Kategoria: Offtopic
Rodzaj: Felieton
Dodano: 03 czerwca 2009 r., 23:13:41
Region: Polska
Ostatnia aktualizacja: 04 czerwca 2009 r., 22:52:53
Polskość - honor czy horror?
Komentarz (nie)zbędny.... ;)
"Poranne zorze, poranne zorze/ Gdy idę w Sopocie nad morzem/ Po plaży brudno-piaskowej/ Bałtyk śmierdzi ropą naftową/ Poranne chodniki/ Gdy idę, nie rozmawiam z nikim/ Jak jest w niedzielę nad ranem/ Po sobotnich balach chodniki zarzygane..." A to Polska właśnie - tak było, tak jest ale czy tak będzie?
Polskość – z czym się to je albo, jakby powiedział jeden z moich ulubionych wykładowców: „czym się to różni od psa?” Chyba niczym. Dlaczego? Bo też potrafi być najlepszym przyjacielem człowieka, szczególnie na tzw. obczyźnie. Potrafi toto ujadać, skomleć, być wierne, bywa nawet spuszczane z łańcucha. Poszczekuje w domu na obcych, lubi być karmione, zwłaszcza kośćmi – uwielbia trupie gnaty. Bywa jak rasowy pudel damulki, którą czasem naśladuje fochając się o byle co. Lubimy nawet szczuć się tym wzajemnie, celując w tym kto kogo bardziej pokąsa. Czasem jest to jak konkurs na to, kto jest bardziej polski, może nawet bardziej niż sam Piast Kołodziej. Nie możemy żyć ani z tym czymś, ani bez tego. Kolejne pytanie: „dlaczego?”, swoją drogą, to chyba jedno z najtrudniejszych pytań, jakie można zadać komukolwiek, dlaczego? Ot taka mała dygresja. A może to choroba? Przenoszona droga płciową czy kropelkową poprzez codzienne ocieranie się o „polskość”. Może wysysamy to z mlekiem matki... Cholera wie...
Kanon
Jak opisać to najtrafniej? Spróbujmy w sposób, że tak powiem, klasyczny. Polskość to patriotyzm, tolerancja (sic!), szacunek dla naszej historii (bądź histerii w niektórych sprawach), katolicyzm (nierzadko w wersji wręcz ultra-hard-dewocyjnej), poszanowanie rodzimej kultury (z wyłączeniem kultury osobistej) i języka, bo w końcu gęśmi czy innym drobiem nie jesteśmy.
No dobrze (mógłbym powiedzieć „no i OK” lub „no i fajnie”, ale „trója z polaka” na maturze dobrych X lat temu do czegoś w końcu zobowiązuje) tyle wstępu... Czy Niemiec, „rusek”, Mongoł, Rumun czy Nigeryjczyk nie może być patriotą? Chyba może, w każdym razie ja mu tego nie bronię. Nawet powinien być i to nie tylko werbalnym, ale takim zwykłym nudnie codziennym, uczciwie pracującym na swój dobrobyt, płacącym podatki, niejeżdżącym na gapę i niekantującym fiskusa.
Katolicyzm – bóg (oj, przepraszam, może powinienem napisać Bóg), honor i ojczyzna... Bla, bla, bla... Może miało to znaczenie jakiś czas temu, gdy rozbiorca/najeźdźca/okupant – niepotrzebne skreślić, był innego wyznania niż jedynie słuszne prawdziwe rzymskokatolickie, odróżniało nas – czytaj biedne polskie ofiary, od nich – złych, butnych, agresywnych wrogów – protestanckich Niemców i Szwedów, prawosławnych Moskali, islamskich Turków, pogańskich Prusów czy Marsjan. Katolik z Hiszpanii, Włoch czy USA jest wart tyle samo to katolik z krainy między Bugiem, Odrą, Bałtykiem i tymi górkami na południu. Przed bogiem, obojętnie jakie ma imię, Jahwe, Allach czy Adonaj, z tego, co mi kładziono do łba, znaczenie ma dusza i uczynki doczesne, a nie to, jakim to ja legitymuję się paszportem.
Tolerancja – bardzo ładne słowo. Polskość i tolerancja to synonimy. To „oczywista oczywistość”. Zaraz to udowodnię. Tolerujemy wszystko, zawsze i wszędzie. Siadanie „po pijaku” za kółkiem, skorumpowanych, za to sprawdzonych urzędasów z Sopotu, gejów i lesbijki – bo w końcu nic do nich nie mamy, pod warunkiem, że są w bezpiecznej odległości około 1000 km, Żydów, Masonów, cyklistów na naszych drogach, no chyba, że jakiś „frajer” spróbuje skorzystać (broń boże!) z tej samej pięknie wyasfaltowanej drogi, co posiadacz czterokołowego, sprowadzonego z zachodu antyku motoryzacji. Zdarza się nawet, że tolerujemy siebie wzajemnie! Sąsiadów z dziećmi, psami czy innym żywym inwentarzem, okładanie dzieciaka czy jego matki za ścianą. Cieszę się, że mieszkam i żyję w tak otwartym i gościnnym kraju.
Dumą napawają nas arcydzieła naszej literatury, którymi moglibyśmy uczciwie chwalić się za granicą, oczywiście, jeśli znalibyśmy jakiś obcy język na tyle, żeby móc powiedzieć coś więcej niż: Hi, my name is Adam, I'm from Poland, I'm looking for any job. Mickiewicz, Sienkiewicz, Słowacki, Miłosz – kochamy ich, czcimy, czytamy, znamy... Z bryków, skrótów, ściąg. Biegle posługujemy się językiem... Złośliwie wywalając ozór w chwilach, gdy naszemu „śmiertelnemu” wrogowi, np. sąsiadowi zdechnie jedyna krowa, jaką miał. Zapewne ukarał go bóg za jego niegodziwe uczynki, wątpliwą moralność, nieuczęszczanie na msze i rodzinę w dawnym NRF-ie.
Co? Coś „nie teges”? Może dlatego, że wyżej wymienione nie opisują „polskości”, tylko społeczeństwo, i to w zasadzie w każdym kraju. Spróbujemy więc inaczej...
Polskość versus reszta świata 1:1
Nie przepadamy za Niemcami. Najeżdżali nas, germanizowali, mordowali, itd. Ale podziwiamy ich organizację, kulturę techniczną, osiągnięcia. Boimy się masowego najazdu butnych Teutonów, którzy bezceremonialnie odbiorą nam nasze pradawne piastowskie ziemie, machając w sądach kwitami i papierami potwierdzającymi ich prawa własności do ziem, budynków, lasów, łąk, pól oraz wody i powietrza... Jednocześnie stwierdzamy, że obecnie euro, a dawniej marka, nie śmierdzi, po czym z radością witamy „germańców” na naszych przygranicznych bazarach, a gdy tylko nadarza się okazja wyjazdu „na saxy” skwapliwie korzystamy.
Nabijamy się z Czechów, że to „dupy” a nie żołnierze, że w 1938 mogli postawić się Hitlerowi itd. Śmieszy nas ich język, po czym wsiadamy do naszych Skód i tłukąc się po polskich bezdrożach docieramy do czeskich autostrad i pędzimy na wycieczkę do Pragi, na knedle i piwo.
Drwimy z Rosjan, z ich cywilizacyjnego niedorozwoju, trzęsąc gaciami, bo może się okazać, że skubani zakręcą nam kurek z gazem. Czechowa, Gogola i Dostojewskiego uznajemy za wybitnych twórców, ale niestety w jakiś sposób spokrewnionych z Iwanem, Borysem czy Olgą z ruskiej mafii. Brzydzi nas ich pijaństwo, ale kupowanie pirackich płyt od Maszy czy Tani już nie. Z przyjemnością posłuchamy rzewnych piosenek Wysockiego czy Okudżawy, pobawimy się przy Leningradzie, pośmiejemy z anegdot Awdiejewa, ale wciąż z pogardą i trwogą będziemy o nich mówić „ruscy”.
Dumę budzi w nas kolejny sprawiedliwy wśród narodów świata, co nie przeszkadza nam wcale nazywać kogoś Żydem, jako synonimem lichwy, wyzysku i cwaniactwa. Cieszyliśmy się z tego, że batalion polskich Żydów rozbijał dywizję sowieckich Arabów w wojnach na Bliskim Wschodzie, po czym zaglądaliśmy do kiosku po pseudonaukowe antysemickie broszurki Lesia Bubla, po drodze mijając urocze hasełka „jude raus” na pobliskich murach smarowane przez kwiat narodowej młodzieży. Ciężko było nam przełknąć gorzką pigułkę pogromu w Jedwabnem.
Oburzenie wzbudzają w nas administracyjne kombinacje z pisownią polskich nazwisk na Litwie czy triki z „Wielkim Wilnem”, czytaj okręgami wyborczymi, ale nie pojawia się ono, gdy chodzi o „bunt” Żeligowskiego i wymuszenie wznowienia kontaktów dyplomatycznych tuż przed wrześniem 1939. Mord na Wołyniu w 1944 przyjemny nie był. Za to burzenie cerkwi 1938 możemy uznać za cool, do czego akurat Ukraińcy mają „nieco” inne podejście...
Polak człowiekowi wilkiem
Uwielbiamy pławić się w naszej żółci i rozdrapywać blizny i rany. Kompromis to słowo, które pozostaje czystą abstrakcją, pojęciem czysto teoretycznym. Nie potrafimy dogadać się nawet co do niektórych rocznic czy świąt, które, paradoksalnie, mogą być rzadkimi okazjami do radości z naszych sukcesów, dla odmiany osiągniętych bezkrwawo. Zamiast tego wykopujemy trupy z teczek i annałów historii. Wolimy zapalać znicze na grobach, oddawać honorowe salwy, wspominać ofiary i oglądać prężne torsy kompanii honorowych. I tu chyba jest pogrzebany przysłowiowy pies. Naszym mottem jest chwała zwyciężonym, tylko, że prawda jest taka, że świat szanuje zwycięzców. I to zwycięzców nikt nie rozlicza. Mało kogo obchodzi, poza nami oczywiście, że tyle czasu byliśmy przedmurzem cywilizacji zachodniej. Olewają to „angole” i „żabojady”, którzy zawsze mogą ripostować czymś równie nośnym – „OK fajnie, my za to nieśliśmy cywilizację niepiśmiennym plemionom Afryki”. Nie raz daliśmy dowód jak Polak potrafi umierać, tylko, tak naprawdę, po co? W imię jakiejś szczytnej idei? Czy może po to, żeby udowodnić światu, albo bardziej sobie, że „damy radę”? I rzeczywiście, potrafimy coś udowodnić, czego dowodem szarża podchmielonych szwoleżerów Kozietulskiego w wąwozie Somosierry. Boso, ale koniecznie w ostrogach... Może nadszedł czas, żeby dać teraz dowód jak Polak potrafi tworzyć, budować, organizować. Dlaczego? Po co? Chociażby po to, żeby nie wyhodować sobie następnego „pokolenia 1200 brutto”, które gdy tylko nadarzy się okazja spakuje się i pryśnie za granicę. Dlatego, że nudzą nas licytacje, który miły starszy pan więcej zrobił dla Polski. I przydałby się jakiś sukces. Syndrom gloria victis udziela się nam w sposób najwyraźniejszy w sporcie. Mecz z Niemcami – dobrze „nasi” grali, ale pech chciał... A po jakimś czasie tandem Szpakowski-Szaranowicz ponownie przypomni całej Polsce pamiętny mecz na Wembley... Małysz, Małysz!! - ale Adaś jest tylko człowiekiem i nie jest wieczny. Kubica – pierwszy i jak dotąd jedyny Polak w Formule 1. Nie kibicować mu to prawie zbrodnia przeciwko polskości, a nie żałować go i nie współczuć z powodu kolejnego niefartu to grzech śmiertelny.
Popularny niegdyś serial „Polskie drogi” przeszedł już do legendy. Tak jak legendarne są polskie autostrady i obwodnice, co do których nikt nie ma wątpliwości, że powinny istnieć. I co z tego, skoro marudząc na dziury w drogach i zakorkowane arterie nie pozwolimy oddać ani piędzi ziemi z naszych kilkuhektarowych latyfundiów pod budowę tychże.
W różnych dyskusjach mądrych głów da się usłyszeć naukowe sformułowanie: wymiana elit, względnie „elyt”. Jak to wygląda u nas? A całkiem dobrze. Owa wymiana sprowadza się to zastąpienia partii „teraz ku..wa my” partią „ku..wa teraz my” i jakoś się to kręci. Może trik zastosowany przez Mojżesza byłby dobrym panaceum. Czterdzieści lat tułaczki po pustyni. Dlaczego Żydzi wędrowali aż tak długo? W końcu, nawet idąc pieszo dystans między Egiptem a Palestyną pokonaliby znacznie szybciej. Odpowiedź: potrzebowali czasu na wymianę pokoleń, niewolnicy nie zbudowaliby państwa... Wymaga to cierpliwości i proste nie jest ale łatwiej będzie odnosić sukcesy bez odwoływania się do oklepanego sloganu: „to wszystko przez komunę”.
Jakiś czas temu oburzenie wywołał „polish joke” o polskich saperach opowiedziany o ile pamiętam w którejś z amerykańskich stacji telewizyjnych. Jak oni mogli?! To przecież my! Polacy! Najwierniejsi z wiernych US sojuszników, a tu taki cios poniżej pasa. No to może teraz chwila relaksu i jakiś nasz dowcip? Ale koniecznie jakiś śmieszny, np. jeden z cyklu „Polak, Rusek i Niemiec”, albo jakiś „żydowski”, typu: co robi mały żydek na kominie? Mało śmieszne? No cóż...
Chyba jednak nie jest aż tak kiepsko. Chwała bogu za Wojewódzkiego, Majewskiego. Za ich wygłupy, żarty, dystans nie tylko do "polish reality" ale także do samych siebie. Chwała też za Kabaret Moralnego Niepokoju i jego wersję historii Polski, pozwala odreagować historyczną histerię i nie ma w tym samobiczowania a to już spory postęp.
