniej awansowały drużyny Utah Jazz i broniący tytułu mistrzowskiego Los Angeles Lakers. Ci drudzy, jak przed rokiem, postanowili pierwszą rundę wygrać jak najmniejszym nakładem sił. Młodzież z Oklahoma City z najlepszym strzelcem sezonu zasadniczego Kevinem Durantem na czele wygrała dwa mecze, doprowadzając w czwartym spotkaniu do remisu po dwa. Później do głosu doszli mistrzowie. Decydujący mecz Lakers wygrali tylko jednym punktem (95:94), a punkty na wagę awansu zdobył hiszpański center - Pau Gasol. Co ciekawe, były to jego jedyne punkty w drugiej części gry.
Durant vs Kobe (fot. picapp.com)
Ozdobą całej rywalizacji LAL z Thunder były pojedynki weterana parkietów - Kobe Bryanta z nowo wschodzącą gwiazdą ligi, wcześniej wspominanym już, Kevinem Durantem (obaj na zdjęciu obok). Ostatecznie z tarczą z pojedynku wyszedł czterokrotny już mistrz NBA. "Durantula", jak nazywają młodego zawodnika z Oklahomy fani, pokazał jednak, że przyszłość amerykańskiej koszykówki należeć będzie do niego. Czyżbyśmy byli świadkami zmiany warty i pojedynków na miarę tych, które pod koniec lat 90. toczyli ze sobą Michael Jordan i Kobe Bryant? To pokażą najbliższe 2-3 sezony.
Na drodze Lakers do obrony mistrzowskiego tytułu stanął teraz koszykarze Utah Jazz. Jazzmani w piątek pokonali po raz czwarty rywali z Denver (tym razem 112:104), czym sprawili wielką niespodziankę. Niewielu bowiem spodziewało się takiego właśnie obrotu sprawy. Teoretycznie silniejsza ekipa Nuggets, z doświadczonym rozgrywającym Chauncey'em Billupsem i superstrzelcem Carmelo Anthonym, przegrała jednak z trapioną kontuzjami drużyną rywali. Jazz przegrali bez Kirilenki pierwszy mecz, w międzyczasie stracili kolejnego zawodnika (Okur). Swoje najlepsze mecze w karierze rozgrywa jednak Deron Williams, który pewnie prowadził swoich kolegów do kolejnych wygranych.
Bardzo duży wpływ na taki, a nie inny wynik rywalizacji miała absencja trenera Nuggets -George'a Karla, który odbywa właśnie rekonwalescencję po nawrocie nowotworu. Kto wie, jak potoczyłyby się losy tej serii, gdyby Karl siedział na ławce?
Manu Ginobili (fot. picapp.com)
Masę emocji dostarczyła kibicom także "teksańska wojna domowa". Rywalizacja San Antonio Spurs z Dallas Mavericks była powtórką ubiegłorocznej pierwszej rundy play-off. Ponownie jak rok temu, także i w tym sezonie, górą okazali się Spurs, wygrywając serię 4:2.
Największy wkład w awans do drugiej rundy mieli rzecz jasna Tim Duncan, Tony Parker i Manu Ginobili. To jednak temu ostatniemu należą się wielkie brawa. Argentyńczyk rywalizował nie tylko z przeciwnikami, ale także z bólem i kontuzją. Złamany nos (co widać na zdjęciu powyżej) nie przeszkodził mu jednak w osiąganiu dobrych statystyk indywidualnych (średnio 19 punktów i 5 asyst) i poprowadzeniu Ostróg do półfinału.
Spurs pokazali, że w tegorocznej rywalizacji będą liczyć się do samego końca. Finał Konferencji Zachodniej mają niemal pewny (Phoenix Suns nie powinni stanowić dla nich większego problemu). Szkoda natomiast drużyny Mavericks. To już dziesiąty sezon z rzędu, w jakim MAVS notują minimum 50 zwycięstw, zawsze stawiani są w gronie pretendentów do mistrzostwa, a rywalizację kończą z niczym. Ekscentryczny właściciel klubu - miliarder Mark Cuban po raz kolejny dokonał niezbędnych wzmocnień (do drużyny dołączyli Shawn Marion i Caron Butler), jednak na nic się one nie zdały. Wydaje się, że cierpliwość Cubana i włodarzy z Dallas powoli się kończy. Kto wie, może w trakcie wakacyjnej przerwy kilka znanych nazwisk, biegających obecnie w granatowym trykocie, zmieni otoczenie na inne?
Radość Gortata po meczu numer 3
Co ciekawe, najszybciej pierwszą rundę zakończyły drużyny z Orlando i Charlotte. Magic, z Marcinem Gortatem w składzie, w bardzo łatwy sposób wygrali cztery mecze i jako pierwsza ekipa z całej ligi zapewnili sobie grę w półfinałach.
Bardzo duży wkład w zwycięstwa klubu z Florydy miał także Polak. "Polish Hammer", w obliczu dużych kłopotów z faulami Dwighta Howarda, przebywał na parkiecie średnio 21,5 minuty, a więc o osiem więcej niż w trakcie sezonu regularnego. Poprawie uległy również inne jego wskaźniki: 3,8 punktów na mecz (o 0,2 więcej w stosunku do sezonu zasadniczego), 5,3 zbiórki (4,2 przed play-off) i 60% skuteczności rzutów z gry (w sezonie jedynie 53%).
Do historii przejdzie trzeci mecz pomiędzy Magic a Bobcats, w którym to właśnie Gortat przesądził o wygranej Orlando. To dzięki jego trzem celnym rzutom osobistym w samej końcówce spotkania, podopieczni Stana van Gundy'ego cieszyli się z wygranej 90:84. "Nie wiem, gdzie bylibyśmy w tej serii, gdyby nie było z nami Gortata" - skomentował całą sprawę van Gundy.
Do półfinałów, w pierwszej rundzie przegrywając tylko po jednym meczu, awansowały także drużyny Cleveland Cavaliers i Boston Celtics. CAVS, najlepsza ekipa sezonu zasadniczego, z LeBronem Jamesem w składzie, pokonali 4:1 Chicago Bulls, a złożona z weteranów drużyna z Bostonu odprawiła z kwitkiem Miami Heat. Co ciekawe, walkę o finał Konferencji Wschodniej oba kluby stoczą między sobą. Pierwszy mecz czeka nas już dzisiaj, 1 maja.
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
21 kwietnia 2009 r.
28 kwietnia 2012 r.
6743
Inne z sport
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat