Dodano: 02 maja 2009 r., 22:02:37
Ostatnia aktualizacja: 02 maja 2009 r., 22:02:37
Obrazki jak z obrazka
Żeby zrozumieć sztukę trzeba znać jej historię, żeby ją docenić trzeba jej spróbować. Po raz kolejny spotykam się z ostrą krytyką wręcz odrzuceniem a przecież to też jest warte uwagi, też jest warte zrozumienia.
Arcydzieło czy bazgroły? To pytanie już od wielu lat zadają sobie przeciwnicy graffiti. Sztuka ta jest nieodłącznym elementem naszej, miejskiej rzeczywistości już od ładnych kilkudziesięciu lat. Spotykamy je praktycznie wszędzie, na ścianach budynków, w autobusach, na lotniskach, czy w toaletach publicznych. "Sprejowanie" stało się zmorą dla pracowników kolei czy komunikacji miejskiej. Co noc powstają tam coraz to nowsze dzieła.
Dorośli przechodząc obok graffiti postrzegają je jako zwykły akt wandalizmu, ale jaka jest druga strona medalu?
Graffiti to nie jest wcale brak odpowiedzialności, brak wychowania czy próba zabicia czasu. Sztuka ta staje się coraz bardziej popularnym sposobem na wyrażanie myśli, emocji a nawet buntu. Przyznam, że jest bardzo efektowny i przyciąga moją uwagę za każdym razem, gdy się natknę na kolorowy napis. W kręgach samych twórców grafficiarze są podziwiani i szanowani za odwagę i przede wszystkim talent. Spotkałam wielu z nich i przyznaję im rację, graffiti to sztuka. Coraz młodsi łapią za farby, ale są i tacy, którzy mają już swoje rodziny, odpowiedzialne prace, często są po wyższych studiach, artystycznych szkołach itd. Graffiti to dla nich sposób na życie. Spotykają się na tak zwanych jamach ( legalne spotkanie, na którym maluje się wspólnie najczęściej jedna ścianę) i toną w barwach i zapachu farb, od których często kręci im się w głowach.
Przygotowania do malowania trwają dłużej niż samo tworzenia dzieła. Najpierw powstaje projekt na zwykłej kartce, często szkice powstają na gazetach, serwetkach na wszystkim, co można pomazać, następnie w głowie miesza się kolory, kształty, tworzy tło pracki, końcowym etapem jest przeniesienie swojej wizji na ścianę i oczywiście uwiecznienie jej na fotce. Coraz popularniejsze staje się tworzenie dzieł trójwymiarowych, człowiek ma wrażenie przestrzeni, jaka widnieje na ścianie i wydaje mu się, że może w nią wejść, takie prace tworzy się nawet kilka dni.
Graffiti to bez wątpienia sztuka dwudziestego pierwszego wieku, nie ma miasta gdzie nie widniałaby, chociaż jeden kolorowy napis. Ta fala nas zalewa i będzie rosnąć dalej. Nie pomogą tutaj liczne sprzeciwy mieszkańców, próby zatrzymania grafficiarzy przez policję a nawet nagrody za złapanie wandala, moc tej sztuki jest zbyt duża.
Wielu artystów tworzy nielegalnie, czyli na ścianach blokowisk, pociągach, kioskach a nawet samochodach, co z tego mają? Adrenalinę, pulsującą krew w żyłach, dopiero wtedy czują, że żyją, nic im więcej nie potrzeba. Grafficiarze pragną coś przekazać społeczeństwu, pokazać im, że sztuka ta nie jest pusta, chcą nieść nowe wartości i nowe obyczaje, postęp w przyszłość.
Czy warto?
Spotkałam się z wieloma przypadkami gdzie grafficiarz został ciężko pobity lub nawet okaleczony przez SOK(służba ochrony kolei) policję lub zwykłego przechodnia. Za co? Za chęć wyrażenia siebie za tworzenie nowej sztuki. "Malarze" nie kradną, nie robią nikomu krzywdy, nie napadają na niewinnych ludzi, często są spokojni, utalentowani z marzeniami i perspektywami na przyszłość, a są ścigani jak zwykli przestępcy, którzy nie trzymają się żadnych granic.
Graffiti narodziło się w USA, ale już w latach osiemdziesiątych zawitało do Polski, na początku były to hasła propagandowe i kulturowe pisane na murach. Później przerodziły się w sztukę połączenia gotyku z booble(proste okrągłe litery) by następnie nabrać kształtu i charakteru i zamienić się w obrazek jak z obrazka.
Młodzi ludzie lgną do graffiti, staje się to ich pasją. Graffiti pojawia się nie tylko na ścianach, widzimy je w telewizji, w filmach, serialach, w czasopismach, a nawet w książkach. Sztuka ta jest nieodłącznym elementem naszego życia, towarzyszy nam jak jedziemy do pracy, szkoły czy kościoła. Za kilkadziesiąt lat to o graffiti będzie się rozmawiać na historii sztuki a "wandale" staną na równi z Picassem czy Rubensem.