The end
Zawsze na coś narzekamy. Na historię, geograficzne położenie, polityków, drogi, pogodę, ceny, słoność zupy... Może nieodzownym, wręcz konstytutywnym elementem polskości jest zrzędzenie i marudzenie. Nieważne czy to wygrana w totka, czy urodziło się dziecko, czy odeszła żona, czy była podwyżka pensji lub opłat na pytanie: „Co u ciebie?” tradycyjnie odpowiemy: „Nic nowego, stara bieda”. I wiecie co?.. Tak sobie myślę, że w końcu powinniśmy z tego zrobić slogan na koszulkę: Jestem Polakiem – Marudzę i narzekam... bo tradycja zobowiązuje, więc pielęgnować ją trzeba. :P
Autor: Paszka
Komentarz autora:
Subiektywnie o wartościach ;)... I tak kocham ten kraj :D
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
04 czerwca 2009 r., 22:52:53
Zmiana komentarza autora
2.
04 czerwca 2009 r., 22:44:02
Interpunkcja ostatnich akapitów
3.
04 czerwca 2009 r., 20:34:50
Ups - literówka
4.
04 czerwca 2009 r., 01:27:41
Poprawione formatowanie.
5.
04 czerwca 2009 r., 01:16:45
Zmiana komentarza autora
6.
04 czerwca 2009 r., 00:02:24
Poprawka formatowania - wstawiony akapit
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(07 marca 2010 r., 01:47:07)
Klio: gdzieżbym śmiał. Za całokształt wystarczy reszta Twoich wypowiedzi, a nade wszystko recenzja, której nie czytałaś, a którą polecasz. "Z punktu widzenia naszego - polskiego - katyńskiego - film ten niejako wspomaga tych w Rosji, co Katyń wymazać chcieli i chcą z pamięci!"Komedia pomyłek.
(07 marca 2010 r., 00:57:08)
torq: Nie wkładaj w moje usta swoich słów! "Rosjanie poprosili Niemców o likwidacje Chatynia, bowiem zawczasu chcieli przykryć tą tragedia los polskich oficerów? "
Pozostałe "cytaty" są rzeczywiście fragmentami moich odpowiedzi na twoje listy :)
(06 marca 2010 r., 13:48:13)
reactor: może Ciebie to bawi, ale mnie nie.
(06 marca 2010 r., 13:32:02)
Dajcie sobie po razie
(06 marca 2010 r., 12:18:11)
Sio trolle na fora onetu! ;) :P :D
(06 marca 2010 r., 10:52:10)
"Z punktu widzenia naszego - polskiego - katyńskiego - film ten niejako wspomaga tych w Rosji, co Katyń wymazać chcieli i chcą z pamięci!" Nie z polskiego punktu widzenia, bowiem ja jestem Polakiem i mam zupełnie inny punkt widzenia, gdyż w przeciwieństwie do Ciebie film widziałem.To Twoja obsesja karze Ci interpretować powstanie tego filmu w taki, a nie inny sposób. Wszystko kojarzy sie Tobie ze wszystkim.

Żałosne jest to, że swoją osobliwą interpretacje, chcesz oprzeć o recenzje "znawcy". Manipulujesz jego tekstem do czego się przyznałaś,bowiem nie zaprzeczyłaś podniesionym przeze mnie faktom. Nagle okazuje sie, że Klio wie co uczyni każdy Rosjanin, choć w filmie nie pada żadna informacja na temat Chatynia-film kończy sie sucha informacją: na Białorusi spalono 628 wsi i to wszystko. Moje gratulacje Klio, pogrążaj się dalej. Przynajmniej widać czarno na białym, jak pracujesz z tekstem. Wyszło na to, ze recenzji nie czytałaś, filmu nie oglądałaś, za to wiesz, ze ma zdezawuować Katyń.
(06 marca 2010 r., 10:04:18)
Klio: "Jaką prawdę przykrywa? Rosjanie poprosili Niemców o likwidacje Chatynia, bowiem zawczasu chcieli przykryć tą tragedia los polskich oficerów? Gdzie stoi pomnik? Na jakich materiałach oparłeś swój artykuł? Zauważ "chatyński" w tytule publikacji! Co do reszty, studiowałeś Historię i pytasz o takie rzeczy???", "Filmu raczej nie będę oglądać, a zniechęciły mnie do tego recenzje zamieszczone w internecie". "Kto obroni takich jak Ty, kiedy zabraknie przezornych i odważnych? Film jest stary i powstał w dogodnym dla Rosjan czasie i był to ostatni dzwonek. Szła pierestojka! Pamiętam jak było! Katyń wówczas był "tabu", ale trzeba było zabezpieczyc się na bliską przyszłość. Teraz świat wie więcej o Chatyniu, niż Katyniu. Poczytaj choćby w Googlach, co mam Cię uświadamiać, skoroś historyk. I rada: kieruj się rozumem i rozsądkiem czytając to, co ci podsuwa łatwo dostępny internet..." - to Twoje wypowiedzi?!!!!

