Dodano: 20 maja 2009 r., 00:19:20
Ostatnia aktualizacja: 20 maja 2009 r., 01:21:36
Sprytny PR czyli jak kłamią w Internecie
Internet staje się dominującym medium. Coraz więcej osób z niego korzysta, ponieważ ma on tę przewagę nad telewizorem, że można w każdej chwili poszukać informacji o interesującej nas rzeczy. Jednak Stanisław Lem, który przyznawał się do wymyślenia tego medium na wiele lat zanim stało się ono tak popularne w Polsce i na świecie dostrzegał jego poważne mankamenty. W szczególności chodziło o kłamstwo. I miał rację. Dzisiaj jest tak, że każdy może sobie napisać w Internecie co chce i jak chce i trudno z tym walczyć.
Teoretycznie jesteśmy w większości tego świadomi, ale praktyka wypada różnie. Sama kilka razy klikałam sobie nazwę jakiegoś produktu i natrafiłam na komentarze internautów na jego temat.
Ale po co to wszystko piszę? Otóż szukam pracy i natrafiłam na ofertę nieco osobliwą, ale dla mnie na pierwszy rzut oka interesującą. Zawód nazwany był: redaktor PR a praca polegać miała na pisaniu krótkich tekstów reklamowych. Firma nazywa się SmartPR (dla niewtajemniczonych to znaczy sprytny/inteligentny PR). Wysłałam aplikację. Dostałam odpowiedź, że mam się zgłosić w dane miejsce na drugi etap rekrutacji. Jednak, rzecz dziwna, zastrzeżono, żebym się pospieszyła z potwierdzeniem przybycia, ponieważ decyduje kolejność zgłoszeń. Miało się zgłosić kandydatów, że sala przeznaczona na 30 osób może ich wszystkich nie pomieścić.
Spotkanie odbyło się w niedzielę i miało trwać dwie godziny. Weszłam do pomieszczenia gdzie siedziało może pięć, siedem osób (kłamstwo nr 1), na rozpoczęcie „wykładu- szkolenia” czekaliśmy dobry kwadrans (kłamstwo nr 2). Po upływie tego czasu wszedł młody mężczyzna, który bez przywitania się z nami i przeproszenia za spóźnienie zaczął mówić. Używał współczesnej, okraszonej angielszczyzną nowomowy, której nienawidzę kalecząc przy okazji bez litości rodzimy język. Mówił, że założył firmę w lutym, że działa wyśmienicie, że praca jest łatwa, lekka i przyjemna a pracując dwie godziny dziennie można zarobić w miesiącu ponad 600 zł. Wystarczy tylko pisać krótkie reklamy na forach internetowych. Na forach internetowych? – zapytałam samą siebie. Chodzi o bezpośrednie dotarcie do klienta – zapewniał pan …
Ale spryt firmy nie polegał tylko na wymyśleniu tego sposobu zarobkowania. Nie chodzi bowiem o nachalne reklamowanie danego produktu. Najpierw trzeba zyskać zaufanie klienta. A jak to zrobić? Najpierw trzeba pisać neutralne posty, żeby się nie kapnęli kim się jest. Nie wytrzymałam: - chodzi o to, żeby się podszywać za użytkowników danego produktu? -Tak- bez zbytecznych ceremonii odparł nasz prelegent.
Warto wspomnieć przy tym, że chłopak nie patrzył się na nas, tylko ukradkiem z rzadka zerkał spod swojego laptopa- zdecydowanie unikał naszego kontaktu wzrokowego.
Ale to wszystko nie jest jeszcze najgorsze. Po prezentacji zaczęły się pytania. Myślałam, że ludzie będą oburzeni tym wykładem, że wyjdą, że coś powiedzą. Nic takiego! Oni zadawali pytania w stylu: czy kwota jest netto czy brutto. Załamałam ręce. Na koniec pan zapytał się kto chce podjąć współpracę i prawie wszyscy się zgłosili…
Nie mam nic przeciwko PR-owi, przeciwko reklamom, chociaż denerwuje mnie to, że gwałcą mnie przez oczy i uszy, że nie mogę oglądnąć sobie filmu i jeść kolacji nie obserwując przy tym płynu do toalet i podpasek tudzież środków na hemoroidy, co obserwowaliśmy już w Dniu Świra. Przypomniał mi się natychmiast Truman Show, gdzie żona w domu reklamuje płatki śniadaniowe a zdezorientowany mąż nie wie co się dzieje.
Sądzę, ze to niestety idzie w tym kierunku. Nie wiem czy to jest zgodne z prawem czy nie, ale dla mnie to jest po prostu obrzydliwe. Może niedługo firmy będą nam płaciły za to, żebyśmy oszukiwali swoją rodzinę i przyjaciół zachwalając produkt X, którego na oczy nie widzieliśmy i będziemy za to dostawać pieniądze. Smutno mi się robi. W każdym razie z wielką ostrożnością, jeśli w ogóle, będę czytała internetowe porady.