Rodzaj: Reportaż
Dodano: 01 lutego 2010 r., 16:39:08
Region: Polska
Ostatnia aktualizacja: 01 lutego 2010 r., 16:55:48
To był jedynie zły sen, dla innych to rzeczywistość
źródło: www.img.naszemiasto.pl
Tego dnia musiałem zostać dłużej w pracy. Reklamacja klienta, na którą trzeba odpowiedzieć w ciągu 24 godzin. Dodatkowe polecenie szefa, by potraktować ją priorytetowo, „bo to już kolejna z tego projektu”. Cóż, takie życie!
Zadzwoniłem do żony, z tą jakże wspaniałą dla niej wiadomością. Po kilku minutach tłumaczeń sytuacja została załagodzona.
- Dobrze, odbiorę małą z przedszkola, ale zapłacisz mi za to - usłyszałem w słuchawce.
- Nie ma sprawy, niedziela należy do Ciebie. Możesz wybrać sobie centrum handlowe, gdzie chcesz spędzić czas - rzuciłem, by sprawić, aby się rozchmurzyła.
To było koło 16.00. Zająłem się pracą. 0 17.30 zadzwonił telefon. Spojrzałem na ekran spodziewając się, że będzie to żona. Myliłem się. Dzwoniła dyrektorka przedszkola.
- Dzień dobry - zaczęła. - Czy zamierzacie państwo w dniu dzisiejszym odebrać córkę? - zapytała. Zgłupiałem.
- Nie rozumiem, moja żona miała odebrać małą koło 16.30 - odpowiedziałem jednym tchem.
- Niestety, do tej pory tego nie zrobiła! Ja rozumiem, że pracujecie Państwo do późna, ale proszę postawić się w mojej sytuacji. Wszystkie dzieci zostały już odebrane. Została jedynie Państwa córka, no i ja - kontynuowała.- Dam Panu jeszcze pół godziny, potem zgłaszam sprawę na Policję, nie mogę czekać w nieskończoność! - zagroziła.
- Nie ma takiej potrzeby, zaraz zadzwonię do żony i ją ponaglę - spróbowałem załagodzić sytuację.
- Dzwonię do Pana żony nieprzerwanie od 16.30. Do tej pory nie odebrała i nie oddzwoniła do mnie, chociaż kilkakrotnie nagrałam się jej na pocztę głosową - wyjaśniła.
- Dobrze, zatem proszę mi dać jeszcze 45 minut. Tyle potrzebuję, by dojechać do przedszkola w najgorszym wypadku - dodaję poirytowany zachowaniem żony, jak również niezrozumieniem ze strony dyrektorki.
- Będę na Pana czekać. Wyłączyła się.
Czym prędzej dzwonię do żony, by zesłać na jej głowę gromy w postaci mojego gniewu. Nie odbiera, włącza się poczta głosowa. Nie zostawiam wiadomości. Pędzę do szefa, aby go poinformować, że muszę wyjść i że resztę załatwię w domu. Wychodzę z pracy i gnam do przedszkola.
Udaje mi się dojechać „na czas”. Na holu czeka na mnie dyrektorka wraz z moją córką. Podchodzę, córka rzuca mi się na szyję, a dyrektorka zaczyna:
- Pana żony nadal nie ma - kieruje swoje zirytowanie w moją stronę.
- Proszę mi wierzyć, naprawdę mi przykro. Wyjaśnię całą sytuację. Niestety nadal nie odbiera telefonu. Musiało ją coś zatrzymać w pracy - wyjaśniam.
- Tak, wiem, próbowałam do niej dzwonić i nic.
- Bardzo Pani dziękuję i przepraszam za kłopot.
- Nic się takiego nie stało. Następnym razem proszę jednak mnie powiadomić o takiej sytuacji, będę przygotowana. Sam Pan rozumie - kończy.
- Oczywiście, postaram się, aby taka sytuacja nie miała już miejsca. Jeszcze raz bardzo dziękuję i do widzenia. - tłumaczę się jak dziecko i wychodzę z córką z przedszkola myśląc tylko o tym, jak zwymyślam żonę.
Wchodzimy do domu. Córka rzuca się w świat swoich zabawek, a ja zaczynam dzwonić do żony. Bezskutecznie. Zdenerwowanie sięga zenitu, kiedy słyszę jej charakterystyczny dzwonek telefonu za drzwiami. Pędzę do drzwi, by z miejsca zaatakować. Otwieram… i staję jak wryty. Przede mną dwóch policjantów. Jeden z nich trzyma w ręce torebkę żony. Wyłączam telefon.
- Dzień dobry Panu - zaczyna. Nogi mam niczym z waty, robi mi się czarno przed oczami. Patrzę na niego, a on kontynuuje.
- Czy ta torebka jest Panu znajoma?
- Tak…, to torebka mojej żony - tłumaczę załamanym głosem.
- Mamy dla Pana złą wiadomość - rzuca bez ogródek.
- Jeśli to ma być żart, jakaś ukryta kamera, to proszę mi wierzyć, że pomimo, iż macie Panowie mundury może się to dla Panów źle skończyć - rzucam w ich stronę zdenerwowany.
- Proszę się uspokoić, wejdźmy do środka i porozmawiajmy.
W tym momencie podbiega do mnie córka wołając:
- Mama, mama wróciła - i staje niemniej wryta jak ja, gdy otworzyłem drzwi.
- To nie mama skarbie. Musimy jeszcze poczekać. Idź się pobaw, a ja porozmawiam z Panami - tłumaczę.
Kiedy córka znika w swoim pokoju drugi policjant zaczyna:
- Pana żona miała wypadek. To, co powiem nie będzie przyjemne. Została potrącona przez pijanego kierowcę. Niestety… - zatrzymuje się na chwilę, by przełknąć ślinę.
Po tych słowach czuję, że tracę grunt pod nogami. Policjant łapie mnie pod ramię. Siadam na krześle.
- Jest mi bardzo przykro, ale pańska żona nie żyje. Zginęła na miejscu - kończy.
Nie mogę powstrzymać łez. Nie potrafię wydusić z siebie ani jednego słowa. Brakuje mi powietrza. Zrywam się na równe nogi i podbiegam do okna. Otwieram. Jest, oddycham.
- Wiem, że to cios, ale czy ma Pan z kim zostawić córkę? - pyta. - Musi Pan pojechać z nami, aby zidentyfikować ciało. - dodaje.
Jestem jak w transie, ze słów policjanta wyłapuję jedynie ostatnie, ” zidentyfikować ciało”. Wychodzimy z domu.
- Gdzie jedziemy i dlaczego takim dziwnym samochodem? - pyta mnie córka.
- Musisz pojechać do cioci - tłumaczę. Tatuś ma coś do załatwienia. Potem po Ciebie przyjadę.
- Z mamusią? - pyta z uśmiechem na twarzy.
- Tak, z mamusią - wyjaśniam i odwracam głowę, by nie widziała moich łez, których nie mogę powstrzymać.
Wchodzę do kostnicy wraz z policjantami, mając nadzieję, że są w błędzie, że to jedynie torebka mojej żony. Może została skradziona? Na stole leży ciało przykryte białym prześcieradłem. Obok niego lekarz. Podnosi część zasłaniającą twarz. Świat wali się w jednej sekundzie. Kiwam głową, że to moja żona. Nic więcej nie jestem w stanie z siebie wydusić. Padam na kolana obok stołu. Policjanci podnoszą mnie z podłogi i wyprowadzają na korytarz. Sadzają mnie na ławce i tłumaczą jak do tego doszło, jak zginęła. W głowie tylko jedno pytanie:
- Złapaliście go?! - rzucam.
- Tak, jest na izbie wytrzeźwień. Miał ponad dwa promile w wydychanym powietrzu - wyjaśnia. Kontynuuje i pyta:
- Czy potrzebna Panu pomoc?
Nie słucham go. Jedyne, o czym myślę, to o zabiciu gnoja. Zabiję jak psa, bez żadnych oporów, gdy tylko go zobaczę! Nagle w głowie świta myśl: córka, muszę jechać do córki! Jak?! Po co?! Co ja jej powiem, jak wytłumaczę, że mama nie przyjdzie?! Skłamię! Powiem, że przyjdzie później! Rano! A może, że wyjechała, uciekła od nas! Nie żyje! Myśli na przemian: nie żyje, zabiję gnoja! Córka, co z córką?! Co ja powiem córce?! A co na to żona?! Wariuję! Żona, ona nie żyje! Co ją to obchodzi?! Zaczynam powoli tracić świadomość, zabić, zabić, skurwysyna! Zabiję Cię! Niech tylko dostanę Cię w swoje ręce, zabiję…! Tracę przytomność…
Otwieram oczy. Rozglądam się wokół. Leżę w swoim łóżku. Obok mnie ona, moja żona. Patrzę na nią i nie mogę uwierzyć. Przecież nie żyje. Dotykam jej włosów, jej twarzy, sprawdzam czy oddycha, całuję w usta. Budzi się i zaspanym głosem pyta:
- Co Ty robisz?
- Nic, miałem ochotę Cię pocałować. Śpij. - kończę. Uśmiecha się do mnie i zamyka oczy.
To tylko sen, pieprzony sen, koszmar! Nic więcej. Obudziłem się z niego, na całe szczęście!
Mnie się udało, obudziłem się. Ale rodziny 4,5 tysiąca ofiar, które 2009 roku zginęły z rąk pijanych kierowców ze swoich koszmarów nie obudzą się nigdy (dane wg KGP). Podobno liczba wypadków powodowana przez alkoholowych morderców z roku na rok spada. Powinienem się cieszyć? Politycy mają zatem czyste sumienia? Liczby spadają. Co jednak z tysiącami rodzin, które straciły bliskich?! Czy ten opadający wskaźnik ich zadowala? Czy ich satysfakcjonuje? Co ich to obchodzi!? Oni zostali naznaczeni. Jeśli mnie mój senny koszmar wprowadził w stan szaleństwa, to nie chcę wiedzieć, co czują rodziny ofiar. Kiedy rząd zda sobie sprawę, że potrzebne są ostre posunięcia?! Odbieranie praw jazdy, konfiskata pojazdów, a jeśli to nie pomoże, kratki, tylko te więzienne. Żadna kara dla tych zwyrodnialców nie pomoże odzyskać życia ofiarom, ale być może ich zaostrzenie spowoduje, że kolejni pijani debile nie wsiądą za kółko.
Zastanawiam się, czy nie byłoby słuszne wprowadzenie kodeksu Hammurabiego w stosunku do pijanych kierowców. Palec za palec, ręka za rękę, oko za oko, a w końcu śmierć za śmierć. W poważaniu głębokim mam, że to niehumanitarne! Pytam się: czy odbieranie życia przez pijanych kierowców jest humanitarne?! Nie pomoże?! Analitycy i psychologowie dowodzą, że kara śmierci nie wpływa na zmniejszenie przestępczości. Być może. Jedno jest jednak pewne i nie podważalne. Eliminuje oprawców ze społeczeństwa. Więc może warto spróbować?!
Jeśli ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości, co do karania pijanych kierowców i twierdzi, że każdy ma chwile słabości, to zapraszam do lektury. Pod poniższymi linkami znajdziecie opisy rodzin „namaszczonych” przez pijanych kierowców. Mężów, którzy stracili swoje żony, żony, które straciły swoich mężów, rodziców, którzy stracili swoje dzieci, dzieci, które straciły swoich rodziców, rodziny, które straciły swoich bliskich. Jeżeli to do Was nie dotrze, to polecam kolejną lekturę. Mianowicie historię pewnej meksykanki, która w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę płonęła przez 45 sekund. Uprzedzam, że to, co zobaczycie jest drastyczne, ale być może tylko drastyczne rzeczy przemawiają do ludzkiej wyobraźni.
Potencjalny pijany kierowco, mam nadzieję, że powyższe przypadki, a szczególnie ogrom cierpienia osób w nich przedstawionych uzmysłowią Ci, że samochód, to nie zabawka i że trzeba być odpowiedzialnym. Jeśli nie za swoje życie, to chociaż za innych. Oby!!!
Komentarz autora:
Powyższy artykuł jest odpowiedzią na zarzuty odnoszące się do mojego artykułu http://www.gazetawirtualna.pl/artykuly/w_szponach_testimonials,901.html (błahość tematu, płytkość itp) związanego z wykorzystywaniem autorytetów, które nimi jednak nie powinny być, bo same właśnie do opisanych wyżej sytuacji mogą doprowadzić.
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
01 lutego 2010 r., 16:55:48
kolejna kosmetyka
2.
01 lutego 2010 r., 16:44:38
lekka kosmetyka
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(04 lutego 2010 r., 09:32:48)
Sutra: pisałem kiedyś o tym, bo większość komentów do moich artykułów odchodzi po pewnym czasie od treści i w ogóle ich nie dotyczy, ale cóż. Myślę, że to normalne, każdy czyta, to, co chce i komentuje to, co chce, również same komentarze :).
(02 lutego 2010 r., 15:26:13)
Jak mawiał klasyk: "Nie róbcie z nas pederastów!"
(02 lutego 2010 r., 15:21:21)
Tej reactor, to se szukam :P
(02 lutego 2010 r., 15:03:21)
torq & reactor: mam dla Was propozycję, skoro Ciebie Torq nie chce Alunia, swoją drogą się jej dziwię, ale może ona inteligentnych nie lubi, a Ciebie Reactor nikt nie kocha, co już jestem w stanie zrozumieć :), to może się skumacie :), zaznaczam, że mnie to nie przeszkadza :).
(02 lutego 2010 r., 14:31:31)
Dep... Bachanalia za kierownicą, to może nie najlepszy pomysł, ale piwo do obiadu, albo kieliszek wina, to jeszcze nie tragedia.
Torq... Podręcznik biologii - klasa ósma bodajże. Sam nie jesteś w stanie nic począć. Znajdź se (to po krakowsku) kogoś.
(02 lutego 2010 r., 14:23:59)
torq: no to się nie zgadzamy. Wsiadasz za kółko zero alkoholu. Jestem z Chorwatami. Fakt, nie ma co robić przestępcy, sam z siebie zrobi, jeśli dojdzie do kolizji, tudzież wypadku. Powiem Ci, że rodziny ofiar chyba, by Cię nie poparły w swoich opiniach, ale nie o to tutaj chodzi. Powiem Ci tak, że spotkałem się z taką opinią, że drogi, że radary nic nie pomogą, bo dróg nie ma. Wierutna bzdura, nam Polakom nawet to nie pomoże. A co do Polaków za Odrą, to powiem Ci, że mandat w postaci EURO skutecznie odstrasza właśnie naszych Polaków do jeżdżenia poza przepisami. W tym upatruję poprawność Polaków za Odrą, jak również w tym, że nie są we własnym kraju i się boją, by ich nie wyrzucono. No, ale ilu ludzi tyle opinii. Ja mówię stanowcze nie i opowiadam się za ZEROWYM limitem promili we krwi. Dopóki nie zobaczę statystyk, że to nie pomogło nie uwierzę. Skoro w Chorwacji słynącej również z picia win pomogło, to i u nas też by pomogło, ale za pewnik tego nie wezmę :). Ot tyle w temacie.
(02 lutego 2010 r., 14:17:54)
yeppy: gorzej !!! Ona mnie najzwyczajniej w świecie ignoruje. Moje męskie ego złamane wpół. I co ja biedny mam począć? Bez zjawiskowo pięknej psychiatrzycy trudno mi będzie pozbierać się po takiej traumie.
reactor: "Sen nocy letniej" na G.W. ;)
(02 lutego 2010 r., 14:15:42)
reactor: zacznij najpierw od pokochania siebie, to i Ciebie pokochają :)
(02 lutego 2010 r., 14:08:56)
Widzę, że na tym portalu nie można kogoś nie kochać. Wszyscy tu się kochają... Masakra jakaś! Depech kocha samego siebie miłością wielką, yeppy kocha jokera, joker kocha alunię, torquemada też kocha alunię... Love and peace for all! Tylko "wujek" reactor ciągle jak samotny wilk McQuade... Zaczynam się tu czuć deko dziwnie.
(02 lutego 2010 r., 14:08:01)
Bo woli Jokera :P
(02 lutego 2010 r., 13:37:46)
Depech czasem ciężkie myślenie mi się włącza przy próbie zrozumienia Twoich wypowiedzi. O jakiej Ty miłości mówisz? Joker nie musi się obawiać tak swoją drogą :) Za to ja powinnam, bo Alunia mi konkurencję robi :P
(02 lutego 2010 r., 13:04:29)
buhahahahahahahahaha, przepraszam, to do tego specjalistę od free love z przylaszczkami. Wiesz, DM ma taki jeden utwór, właśnie pod takim tytułem: Free Love :). Trafiłeś w sedno :). Rozumiem, rozumiem. A co do miłości, to wiesz, podobno jestem dobrym obserwatorem, także wiem, co mówię :). Joker może się obawiać :), bez obrazy.
(02 lutego 2010 r., 12:55:32)
Depech, czytaj teraz powoli, bo ja powoli piszę... Ja nie napisałem, że ktokolwiek sam problem rozwiąże, tylko, że ludzie zrozumieją, bez twojej ingerencji, to co napisałeś. Kapewu?
Te, specjalista od free love z przylaszczkami. O jakiej miłości między mną a yeppy piszesz? Jakoś nie zauważam symptomów, zatem po czym wnosisz?
(02 lutego 2010 r., 12:53:46)
Powiem Ci tak, takie podejście jak Twoje mieli kiedyś Chorwaci, też uważali, że jazda po jednym głębszym nie szkodzi, a jednak w ostatnich latach rząd zredukował do ZERA dopuszczalne promile. Uważam, że to jedyna słuszna droga. Nie porównuj proszę również kultury picia krajów zachodnich z Polską, gdzie jedna lampka wina jest normą do obiadu czy też kolacji, a nie tak jak u nas pół litra czy też kilka piw. U nas nie ma kultury picia, a jedynie kultura opicia. 0,2-0,5 nie przystaje do naszej kultury, moim zdaniem my nie mamy żadnej kultury picia. Na takie coś nie powinno być żadnego przyzwolenia. Wybacz mi i nie obraź się, ale z tym sposobem na życie, to już w ogóle się nie mogę zgodzić. Alkohol sposobem na życie. Dawno stwierdzono, że alkoholizm to choroba, a nie sposób na życie. Co do monologu to zapewne poczytam, bo lubię Twoje wywody, ale z tym akurat za cholerę się nie mogę zgodzić.
(02 lutego 2010 r., 12:32:16)
Depech: jak złapiesz chwile zajrzyj do mojego art. Zażywasz....., Elf mnie molestowała, więc masz tam również ciekawy monolog, między innymi na temat edukacji. Piszesz o kierowcach, a według mnie to o 5 lat za późno - od 13 roku życia dzieciaki muszą mieć prowadzone na ten temat zajęcia, podobnie jest z edukacją seksualną. Odnośnie egzekucji prawa, to uwązam, ze jest ono nie życiowe. W pierwszej kolejności karałbym rowerzystów, ale za wystąpienie przestępnego skutku w postaci wypadku, sama jazda pod wpływem, nie powinna być przestępstwem. Druga kwestia to znamiona samego przestępstwa prowadzenia pojazdu mechanicznego pod wpływem alku. Nasze 0,2 i 0,5 nie przystaje do naszej kultury. Normy są zbyt rygorystyczne, a powinny być takie jak w Anglii. Takk na dobrą sprawę Ci najniebezpieczniejsi to po prostu alkoholicy funkcjonujący nadal zdolni do funkcjonowania w życiu społecznym. Jeżdżą na konkretnej bani, bo muszą..., to nie są okazjonalne wyskoki tylko sposób na życie.
(02 lutego 2010 r., 11:47:08)
reactor & yeppy: miłość Wasza kwitnie, nie wiem co na to Joker, bo ostatnio jakiś przygaszony jest. Co do mojego popadnięcia w alkoholizm, to spokojnie. Podobno alkoholicy mówią, że nie mają z tym problemu, ja też nie mam :), aczkolwiek napić się lubię, sam "nalewkię" robię :), nigdy jednak za kółko po spożyciu nie wsiadam, co innego jak zabiję siebie, a co innego jak innych. Aha, nie schlebiajcie sobie z tym sumieniem o moją eliminacją :), ustawcie się w kolejce moi drodzy :).
(02 lutego 2010 r., 11:43:17)
torq: jak dla mnie powinna powstać ostra akcja w tym temacie. Myślę, że powinno się edukować szczególnie kierowców pokazując skutki takich wypadków. Bo mowa o wypadkach. Reszta ważna, ale artykuł o pijanych kierowcach. Wiadomo, że tego problemu się nie zwalczy, nie zniknie, ale bierność jest najgorsza i wiara (odnośnie wiary Reactora w inteligencję czytających, nie obrażać się), że społeczeństwo inteligentne i samo problem rozwiąże. Zaostrzenie kar i ich egzekwowanie, to jest najważniejsze, zaraz po odpowiedniej edukacji związanej z prawem jazdy. Gdzieś czytałem, że na zachodzie są już specjalne programy i systemy w czasie nauki jazdy, pokazujące i uświadamiające zmiany w reakcjach po spożyciu alkoholu. Cóż, może i u nas kiedyś tak będzie?