Klio: nie szła tylko juz była pierestrojka, dlatego film mógłbyś nakręcony.
(06 marca 2010 r., 06:21:21)
Czy możesz mi wskazać gdzie, w której swojej wypowiedzi "zmieszałam z błotem" twórcę filmu "Idź i patrz"? Uważaj, zanim rzucisz takie oskarżenie. Autor zrobił doskonały film o wyjatkowo mocnym przesłaniu. Tyle. Czy nie potrafisz pojąć, że mi chodzi o coś zupełnie innego? Z punktu widzenia naszego - polskiego - katyńskiego - film ten niejako wspomaga tych w Rosji, co Katyń wymazać chcieli i chcą z pamięci!
"Akcja filmu to wieś Parachody"- piszesz, ale każdy Rosjanin po obejrzeniu obrazu siegnął do źródeł, bo wstrząśnięty makabrą widz zwykle tak robi. Czego dowiedział się wtedy?

(06 marca 2010 r., 02:04:12)
podjął, jak najbardziej świadomie, decyzję o wycofaniu się z zawodu. Uznał bowiem, że tym dziełem postawił kropkę nad i, podsumował wszystkie swoje dokonania. Że nie potrafiłby dać od siebie więcej. I trudno nie przyznać mu racji" - umknęło Ci to Kilo? Jeśli tak czytasz inne publikacje, to chylę czoła.
Tak na koniec kolejny cytat z tekstu, który polecasz:"Produkcja „Agonii” (film Klimowa) pochłonęła jednak olbrzymie środki – by więc zwróciły się one choć w części, postanowiono sprzedać film na Zachód (dekadę wcześniej podobnie uczyniono z „Andriejem Rublowem” Andrieja Tarkowskiego). I wtedy się zaczęło. Obraz został bardzo ciepło przyjęty przez krytyków zachodnioeuropejskich na festiwalu filmowym w Wenecji w 1982 roku, zwiększył się więc nacisk na zdjęcie z niego zapisu cenzorskiego w ojczyźnie." Polecam „Andriej Rublow" i "Ofiarowanie". Klio: dzięki za świetną recenzję, uwierz mi naprawdę warto ją przeczytać.
(06 marca 2010 r., 01:51:16)
Kilo: mijasz się z prawdą, bowiem w ogóle nie czytałaś wskazanej przez siebie recenzji. Czytałem ją dwukrotnie, nigdzie nie wskazano, ze Kilomow był propagandzistą. Cytat dotyczy prozy Adamowicza, a nie filmu!! Akcja filmu to wies Pierachody.
Jesteś podłą osobą skoro świadomie mieszasz z błotem twórce, którego filmy nie były puszczane w ZSRR Tekst, który polecasz to analityczna i merytoryczna recenzja filmu poszerzona o historię ewolucji kina radzieckiego. Od kina propagandowego po kino artystyczne, symboliczne. Ostatnim ogniwem jest według autora recenzji ów film, który uważasz za propagandowy. Recenzja ta pobieżnie traktuje język filmu, jej wartością jest postać - Kliowa, historia jego zmagań z cenzurą!! "Dla których udział w podobnym projekcie jest nie tylko przejawem zawodowej aktywności i profesjonalizmu, ale wręcz próbą terapii i rozliczenia się z własną, niekiedy bardzo dramatyczną, przeszłością. Nie bez powodu przecież po zakończeniu prac nad „Idź i patrz” reżyser Elem Klimow
(05 marca 2010 r., 23:25:09)
Magazyn Esensja - Sebastian Chosiński o filmie "Idź i patrz":"...Dla mieszkańców Białorusi był to bowiem okres najtragiczniejszy. Chcąc zapewnić sobie spokój na tyłach frontu, niemieckie dowództwo postanowiło przeprowadzić na tym obszarze szeroko zakrojoną akcję przeciwko dywersantom i sabotażystom, czyli mówiąc prościej – partyzantom różnej maści. Hitlerowcy doszli do wniosku, że należy ich przede wszystkim odciąć od pomocy udzielanej przez miejscową ludność, a najłatwiej będzie to zrobić, eksterminując wsie podejrzewane o sprzyjanie wywrotowcom. W ciągu paru miesięcy 1943 roku całkowicie zniszczono kilkaset – choć niektóre źródła podają nawet, że kilka tysięcy – białoruskich wsi. Najgłośniejszym przypadkiem stała się tragedia, która 22 marca dosięgła Chatyń (zdecydowały o tym, już po wojnie, względy propagandowe i zbieżność nazwy z Katyniem – innym miejscem masowego ludobójstwa, tym razem już sowieckiego). Wtedy to 118. Batalion Policyjny (Schutzpolizei), w skład którego wchodzili również radzieccy kolaboranci i kryminaliści, spalił żywcem w stodole praktycznie wszystkich mieszkańców wsi (ocalała ponoć tylko jedna osoba).
(05 marca 2010 r., 23:04:00)
Torquemada: Wikipedia ..."Chatyń (biał. i ros. Хатынь) - uroczysko w rejonie łohojskim, obwodu mińskiego Białorusi.

Nie należy mylić tej miejscowości z inną, o nazwie Katyń, która również była miejscem tragicznych wydarzeń.

Dawniej w tym miejscu położona była wieś, która została spalona 22 marca 1943 roku wraz z mieszkańcami przez pod przywództwem odział niemiecki SS-Brigadeführera Oskara Dirlewangera oraz Batalion Policyjny nr 118, złożony z nazistowskich kolaborantów, członków OUN i żołnierzy radzieckich którzy po wzięciu do niewoli przez Niemców przeszli na ich stronę[1][2]. Naczelnikiem sztabu 118-go Batalionu był wówczas były porucznik Armii Czerwonej Grigorij Wasiura, skazany w ZSRR na karę śmierci.

Wybór przez władze sowieckie Chatynia spośród wielu podobnie zniszczonych miejscowości Białorusi był spowodowany przez podobieństwo nazwy "Chatyń" do "Katyń" i miał służyć dezinformacji - do chwili obecnej we wszystkich rosyjskich podręcznikach historii jest wspominana ta zbrodnia, była ona nagłaśniana również na arenie międzynarodowej (np. poprzez zapraszanie na rocznicowe obchody delegacji zagranicznych).

(05 marca 2010 r., 18:42:04)
Paszka: to ze sie różnimy z Klio to "oczywista oczywistość". Dyskusja nie jest wymianą poglądów, tylko starciem dwóch racji. Moja wizja dyskusji: wywodzisz jakieś twierdzenie, więc ciężar dowodu leży po Twojej stronie. Niestety to moja wizja, której oponentka z uporem godnym podziwu, nie chce podzielić. Nie zamierzam Jej odpuszczać.
(05 marca 2010 r., 18:11:05)
Oj ludzie ludzie... Nie prościej uznać, że po każde z Was ma inne poglądy i na tym poprzestać? :) Wracając do Bandery, Klio, weź pod uwagę, iż może to być decyzja polityczna, podyktowana aktualnymi wydarzeniami politycznymi na Ukrainie. Można chyba powiedzieć, że to młody kraj prawda? Popatrz na powojenną Polskę i jawnie nacjonalistyczną retorykę władz - ziemie odzyskane, niemiecki rewizjonizm, itd. (polecam książkę Marcina Zaremby "Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce" Wydawnictwo TRIO Instytut Studiów Politycznych PAN). Pracowałem z Ukraińcami z różnych części Ukrainy. I bardzo ich sobie cenię jako tak zwyczajnie jako ludzi, kompetentnych fachowców i dobrych kolegów służących pomocą. Czy wspomniany Bandera i decyzje polityczne z nim związane mają to zepsuć? Według mnie to proste, może naiwne ale proste, człowiek z człowiekiem raczej się dogada, pod warunkiem, że wykaże minimum dobrej woli :)
(05 marca 2010 r., 17:57:53)
Klio: masz problem z czytaniem ze zrozumieniem. Z całego mojego wywodu odnosisz sie tylko do słowa "infantylne", no to jest argument :))Film nie jest o wisi Chatyń tylko Pierachody. Nie przedstawiasz żadnych argumentów, tylko swoje opinie na temat filmu, którego nie widziałas. Nie wskazałaś żadnych linków krytykujących ten film, ani tych znawców, poza sobą.No właśnie Klio "faktem historycznym", a to pojęcie jest Ci obce, bowiem żadnych nie wskazujesz. Awanturę na forum zaczęłaś Ty i poległaś z kretesem, znawczyni hipokryzji. Przeczytaj raz jeszcze mój komentarz odnośnie Izraela to może Cię olśni, bowiem zestawiając politykę Rosji, Niemiec to Izrael jawi się w tym zestawieniu całkiem nieźle. I oto mi chodziło. Czekam na linki krytykujące film i wskazujące, ze jest propaganda sowiecka mająca odciągnąć uwagę opinii światowej od zbrodni w Katyniu.
(05 marca 2010 r., 17:07:53)
T: Z tobą człowieku rozmawiać trudno, bo kiedy nie po twojej myśli jest kontrargument, to ciskasz wściekłymi "infantylizmami". Od czasu, jak mi rzuciłeś "faktem historycznym" o pierstrojce w Rosji w 1985 roku, czym tłumaczyłeś powstanie filmu o rzezi ludności wiejskiej w Chatyni, wiem, że masz problem, ale ja nie będę lekiem na twoje dolegliwości. Wolałeś miotać się na forum obrażając mnie i szydząc, a nie przeczytałeś tego, co o filmie mówią znawcy tematu. Google są pełne ich opinii.
Jeszcze jedno. "Dobra" i "skuteczna" walka z "partyzantką miejską", to taka jaką Niemcy stoczyli w Warszawie, albo Rosjanie w Czeczenii, czyli w Groznym, a Izrael jako naśladowca jest poza krytyką! Non comment...
(05 marca 2010 r., 16:10:45)
Przedszkolem jest Twój sposób postrzegania świata, ludzi, historii. Infantylne i pozbawione głębszej refleksji. O nic nie pytasz, nie masz żadnych wątpliwości, nie jesteś sceptyczna ani krytyczna, niczego co nie jest CI po drodze nie czytasz. Nie odpowiadasz na pytania, które kieruje do Ciebie Twój adwersarz. Z ta hipokryzja to naprawdę daruj sobie, jesteś ostatnia osoba na tym portalu, która może podnosić ten zarzut. Wreszcie obrażasz swoich przeciwników, bowiem na nic innego Cibie nie stać, merytoryczna dyskusja z Tobą? Zapomni, nawet nie próbujesz.
(05 marca 2010 r., 16:05:58)
Klio: to jet literówka, Jezu ale Ty jesteś przewrażliwiona na swoim punkcie. Odnośnie postaci to jest żart, taki dualizm. Torquemada to inkwizytor ksiądz, a Robespierre to świecki inkwizytor. Mam absurdalne poczucie humoru i tyle. Jak zwykle mijasz sie z prawdą, ponieważ: "Jego idea wielkiej Ukrainy dla Ukraińców nie różnią się zbytnio od poglądów Dmowskiego czy Piaseckiego. Musimy sobie zdawać sprawę z charakteru poglądów politycznych ludzi tamtej epoki. Bez wątpienia jego ideologia miała charakter szowinistyczny i ksenofobiczny, więc stała się podglebiem dla zbrodni. Ostatnio dyskutowaliśmy na temat II wojny światowej, Depech. miał wizje sojuszu Polski z Hitlerem." Nigdy nie usprawiedliwiałem zbrodni Ukraińców, Polaków, Niemców, ja szukam przyczyn w sobie nie w innych, bo tak jest łatwiej i wygodniej, co Klio? Tak jestem żydem, nieślubny synem Marilyn Monroe i Dmowskiego, nie Polak, homokomunista, przechrzt i parch na Twojej Sienkiewiczowskiej dumie. Lepiej Ci?
(05 marca 2010 r., 15:48:27)
Ty, natomiast jestes mistrzem hipokryzji.Tłumaczysz zbrodnie jednych, pietnujesz i potępiasz na wieki wieków amen przewinienia drugich. Najgorsze w tym jest to, że działasz jak ci, których wspominać przykro. Byli aktywni wszędzie tam, gdzie mogli przypodobując się obcym, dokuczyć swoim.
Wstawiłes sobie w okienko cudzą tożsamośc i próbujesz jej dorównać. Jesteś żałosny z tym przekręcaniem mojego nicku - przedszkolak :)
(05 marca 2010 r., 15:33:12)
Kilo: zapomniałas dodać, iż był więźniem obozu koncentracyjnego oraz że nie wydawał żadnych poleceń wzywających lub nakłaniających do zbrodni. Wcale mnie to nie dziwi bo masz wybiórczą pamięć. http://www.caw.wp.mil.pl/biuletyn/b28/b28_6.pdf Jak zwykle jednostronnie i tendencyjnie przedstawiasz fakty. Powiem Ci że ja nie widzę etycznej różnicy pomiędzy ks. Isakowiczem, a zwolennikami Bandery. Jedni i drudzy dążą do pojednania :)) Jak śpiewał Maleńczuk "wszyscy stoją na straży pokoju i nic się boją" Nie można wyciągać z procesu historycznego jednego wydarzenia i na jego bazie, budować obrazu relacji polsko-ukraińskich na przestrzeni wieków, bo wychodzi z tego mitologia, a nie historia. Jak to się nazywa? Hm... wyparcie? O tak Kilo, jesteś mistrzynią wypierania faktów niewygodnych.
(05 marca 2010 r., 13:44:44)
Jednak... niewiele dały przyjazne stosunki pomiędzy Prezydentami Polski i Ukrainy, a także wspólny projekt imprezy sportowej, kiedy Ukraińcy, nie bacząc na nasze pojednawcze intencje wynoszą Banderę wraz z jego siepaczami na piedestał chwały, oczekując milczącej akceptacji. Ci sami ludzie, którzy dzisiaj śpiewają hymny dla bohaterów UPA, domagają się zwrotu Przemysla i innych polskim miast wraz ziemią na której istnieją.
Należy pamiętać również, że Bandera dokonał żywota w iście niebohaterskich okolicznościach, a co znamienne: jako Polak - emigrant.
(05 marca 2010 r., 12:49:49)
Chce pokazać, że historia nie jest jednowymiarowa, że każda ze stron musiała dokonywać wyborów. Często trudnych, niejednoznacznych co prowadziło do ofiar, którym należy się pamięć cześć i szacunek ale trzeba podjąć chociażby minimum wysiłku aby zrozumieć stronę inna niż nasza własna. Co chciałem pokazać? Między innymi to, że nie możemy tak jak Żydzi stale mieć pretensje do wszystkich, choć potrafię zrozumieć sens działań państwa Izrael. Uważam, że trzeba pamiętać choćby po to by wiedzieć, jak zapobiegać i nie dopuszczać do podobnych sytuacji w przyszłości. Wiem, że to może naiwność ale to moje zdanie. Z drugiej strony nie można skupiać się tylko na przeszłości i rozdrapywaniu ran, na martyrologii bo zamiast budowy domów, fabryk itp. Będziemy mieli nowe muzea, izby pamięci i pomniki ku czci, itp. Nie chcę, po prostu aby marnować energię, którą można wykorzystać w bardziej twórczy sposób.
(05 marca 2010 r., 12:37:45)
Nigdzie nie postawiłem tezy że należy przemilczeć czy zapomnieć o ofiarach. Choć przyznaję, że ktoś mógłby tak to odczytać. uważam jednak, że nie powinniśmy stale drzeć szat i ciągle z oburzać się, że nasi partnerzy mają to gdzieś. Bo oni też mają swoje powody. Odwołam się tu do września 39 i Francji. Biorąc pod uwagę, że w czasie I wojny światowej w zasadzie nie było we Francji rodziny która nie straciła choćby jednego człowieka na froncie, możemy mieć pretensje, że tkwili bez ruchu na linii Maginiota? Bitwa pod Verdun była obliczona na wykrwawienie Francji. Niemieccy sztabowcy obliczyli sobie, że jeżeli stosunek poległych w tej bitwie wyniesie 4 Francuzów na 3 Niemców to któraś tam republika nie będzie miała za chwilę kogo wysłać na front. To jeden przykład. Innym może być Bandera, bohater dla ukraińskich nacjonalistów. Pytanie brzmi z kim miał współpracować w okolicznościach w których się znalazł? RP nie istniała, komunistyczne ZSRR zagłodziło Ukrainę, to kto mu pozostał?
(05 marca 2010 r., 11:58:19)
"...Następną rzeczą jest to, że w ten sposób zakorzeniamy w młodych ludziach poczucie niższości czy gorszości wobec innych nacji. Wychowujemy sobie w ten sposób pokolenia, które mentalnie są sparaliżowane do działania, które zawsze będą czuły się ofiarami..."
Odniosę się najpierw do powyższej Twojej wypowiedzi i wyraźnie podkreślę, że nie zgadzam się z nią. Moim zdaniem przemilczanie dawnych krzywd jest właśnie przejawem strachu i upokarzającym znakiem poddaństwa dawanym sprawcom czynów w nadziei, iż milczeniem można kupić dobrosąsiedzkie stosunki.
Każda zbrodnia powinna zostać osądzona i dopiero wtedy można budować porozumienie. Przemilczanie nigdy nie popłaca i zemści się wcześniej czy później, w najmniej stosownej chwili. Dyplomacja z trudem sobie radzi z takimi "białymi plamami" i często przytrafiają się "sęki", o które potyka się to jedna, to druga strona.
(04 marca 2010 r., 10:06:13)
Klio zwróć też uwagę na inne aspekty. Nieustannie przypominając o Naszych ofiarach wywołujemy reakcję zwrotną, która okazuje się być szokiem. Rysą na nieskazitelnym wizerunku Polka, dzielnego bojownika o wolność tych, owych i własną. Następną rzeczą jest to, że w ten sposób zakorzeniamy w młodych ludziach poczucie niższości czy gorszości wobec innych nacji. Wychowujemy sobie w ten sposób pokolenia, które mentalnie są sparaliżowane do działania, które zawsze będą czuły się ofiarami. I które zawsze w konsekwencji będą mogły powiedzieć, że "u nas taka bida przez, komunę, okupację, Żydów, masonów czy cyklistów". Czy do tej pory udało nam się zorganizować np. jakąś duża imprezę o jakimkolwiek charakterze? Próba starań Wrocławia o expo według mnie to była jakaś klaunada i amatroszczyzna... A nie przepraszam, udało nam się jednak zorganizować jedną masową "imprezę" - "Akcję Wisła" ale o tym akurat wstyd przypominać choćby dlatego, że to też historia związana z naszymi partnerami od Euro 2012.
1 - 25 z 42 komentarzy12Następna
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
27 maja 2009 r.
21 marca 2012 r.
514
Inne z offtopic
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska