Kategoria: Społeczeństwo
Rodzaj: Felieton
Dodano: 01 kwietnia 2011 r., 18:52:48
Region: Świat
Ostatnia aktualizacja: 01 kwietnia 2011 r., 18:52:48
Pokolenie markizów
Donatien Alphonse Francois de Sade - urodzony w 1740 roku paryski rozpustnik i skandalista. Za swoje dzieła skazany na więzienie i aż dwukrotnie na karę śmierci. Ojciec szeroko pojętego sadyzmu, dewiacji i seksualnej perwersji do dziś budzi niechęć i oburzenie, tym niemniej jego duch pozostaje wciąż żywy.
Sławnemu libertynowi można wiele zarzucić. Można oburzać się i palić jego dzieła w domowym kominku. Tym niemniej jedno przyznać mu trzeba. Złośliwy dewiant ukazał światu te zakamarki ludzkiej duszy, które usilnie starano się ukryć. Dzisiaj owe zakamarki zdają się mieć swój renesans.
Niepokojąca moda
Wydawać by się mogło, że wszelki przejaw okrucieństwa i przemocy winien już automatycznie wywoływać sprzeciw i być powszechnie piętnowany. Powinien, ale nie wywołuje.
Przekonać o tym mogli się użytkownicy jednego z popularnych portali społecznościowych. Wśród jego użytkowników zostały rozesłane zdjęcia, na których dwóch nastoletnich wyrostków znęca się nad małym szczeniakiem.
Zdjęcia rozesłane zostały, nie po to bynajmniej, aby zachęcać do tego typu zabaw, lecz były apelem o pomoc w zidentyfikowaniu sprawców owego czynu. Internauci jednak zamiast zbiorowo potępić incydent, zaczęli masowo dyskutować, czy to, co zostało na zdjęciach ukazane, jest aby prawdą. Co bardziej liberalni postulowali nawet, że sadyzm jest naturalnym etapem, przez który przechodzą dzieci.
Zupełnie pominięto fakt, że owe dzieci stały się już nastolatkami i etap tzw. dziecięcego sadyzmu, notabene również winnego potępienia, raczej minął, a przedstawiony problem to konsekwencja głębokich problemów emocjonalnych, które zataczają coraz szersze kręgi wśród młodzieży. Psycholodzy twierdzą, że agresja, wyrażana w jakiejkolwiek formie nie jest i nie może być etapem w drodze do dorosłości.
Podobne incydenty, związane z upodobaniem do znęcania się, można "w sieci" znaleźć
Młodzi oprawcy
dość łatwo. Niektóre wydają się być pozorowane, w innych nie ma wątpliwości. Znieczulica na tego rodzaju zachowania wydaje się być zatrważająca. Niepokojące jest również to, że taki proceder wydaje się chyba zaspakajać ukryte pragnienia ludzkiej duszy.
W pogoni za emocją
Media to przede wszystkim środek przekazu. Niestety przekazu nie tylko informacji, ale również tanich wartości, jakie reprezentuje tzw. kultura masowa. W bardzo subtelny sposób przyzwyczaja nas ona do pewnej specyficznej formy sztuki, która zdaje się posiadać podwójne dno. Zaczynają nas bawić rzeczy, które winny wzbudzać raczej odrazę i niesmak. Do tego typu rozrywki należą rozpowszechniane na potęgę zdjęcia o wspólnym tytule "WTF". Autorzy tej wątpliwej sztuki twierdzą, że: "pomimo, iż na większości z nich nie wiadomo, o co chodzi, to z pewnością warto je zobaczyć".
Cóż owa twórczość przedstawia? Zdjęcia "WTF" przedstawiają świat w krzywym zwierciadle. Z pozoru niewinne zdjęcia mają być rzekomą alternatywą na stres. Milczy się jednak i pomija to, co dodatkowo niesie ze sobą ten tani "humor". Psycholog Grażyna Walec z poradni psychiatryczno – psychologicznej twierdzi, że: "obcując z absurdem i nonsensem, z czasem przestajemy na ów absurd reagować. Obraz komputerowo zniekształconego kota przestaje na nas robić wrażenie, to natomiast skutkuje tym, że przedstawiający rzeczywistą tragedię również nie zrobi na nas wrażenia lub zrobi w bardzo znikomym stopniu".
