Dodano: 29 września 2011 r., 00:39:02
Ostatnia aktualizacja: 30 września 2011 r., 10:33:01
Nergal, Nergal pokaż rogi...
"Jak głosi legenda stoczył z Teszubem walkę o władzę nad niebiańskim królestwem. Po klęsce zszedł do świata podziemnego. Sumerowie uważali go za boga zarazy i jako takiego włączali go do grupy bogów odpowiedzialnych za zsyłanie chorób i epidemii". Tyle mówi wikipedia. "Ten" Nergal jednak wygrał swoją "walkę" nie tylko z chorobą.
Adam Darski alias Nergal – muzyk i kompozytor, ale także celebryta, od mniej więcej związku z Dorotą "Dodą" Rabczewską. Mocny gość można pomyśleć. Komponuje i wykonuje hałas miły uszom niektórych. Estetyka, przesycona demonizmem grozą. I ok... Nie każdy musi lubić taki rodzaj artystycznej ekspresji. W ramach tejże ekspresji dokonał czegoś co wzbudziło wielkie halo w kręgach identyfikujących się jako katolickie. Podarł Biblię podczas swojego koncertu, nazywając ją księgą kłamstw. Niby nic nowego (wystawa Nieznalskiej, koncert Madonny), ale wywołało to kontrowersje i burzliwą dyskusję.
Sprawa pozornie jest prosta. Albo jesteś "za" albo jesteś "przeciw". Sęk w tym, że takie uproszczenie nie wyjaśnia dokładnie niczego. Pomiędzy czernią a bielą jest cała, przebogata gama szarości.
"Biblia księgą kłamstw"
Zacznijmy od początku. Słowa te, mogą wierzących wprawić w osłupienie. No jak to? Przecież to podstawa naszej, mojej wiary! Pismo Święte jest też "słowem bożym" objawionym i natchnionym a kłamstwo takie być nie może, do jasnej... anielki! Ergo – z założenia nie może więc to być kłamstwo! Logiczne, prawda? Jej spalenie MOŻE zostać uznane za naruszenie zapisów obowiązującej konstytucji.
No dobrze... Popatrzmy na to z innej strony. Ilu chrześcijan, zna treść "Biblii"? Ilu czyta ją choćby od czasu do czasu? Ilu katolików ma tą książkę w domu na półce?! Te pytania są jak najbardziej na miejscu. Dlaczego? Gdyż mało sensowna jest obrona tego czego się po prostu nie zna. Z obserwacji wnioskuję, że większość wierzących, praktykujących poprzestaje na tzw. nauce kościoła, na lekcjach religii, naukach przedmałżeńskich itp. Czyli w zasadzie jest to coś w rodzaju wiedzy instant. Wyciąg z katechizmu, dokumentu kościoła jako instytucji.
W firmie w której pracuję, zatrudniony jest też inny szeregowy pracownik – mąż, ojciec i osoba duchowna jednocześnie. Ciekawa persona, choćby z racji dobrej w mojej ocenie znajomości Pisma Świętego. Któregoś dnia zadałem mu pytanie: czy istnieją dobre kłamstwa? Spodziewałem się odpowiedzi negatywnej opartej o słowa Chrystusa – Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5:33-37). Zaskoczony usłyszałem odpowiedź twierdzącą. Również opartą na Biblii, ale tym razem na Księdze Sędziów i historii Samsona. Sprawdziłem. Samson skłamał i to kilkukrotnie. Okłamał swoją żonę. Ów znajomy tłumaczył to w ten sposób: gdyby powiedział prawdę popełniłby grzech. Ciekawe nieprawdaż? Ostatecznie powiedział prawdę żonie i drogo za to zapłacił.
Bardzo wątpię czy Nergal na tej podstawie określił Pismo Święte księgą kłamstw. Tak czy owak, według mnie sprawa nie powinna znaleźć się w sądzie ani mieć w nim epilogu. Temat ten powinien być przedmiotem dyskusji teologów. Swoją drogą, przytoczony przeze mnie argument na sankcjonowanie kłamstwa przez Biblię mógłby zostać wykorzystany jako element linii obrony, co mogłoby przenieść spór na zaproponowaną przeze mnie płaszczyznę. Do uniewinnienia wystarczyło powołanie się na wolność słowa oraz co istotniejsze interpretacja sądu.

Źródło: www.behemoth.pl
Słowo klucz
Interpretacja. To uniwersalny wytrych. Coś jak teoria względności Einsteina. Punkt widzenia zależny jest od punktu siedzenia. Wszystko może być względne. Dla praktykującego katolika Biblia jest słowem objawionym, dla Nergala księgą kłamstw. Dla Darskiego kościół może być najbardziej zbrodniczą sektą na tej planecie, i można się z tym zgodzić biorąc pod uwagę choćby nawracanie Sasów, których całkiem sporą grupę zaraz po chrzcie wyprawiono wprost do bozi. I ma to nawet swoją logikę – nie zdążyli nagrzeszyć. Dla wierzących kościół jawić się powinien jak wspólnota dająca duchowe oparcie.
Artykuł 53 obowiązującej konstytucji traktuje o wolności sumienia i religii. Punkty 4 i 5 paradoksalnie mogą posłużyć obu stronom sporu do uzasadnienia swoich stanowisk. Sędzia w uzasadnieniu wyroku:
"Sąd nie zamierza, wbrew oczekiwaniu oskarżycieli posiłkowych, wyznaczać przy okazji tego procesu żadnych granic dla wolności wypowiedzi, wolności artystycznej religijnej czy krytyki religii. Sąd nie będzie też badał, czy Adam Darski jest satanistą groźnym dla społeczeństwa i młodzieży"
pośrednio odwołał się do Artykułu 54 zakazującego cenzury prewencyjnej. Można by powiedzieć, że to salomonowe rozwiązanie. Równie dobrze można porównać to do umycia rąk przez Piłata. I znów ile oczu tyle spojrzeń .
W całej sprawie jest więcej paradoksów i płaszczyzn do analizy. W internecie można znaleźć informację iż satanista Nergal jest ojcem chrzestnym bratanka (
www.polskieradio.pl). Fajnie, co? Zaciekłym adwersarzem Darskiego stał się, między innymi Marcin Meller. W jakimś sensie jest to kuriozalne. Bo można ZINTERPRETOWAĆ to w taki sposób: no jak to jest, rozwodnik i redaktor naczelny polskiej edycji Plyboy'a obrońcą moralności? Największym paradoksem jest chyba to, że Nergal deklarujący się jako satanista w tym co robi i mówi odwołuje się do boga i Biblii w stopniu większym i częściej niż robi to większość wierzących "niepraktykujących" w Polsce. Pytanie o hipokryzję obu nasuwa się samo.
Na koniec dodam jeszcze tylko tyle, że cała ta histeria i nagonka jest nawet zabawna. Nadal będę słuchał Behemotha bo lubię tę formę hałasu, w umiarkowanych dawkach. A co ważniejsze wyczyny Darskiego nie spowodowały rewizji mojego podejścia do wiary czy religii... Skłoniły do refleksji.