Dodano: 04 listopada 2009 r., 16:25:17
Ostatnia aktualizacja: 04 listopada 2009 r., 16:25:17
Ranking W(M)ORD-owskich dziwactw
Prawo jazdy zapewnia komunikacyjną niezależność i daje poczucie swobody. Jest niezbędnym warunkiem zdobycia pracy w wielu branżach. O tym, że nie jest łatwo je zdobyć, wiedzą wszyscy. Ale nie każdy słyszał, że w niektórych przypadkach egzaminy prowadzone są w sposób dziwaczny, straszny lub przynajmniej niepokojący...
Oto ciekawe historie związane ze zdawaniem “prawka”.
1. W maju tego roku w Rzeszowie kobieta zdająca prawo jazdy dostała… mandat i punkty karne. Gdy kazano jej w ramach egzaminu nagle zahamować, wykonała polecenie, w efekcie czego w tył pojazdu uderzył jadący za nią samochód. Egzaminator stwierdził, że to wina kobiety, i wezwał policję, która miała pretensje tylko do niej, a nie do kierowcy jadącego z tyłu, który ewidentnie nie zachował bezpiecznej odległości.
2. Również 2009, luty. Egzaminator już na wstępie, przed uruchomieniem samochodu informuje zdającą, że nie potrafi jeździć i nie zda. Następnie wyłącza ogrzewanie tylnej szyby, która szybko zachodzi parą. Komentuje jazdę kursantki: “Pani kompletnie nie myśli. Głupkowato pani wjeżdża na pas. Żadnej logiki w tym nie ma. To głupota”. Ona jednak jedzie całkiem dobrze - egzaminator nie ma pretekstu, by ją oblać. Każe jej przejechać przez rondo na wprost, mimo że zjechać można tylko w prawo lub w lewo. Oblewa tuż przed końcem egzaminu - za (rzekome) wymuszenie pierwszeństwa. Krótko podsumowuje zdającą: “To za głupotę spotkała panią kara”. Kobieta składa skargę. Efekt: brak jakiejkolwiek kary dla egzaminatora, ale jednoczesne unieważnienie egzaminu i zwrot pieniędzy.
3. Po raz trzeci rok 2009. Koszalin. Zdający zbliża się do skrzyżowania, tuż za nim jedzie kolejny samochód. Następuje zmiana sygnalizacji świetlnej; gaśnie zielone, zapala się żółte. Kursant nie zwalnia, obawiając się że wjedzie w niego podążający za nim kierowca. Egzaminator stwierdza, że nie ma zagrożenia, a mężczyzna popełnił błąd - i nagle gwałtownie hamuje. Podobnie jak w przypadku numer jeden, manewr kończy się zderzeniem z jadącym z tyłu samochodem. Tym razem jest nawet gorzej - kursant doznaje uszkodzenia kręgosłupa. Skarga na egzaminatora wpłynęła w przeciągu kilku dni, jednak o tym, jak skończyła się sprawa, gazety nie poinformowały.
4. Warszawa, rok 2006. Kursantka oblewa egzamin w trakcie jazdy po mieście, egzaminator siada za kierownicą. Podczas powrotu do WORD-u policja zatrzymuje go do rutynowej kontroli. Okazuje się, że mężczyzna jechał bez zapiętych pasów bezpieczeństwa, a na dodatek bez prawa jazdy, dowodu rejestracyjnego ani odcinka OC. Wytłumaczenie? “Podczas egzaminu pasy nie są potrzebne*, a dokumenty są w kurtce, która została w ośrodku ze względu na zmienną pogodę”.
5. Warszawa, 2008. W Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego, tuż przy kasie - czyli w miejscu, które musi odwiedzić każdy zdający - pojawiła się kartka z interesującymi “instrukcjami”. Kierownictwo WORD-u najwyraźniej doszło do wniosku, że uprzejme porady wszystkim ułatwią życie. Jakie to porady? “Nie zadawaj pytań, nie proś o długopis, nie podchodź bez drobnych”. Miło, przyjemnie i bardzo w WORD-owskim stylu.
Zdobycie prawa jazdy nie jest łatwe - i słusznie, ponieważ kierowanie pojazdem to wielka odpowiedzialność. Ale nie jest też ani trochę przyjemne, choć odrobina uprzejmości i ludzkiego traktowania nikomu by nie zaszkodziła, prawda?
* przypominamy, że egzamin zakończył się jeszcze przed tym, jak egzaminator siadł za kierownicą.