Procederowi ogólnego znieczulania społeczeństwa wtórują media oraz wszelakie portale internetowe. Na jednym z nich można oglądać serię odcinków pod tytułem: Rude Tube "Najbardziej dziwaczne filmiki". Absurdalna treść wylewa się wprost z ekranu, lecz większość odbiorców jest zadowolona. Filmy bardziej brutalniejsze wprawdzie reklamowane nie są, ale też nie trudno je znaleźć. Mógł się o tym przekonać znany aktor Sean Penn. Natrafił bowiem na bardzo drastyczny film, w którym przywiązana do łóżka dziewczyna jest w sadystyczny sposób okaleczana. Film kończy się jej śmiercią. Aktor zgłosił doniesienie o przestępstwie, dzięki któremu zaczęto szukać przestępców. W rezultacie film okazał się perfekcyjną mistyfikacją, ale czy umieszczanie takich obrazów w "sieci" również przestępstwem nie jest?
Ciemna strona ludzkiego JA
WTF
Co takiego podnieca nas w przemocy i wynaturzeniu? Czego szukamy oglądając obrazy, w których tragedia jest motywem przewodnim? W jednym z artykułów czytamy:
"Ułomność jest cechą rzeczywistości, stajemy się bliżsi bohaterom, którzy z nią walczą i bardziej wierzymy w ich zwycięstwa. Czerpiemy dzięki niej także perwersyjną przyjemność z obserwacji kalekiego świata, bo siedząc w kinie możemy się mu przyglądać bez obaw, że ktoś przyłapie nas na czerpaniu rozkoszy z czyjejś choroby, a groteskowe pokazy nieporadności życiowej przyciągają wzrok".
I rzeczywiście, wielu z nas z ciekawością obejrzy jedną z ostatnich scen filmu w reżyserii Alejandro Amenábara "W stronę morza", kiedy to sparaliżowany Ramón Sampedro, dzięki pomocy swojej przyjaciółki postanawia popełnić samobójstwo. Robi to w dość spektakularny sposób, a film z zarejestrowaną śmiercią umieszczony zostaje, zgodnie z jego życzeniem, w Internecie. Tego czynu dokonał w ramach protestu, gdyż 28 lat walczył o prawo do przeprowadzenia na nim eutanazji. Film jest oparty na faktach i wielu wzruszy, tym niemniej ilu z nas pokusi się o odszukanie oryginału sceny kulminacyjnej?
Czy powinniśmy milczeć?
Wspomniana wcześniej psycholog Grażyna Walec twierdzi, że "owa specyficzna moda wyrażająca się poprzez zdjęcia czy filmy WTF nie tylko wypacza nasz zmysł smaku oraz znieczula na agresję. Dając przyzwolenie na jej istnienie, nawet poprzez brak reakcji, sami tworzymy przestępców". Słowa te wydają się być godne zastanowienia. W jednym z artykułów opisujących działalność naszych rodzimych gangów czytamy:
WTF - kogoś to bawi?
"W depozycie warszawskiej Prokuratury Okręgowej znajduje się film nagrany przez gangsterów mokotowskich. Widać na nim nagą, 26-letnią dziewczynę, przywiązaną do łóżka cienkim sznurem. Do półprzytomnej kobiety zbliża się trzech rozbawionych mężczyzn, ukrywających swoje twarze pod czarnymi maskami. Podchodzą i kolejno gwałcą ofiarę. Młoda kobieta krzyczy, próbując wezwać pomoc, lecz jej głos ginie w pomieszczeniu, a więzy nie pozwalają jej się bronić przed napastnikami. Kiedy krzyk dziewczyny i jej błaganie o pomoc milkną, jeden z gangsterów pyta kolegów: - Zabawimy się jeszcze? Ponownie podchodzą do półprzytomnej ofiary. Na tym nagranie się urywa" - i to nagranie nie jest fikcją.
Wypada zastanowić się, na kim lub na czym przestępcy szlifowali wcześniej swój fach? Możliwe, że na niewinnych szczeniakach, ale nikt porę nie zareagował, a reszta uznała, że dziecko ma prawo do przeżycia etapu "sadyzmu dziecięcego".
Autor: Maria
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
10 kwietnia 2010 r.
19 lutego 2012 r.
2804
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Świat