Dodano: 18 kwietnia 2010 r., 20:59:58
Ostatnia aktualizacja: 19 kwietnia 2010 r., 01:58:57
Słowo na niedzielę
Z sondaży przeprowadzonych przez CBOS 12 października 2009, wynikało, że aż 61 proc. Polaków negatywnie oceniało działalność prezydenta Lecha Kaczyńskiego; natomiast tylko 27 proc. ankietowanych miało o jego aktywności zdanie pozytywne.
Wydarzenia ostatniego tygodnia stworzyły dobry grunt pod rozmowę o kondycji polskiego społeczeństwa. 10 kwietnia kilkadziesiąt istnień opuściło ziemski padół. Na nieszczęście byli to ludzie znani i… lubiani? Na pewno lubiani, wręcz ubóstwiani ale... po śmierci. Zastanawiam się, skąd taki nagły przypływ sympatii. Czy to jakiś nagły, narodowy wyrzut sumienia, czy to tylko nasza pospolita, polska skłonność do cierpienia. Tak już nauczyliśmy się być uciemiężani, że kiedy nam tego zaczyna brakować, to robimy się leniwi, jałowi i malkontentni. Jeszcze do piątku dziewiątego kwietnia Prezydent był wyśmiewany, liczono dni do końca kadencji, a w sobotę dziesiątego kwietnia, stał się Mężem Stanu. Mały - wielki człowiek, Napoleon. Wspaniały polityk, mąż, człowiek i katolik. Wyniesienie „na ołtarze” nie ominęło także jego żony, wzoru kobiecości, delikatności i prostego wdzięku. Który wizerunek jest prawdziwy?
„Z Bazyliki Mariackiej ruszył kondukt żałobny”, „Tłumy na Rynku Głównym”, „Kraków: cisza pielgrzymów na ulicy Smoleńsk”. To nagłówki dzisiejszej prasy internetowej.
„Tylko małżeństwo zawarte przed Bogiem może być takie trwałe i szlachetne” - podkreślono dobitnie w trakcie trwania uroczystości.
„dla mnie najbardziej urzekająca jest ta para starzejących się razem od 37 lat zakochanych w sobie, wspomagających się w każdej sytuacji Państwa Kaczyńskich. I tak pójdą przez wieczność trzymając się za ręce, uśmiechnięci, nachyleni ku sobie” – mówi tzw. anonimowa komentatorka.
„Całe jego życie było drogą do Katynia” – tak w skrócie określono życiorys naszego Prezydenta.
A jeszcze nie tak dawno…
No właśnie, nie tak dawno Prezydent był tylko dobrym materiałem do skeczów i kabaretów. Przecież nie zawsze był bohaterem. Jego polityka również pozostawiała dużo do życzenia. Był człowiekiem, omylnym jak każdy, a jego decyzje często budziły kontrowersje. Jedna z nich, dotyczyła Generał David Petraeus, szefa amerykańskiego Dowództwa Centralnego - CENTCOM.
Dostał on od polskiego Prezydenta Krzyż Komandorski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Człowiek zwany przez niektórych „profesorem wojny”, który po trupach i bezkompromisowo dąży do prezydentury, został wyróżniony przez naszego Prezydenta.
Osobiście Lech Kaczyński jest mi obcy, tak samo zresztą jak większość osób, która z nim zginęła. Powód jest prosty, polityka nigdy mnie nie interesowała. Nie podobało mi się, że podtrzymał politykę zagraniczną prowadzoną przez swego poprzednika, w zakresie utrzymywania wojskowej misji stabilizacyjno-szkoleniowej na terenie Iraku, narażając tym samym wielu młodych żołnierzy. Nie podobało mi się również zaangażowanie militarne Polski w konflikt w Afganistanie. Wiele razy człowiek ten dawał swoim zachowaniem wyraz braku kultury i ogłady należnej politykowi sprawującemu tak wysoką funkcję w państwie. Pamiętamy wszyscy historyczne już „Panie, spieprzaj Pan! Spieprzaj, dziadu!”. Hasło szybko zrobiło karierę - było chętnie podchwytywane podczas Parad Równości, w sprzedaży pojawiły się gadżety z takim napisem. Nawet przeciwnicy prezydenta Kaczyńskiego chętnie podchwycili jego słowa jaki swoistego grypsu. Zdanie to pojawiło się w jednym z odcinków serialu "Włatcy móch", trafiły do polskiej wersji gry komputerowej "Wiedźmin". Przedostało się nawet, o zgrozo, do polskich wersji filmów animowanych "Sezon na misia" i "Simpsonowie: Wersja kinowa". Słowa te można też usłyszeć w polskiej wersji filmu "Asterix na Olimpiadzie".
Naśladowcą naszego bohaterskiego Polaka stał się nawet prezydent Francji Nicolas Sarkozy, który zwrócił się do mężczyzny odmawiającego podania mu ręki, słowami: "Spadaj, pieprzony debilu!".
Dzisiaj nie mówi się o tych niechlubnych wpadkach, których więcej wymieniać nie będę, bo nie o krytykę Prezydenta mi chodzi. Dziwi mnie tylko gdy czytam:
„Prawda jest taka, że to media wykreowały wizerunek Lecha Kaczyńskiego jako osoby zaściankowej, niemedialnej, sprawującej urząd w sposób przynoszący wstyd naszemu krajowi. Cały naród uległ tej nagonce. Ja widziałem w Panu Prezydencie osobę godną miana prawdziwego patrioty”.
Ja się pytam: DLACZEGO?!
Dlaczego zapominać o faktach? W imię czego koloryzować i zrzucać winę na media i gazety? To tylko dzieci złapane na gorącym uczynku, szukają winnych, kryjąc rumieniec i własne zakłopotanie. Czyżby owe 61% ankietowanych, o których jest mowa w nagłówku, zostało właśnie złapanych na gorącym uczynku?
Polsko, Chrystusem narodów jesteś! Przez cały niemalże tydzień Polacy zdają się żyć tylko tymi słowami. Cierpią, płaczą i lamentują. Zakrawa to na jakiś hipochondryzm narodowy. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie to forma przerośnie treść całej tej tragedii. Należy uważać, bo gdy forma przerasta treść, wówczas niedaleko jest jej do kiczu.