Dodano: 12 stycznia 2011 r., 22:04:08
Ostatnia aktualizacja: 12 stycznia 2011 r., 22:04:08
Nie wszystko złoto co się świeci
Słowo piękny należy chyba do najpopularniejszych wyrazów. Używamy go opisując ludzi, przedmioty i zjawiska. Jednak czy zdajemy sobie sprawę, że owo „coś” ma swoje znaczenie?
Jakież to piękne – rzekł stary, poczciwy profesor fizyki, zatapiając się w brzmieniu dziewiątej symfonii Beethovena. W tym samym czasie podobne słowa wypowiedział w myśli młody świeżo upieczony absolwent wydziału prawa, kiedy tuż obok niego przemknęła kobieta o kształtach nimfy. Długo jeszcze tkwiłby w tym miłym uczuciu odrętwienia, gdyby nie piękny zapach fiołków, które swoją wonią uderzyły weń wprost z otwartego okna. Jakieś pięć kilometrów dalej starsza pani zachwyciła się pięknem róż, które dostała od swojego męża w czterdziestą rocznicę ślubu…
Czy ów profesor zachwyciłby się wspomnianą przeze mnie symfonią, gdyby słuchał jej jako więzień obozu koncentracyjnego w Auschwitz?1 Czy młody absolwent prawa uległby urokowi powabnej nimfy, gdyby zobaczył ją nie przemykającą korytarzem, lecz robiącą kupę w śmierdzącym podmiejskim szalecie? A nasza starsza pani? Dwadzieścia lat wcześniej chowała córkę, która przegrała walkę z rakiem. Wtedy też trzymała róże, ale czy były one równie piękne? Cóż znaczy słowo piękny i czy jego wartość jest relatywna? Jeżeli nie, w której z wymienionych historii przewinęło się piękno, to właściwe i ponadczasowe, piękno w czystej formie?
Filozofia transcendentalna
Rozpatrując temat piękna, warto by na wstępie, postawić pytanie, jaki zmysł decyduje o tym, czy coś jest piękne, czy nie? Potocznie można by przypuszczać, że to zmysł wzroku ma decydujące znaczenie przy konstruowaniu tego specyficznego sądu. Przypadek prawnika mógłby posłużyć tu za przykład. Niestety, jako przykład obalający ową tezę przyznającą słuszność właśnie zmysłowi wzroku. Piękna nimfa, a raczej jej piękne ciało, traci w sposób oczywisty swój powab w śmierdzącym szalecie.
Kolejnym zmysłem będzie zmysł słuchu. Tutaj przykład poczciwego profesora daje jednoznaczną odpowiedz. Symfonia słuchana w operze lub w zaciszu własnego mieszkania nie jest tym samym, co symfonia, choć przecież ta sama, dolatująca z głośników w Auschwitz. Podobnie rzecz się ma ze zmysłem smaku czy powonienia, że o dotyku nie wspomnę. Młody prawnik już zawsze mile będzie odczuwał zapach fiołków, gdyż za każdym razem, świadomie czy też nie będzie wracał pamięcią do chwili, w której ujrzał nimfę. Czy jednak świadczyć to będzie o pięknie zapachu fiołków? Zupełnie inaczej postąpi starsza pani z różami. Ból związany z sytuacją, w której róże niejako uczestniczyły, przesłoni słodycz uczucia jakie pojawiło się jako nostalgia i wdzięczność a związane było nie z samymi różami, lecz osobą je wręczającą. Pytanie o piękno jednak pozostanie. Czy róże są piękne czy nie? I dalej, jeżeli są piękne to na jak długo? Czy kiedy wylądują w koszu na śmieci nadal pozostaną piękne? Jeżeli nie, to czy znaczy to, że piękno jest z natury ulotne, niczym powabna bogini Wenus, odwiedza nas, rozkochuje w sobie i porzuca w chwili najmniej na to odpowiedniej? Poza tym, wszystko wskazuje na to, że z pięknem idzie w parze jego względność.

Wenus z Milo - kanon piękna kobiecego
Czyżby więc odczucie piękna było relatywne, a może ono w ogóle nie istnieje? Czym wobec tego było odczucie towarzyszące moim bohaterom, jak też ogólnie nam ludziom, gdyż przytoczone przeze mnie historie są tylko przykładem dnia powszedniego. Całą tą gmatwaniną pytań, można by w końcu się zmęczyć i można by nawet sobie po ludzku mówiąc, odpuścić. Czemu jednak tego nie robimy? Odpowiedź przynosi nam filozofia transcendentalna, która badając istotę czystego procesu poznawczego, zawiesza niejako pytanie o to, jakimi są doświadczalnie przedmioty, poznawane w ramach owego procesu. Przykładowo, kawałek marmuru jest twardy i stosunkowo ciężki i ta definicja określa go jako przedmiot empiryczny. Jednakże tworząca ów kamień substancja to znaczna ilość atomów, odpowiednio zagęszczonych. Nie możemy tego zobaczyć, lecz również nie zdołamy się owej idei oprzeć. Pozostaje ona w naszych umysłach a jej przedmiot, w tym wypadku ów marmur, w swej istocie jest przedmiotem transcendentalnym a istnienie obu warunkuje tzw. logika pozoru.
Piękno ciała
Wracając teraz do piękna nie trudno dostrzec, że przy okazji piękna filozofia transcendentalna ma swoje zastosowanie. Piękno, przejawiające się w przedmiocie empirycznym, ma swoje „transcendentalne dno”, aby jednak owego dna doświadczyć, piękno musi spełnić pewne warunki. Po pierwsze, piękno nie może podobać się tylko jednej osobie. Po drugie musi podobać się bezinteresownie. Co to oznacza? Tak jak punkt pierwszy nie wymaga większego rozwinięcia, tak punkt drugi na owe rozwiniecie zasługuje. Jeżeli obserwowany przedmiot budzi w nas władze pożądania, to de facto piękny nie jest. Jest co najwyżej pożądany. Biuściasta pani spikerka, która wprawdzie wszystko ma na miejscu, piękna nie jest, natomiast całkiem przeciętna mistrzyni jazdy figurowej na lodzie połączyła w tym co robi, harmonię budowy ciała z dynamiczną harmonią ruch i dzięki temu ów fenomen piękna się w niej przejawia. Wiedzieli o tym już Grecy, dla których idealne ciało zawierało niezbędne minimum jakie pozwalało stwierdzić, że dany okaz jest kobietą lub mężczyzną. Przerost formy nad treścią może wzbudzać pożądanie ale estetycznie jest kiczem. Harmonia, którą dostrzegali Grecy symbolizuje dalekowschodni symbol Ying-Yang. Harmonia piękna będzie tu harmonią metryki geometrii euklidesowej2. Warto przy okazji zauważyć, że tak przedstawione piękno ma wartość ponadczasową. Czemu? Dlatego, że wyrażone w nim piękno pokazuje fenomen życia, które przejawia się jako męskie lub żeńskie. Inaczej przedstawione piękno, nie jest pięknem lecz zwykłą modą, tendencją lub wyrazem naszych żądz i pragnień.
Podobnie rzecz się ma w całej przyrodzie zarówno ożywionej, jak i nieożywionej. Pospolita kura piękna nie jest, za to jaskółka i owszem, chociaż jajek na biszkopt od niej nie dostaniesz i rosołu z niej nie zrobisz. Natomiast szron w naszej lodówce nijak się ma do piękna płatka śniegu, czy mozaiki na szybie, zrobionej siłą natury w mroźny poranek.
Ustaliliśmy zatem, że ważnym warunkiem dla ustalenia czy mamy do czynienia z pięknem czy też nie, jest oddzielenie naszego sądu od naszych upodobań. Drugim niebagatelnym warunkiem jest ograniczenie wpływu naszych zmysłów. Całkowicie wykluczyć się ich nie da, gdyż biorą one niewątpliwie udział przenosząc widziany obraz do… No właśnie, dokąd? Królewiecki filozof Immanuel Kant stwierdził, że „sąd o pięknie dokonuje się w chwili porównania empirycznego doświadczenia fenomenu z jego ideą, czyli doskonałym wyobrażeniem”3 i dzieje się to na podobnych zasadach na jakich działa filozofia transcendentalna. Skłania nas to do stwierdzenia, że aby dostrzec piękno należy, zawieszając wpływ zmysłów cielesnych, dać upust duszy, czyli wewnętrznej władzy sądzenia.
Ambiwalencja uczuć a wzniosłość

Apollo - kanon piękna mężczyzny
Czy jest możliwe doświadczenie czystej idei piękna? Jest możliwe. To specyficzne doznanie nazywa się uczuciem wzniosłości (gr.hypsos - górność, wielkość) i można go w szczególności doświadczyć obcując z surową naturą. Wschód i zachód słońca, wybuch wulkanu, szalejące morze, zorza polarna a nawet tornado to przykłady potęgi wzniosłości. Tym różni się ona od zwykłego piękna, że towarzyszy jej ambiwalencja uczuć, a dokładnie odczucie podziwu i grozy. Tak jak obserwując piruety na lodzie odczujemy wdzięczność i zachwyt, tak przy fajerwerkach wulkanu potargają nami emocje o przeciwnych biegunach. Spowoduje to wielkość odczuwana w swej idealistycznej formie. Nie ma wątpliwości, że owa wielkość odczuwana jest również zmysłem wewnętrznym i owo uczucie zachodzi nie niezależnie od człowieka lecz w bezpośrednim zespoleniu z nim. Tak jak piruetem na lodzie zachwycimy się obserwując go bezpośrednio z trybuny, jak też obserwując go na ekranie telewizora, tak zachód słońca, sztorm czy tornado poczujemy tylko w podczas bezpośredniego oglądu. Umyślnie używam słowa poczujemy, gdyż wzniosłość przede wszystkim się czuje, a nie ogląda, chociaż miejsce z którego się je ogląda ma niebagatelne znaczenie. Oglądając tornado z odległości mili nie poczujesz tego samego co oglądając je z odległości kilometra. Musisz się czuć bezpieczny ale jednocześnie musisz widzieć majestat obserwowanego zjawiska. Nie zazdrość, nie pożądanie, nie zachwyt czy wdzięczność, lecz groza i zachwyt wobec tej wielkości. Tego majestatu jednak, nie sposób po ludzku ogarnąć lub go sobie podporządkować. Nikt przecież nie pragnie mieć wschodu słońca we własnym pokoju, bo jest to niemożliwe a żadna fotografia i żaden obraz nie odda tego co poczuliśmy. Wzniosłość to czyste spotkanie z mocą, które wyzwala w nas specyficzne poczucie napięcie między wielkością przedmiotu obserwowanego a małością mnie, jako obserwującego. Ktoś kiedyś napisał „chwila w roli Boga” i może nie bez kozery. Legendy Dalekiego Wschodu głoszą, że dakinie4 płaczą i śmieją się jednocześnie. Analizując ten stan w aspekcie symboliki, to nic innego jak ambiwalencja uczuć. Czyżby więc na tym polegał ów stan oświecenia i harmonii duchowej?
Czymże byłby nasz świat bez piękna i wzniosłości? Na pewno byłby jałowy i smutny. Czymże byłby człowiek pozbawiony wewnętrznej władzy sądzenia? Dla wielu to i tak zdaje się nie mieć większego znaczenia. Refleksyjna włada sądzenia, tak nazwie tą elitarną zdolność wspomniany już przeze mnie Kant. Elitarną, gdyż nie wielu z nas ją posiada. Niewielu też o nią zabiega, postrzegając fenomen piękna zbyt powierzchownie. Czy warto zabiegać? Myślę, że warto, wartość człowieka określa nie tylko grubość jego portfela, która jest zresztą względna. Fortuna wszakże kołem się toczy. Bogactwa wewnętrznego natomiast, nie uszczupli żaden powiew losu. Tak czy owak, warto przynajmniej pamiętać, że nie wszystko co świeci jest zaraz złotem.
1 hitlerowcy mieli zwyczaj puszczania klasyki muzyki poważnej podczas katorżniczej pracy więźniów
2 funkcja przyporządkowująca odległości dowolnych funkcji przestrzeni (x, y, z) nieujemną liczbą (d) spełniającą pewne warunki (patrz: geometria euklidesowa)
3 M. Żelazny „Estetyka filozoficzna”
4 oświecony aspekt żeński