Dziennikarstwo obywatelskie
Fotograf ślubny z Lublina
Komunikat: nie jesteś zalogowany!
Rodzaj: Reportaż
Dodano: 17 lutego 2010 r., 17:29:55
Region: Świat > Europa
Ostatnia aktualizacja: 17 lutego 2010 r., 17:29:55
Bo w Polsce się kocham
Jakub K.
„Nasz znawca kompasów znów pijany? Patrz, co ten bimber może zrobić takim komuchem…”-śmieje się któryś z chłopców. „Mojczy!” - krzyczy generał.
Dokąd?
Wagon jest przepełniony. Setki szkieletów - trupów w mundurach, dziesiątki klonowanych Janków, sto zapłakanych par oczu nieufnie patrzących w przyszłość… Poszarpane ramię, czarna kulka w łydce, podarte, stare zdjęcia - tyle zostało nam po bitwie. Wszystko jest teraz takie… obojętne, dalekie, pasywne, choć serce nadal rwie się do walki… Strasznym upokorzeniem jest dla żołnierza niewola.
- Jakub! Jakub! Kuba! - słyszę czyjś głos. To Bronek. Siedzi oparty o brudną ścianę wagonu i wciąż ogląda wizerunek swojej ukochanej.
- Jak rana? - pytam dotykając zakrwawionego barku przyjaciela.
Zakurzony bandaż pożyczony od bezimiennego szeregowca spod Saren zrobił się całkiem czerwony.
-Dokąd nas wiozą?
Milczę. Słychać jakiś szum.
- Deszcz pada. Chyba zbiera się na burzę. Słyszysz jak grzmi? Daj zdjęcie - zabieram koledze fotografię. - Ładna ta twoja Zosia. Oczy ma takie niebieskie…
- Jakub, na Boga, powiedz, dokąd nas wiozą! - drżącym głosem przerywa mi Bronek.
Oddaję mu fotografię.
- Nie wiem. Naprawdę nie wiem.
A Bugu brak
Wrota wagonu są otwarte. Z daleka widać tabliczkę z napisem: „Brześć”. Brakuje tylko Bugu. Bug nam zabrali…
W wagonie zrobiło się całkiem cicho. Nikt nie rozmawia. Nawet Maciek, nasz obozowy optymista, który od początku twierdził, że Rosjanie mają zamiar oddać nas aliantom teraz nic nie mówi. Ciągle słyszy pewnie słowa starego komucha, który przestrzelił Bronkowi ramię: „Wied’ eto poblednij boj ponimajesz?” Zostaliśmy przekazani Niemcom. Miejsce - most w Brześciu, czas - koło południa, szanse ucieczki żadne, bo szliśmy jak pod ostrzałem. Gdzie nas zawiozą Niemcy? Nie wiemy.
-Du alte Slawe! - słyszę nagle krzyk jakiegoś Niemca- Das ist verboten! Verboten! Ver-bo-ten! Verstehst du?!
- Znacie niemiecki? - pytam rozglądając się wokół.
- To z czwartego wagonu za nami. Chyba ktoś chciał nawiać… Szkop krzyczy coś o Słowianach i że czegoś nie wolno, coś jest zabronione. Za-bro-nio-ne- ciągle powtarza - odpowiada któryś ze stojących chłopców.
Nasz wartujący jest dziwnie spokojny - czasami krzyknie tylko „Heil Hitler” przechodzącemu. Co jakiś czas zerka na zegarek, niecierpliwi się. Czarny hełm opada mu na oczy.
Słyszę jakieś szepty. Wartownik gdzieś zniknął. „Teraz!!! Słyszycie wszyscy? Wiejemy. Szybko!” - mówi znajomy głos. „Nie!!! Uwaga!!!” - krzyczy ktoś drugi. „Was ist los?! - przypomina o swojej obecności Niemiec - Was ist los?!!” Cisza. „Was ist los!!!? - ponagla odpowiedź. „Bo my… my chcemy… - zdobywa się na odwagę Maciek - wody... To znaczy… Wasser… wasser… Niemiec odchodzi. Patrzy jednak coraz częściej w naszą stronę i mruczy coś pod nosem. Ktoś mówi, że to „Und morgen die ganze Welt…”. Ale z ucieczki nici…
Niemieckie „Und morgen die ganze Welt…”zlewa się z „Międzynarodówką” Czerwonego Zegarmistrza: „Eto, budiet poblednij i nieszitielnyj boj…”
- Nasz znawca kompasów znów pijany? Patrz, co ten bimber może zrobić takim komuchem…- śmieje się któryś z chłopców.
- Mojczy! - krzyczy generał.
Podchodzi do „naszego” Niemca i mówi coś łamaną polszczyzną. Po chwili obaj okupanci grają zawzięcie w karty. Bardzo wczuli się w zabawę, gdyż nawet wołanie wyższego rangą Niemca o zamknięcie drzwi wagonu nie przeszkadza im w rozgrywaniu drugiej partii. Grają jakby… No właśnie… Jakby grali o Polskę.
Nikt nie myśli już o ucieczce, a Niemiec krzyczący „Also los! Los!” widzi sto par oczu, które uporczywie patrzą na grających. Dziesięć... Piętnaście minut… O, wreszcie nasz wartownik się ocknął i odkrzyknąwszy: ,,Jawohl!!!” dowodzącemu, zamyka klapę wagonu.
Jedziemy.
- Szkoda, że nie mamy busoli, wiedzielibyśmy przynajmniej, w jakim kierunku nas wiozą - mówi Maciek.
- Kompasu i tak byśmy nie przemycili. Przy takiej kontroli… -odzywa się jakiś wysoki chłopiec o płowych włosach-Zresztą… Pewnie wiozą nas do Niemiec.. Busola Czerwonemu się lepiej przyda- zegarek będzie komuch miał…
Na samą myśl o pijanym, rosyjskim generale wybuchamy śmiechem. Rosjanie jednak nie znają się na handlu… I na zegarkach… „Będzie o czym po wojnie dzieciom opowiadać” - podsumowuje wąsaty kolega jasnowłosego.
Winkelried
Zapada noc, ale nikt jeszcze nie śpi. W wagonie jest duszno. Brakuje powietrza i wody. Bronek majaczy w gorączce. Mówi coś o Sarnach, o bitwie i o rozstrzelanych oficerach. „Konczaj ich!” „Horoszo!”- krzyk rosyjskiego podoficera na zawsze pozostanie w naszej pamięci. „Konczaj ich!”
-Po wojnie… Znajdziesz ją… Znajdź ja i powiedz, że… że kocham, że… Może lepiej nic… Może lepiej nic jej nie mów… Weź zdjęcie - Bronek podaje mi fotografię Zosi - No weź. Wiesz przecież, że ja…
Serce bije mi jak dzwon, ale ocierając ukradkiem łzy, drżącym głosem mówię:
-A pamiętasz naszego Zegarmistrza? Wiesz, tego, co pomylił kompas z zegarkiem… Przez cały tydzień po wszystkich jednostkach krążyła opowieść o tym starym bolszewiku. A zupę z kasztanów pamiętasz? Ile my przeszliśmy razem, Bronek! Po wojnie powiesz swojej Zosi, żeby ci tylko kasztanów na obiad nie gotowała, bo niezdrowe są. Dwóch nawet przez te kasztany odeszło… Słyszysz? Deszcz przestał padać.
Cisza. Wiem, że Bronek dzisiaj umrze, ale nie mogę mu pomóc. Przeraża mnie ta bezsilność. Może gdyby nie wiedział, że czeka go śmierć, byłoby łatwiej? Czuję ogromny żal w sercu i… złość, gniew, zawiść. Nienawidzę tego, który trafił Bronka. Nienawidzę tego, który strzelał do oficerów. Nienawidzę tego, który nas tu zamknął…
Ciągle Ich widzę. Czarne buty - oficerki, o których marzył każdy chłopiec, ręce białe - delikatne, wczoraj bagnetem porozdzierane, żeby czerwoni nie rozpoznali… Oczy nieufnie na ciemięzcę patrzące… Kordianowie historii! Winkelried… Niemożliwe. Zabili.
- Jakub! Wody! Proszę… - mówi Bronek.
- Co? Wody? Już… Chłopcy dajcie wody. Szybko! On umiera! - krzyczę.
Tracę przyjaciela, bo nie mogę nic zrobić
- Nie mamy wody. Woda… Wasser… H2O.
Pochylam się nad Bronkiem. Jego czoło jest gorące, ale rana nie krwawi.
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze - staram się uspokoić chorego. - Nie możesz stracić przytomności. Mów do mnie.
Miłość
Drzwi wagonu się otwierają. „Wasser! Luft! Wasser! Wasser!”- krzyczę do jakiegoś Niemca. Ten nie zwraca na mnie uwagi. Powtarza tylko swoje „Meine Herren, raus! Auslanden! Aus, aus, aus!!!”
„Wo sind wir?”- pytam. „Im Hamburg”- słyszę niechętną odpowiedź wartownika.
- Bronek, słyszysz, musimy iść, wychodzimy- mówię do leżącego obok przyjaciela - Jesteśmy w Niemczech, w Hamburgu, słyszysz?
Zaniepokojony brakiem odpowiedzi lekko potrząsam kolegą. Uniesiona przeze mnie ręka Bronka upada po chwili na ziemię. Nie żyje.
Niemiec nie pozwala mi zabrać ciała zmarłego. „Ordnung muss sein!”- argumentuje dalej powtarzając swoje „Aus, aus, aus…”
Niemcy prowadzą nas do drewnianych baraków. Mijamy jakieś druty czy siatki. „I tak uciekniemy” - żartuje Maciek. Nagle jakiś szkop zatrzymuje naszą falangę. Słowami „Ein Reich, ein Volk, ein Fűhrer” wita mężczyznę w czarnym, skórzanym płaszczu. Ten odpowiada tylko: ,,Heil Hitler” i odchodzi. Wchodzimy do baraków. Kilkadziesiąt rzędów sześciopiętrowych łóżek i dwa mokre materace zamknięte w drewnianych ścianach baraków stalagu będą stanowić nasze mieszkanie. Przy wejściu, na pryczach siedzą już jacyś ludzie. Także żołnierze.
Rozglądam się po pomieszczeniu. Czuję nieprzyjemny zapach grzyba, wilgoci. „Skąd jesteś?”- zaczepia mnie jakiś młody blondyn. Ma może dwadzieścia lat. Pewnie ochotnik. „Z lubelskiego. Czerwoni zabrali nas pod Sarnami i w Brześciu przekazali szkopom. A ty? Ochotnik?” - pytam zaciekawiony. „Tak jest. Władysław z Warszawy. Ściągnęli mnie tu po bitwie pod Łowiczem.”
-Jakub - podaję rękę koledze. - Dają tu jakieś obiady? Prawie od tygodnia nic nie mieliśmy w ustach
-Jasne, że dają. Culagę nawet dostaniesz po jutrzejszym gongu - mówi Władek. - Dobrze trafiliście. My na culagę musieliśmy czekać kilka dni…
-Culaga? Gong? - powtarzam nieco zmieszany.
- Nowicjusze…- powiada kolega. - Culagą nazywamy taką specjalną porcję dla pracujących, a gong to po prostu pobudka. Mówiłeś, że jesteś głodny… Zaraz powinna przyjść traga z chlebem. Spalonym jak zwykle, ale to zawsze chleb…
-Czyli z głodu tu nie pomżemy. W porównaniu z tym, co było u Sowietów - raj!
- Karmią tak, żebyś był za słaby na ucieczkę, ale żebyś mógł pracować. Raj mają tu tylko zdrajcy od rzuconego munduru. Kanada podobno. Uważaj na takich. Jeden prominent chodził niedawno po wszystkich barakach i namawiał do ucieczki. Mówił, że są już bunkry, że wszystko gotowe, a naprawdę spisywał chętnych i szybciutko… na meldung do szkopów… Złamanie przysięgi, donoszenie na swoich, często na tych ze starej jednostki - kapowanie za wygody! Okropność!
Ktoś wchodzi baraku. Dwóch mężczyzn w polskich mundurach wnosi chleb na czymś, co może przypominać nosze. „O, jest traga! - cieszy się Władek. - Zaraz ci przyniosę” Odchodzi. Siadam na buksie. „To Mateusz i Kazik- Władek przedstawia mi żołnierzy, którzy przynieśli chleb - nasi pierwsi uciekinierzy.”
-Złapali nas w Lubece. Chcieliśmy morską drogą dotrzeć do Polski. Jesteśmy z Olsztyna.
-Jakub! - słyszę wołanie. Poznaję głos Maćka.
„Dobrze, że mnie woła, podejrzane to towarzystwo - myślę - niby pierwsi uciekinierzy, a Niemcy dali im taką dobrą funkcję… Niejeden z naszych chłopców dałby się za nią pokroić.”
-Przepraszam panów - odchodzę.
Wzrokiem szukam Maćka. Rozmawia z jakimś wąsatym mężczyzną. Podchodzę bliżej. Teraz widzę, że to ten brunet z naszego wagonu, który tęsknił do dzieci. Maciek jest bezpieczny. Kładę się na pryczy obok jasnowłosego z naszego wagonu. Materac jest wilgotny.
Nad nami siedzi jakiś mężczyzna i bandażuje sobie stopę. Obok mojego kompana z pociągu, na buksie po prawej leży małoletni wojak wpatrujący się - jak Bronek - w fotografię swojej ukochanej. Bronek był taki jak on - młody i zakochany. Zakochany w Zosi i… w Polsce. W Niej wszyscy jesteśmy zakochani… Miłość zasłania nam oczy, każe walczyć, zabijać, krzyczeć milczeniem, znosić cierpienie, upokorzenie, rany, łzy, żałość… Każe nam ŻYĆ.
Autor: elf17
Komentarz autora:
praca konkursowa (I m.)
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(17 lutego 2010 r., 20:19:31)
Właśnie poznałam Bronka, który bardzo kochał Zosię i Polskę, a umarł nie doczekawszy wolnej ojczyzny. Wyszedł ze statystyk i zaistniał w wiecznym, wirtualnym świecie, który da mu pewnego rodzaju "nieśmiertelność". Jego przyjacielowi - Jakubowi, spoglądającemu z okienka fotografii, dane było zapewne przeżyć, by mógł dać świadectwo temu, co widziały jego oczy. Do refleksji skłania informacja o "inspiratorach ucieczki". Samo życie...
Cenię sobie takie teksty i cieszę się, że piszą to młodzi ludzie.
(17 lutego 2010 r., 17:42:50)
podobało mi się, a poza tym mam wielką słabość do tematów wojennych ;)
1 - 2 z 2 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
15 listopada 2009 r.
Wczoraj
2396
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat