Rodzaj: Felieton
Dodano: 22 kwietnia 2010 r., 21:35:24
Region: Polska
Ostatnia aktualizacja: 23 kwietnia 2010 r., 18:05:39
„Takie Rzeczypospolite będą, jakie jej młodzieży chowanie”
Ślubuję: 1. Rzetelnie pełnić mą powinność nauczyciela, wychowawcy i opiekuna młodzieży 2. Dążyć do pełnego rozwoju osobowości ucznia i własnej 3. Kształcić i wychowywać młode pokolenie w duchu umiłowania Ojczyzny, poszanowania Konstytucji RP
Problem wychowywania młodzieży to jeden z trudniejszych tematów, niechętnie poruszany przez media i prasę w Polsce. Jeżeli już do owej dyskusji dochodzi, z reguły winne są dzieci. Czy aby słusznie?
Jako pedagog śmiem twierdzić, że nasze szkolnictwo to skostniały i niereformowalny system, zaś nasi nauczyciele to grupa najbardziej zawziętych i obstających przy swoim zdaniu osób. Wszelakie nowelizacje prawne nie znajdują zastosowania, gdyż każda ze szkół to specyficzne, hermetyczne mini państwo. Efektem takiego stanu rzeczy jest rosnąca przestępczość młodocianych, alkoholizm, narkomania, ciąże u coraz to młodszych dziewcząt, depresje i zwiększająca się z roku na rok, ilość przypadków prób samobójczych. Nieumiejętność radzenia sobie z tymi problemami przejawia się tym, że zamiast starać się dotrzeć do źródła problemu, nasze państwo wydaje się problemu nie zauważać. Stosuje się oczywiście tak zwane środki zaradcze, niestety polegają one tylko na siłowym tłumieniu wszelkich negatywnych zachowań młodzieży. Przypomina mi to postawę człowieka z chorym zębem, który zamiast udać się do stomatologa, celem wyleczenia zęba, faszeruje swój organizm coraz to większymi dawkami środków przeciwbólowych, dla złagodzenia bólu. Warto by się nad tym zastanowić, biorąc pod uwagę fakt, że młodzi ludzie, którzy dzisiaj uczą się w gimnazjach, gdzie jak wiadomo jest najwięcej problemów, za kilkanaście lat mogą nami rządzić.
System chory u podstaw
Jeżeli w szkole dzieje się coś złego, jedynymi osobami, które mogą coś zmienić są sami rodzice. Ci jednak rzadko kiedy zajmują stanowisko, gdyż jak wiadomo, kartą przetargową są dzieci i ich promocja do następnej klasy. Sami nauczyciele, natomiast, są wobec siebie bardzo solidarni i oporni na zmiany. Z reguły młodzi nauczyciele, którzy dopiero zaczynają swoją praktykę zawodową są bardziej postępowi i otwarci, niestety ich zapał szybko gaśnie lub zostaje zdławiony przez kadrę wyższą „stopniem”. Mobbing to najczęstsza metoda stosowana wobec niepokornych. Pamiętam własne problemy z zaliczeniem tzw. „praktyki” w jednej ze szkół. Powodem była moja zdecydowana odmowa, pisząc potocznie, krzyczenia na dzieci. Skąd taka postawa? Większość nauczycieli zaczynała swoją edukację jeszcze w liceach nauczycielskich, w których nie kładziono nacisku na przedmiot o nazwie pedagogika. Obecnie na studiach przykłada się do tego większą uwagę. Niestety nauczyciel, ze średnim lub licencjackim wykształceniem, ma obowiązek odbyć tylko kurs pedagogiczny, który trwa krótko i traktuje temat powierzchownie.
Inny problem polega na tym, że zawód ten, jest w Polsce często jeszcze „dziedziczony”. Mamusia nauczycielka pcha swoją córunię na studia o takim samym kierunku, gdyż ma z racji zajmowanego stanowiska wiele znajomości a o dobrą pracę wciąż w naszym kraju ciężko. Być może usłyszę teraz głosy sprzeciwu z państwa strony, często przecież mówi się o niskich pensjach nauczycieli. Prawda jest jednak taka, że zawód ten stwarza wiele możliwości dodatkowego dorobienie się. Nauczyciele często reperują swój budżet kosztem naszych dzieci. Nie zawsze jest tak, że mamy durne dziecko tylko dlatego, że słyszymy to na wywiadówce. Może jest na przykład tak, że pani od matematyki ma przyjaciółkę, też matematyczkę, która potrzebuje dorobić do pensji korepetycjami, więc wspólnie kręcą mały biznes, podsyłając sobie uczniów. Takie sytuacje są nagminne, jednak zarówno rodzice jak i uczniowie niewiele na to mogą poradzić. Inna możliwość tego zawodu, to możliwość dokształcanie się i robienie dodatkowych uprawnień. Za takie kształcenie płaci z reguły szkoła, a nauczyciel ma w perspektywie dodatkowe „parę groszy” do pensji. Często nie małe parę groszy. Miałam kiedyś przyjemność uczestniczenia w takich zajęciach dokształcających. Kierunek miał nazwę oligofrenopedagogika (praca z dziećmi upośledzonymi, autystycznymi i niedostosowanymi społecznie). To co ci „pedagodzy” wyrabiali na zajęciach przyprawiało mnie o mdłości. Spóźniali się na zajęcia (bo siedzieli w palarni), całe wykłady panował zgiełk i chaos (niestety większość uczestników stanowiły plotkujące kobiety). Za każdym razem próbowano skracać zajęcia, że o pisaniu ściąg (głównie sprawdziły się te harmonijkowe) na zaliczenia nie wspomnę. Ale… szacunek musi być, belfer to belfer, uwagi mu nie zwrócisz, bo się obrazi. Ci sami ludzie, po powrocie do swoich szkół, znów jęczą na swoich uczniów, stawiają im jedynki za złe zachowanie i ściąganie. Hipokryzja. Zapominają, że nauczyciel to nie spawacz, blacharz, tynkarz, któremu jeżeli coś nie wyjdzie to pracę powtórzy. Uczeń to nie śrubka z taśmy produkcyjnej, którą można wyrzucić jak się nie uda. Nauczyciel ma do czynienia z żywym organizmem, za który jest odpowiedzialny niczym lekarz. Dlaczego tych drugich można rozliczać a tych pierwszych nie? To nie prawda, że nauczyciel jest tylko od przekazywania wiedzy. Zresztą, nawet tego nie robi często rzetelnie, bo większość muszą nadrabiać rodzice po godzinach, w domu i to za darmo. Notabene jest to nadużycie, ponieważ rodzic nie ma obowiązku zajmować się lekcjami swoich dzieci, gdyż to jest zadaniem nauczyciela.
Przytoczone przykłady tylko zarysowały problem, który wymagałby oddzielnej i wnikliwej analizy, którą trudno byłoby zawrzeć w jednym felietonie.
Szkoła jest instytucją totalitarną
Z założenia szkoła winna być miejscem gdzie nasze dzieci formuje się i kształci dla dobra ich samych i nas wszystkich. Tam młody człowiek zdobywa poprzez edukację potrzebną mu wiedzę, którą potem praktycznie użyje i przekaże następnym pokoleniom. Ślubowanie nauczyciela brzmi:
Ślubuję:
1. Rzetelnie pełnić mą powinność nauczyciela, wychowawcy i opiekuna młodzieży,
2. Dążyć do pełnego rozwoju osobowości ucznia i własnej.
3. Kształcić i wychowywać młode pokolenie w duchu umiłowania Ojczyzny, poszanowania Konstytucji RP, sprawiedliwości społecznej i wolności sumienia.
Ciekawe, że samo kształcenie pojawia się dopiero w punkcie trzecim ślubowania co wskazywałoby na to, że przede wszystkim, my pedagodzy jesteśmy po to by kształtować, nie tylko umysły ale i ducha tych młodych ludzi i to w wolności sumienia. Ich sumienia, nie tyko naszego!
A jaka jest praktyka?
W praktyce NIE jest tak, że:
- nauczyciele są sprawiedliwi i oceniają obiektywnie, ponieważ ocena taką być nie może. Jest wypadkową określonych nastrojów, humorków i bólów głowy nauczyciela. Dołączyć też należy jego sympatie, antypatie i urazy z dzieciństwa.
- oceny się nie liczą a liczy się wiedza, ponieważ ocena często określa ucznia bardziej niż jego imię. To jedna z etykietek które ponosi do końca życia.
- wygląd jest nie ważny liczy się wiedza, ponieważ ciało pedagogiczne nie toleruje i tępi wszelkie odchyły od tzw. normy, którą sam ustala. Brak dostosowania się do norm ma wpływ na wyniki jakie uczeń osiąga.
- szkoła jest dla uczniów, a nie uczniowie dla szkoły, ponieważ tak naprawdę to nikomu nie zależy do jakiej szkoły pójdziesz, chyba że należysz do grupy uprzywilejowanej.
- nauczyciele się nie mszczą, ponieważ bardzo to lubią i traktują jako sposób na odreagowanie.
- szkoła uczy kultury i przystosowania, ponieważ rządzą tu takie same prawa jak w życiu, przeżywają najsilniejsi i najsprytniejsi a kultura… cóż, musi iść w parze ze światopoglądem a nie koniecznie wszyscy cenimy wartości chrześcijańsko – katolickie.
- liczy się Wewnętrzny System Oceniania, ponieważ sami nauczyciele się do niego nie stosują. Każdy uważa że jego przedmiot jest najważniejszy, więc zdarza się że sprawdzianów jest więcej niż jeden w tygodniu a na końcową ocenę największy wpływ ma zachowanie mimo, że stanowi odrębny temat, poddany również odrębnemu ocenianiu.
Na co szkoła Ci nie pozwoli?
Dzisiejsza szkoła nie pozwoli ci na wyrażanie obiektywnej prawdy. Wymagać też będzie abyś przyjął pewien określony światopogląd. Jako jedyny cel uzna edukację i pozbawi cię innych pragnień i celów wyższych. Powinieneś zatem cenić tradycje chrześcijańsko-patriotyczne, wierzyć w to co się do ciebie mówi, nie stwarzać problemów wychowawczych, być koleżeńskim, uczciwym i sprawiedliwym.
A jakimi są naprawdę?
Młody człowiek:
1. lubi wyrażać się przez wygląd.
2. ma własne zainteresowania nie do końca zgodne z wytycznymi dorosłych.
3. pragnie poznawać życie i chce się z tym życiem zmierzyć.
4. szuka miejsca w świecie.
5. przeciążony psycho - fizycznie ucieknie i szukać będzie prostszych rozwiązań.
6. zapamiętuje trwale to co go interesuje i nie znosi rutyny.
7. jednych nauczycieli lubi a innych nie i ma do tego prawo.
8. chce żeby go słuchano.
9. uczy się poprzez doświadczenia i konfrontacje.
10. pragnie by szanować jego indywidualność.
Jeżeli szkoła nie zapewni tego minimum, a w zamian za to zaoferuje fałsz i dwulicowość (a przed młodym człowiekiem nie sposób tego ukryć), to na skutki nie trzeba
będzie długo czekać. Narkotyki, papierosy i alkohol to cena jaką młodzież płaci za naszą głupotę.
Narzucając człowiekowi pewien, z góry ustalony, model postępowania i myślenia, dokonujemy gwałtu na wolnym umyśle. Takie metody stosowali komuniści. Wymuszanie na kimś rezygnacji z indywidualnych potrzeb i pragnień prowadzi do silnej depresji i problemów z poczuciem własnej wartości oraz samookreślaniem się.