(02 lutego 2010 r., 11:37:04)
Siostra studiuje matematykę, więc logicznie odbiera teksty. Nie czepia się tak, jak ja, ale potrafi ocenić czy coś jest fajne czy nie. Nie chcemy mieć Depecha na sumieniu, choć ona lubi jak sobie dokuczamy ;) Żeby nie było - nie jest antyhumanistyczna - czuwa nad moją interpunkcją :)
(02 lutego 2010 r., 11:32:22)
Fakt jest jeden płaci, chciałem napisać państwo, ale oboje wiemy że płacimy wszyscy. Wiadomo, ze na prohibicję nie mamy co liczyć, ale o edukację musimy walczyć.
To jest jedyna metoda. Z reszta to nie jedyny problem, albowiem ciągle rośnie liczba osób zażywających okazjonalnie środki odurzające. Z cała pewnością spora część ich użytkowników popadnie w nałóg.
(02 lutego 2010 r., 11:23:11)
Torquemada, bez przegięć... Co ma państwo do chlańska wódy? Dotykasz tematu szerokiego jak rzeka. Od sytuacji społeczne, przez edukację, po problem pracy i płacy. Tego się nie da wyprostować zakazując ludziom pić. Chyba że jesteś utopistą.

YEPPY, jako kto pracuje twoja siostra na uczelni? Bo to ważne, żeby merytorycznie ocenić jej zdolność oceny tekstu Depechmaniac'a. Chłop wpadnie z tych sukcesów w alkoholizm i bedziecie go miały z siostrą na sumieniu. A torquemada będzie miał możliwość zetknąć się w swojej pracy z kolejną patologiczną rodziną. Wiesz... pytam, bo jeśli siostra załóżmy pracuje w szatni, to może mr Dep nie będzie miał powodu do takiej ekstazy :)
(02 lutego 2010 r., 11:22:44)
Toczy się często infantylna dyskusja pt. dobra trawa, zły alkohol. Nie chce mi się jej powielać, bo to absurd by porównywać ze sobą te dwie używki. Jednakże z racji wykonywanej przeze mnie pracy, stykam się na co dzień ze skutkami nadużywania alkoholu, który niczym rzeka rozpaczy płynie poprzez ten kraj. Przemoc w rodzinie, pobicia, bójki, ciężkie uszczerbki na zdrowiu, wypadki komunikacyjne, zabójstwa, zgwałcenia, rozwody. Ponadto pozostaje jeszcze kwestia skutków medycznych w tym i ilość dzieci rodzących się z lekkim lub poważnym upośledzeniem umysłowym - mieszkam w dzielnicy, której autochtoniczna część ludności upaja się wszelkiej maści płynami trunkopodopbnymi, nader często ich dzieci mają najdelikatniej mówiąc problemy psychofizyczne. Państwo musi zmienić swoją politykę alkoholową, bo cena jaką opłaci społeczeństwo niepijące za wybryki części pijącej, jest wyjątkowo wysoko.
(02 lutego 2010 r., 10:55:27)
Bardzo dobry tekst. Jaki by nie był scenariusz jego zakończenia, jak dla mnie - byłoby ekstra.
(02 lutego 2010 r., 10:51:55)
O właśnie! Wiedziałam, że coś jeszcze trzeba by zmienić, żeby było naprawdę super. Moja siostra ma dziś wolny dzień na uczelni, więc poprosiłam Ją, żeby oceniła Twoją pracę. Ostatnio czytała tak pracę tieve i matrioszki. Była zachwycona, tak swoją drogą. Bo zawsze jej takie cukierki pokazuję. Powiedziała, że Twój jest bardzo dobry, ale wywaliłaby to, co reszta sugeruje wywalić
(02 lutego 2010 r., 10:40:53)
Dep, oczywiście plus. Moim zdaniem jednak nie potrzebnie zdradziłeś w tytule o tym śnie. Tak jak byś zdradził zakończenie książki. Nie sądzisz?
(02 lutego 2010 r., 10:35:40)
reactor: przecież wiesz, że ja słabej wiary jestem i nie wierzę. A w ludzką inteligencję to chyba najbardziej :), patrząc przez pryzmat swojej osoby :). A co do schizofrenicznych dialogów, to nie spisywałbym ich na straty :). Niedługo powstanie następny na nieszczęście dla czytających i omijających również :). Senks, jak mówią Francuzy, z okazanie łaski :).
1 - 25 z 32 komentarzy12Następna
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
01 listopada 2009 r.
22 listopada 2011 r.
2337
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska