Dodano: 25 maja 2011 r., 00:28:17
Ostatnia aktualizacja: 25 maja 2011 r., 00:28:17
Polska cierpliwość
Zrezygnowany - Obojętny - Oburzony
Świat ciągle się zmienia. Najlepszym tego przykładem jest słynna rewolucja w krajach islamskich. Europa nie chcąc być gorszą też powoli obiera kurs na przeobrażenia i zmiany.
15go maja 2011 w hiszpańskich miastach zaczęły się liczne protesty w związku z fatalną sytuacją ekonomiczno-gospodarczą tego kraju. Tendencja ta powoli przenosi się do innych krajów, jak np. Włochy, gdzie widmo zapaści nie jest wcale takie odległe. Ludzie po prostu już nie wytrzymują. W naturalnym, społecznym odruchu organizują marsze, wiece, demonstracje. Chcą zmian. Wydaje się jednak, że nie mają jednocześnie konkretnej alternatywy dla sytuacji obecnej.
Podobnie było w Afryce Północnej. Tłumy, było nie było, w większości słabo wykształconych obywateli rwały się do obalania systemu i wprowadzania zmian. Żadnych pomysłów ani planu jednak nie znajdowano i po wypędzeniu dyktatorów w zasadzie w krajach tych nic się nie zmieniło. Co więcej, wielu tamtejszych obywateli, korzystając z okazji, podjęło decyzję o wyemigrowaniu do Europy. Nie trudno ich zrozumieć, skoro w perspektywie tak przeprowadzonych zmian było wybicie się na pierwszy plan organizacji i ideologii fundamentalistycznych, co z kolei nie wróżyło znaczącej poprawy życia obywateli.
Podobnie nie trudno jest zrozumieć Hiszpanów czy (kilka lat temu) Greków. Trudności pojawiają się w przypadku Polaków.
Mówi się, że w 1989 roku obalono w Polsce system komunistyczny. Wszyscy spodziewali się wówczas, że wreszcie wchodzimy na drogę ku lepszemu. Zamiast tego przez ponad 20 już lat (20 lat!!!) słyszy się tylko o podwyżkach cen i podatków oraz o rosnącym bezrobociu. Osoby dochodzące do władzy na różnych szczeblach w czasie wyborów karmią potencjalnych wyborców pięknymi i wzniosłymi słowami. Stają się poetami, którzy umiejętnym słowem grają emocjami odbiorców w określonym celu. Tłum, jak to tłum, daje się omamić i wybiera ludzi, którzy częstokroć w ogóle nie nadają się na urząd.
Dziś słyszymy o zamykaniu stadionów, Smoleńsku i innych przedwyborczych przepychankach wewnątrzpartyjnych. Tym zajmują się „politycy”. Nie zajmują się bezrobociem i cenami. Chociaż, może to i lepiej niż mieliby je znowu powiększać i odnosić. W normalnych warunkach, w warunkach zwykłej ludzkiej uczciwości, wielu z nich powinno się podać do dymisji, gdyby mieli choć odrobinę honoru – dawno już zapomnianej cnoty. Wielu z nich zadbałoby o to, że jeśli Rosja jest potencjalnym podejrzanym w sprawie katastrofy Smoleńskiej, to powinna być całkowicie wyłączona z udziału w dochodzeniu, co zapobiegłoby kolejnym podejrzeniom i podziałom. Wielu z nich przestałoby dzielić naród, tylko ze względu na swoje prywatne, rodzinne, żałobnicze smutki. Wielu z nich zajęłoby się tym, czym polityk zajmować się powinien.
Niestety, ta grupa ludzi, która znajduje się w kręgu dzisiejszej polityki musiałaby w całości od polityki odejść. Za dużo w niej powiązań, koligacji, ukrytych intryg, gierek i przekrętów. Tak by było lepiej. Niestety tak nie będzie dopóki naród będzie się rozkoszował oglądaniem seriali Komisji Śledczej, albo będzie wciągany w przepychanki o symbole religijne postawione z osobistych pobudek. Nie będzie tak dopóki nie pojawi się jasny plan drogi dla Polski, a przede wszystkim odpowiedni ludzie, dla których honor i ojczyzna mają sens.
W 1989 roku doszło do zmiany tylko dlatego, że był człowiek, który miał pomysł, a przynajmniej tak się wydawało. Miał pomysł na zmianę systemu, jednak nie miał pomysłu na jego prowadzenie. Dlatego po szczęśliwie bezkrwawym zwrocie zmiany nie nastąpiły. Następni „politykierzy” zajmowali się tylko przetrwaniem na politycznym podium. Chyba, że coś szło nie tak. Wtedy osoba taka zmieniała stanowisko na jakieś mniej rzucające się w oczy, żeby ludzie się nie dopominali ukarania winnego. I tak ciągle, i tak w kółko. Obserwując to wszystko można się tylko zastanawiać, kiedy ludziom, społeczeństwu puszczą nerwy. Ilu procentowego bezrobocia trzeba? Ilu cyfrowe ceny muszą się pojawić na etykietkach? Jak wielką część trzeba będzie oddawać ze swej pracy dla ludzi, którzy publicznie mówią, że te pieniądze wyślą by pomagać „biednej” Libii?
Chyba teraz rozumiem celowość systemu edukacyjnego, który nie edukuje. Chyba rozumiem dlaczego są takie problemy z wprowadzeniem filozofii i etyki do szkół. Chyba rozumiem dlaczego ludzi nie uczy się myśleć. Bo wtedy jest łatwiej przetrwać na politycznym stołku. Łatwiej, chyba, że pojawią się ludzie myślący, mający honor i poczucie godności, którzy, tak jak Hiszpanie, powiedzą stanowcze NIE i otworzą nową, czystą kartę w dziejach suwerennego narodu polskiego.