Mając powyższe na uwadze zastanówmy się, czy głównym problemem szkoły są jej uczniowie, czy panujący w niej chaos i bezprawie. Zastanówmy się, czy problem ciąż gimnazjalistek rozwiążą same tylko lekcje z zakresu uświadamiania seksualnego? Czy wystarczy gromadzić chłopców i dziewczynki, wspólnie na tychże lekcjach? Czy nie jest to kolejny super plan, którego konsekwencje znów poniosą nasze dzieci? Czy nie należałoby najpierw nauczyć te dzieci wyrażania emocji z którymi nie potrafią sobie poradzić? Czy właściwą rzeczą jest fundować tej młodzieży dodatkowy stres i wynikające z niego konsekwencje? Nie szukajmy łatwych rozwiązań i zacznijmy się w końcu zachowywać jak osoby myślące i odpowiedzialne za siebie i przyszłe pokolenia.
Autor: Maria
Komentarz autora:
Literatura o podobnej tematyce: Dariusz Chętkowski "Z budy"
Licencja artykułu:
Ten artykuł opublikowany został na licencji:
 
Historia edycji artykułu:
1.
23 kwietnia 2010 r., 18:05:39
pozbycie się kolokwializmu
2.
22 kwietnia 2010 r., 23:55:41
Kolejne literówki
3.
22 kwietnia 2010 r., 21:49:20
Takie tam drobnostki w nagłówku
 
OCEŃ ARTYKUŁ:
Aby oceniać lub proponować zmiany musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, załóż je!
Podziel się:
 
Dodaj komentarz:
Podpis:
Treść komentarza:
Pozostało 1000 znaków.
Przepisz kod z obrazka:
Komentarze czytelników:
(25 kwietnia 2010 r., 22:42:16)
Alunia: będę złośliwy, tęsknisz za Jokerem i jego ciętą ripostą, bo liczysz na jego pomoc? Czy tą ciętą ripostą to ma być konstruktywny komentarz? Taki dostałaś :) od Jadzio i Cię to wzburzyło, to co by było z ciętą ripostą Jokera jeśli by coś napisał?
(25 kwietnia 2010 r., 14:03:37)
:)
(25 kwietnia 2010 r., 13:33:42)
Mario, ale to bardzo dobrze, że się dyskusja taka wywiązała :) przecież nikt nie idzie na noże, mogłabym wręcz rzec, że to jedna ze spokojniejszych wymian zdań tu, na GW. No, ja się nie zaliczam do grupy "młodych weteranów" na GW, bo jestem tu niewiele ponad dwa miesiące chyba...
Myślę, że każdy miał jakieś specyficzne wymagania odnośnie swoich nauczycieli, ale myślę, że jednym, co niezmienne było, to rzecz, żeby nauczyciel był sprawiedliwy i nie był hipokrytą. I szanował ucznia. Zauważyłam (w czasie swojej bardzo krótkiej "kariery" nauczycielskiej), że jeśli się ucznia traktuje jako równego partnera w rozmowie, to nawet ten z "marginesu" staje po naszej stronie.
(25 kwietnia 2010 r., 13:09:53)
I po co te kłótnie? Się pytam (lubię komentarze, bo można być tak niegramatycznym) :)
Zauważyłam dwie grupy: młodzi pedagodzy i pedagodzy-weterani. Zaiskrzyło, emocje dały z siebie wszystko, ale po co? Nie wiem po co (mam tylko nadzieję, że dla kształtowania charakteru). Zauważyłam też, że młodzi pedagodzy są też weteranami, a weterani, młodymi (literatami?). Młodzi pedagodzy to weterani GW, a pedagodzy weterani to młodzi na GW. Tak więc, przestańmy się kłócić, bo te same motywy nami kierują, czyli chęć pouczania. Proponuję uczyć się od siebie nawzajem.
Alu, trenuj cierpliwość :) Przyda ci się jak przyjdzie ci uczyć w gimnazjum. Kształtuj cierpliwość, ale zawsze pozostań SOBĄ.
