Dodano: 30 sierpnia 2009 r., 08:22:03
Ostatnia aktualizacja: 30 sierpnia 2009 r., 17:23:33
Pieniądze szczęścia nie dają
Tegoroczne lato nie było tak gorące jak to co działo się na piłkarskim rynku transferowym. Najaktywniejszymi graczami byli Real Madryt i Man
City. Wydali oni na wzmocnienia ogromne pieniądze jednak czy słusznie?
Przez ostatnie kilka sezonów Real zawodzi swoich kibiców, dlatego też podczas tegorocznych wyborów na prezydenta klubu ówczesny kandydat, a obecnie prezydent Florentino Perez mamił ich wizją odbudowania Realu - stworzenia "galakticos" jak za czasów kiedy grali Zidane, Beckham, Ronaldo czy Roberto Carlos. Ponadto obiecał, iż teraz dokona tego nie w przeciągu 2-3 sezonów ale w jednym okienku transferowym wydając na to kwotę rzędu 300 mln euro. Jak obiecał tak też zrobił.
Pierwszym głośnym transferem był Kaka który przeszedł do Realu za 65 mln euro, ale to był dopiero początek ofensywy. Perez kupił ponadto: Karima Benzemę, Xabiego Alonso, Alvaro Arbeloę, Estebana Granero, Alvaro Negredo, Raula Albiola oraz Cristiano Ronaldo. Ostatni z wymienionych kosztował 93 mln euro! Tym samym stał on się najdroższym piłkarzem na świecie. Czy jednak nawet tak znakomity piłkarz jest wart tak wielkich pieniędzy? Czy w dobie kryzysu finansowego zaciąganie kredytu na piłkarzy pod zastaw praw telewizyjnych jest mądrym posunięciem?
Ktoś policzył, że jeżeli koszulki z nazwiskiem Cristiano Ronaldo będą się sprzedawały tak jak przez pierwszy miesiąc jego pobytu na Santiago Bernabeu, to jego transfer zwróci się w niecałe 2 lata. Real znany jest ze spektakularnych zakupów. Poprzedni rekord transferowy również należał do niego, gdy w 2001 roku kupił Zinedina Zidana z Juventusu za 76 mln euro. Jednak Zidane uchodził wtedy za geniusza, był piłkarsko ukształtowany, miał wielką charyzmę i potrafił brać na siebie ciężar gry w kluczowych momentach. Trzeba nadmienić ponadto, że Juventus z pieniędzy uzyskanych z transferu Zidana kupił takich graczy jak: Buffon, Nedved czy Thuram (a więc też zawodników światowego formatu, którzy przez kilka następnych lat stanowili o sile tego zespołu)
Można więc uznać, że zakup Cristiano jest sukcesem, ale jedynie marketingowym. Za taką cenę można by spokojnie kupić 2 lub 3 zawodników o podobnych umiejętnościach, ale nie byli by oni tak rozpoznawalni jak CR9. Każda kobieta wie kto to jest Cristiano Ronaldo, ale już nie każda wie kto to jest Paolo Maldini, a piłkarsko prezentują oni ten sam poziom (mimo że grają na zupełnie różnych pozycjach). Maldini, który w tym roku zakończył karierę uznawany był za genialnego obrońcę,którego poza umiejętnościami wyróżniały cechy charakteru. Ma kochająca rodzinę, nigdy nie był bohaterem skandali ani nie lądował na okładkach kolorowych czasopism, a na boisku odnosił się do przeciwników z szacunkiem. Jego gra i postawa na boisku budziła wśród innych respekt. Stał się ikoną, ale ikoną piłki, a nie popkultury tak jak Cristiano Ronaldo.
On znany jest nie tylko z tego że czaruje na boisku, ale też z tego iż bardzo często rozpisują się o nim gazety. Tylko czy to naprawdę czyni piłkarza wielkim?
Podsumowując myślę, że Cristiano Ronaldo jest trochę jak Doda. Jednemu i drugiemu nie można odmówić talentu i umiejętności jednak czy ich sława wynika tylko i wyłącznie z profesji jaką wykonują? Odpowiadając na postawione przeze mnie na początku artykułu pytanie uważam iż wydawanie takich pieniędzy na sportowca jest nonsensem. Nie zapominajmy jednak że CR9 nie jest piłkarzem, a produktem i tutaj rodzi się kolejne pytanie - Czy tak właśnie powinna wyglądać piłka?
Komentarz autora:
Witam! Jest to mój pierwszy artykuł proszę o komentarze i wyrozumiałość