Dodano: 08 listopada 2011 r., 12:35:18
Ostatnia aktualizacja: 08 listopada 2011 r., 12:35:18
Redshift - „Ether”
Brytyjski zespół, którego twórczość trudno sklasyfikować jednoznacznie. Intrygująca mieszanka rocka, muzyki elektronicznej (w "berlińskiej" odmianie) i ambientu
Kwartet Redshift został stworzony przez Marka Shreeve’a (artysty znanego el-fanom z solowych dokonań) w 1996. W skład grupy, oprócz założyciela, wchodzą jeszcze: jego brat - Julian Shreeve, James Goddard i Rob Jenkins. Zespół bazuje na brzmieniach opartych na wzorcach muzyki elektronicznej lat siedemdziesiątych (używa rzadkich dziś instrumentów m.in. Moog’a 3C) ze sporą dawką nowoczesnych „dodatków”. Powoduje to, że trudno zakwalifikować twórczość Redshift do współczesnych muzycznych szufladek (i bardzo dobrze). W kompozycjach tej grupy odkryjemy więc trochę ambientu, trochę z mrocznej atmosfery kosmosu, trochę minimal music i oczywiście niezapomniane sekwencerowo - gitarowe brzmienia rocka elektronicznego. „Ether” to druga pozycja w dorobku zespołu.
Na krążku znajdują się cztery utwory. Dwa z nich (pierwszy i ostatni) to zapis z koncertu w Jodrell Bank Planetarium z 1996. Pozostałe to nagrania studyjne. Otwierająca „A Midnight Clear”, rozbudowana na wzór „szkoły berlińskiej” kompozycja, stopniowo wprowadza w mroczny dźwiękowy krajobraz. Po pewnym czasie pojawia się „natarczywy” rytm sekwencerowy i przyśpieszenie - „berliński” klimat jak na wyciągnięcie dłoni. Rytm jeszcze bardziej przyśpiesza w studyjnym nagraniu „Bombers in the Desert”, które zaczyna się dość niepozornie, by uderzyć z iście „rockową” (choć to „tylko” elektronika) siłą. Po takiej pokaźnej dawce adrenaliny następuje uspokojenie w postaci „Static” o wyraźnie ambientowym charakterze. Płytkę zamyka „Ether” - klasyczny rock elektroniczny. Wszechobecne sekwencery i charakterystyczna gitarowa końcówka na długo pozostają w pamięci.
Co można powiedzieć tytułem podsumowania? Słuchajmy do znudzenia. Miłośnicy muzyki elektronicznej w klasycznym, nie pozbawionym jednak nowoczesności, wydaniu nieprędko odstawią opisywaną płytę na półkę.
Komentarz autora:
recenzja została napisana w 1996