(25 kwietnia 2010 r., 12:21:17)
Właśnie nie wiem gdzie się mój małżonek podziewa :P
Być może jest na jakiejś męskiej wyprawie z kumplami :P
A tak poważnie: rozumiem to doskonale. Niektórzy już chyba zapomnieli jak to jest być w szkole i męczyć się z nudnymi uczycielami. Bo nauczycielem nazwać takiego belfra ciężko, bo z takimi ludźmi ciężko wytrzymać, a co dopiero zmusić się do nauki. Także nie przejmuj się i rób to, co kochasz - ucz całym sercem, z pasją i jajami. Nie boisz się krytyki, więc dasz sobie radę z gronem zawistnych złośliwców - spokojnie ;)
(25 kwietnia 2010 r., 10:49:22)
Dzięki yeppy, że chociaż Ty rozumiesz:) I dobrze, że choć Ty zostałaś, bo coraz mniej nas-weteranów GW. Gdzie się w ogóle podział Jocer?? Tęskno mi za jego ciętą ripostą:)
(25 kwietnia 2010 r., 09:41:12)
Matrioszka - dziękuję :)

Jadziohał: co do pUki pÓki - masz rację. Dysortograficzny i już. Nie ma co się tłumaczyć literówką. Wolałabym jednak, żeby moje byłe nauczycielki od polskiego (a nie miałam żadnej z pasją) zapytały się na forum klasy, jak się pisze dane słowo, niż miałyby być mistrzyniami ortografii i zabijać nas nudą - tak, jak to robiły. Alunia ma jaja i taki powinien być każdy nauczyciel, bo żeby mieć posłuch i szacunek - nie trzeba znać jedynie ortografii.
PS. nie tyle literackie, co takie typowo moje, więc ani to z fizyką nie miało nic wspólnego, ani literackie nie było :P nie jestem w żaden sposób zadufana w sobie, żeby tak to określić ;)

a teraz koniec kłótni (o... dobrze, że mi podkreśliło słowo, bo chciałam napisać przez 'u' :P) :)
(25 kwietnia 2010 r., 01:55:41)
matrioszka: odwieczna wojna młodości z doświadczeniem :), by nie powiedzieć starością :), najlepsze wypośrodkowanie :). Chociaż gdyby nie młodość świat stałby w miejscy, a gdyby nie starość już dawno uległby zagładzie :).
(25 kwietnia 2010 r., 00:22:42)
depech: ja to odbieram jako drwinę, ale nie traktuję tego jako największej obelgi na świecie. No, my młodzi tak mamy :) chcemy się wykazać, a ktoś nas sprowadza do parteru, ech... Ale my Wam pokażemy, ha! ;)
(25 kwietnia 2010 r., 00:15:26)
matrioszka: drwiń? Widziałem tutaj gorsze komentarze i nie nazywane były drwinami. Jadzio słusznie wypunktował błędy, podszedł do sprawy w sposób konstruktywny, podając nawet przykłady :). Myślę, że za bardzo bierzecie to do siebie, Wy młodzi :).
(24 kwietnia 2010 r., 23:52:34)
depech: nie dodaję sobie ani nie ujmuję nauczycielom z długim stażem doświadczenia. Po prostu piszę, że uprawnienia, owszem, mamy, więc nie rozumiem, dlaczego ma być to powodem do drwin. Ot, po prostu ;)
yeppy, dla Ciebie specjalnie - przestaję się burzyć, o ;) no, ale czasem trzeba, tak zdrowo.
(24 kwietnia 2010 r., 19:24:25)
zamiast "ó" nie jest literówką, ponieważ te klawisze nie leżą w swoim bezpośrednim sąsiedztwie, a dodatkowo drugi z nich ("ó") wymaga naciśnięcia dwóch klawiszy... różnie bym to nazwał, ale nie literówką.
PS... po helu ma się śmieszny głos :)... a sam balonik nie kończy z powodu zbyt wysokiej temperatury, tylko z powodu różnicy ciśnień. Rozumiem, że to takie "poetyckie" porównanie było :)
(24 kwietnia 2010 r., 19:19:53)
Ja tam Marii nie stróżuję... wpis Aluni widziałem na stronie głównej i zaintrygowało mnie to. Czytam, myślę i piszę, co myślę. Przypomniał mi się fragment programu Kazimiery Szczuki, "Najsłabsze ogniwo". Była tam nauczycielka akademicka, która otrzymała pytanie: "W jakim kraju leży Madryt?". Odpowiedziała: "Włochy". Komentarz Szczuki mówił, że współczuje jej studentom. Ja w jakimś sensie współczuję uczniom Aluni. Z resztą nie tylko jej. Sytuacja jest taka, że jak polonista Alunia zrobi błąd ortograficzny to może to nazwać literówką. Jednak kiedy uczeń napisze na dyktandzie lub w wypracowaniu "puki", to się nie wytłumaczy, że literówka. Maria też pisze o tym - o nauczycielach, którzy ściągają, nie słuchają itp., jednocześnie wymagając tego od uczniów na swoich zajęciach. Jest wiele artykułów, które mnie interesują, a faktem jest, że przy artykułach Marii pojawiają się ciekawe wątki, więc sobie to przeglądam. Ani ja jej stróż, ani tatuś. Na marginesie wspomnę, że napisanie "u" zamiast
(24 kwietnia 2010 r., 18:10:49)
Póki było oczywiście literówką...każdemu się zdarza, szczególnie przy szybkim wystawianiu komentarza. Nie uważam się zresztą za nieomylną. Ja również uważam swój młody wiek w nauczaniu za zaletę. Nie brakuje mi energii do wprowadzania innych, ciekawszych od tradycyjnych rozwiązań. Uczę w podstawówce i wiedzcie, że tam dużo bardziej liczy sie inteligencja emocjonalna niż merytoryczne przygotowanie, bo żeby szkrabom coś wytłumaczyć, trzeba się nieźle naprodukować.
(24 kwietnia 2010 r., 18:09:48)
Nie wiem po co takie obruszenie słowami Jadzio. Nie oszukujmy się, mając 22 lata nie ma się zbyt dużego doświadczenia nie ujmując zaangażowania i zdolności. Nie odnosi się to do pedagogów jedynie, a do wszystkich zawodów. Czas i uczniowie zweryfikują każdy licencjat i magistrat. Do zawodu pedagoga trzeba mieć to coś, nazywa się to powołaniem, mało jest takich nauczycieli, oby Alunia taka była. Jeśli nie będzie, to lepiej żeby nie uczyła, bo szkoda tylko uczniów będzie.
(24 kwietnia 2010 r., 17:39:15)
Felieton o lesbijkach był świetny.
O gustach jednak się nie dyskutuje.
Był napisany bardzo dobrym językiem, więc nie ma czego się przyczepić.

Taka stronniczość jest obrzydliwa. Maria to silna babka, więc poradzi sobie bez bezsensownego stróżowania ;)

Matrioszka - nie burz się. Nie każdy jest tego wart. Niektórzy robią to chyba specjalnie, żeby się tym napawać. No i smacznego.
A Ty, Kochana, uspokój się, bo nerwy nic nie zmienią.
Zawsze znajdą się ludzie, którym wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy, a myśl o tym, że są najlepsi unosi ich w powietrzu niczym balonik z helem.
Nie ma sensu takich przebijać, bo pośmiejesz się jedynie przez krótką chwilę.
Niech sobie lecą w górę, aż spali ich Słońce. Amen.
(24 kwietnia 2010 r., 17:26:06)
Jadziohal, a to przepraszam, uprawnienia pedagogiczne klasyfikuje się według wieku uprawnionego? Wypraszam sobie. Mam (jeszcze, szczęśliwie) 22 lata, ukończyłam studia nauczycielskie, a naukę obecnie kontynuuję na studiach magisterskich. Mogę iść i uczyć tak, jak zrobiło to kilka moich rówieśników. Nie rozumiem, w czym jesteśmy gorsi? Uważam wręcz, że my, jako nauczyciele początkujący, mamy więcej chęci i energii niż ci, którzy uczą latami. Oczywiście, że generalizuję, ale tak to się właśnie prezentuje. Ponadto, bazując na opinii uczniów, z którymi miałam przyjemność pracować przez wszystkie swoje praktyki stwierdzam, że oni również lepiej czują się na lekcji z nauczycielem, który zaczyna - bo lekcje są ciekawsze, bardziej żywiołowe i na dłużej pozostają w ich pamięci.
Oburzyłam się!
(24 kwietnia 2010 r., 16:39:54)
Wow... 22 lata i uprawnienia... pewnie jeszcze z dużą praktyką. Dobrze, że ci, którzy ci je dali nie czytali twoich artykułów jak ten o lesbijkach :)
A tak przy okazji... skoro "jesteś nauczycielem", to zapytam: jakiego przedmiotu?
(24 kwietnia 2010 r., 15:50:44)
Dzięki.
Zazdroszczę ci nadziei, ja ją dawno straciłam. Nie spotkałam jeszcze szkoły (podstawowej lub gimnazjum) przyjaznej uczniowi. Rozmawiałam kiedyś z prof. Kozłowskim (może go znasz). Opowiadał mi jak kiedyś będąc jeszcze kierownikiem domu poprawczego, wyjechał sam ze swoimi podopiecznymi w góry. Wyjechał z nimi sam. On i kilkudziesięciu chłopaków, mających na koncie przemoc, kradzieże i gwałty. Wyobraź sobie, że tak jak z nimi wyjechał, tak i z nimi wrócił. Żaden nie uciekł, jak to później określili: z szacunku do wychowawcy. Ja chylę czoła przed takim pedagogiem.
(24 kwietnia 2010 r., 15:27:39)
Tak mam 22 lata, co oznacza, że mam już za sobą studia licencjackie i uprawnienia do nauczania w szkole podstawowej i gimnazjum. Oczywiście poza pracą nadal kształcę się na studiach uzupełniających. Rzeczywiście system jest chory, ale nie generalizujmy. Szkoła szkole nie równa, tak jak nauczyciel nauczycielowi...niestety. Puki co niezły tekst:)
(24 kwietnia 2010 r., 13:16:38)
Już jesteś pedagogiem? Jak się nie mylę, masz dopiero 22 lata?
Dlaczego zostałam nauczycielką?
Należę do niepokornych idealistek, które myślą że coś zmienią. Oczywiście szkoły takich ludzi jak ja nie potrzebują a ja nie potrafię dopasować się do tego chorego systemu.
(24 kwietnia 2010 r., 10:17:06)
Ja mam pytanie??? Tak z ciekawości, bo tez jestem pedagogiem...czemu Ty zostałaś nauczycielka??
(23 kwietnia 2010 r., 23:35:53)
Ja też.
(23 kwietnia 2010 r., 23:12:39)
Co do wysyłania na studia nauczycielskie dzieci - miałam kiedyś nauczycielkę, która skończyła studia pedagogiczne bo rodzice byli nauczycielami i tatuś tak chciał. Ciągle powtarzała nam,że bycie nauczycielem nie jest fajne i żebyśmy nigdy nie szli na studia pedagogiczne. Można sobie wyobrazić jak wyglądały lekcje z nią...Niestety przedmiot, który prowadziła był to język obowiązkowy, tak więc kilka godzin tygodniowo.
Co do polskiego szkolnictwa - jest w nim tyle do naprawienia, że ja już zaczynam wątpić w lepsze czasy..
(23 kwietnia 2010 r., 12:45:44)
Czy aby jednak słusznie? - trochę nie po polskiemu, kolokwializm.
1 - 25 z 25 komentarzy
Zarejestrowany od:
Ostatnio zalogowany:
Suma punktów:
10 kwietnia 2010 r.
19 lutego 2012 r.
2804
Zarejestruj się i na łamach serwisu, tworzonego przez grupę ludzi, którzy dociekają, poznają oraz starają się zrozumieć, a ponadto pragną podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, zamieszczaj artykuly na każdy temat:
Gazeta Wirtualna to kanał informacyjny, który nie opowiada się za żadną opcją polityczną, nie liczy zysków i strat z tytułu rozpowszechniania narzuconych treści.
Może stać się największym w Polsce serwisem informacyjnym. Jednak wyłącznie dzięki aktywności użytkowników, którzy dodają, oceniają i komentują nawzajem swoje artykuły.
Najnowsze artykuły
Inne z regionu Polska