Dodano: 12 kwietnia 2010 r., 02:42:52
Ostatnia aktualizacja: 29 czerwca 2010 r., 11:10:29
"Marność nad marnościami i wszystko marność?"
Setki pytań, komunikatów, wszyscy mówią, a głosy ich stanowią niemą skargę na niewyobrażalną nagłość i niewytłumaczalną przypadkowość śmierci uczestników prezydenckiej delegacji.
„... niepokoi mnie następujące zagadnienie: skoro nie ma Boga, to kto kieruje życiem człowieka i w ogóle wszystkim, co się dzieje na świecie?
– O tym wszystkim decyduje człowiek – Berlioz pośpieszył z gniewną odpowiedzią na to, trzeba przyznać, niezupełnie jasne pytanie.
– Przepraszam – łagodnie powiedział nieznajomy – po to, żeby czymś kierować, trzeba bądź co bądź mieć dokładny plan, obejmujący jakiś możliwie przyzwoity okres czasu. Pozwoli więc pan, że go zapytam, jak człowiek może czymkolwiek kierować, skoro pozbawiony jest nie tylko możliwości planowania na choćby śmiesznie krótki czas, no, powiedzmy, na tysiąc lat, ale nie może ponadto ręczyć za to, co się z nim samym stanie następnego dnia? Bo istotnie – tu nieznajomy zwrócił się do Berlioza – proszę sobie wyobrazić, że zaczyna pan rządzić, sobą i innymi, że tak powiem – dopiero zaczyna się pan rozsmakowywać i nagle okazuje się, że ma pan... kche... kche... sarkomę płuc...
Poeta i właściciel papierośnicy zapalili, a niepalący Berlioz podziękował. “Trzeba mu będzie odpowiedzieć tak – zdecydował Berlioz. – Tak, człowiek jest śmiertelny, nikt temu nie przeczy. Ale rzecz w tym...” Jednak nie zdążył nawet zacząć, kiedy cudzoziemiec powiedział:
– Tak, człowiek jest śmiertelny, ale to jeszcze pół biedy. Najgorsze, że to, iż jest śmiertelny, okazuje się niespodziewanie, w tym właśnie sęk! Nikt nie może przewidzieć, co będzie robił dzisiejszego wieczora...”*

Noc przed Pałacem Prezydenckim
Dnia następnego, kiedy dotarło do nas, że nie będzie już nigdy „wczoraj”, stajemy się świadkami przemiany naszej pamięci o tych, których już nie ma. Konfrontujemy się z prawdą o nich, z jej obrazem tkwiącym w nas samych. Poczucie żalu i straty każe nam szukać wytłumaczenia dla tej tragedii, której wymiar łączy się w zbiorowej pamięci z widmem katyńskiej zbrodni. Śmierć jednoczy nas, nadając polityce ludzką twarz.
Dotychczas słyszeliśmy się, dziś natomiast dostępujemy chwili, kiedy słuchamy się wzajemnie. Odkrywamy sens tej tragedii w pojednaniu wewnątrz naszej wspólnoty, jak i w staraniu o nawiązanie prawdziwie szczerej rozmowy z naszymi braćmi Rosjanami.
Mamy dziś przeświadczenie obcowania z opowieścią, w której to, co nienazwane i nierzeczywiste, staje się naszym udziałem.
Wizerunek Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, do którego tak wielu z nas miało uzasadniony żal, zyskuje nowe oblicze. Widzimy wrażliwego człowieka, który nie chciał się z nami podzielić swym uśmiechem, ofiarowując go swojej ukochanej żonie - Marii. Nie byliśmy gotowi by przyjąć jego gest. Sądzę, że to uczucie wzajemnego napięcia spowodowało, iż prezydent postanowił się do nas nie uśmiechać. Rozstaliśmy się nagle, pokłóceni, nie zdążywszy powiedzieć słowa 'przepraszam'.
Patrząc na wzruszone oblicze premiera Donalda Tuska i autentyczny wstrząs, jaki maluje się na twarzach polskiej klasy politycznej, żywimy nadzieję, że język pomówień, agresji i inwektyw odchodzi w przeszłość. Wszyscy uczestnicy tej wyniszczającej wojny nieoczekiwanie stanęli na przegranych pozycjach. Dziś pochłania ich poczucie wstydu, że podczas szaleńczej pogoni za władzą, nie umieli wznieść się ponad spory, by przekazać sobie w geście pojednania znak pokoju. Niech Ci, co odeszli i Ci, co pozostali wiedzą, iż swoimi słowami i czynami stawiają pomnik pamięci dla potomnych.
Śmierć prezydenckiej pary w okolicznościach rocznicy zbrodni katyńskiej stała się
katalizatorem dla spontanicznego zbliżenia polsko-rosyjskiego. Transmisja pełnego emocji spotkania premierów Polski i Rosji, orędzie prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, a nade wszystko dzisiejsza transmisja w ogólnorosyjskiej telewizji filmu Andrzeja Wajdy, każą sądzić, że coś pomiędzy nami pękło, coś się skończyło. Nie wiemy co będzie dalej, ale instynktownie czujemy, że może być już tylko lepiej.
Niebywałe wrażenie wywarła na mnie sumienność z jaką strona rosyjska świadczy pomoc przy odkrywaniu prawdy o katastrofie. Gdzieś ucieka obraz reprezentującego ją człowieka, którego uznawaliśmy dotychczas za nieprzychylonego naszym interesom wroga, mającego niejako zakodowany, negatywny stosunek do inicjatywy pojednania.
Ceremonia pożegnania na smoleńskim lotnisku trumny z ciałem Prezydenta RP ma dla mnie wymiar metafizyczny. Kolumny reprezentacyjne rosyjskiej armii, obok kozackich mundurów polskie rogatywki i szable, hołd premiera Putina oddany zmarłemu Prezydentowi, stanowią o sile wyrazu towarzyszącemu tej scenie. Jej symboliczny wymiar, może nieść za sobą oczyszczającą moc - nasze wspólne katharsis.
Nie było nam dane usłyszeć słów Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, które podczas rocznicowych uroczystości miał skierować do zgromadzonych: "My, Polacy, doceniamy działania Rosjan z ostatnich lat. Tą drogą, która zbliża nasze narody, powinniśmy iść dalej, nie zatrzymując się na niej ani nie cofając."
Sensu śmierci szukajmy w odrodzeniu, stanowiącym przejście – przemianę „starego” w nowy... język polskiej polityki, nowy rozdział w naszych relacjach z Rosją.
Komentarz autora:
* "Mistrz i Małgorzata" Michaił Bułhakow