Dodano: 09 czerwca 2010 r., 09:52:07
Ostatnia aktualizacja: 09 czerwca 2010 r., 09:52:07
Sex, drugs & Mickiewicz
Ostatnia „słoneczna” afera gimnazjalna pokazuje jak potrzebna jest edukacja seksualna w szkołach, ale również to, że należy zastanowić się ogólnie nad seksualnością w życiu nastolatków.
Według ostatnich badań przeprowadzonych przez TNS OBOP (wrzesień 2009) 73% badanych opowiedziało się za wychowaniem seksualnym w szkole. Potrzebę wprowadzenia zajęć tego typu widzą najczęściej osoby w wieku 20-39 lat. Przeciw było 14% ankietowanych. Negatywnie na zadane pytanie odpowiedzieli najstarsi respondenci (powyżej 65 roku życia) oraz – co dziwi – najmłodsi (15-19 lat). Dlaczego?
Lekcje „seksu”
Może odpowiedzią jest poziom zajęć z wychowania do życia w rodzinie, które szeroko opisywała swojego czasu „Gazeta Wyborcza”. Błędy nauczycieli łączą się z ich niewiedzą, przekonaniem o braku potrzeby prowadzenia zajęć, wreszcie – brakiem odpowiedniego przeszkolenia w kierunku prowadzenia lekcji o „seksie”. Młodzi ludzie, którzy do spraw seksualności podchodzą wstydliwie, zazwyczaj ukrywają prawdziwe emocje pod płaszczykiem niesmacznych żartów. W ich towarzystwie trudno prowadzić poważną rozmowę.
Szkoła życia
O sprawach seksualności młodzieży przypominamy sobie zazwyczaj wówczas, kiedy dochodzi do tragedii. A sytuacji „wyjątkowych” jest coraz więcej. Wystarczy przypomnieć tu historię licealistki z Trzcianki, o której media „krzyczały” pod koniec kwietnia. Dziewczyna ukrywała swoje martwe dziecko w szkolnej szafce. Siedemnastolatka przenosiła zwłoki córki z domu do szkoły i z powrotem do domu przez tydzień po porodzie. Kontrowersje wzbudza również sytuacja z jednego z gimnazjów, w którym zabawa w „gwiazdę” („słoneczko”) doprowadziła do ciąż pięciu nastolatek. Równie tragiczną sytuację ujawniono w marcu, kiedy trzynastolatka urodziła dziecko w toalecie jednej ze szkół na Pomorzu. Okazało się, że utrzymywała dotąd stosunki seksualne z czterema partnerami.
Niemłoda młodzież
„Maszyna” wytwarzająca dzieciństwo, której złudzeniu ulegliśmy, a która została „wymyślona” na potrzeby rozwoju społeczeństwa, przestała działać. Musimy się chyba pogodzić z tym, że Rousseau’wskie „dobre dziecko” nie istnieje. Coraz trudniej poradzić sobie z młodzieżą, którą jeszcze uważamy za zbyt młodą aby informować ją o sprawach „dorosłych”, ale już intuicyjnie wiemy, że o niektórych sprawach wie więcej niż my. Próba odpowiedzi na „potrzeby” najmłodszych – więc stworzenie punktów wydawania prezerwatyw w Wielkiej Brytanii, a również ich produkcja w rozmiarze XXS nie uderza, jak się wydaje, w sedno problemu. Raczej odbija się od niego rykoszetem.
Lekcje z pieprzykiem
Wyjściem z trudnej sytuacji wydaje się zmiana szkolnego dyskursu. Seksualność, która dotąd zajmował sferę tabu, powinna zaistnieć jako temat nie tylko na lekcjach biologii, ale również wszędzie tam, gdzie odczuwa się jej brak, chociażby na lekcjach języka polskiego. Paradoksem jest sytuacja, w której polonistka nie potrafi wyjaśnić zagadnienia związanego z psychoanalizą Freuda, twierdząc, że jest to wymysł dotykający sprawy seksu, więc takiej, której na język polskim się “nie omawia”. Pozbawianie „Cudzoziemki” Kuncewiczowej elementu seksualności i właśnie psychoanalizy jest również częstym błędem, który zaciemnia interpretację. Innym przykładem są dzieła młodopolskich poetów. Leśmian i Tetmajer tworzyli wszak erotyki, których lekcyjne lektury kończą się na żmudnym szukaniu epitetów. Młodzież zazwyczaj nie ma pojęcia, że analizowany tekst opowiada o „emocjach”.
Ten sam problem dotyka literatury romantycznej. Byron i Keats, Mickiewicz i Słowacki byli wszak ludźmi, a nie – posługując się frazą Janion – romantycznymi „upiorami” , nakierowanymi na myśl narodowowyzwoleńczą czy – w polskiej wersji – mesjanistyczną. Polski szkolny romantyzm to płacz nad zgliszczami porozbiorowej Rzeczypospolitej, nad męczeństwem ofiar powstań i – niech im ziemia lekką będzie – nad wyobcowanymi wieszczami, których każe się podziwiać za ich niezrozumiały „bełkot” (autentyczne określenie użyte podczas lekcji języka polskiego przez ucznia II klasy liceum). A przecież romantyzm to też zabawne „Sonety odeskie” Mickiewicza, które – miejscami frywolnie – pokazują kunszt wieszcza z trochę innej perspektywy. Romantyzm to też jędrny i zacięty, ironiczny „Beniowski”…
Tymczasem…
Ostatni dzwonek
Tymczasem w szkołach temat „seksu”, więc też emocjonalności z nim związanej jest przemilczany. Oczywiście, otwarcie dyskusji na temat seksualności przypomina otwieranie „puszki Pandory”. Jednak oczyszczenie atmosfery i zbadanie „niezbadanego” wydaje się tyle ważne, o ile – konieczne.