Kategoria: Ciekawostki
Rodzaj: Felieton
Dodano: 23 lutego 2010 r., 20:13:41
Region: Polska > podlaskie
Ostatnia aktualizacja: 25 lutego 2010 r., 22:38:45
Nieproszeni goście z gwiazd
Deszcz meteorytów
Nigdy nie wiadomo kiedy mogą się pojawić. Ni z tego, ni z owego przecinają nagle orbitę naszej Planety i grzmiąc, płonąc, smażąc się i zionąc ogniem jak przesyłki z piekieł, lecą ku nam, wzbudzając jednocześnie trwogę i zachwyt. Nieraz rozbłyskają tuż nad Ziemią, strzelając iskrami jak najpiękniejsze fajerwerki - meteoryty.
Był piątek, 5 października 1827 roku. Korzystając z pogodnego dnia gospodarze w podbiałostockich Fastach, od rana zajęci byli zbiorem warzyw w ogrodach, bo przecież jesień to najwyższy ku temu czas. Co prawda, wprowadzony przez zaborców kalendarz juliański wskazywał dopiero wrzesień, ale natura rządzi się własnymi prawami, podporządkowując sobie czas siewu i zbiorów.
Było dobrze po godzinie dziewiątej, kiedy nagle potężny huk gdzieś wysoko, skierował wszystkie oczy ku jasnemu, słonecznemu niebu. Parę razy zagrzmiało głośno i groźnie, a po chwili na zdumionych i przerażonych ludzi poczęły ze świstem spadać z nieba pociski.
Dziwne były te kartacze, bo przypominały spalone na czarno kamienie. Niektóre rozbijały się przy uderzeniu o ziemię i widać było ich wnętrza - przepalone, szarobiałe, jakby spieczony popiół pomieszany z drobniutko tłuczonym żwirem.
Wiele z tych kamiennych pocisków trafiało wprost w błota rozległych bagien okalających przepływającą nieopodal rzekę Supraśl. Chociaż spadło ich niemało, to jednak zebrano zaledwie kilka sztuk. Sięgnięto po te najbliżej leżące, a podniesiono je tylko z ciekawości. W tamtych czasach nie ceniono meteorytów, a ich wartość była ściśle naukowa. Zwykłych ludzi nie zachwycały okopcone kamienie, pomimo tego nawet, że Niebo je zesłało.
Wiadomość o spadku dotarła do uszu jednego z białostockich nauczycieli gimnazjalnych - Jana Wolskiego i z miejsca go zaintrygowała. Jako człowiek wykształcony, zdawał sobie sprawę z wagi owego wydarzenia, a wiedziony intuicją badacza, szybko zadziałał by znalezione przez chłopów kamienie, trafiły do jego szkolnego laboratorium.
Wolski sporządził raport o spadku „kamieni meteorycznych” i powiadomił rosyjskie zwierzchnictwo. Wkrótce o sprawie napisał Kurier Wileński, a wieść rozeszła się szerokim echem po ośrodkach naukowych ówczesnej Europy. Wielu uczonych przez dziesiątki lat pochylało się nad materiałem, który ostatecznie uznano za pochodzący z Księżyca.
Równolegle jednak do opowiedzianych zajść, toczyła się sprawa, która miała zupełnie inny finał.
W odległości około dwudziestu kilometrów od Fast, rezydował w starostwie Knyszyn imć Wincenty Hrabia Krasiński - sławny Generał Napoleoński. Dziedzicznie dzierżawił majątek, czym pomnażał inne rodowe włości na czele z Opinogórą. Często pomieszkiwał w knyszyńskim zameczku, który gościł też nieraz jego sławnego później syna - Zygmunta.
Hrabia nie cieszył się uznaniem większości polskich magnatów, bo ci, darować mu nie chcieli jego poprawnych relacji z ówczesnym caratem. Posłowania do Dumy rosyjskiej, nie odbierano jako powodu do zaszczytów, a doskonałe koneksje z carskimi urzędnikami, raziły byłych, patriotycznie nastawionych, ponapoleońskich towarzyszy broni.
Miało to przełożenie na nieco wstrzemięźliwe traktowanie jego rozlicznych, mniej, czy bardziej udanych inicjatyw gospodarczych. Szydzono z pomysłów o wypasaniu bydła wzorujących się na odwiecznych formach samo-wyżywienia się rogacizny w warunkach naturalnych, co miało złagodzić skutki częstych wówczas okresów suszy w jego majątkach.
24 października 1827 roku, Hrabia Krasiński przedstawił Towarzystwu Królewskiemu Przyjaciół Nauk w Warszawie aerolit, który według jego słów spadł wraz z wieloma innymi okazami, na teren jego knyszyńskich włości.
Złożył obszerne relacje z okoliczności, które towarzyszyły spadkowi. Według jego słów, doszło do zdarzenia w sobotę - 6 października, podczas ogromnej burzy i ulewy, w samym środku dnia - w południe. Przyjęty przez profesora Adama Kitajewskiego kamień, miał zostać poddany wnikliwym badaniom.
Tyle można dowiedzieć się z krótkiej notatki Towarzystwa, zachowanej dotąd w archiwach państwowych. Od owego czasu prawie nikt już nie wspominał o spadku knyszyńskim, a kamień ofiarowany przez Krasińskiego zaginął w mrokach historii.
Po latach oba te wydarzenia połączono w jedno i tylko nazwy meteorytów poza główną: „Bialystok”, mają dodatkowo przydzielone imiona wtóre: „Fasty”, „Fasti”, „Knyszyn”, „Knista” itp.
Bialystok; Wiedeń, Moskwa, Berlin, Kijów
Meteoryt Białystok znany jest jako najstarszy, udokumentowany spadek deszczu meteorytów w Polsce. Dzisiaj już wiadomo, że należy do najcenniejszych, spośród kawałków skalnych okruchów spadłych kiedykolwiek na Ziemię.
Jego okazy wywędrowały do zagranicznych laboratoriów i muzeów. Wszystkie wyglądają podobnie i jedno je tylko różni od sklasyfikowanych w tej samej grupie „howardytów”- wobec innych, światowych znalezisk - te są dziwne! Wyłamują się poprzez swój skład chemiczny, zdominowany dużą ilością wapnia i dodatkiem niklowego żelaza, niespotykanym w tego rodzaju kamieniach z nieba.
Dawno też „przeprowadzono” je z Księżyca na jedną z nowo odkrytych planetoid o nazwie Westa, do której, w świetle dzisiejszej wiedzy, najlepiej „pasują”.
Nasze Muzeum Ziemi w Warszawie posiada maleńkie okruchy tego „skarbu”. Trzymany jest w probówce, w pilnie strzeżonym sejfie. Za szkłem widać połyskujące zielonkawo drobinki oliwinów i białe - plagioklazów, w jasno szarym pyle pozostałej miazgi „dziwadła”.
Największy fragment tego meteorytu znajduje się w Kijowie. „Białystok” trafił na muzealne półki Instytutu Geologicznego jako znalezisko z terenu carskiego Imperium. Jeszcze dalej na wschód, powędrował nieco mniejszy kawałek, który na stałe zagościł w Moskwie, gdzie figuruje jako spadek z okolic Grodna. Oficjalnie należy do znalezisk z terenu byłego ZSRR.
Dwa pozostałe, to okazy wielkości pudełka zapałek, a znajdują się w muzeach: w Wiedniu i Berlinie. Niemiecki Instytut Humboldta przedstawia go w stałej ekspozycji, pośród mnóstwa kosmicznych znalezisk z całego świata. Łatwo go pominąć wzrokiem, bo przy większych i efektowniejszych meteorytach wygląda nadzwyczaj skromnie. Położony na dłoni pozostawia biały, wapienny ślad.
Szlakopodobne dziwadła
Fasty i okolice wielokrotnie przeszukano wszerz i wzdłuż. Nigdy już nie natrafiono nawet na mały fragmencik meteorytu.
Na podknyszyńskich polach jeszcze podczas ostatniej wojny wieśniacy odrzucali „kawałki spalonych gwiazd”, bo kiedy w uzbieranym dla Niemców kontyngencie kamieni budowlanych, trafiła się taka znajda, ,,to można było i kijem po plecach za nią dostać”, bo nijak nie nadawała się do budowy dróg i mostów.
Dzisiaj też można natknąć się tam na te dziwacznie poopalane, pokręcone w piekielnie wysokiej temperaturze kamienie. Wyglądają jednak zupełnie inaczej niż te fastowskie - przypominają hutniczą szlakę i jako taka są rozpoznawane na pierwszy rzut oka. Drugi, budzi już wątpliwości, ale te to osobna historia, ściśle związana ze stanem finansów naszego świata naukowego.
Czy znalezisko Wincentego Hrabiego Krasińskiego, którego zapewne nie uznano, pochodziło z tej samej „rodziny” spalonych kamieni? Pewnie tak, bo inaczej założyłby obok Biblioteki Krasińskich, własne Muzeum z kamieniami meteorytowymi na półkach. Miał się wszakże za Mecenasa Nauk.
Autor: Klio
Komentarz autora:
"Deszcz meteorytów" - źródło: www.artmet-meteoryty.pl http://jba1.republika.pl/badania3.htm http://ciechanow.naszemiasto.pl/wydarzenia/813242.html http://almu.astronet.pl/wiedza/08meteory/
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
25 lutego 2010 r., 22:38:45
modyfikacja linków
2.
25 lutego 2010 r., 16:38:02
dodanie linków
3.
23 lutego 2010 r., 23:51:49
korekta literówek i szyku zdań
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(09 maja 2010 r., 11:37:57)
Jadziohal: Istnieje kilka przyczyn, dla których poszukuje sie " w pocie i znoju" kamieni z nieba.
Jako pierwszą i zasadniczą, mogę podać: pasję, manię , hobby, konika i jak tylko można by nazwać jeszcze, to szczególne upodobanie :)
Kolekcjonerzy pochyleni nad mikroskopem, potrafią godzinami wpatrywać się w szklane płytki ze szlifem poszczególnych fragmentów, doszukując się w nich odpowiedzi na pytanie - jak powstał Świat?
Druga, istotna przyczyna, grupuje ludzi żądnych przygód i pieniędzy. Jeżdżą po świecie także i ci, co to w poszukiwaniu okazji, upatrują sukces. Bywa nią nieraz kontakt z jakimś nieoświeconym tubylcem z miejsca spadku jakiegoś deszczu meteorytowego. Zdarza sie pozyskać okaz za symboliczna cenę, by następnie odsprzedać go z ogromnym zyskiem na kolejnej z wielu aukcji, czy giełdzie meteorytów.
Trzeba Ci wiedzieć, że ceny bywają astronomiczne. Meteoryt Białystok należy do najdroższych okazów. Warto więc szukać :)
(09 maja 2010 r., 11:23:40)
Ekspertyzy , jak to zwykle bywa, budzą różne opinie i podejrzenia. Środowisko jest szczególnie wrażliwe, drażliwe i ...skłócone :)
Meteoryt Białystok, który zdobi zagraniczne muzealne półki, trafił do rąk znalazców wprost po spadku i to ustrzegło go przed zniszczeniem, które dotknęło niezebrane , pozostałe kamienie. Nikt nie wie, jak zniosły 200 lat leżenia w wilgotnej ziemi. Nie można wykluczyć, że rozsypały się w proch, ponieważ wiele na to wskazuje.
Jak wspomniałam w artykule: białawy, wapienny pył pozostał na mojej dłoni, kiedy zabrano z niej berliński okaz.
Żużlopodobne , opalone kamienie na knyszyńskich polach, budzą zdumienie. Temperatura, której zostały poddane, siegała bardzo wysoko. Nieporównanie wyżej, niż możliwości dymarek, a także, zwykłych pieców hutniczych.
Skład chemiczny i mineralogiczny, zadziwia i budzi szereg pytań. Tylko... kto na nie odpowie? Pozdrawiam i życzę owocnych poszukiwań :)
(09 maja 2010 r., 11:04:28)
Gościu: Geolodzy tylko na pozór z przymróżeniem oka traktują ewentualne meteoryty.
Niejeden z nich chętnie poprowadziłby badania, by zaprezentować jakieś przełomowe dla świata nauki znalezisko, co daje rozgłos w środowisku, a co za tym idzie: karierę naukową na szerokim polu. Rzecz w tym, że było juz kilka przypadków kompromitujących "wpadek". Los takiego pechowego naukowca jest godny politowania.
Traci swoją wiarygodność i dotychczasowe osiagnięcia, nawet szczególne, giną bezpowrotnie. Pozostaje sromotna pamięć kompromitacji i zgryźliwe docinki kolegów po fachu.
Ja pokładam nadzieję w młodych kadrach naukowych, które nie są zarażone ugruntowanymi, półwiecznymi przekonaniami o budowie ciał niebieskich i w otwarciu na wyniki najnowszych odkryć kosmicznych, będą w stanie inteligentnie i śmiało, tworzyć własne opinie i oceny.
Badania znalezisk nie są tanie.Każda wątpliwość dająca nadzieję, na potwierdzenie pochodzenia kosmicznego, wymaga kolejnych, coraz droższych ekspert
(09 maja 2010 r., 10:12:03)
A tak z ciekawości zapytam... po co nam takie znaleziska sprzed 200 lat? I po co na to wydawać kasę?
(09 maja 2010 r., 00:53:14)
Każdy ma swoją małą ojczyznę, którą "lansuje" jak potrafi :) Korzenie Podlasiaków są nadzwyczaj mocne i trudno je wykarczować ...
Co do znalezisk, to jest tyle opinii , ilu znalazców :) Kazdy ma swoją historię i wszyscy uważają się za poszkodowanych, kiedy odchodzą z kwitkiem od drzwi geologów.
Rola meteorytystów jest nadzwyczaj trudna, bo bazując na porównaniach do, uznanych przez światowe ośrodki badawcze, znalezisk, mają ograniczone możliwości.
Musimy mieć też na uwadze, istotne dla nauki, odkrycia ostatnich lat. Odnalezienie wody na Księżycu, Marsie i różnych innych ciałach kosmicznych, namieszało w poukładanych profesorskich umysłach co niemiara :)
Należałoby ponownie przebadać odrzucone znaleziska i w wielu przypadkach... przeprosić ich właścicieli. Tylko... kto miałby zapłacić za badania? Kasa państwowa jest niestety pusta, a efekt niewiadomy. Ryzyko zarzutu zmrnotrawienia skromnych publicznych środków jest zbyt duże. Odpowiedzialnośc zawsze spada na konkretną osobę.
(08 maja 2010 r., 22:52:42)
Tak, ludzi wykorzystujących niewiedzę i naiwność innych jest wielu. Czy to, że napomknęłąś o tym problemie znaczy, że ktoś kogo znasz został w ten sposób oszukany? A poza tym co żużel robiłby na fastowskich czy knyszyńskich łąkach? Może to faktycznie pozostałości meteorytu. Tak w ogóle to zakładam, że pochodzisz z pobliskich terenów. A jeśli tak to cenię przybliżanie historii swojego regionu. Historii mało znanej a zarazem bardzo ciekawej. A jeśli nie to podoba mi się, że piszesz o okolicy, w której ja zamieszkuję. Duży plus. Pozdrawiam.
(07 maja 2010 r., 21:57:05)
Dziękuję Santa :)
Rzeczywiście, sprawa, na którą zwróciłaś uwagę, mogłaby stanowić interesujący temat dla osobnego artykułu.
Wszelkie znaleziska, mogące kojarzyć się z kosmosem, jednocześnie podejrzewane są o znaczną wartość finansową i ... tu, już zaczyna się pierwszy etap problemu.
Istnieją cwaniacy, którzy wykorzystując słabą wiedzę potencjalnych kolekcjonerów kosmicznych skał, preparują zwykłe ziemskie kamienie, upodabniając je do gwiezdnych oryginałów. Najwięcej kłopotów w rozpoznaniu sprawiają róznorodne odrzuty z hut, zwane szlaką, lub żużlem.
Każdy liczący się znawca, długo ogląda znalezisko i z reguły, woli odrzucić je jako falsyfikat, niż zaryzykować błędne uznanie meteorytu.
Tak zwane "szkiełko i oko", to jednak nie wszystko. Następnym etapem są rozliczne badania w labolatoriach......................................Po wielu badaniach i słonych kosztach własnych znalazcy, okazuje się, że nie ma odważnego, by podpisać się pod jednoznacznym oświadczeniem itd.
(06 maja 2010 r., 18:39:11)
Nawet zainteresował mnie ten artykuł a szczególnie zaintrygowała jego końcówka dotycząca szlakopodobnych dziwadeł. Konkretnie chodzi mi o tę osobną historię ściśle związaną ze stanem finansów naszego świata naukowego. Co to za historia? Pozdrawiam
(25 lutego 2010 r., 20:41:46)
Klio, właśnie po to nam zrobili takie bajery na gazecie, żeby nie było trzeba korzystać z metody "kopiuj-wklej" :) Korzystaj z dobrodziejstw.
(23 lutego 2010 r., 21:43:51)
Dziękuję Pablo. Te gwiazdy z Jurajskiego nieba niech zawsze błyskają porozumiewawczo, kiedy będziesz blisko... Dobrze jest czasem dostać "cynk" :)
(23 lutego 2010 r., 21:21:23)
Bardzo ciekawy tekst Klio. Od siebie dodam, że spadające gwiazdy:) są najpiękniejsze na Jurajskim niebie:D
1 - 11 z 11 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
05 lutego 2010 r.
07 maja 2012 r.
1489
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska