Dodano: 26 października 2009 r., 13:47:08
Ostatnia aktualizacja: 26 października 2009 r., 13:47:08
Startuje 64. sezon NBA!
Już jutro w nocy czasu polskiego, 27 października, odbędą się mecze inaugurujące 64. sezonu ligi NBA. Pierwszy gwizdek rozpoczynający rozgrywki będzie można usłyszeć w Portland, gdzie miejscowa drużyna Trail Blazers zmierzy się z Houston Rockets.
Zarwane noce, brak koncentracji w szkole i pracy oraz kawa, której ilości przestaje liczyć się na filiżanki, a zaczyna na wiadra - to właśnie oznacza dla polskiego fana koszykówki dziewięć miesięcy spędzone z ligą NBA. Jednak czego nie robi się dla tych kilku emocjonujących chwil, rozstrzygnięć spotkań w samych końcówkach, efektownych rzutów za trzy, niesamowitych bloków i przechwytów, wsadów wykonywanych "pod publiczkę" oraz legendarnego już okrzyku "Hej hej, tu NBA!", którym to kilkanaście lat temu raczył nas Włodzimierz Szaranowicz rozpoczynający transmisję spotkań zza oceanu jeszcze w telewizji publicznej. Liga NBA od tamtego czasu zmieniła się i to bardzo. Nie ma już Jordana, Stocktona i Barkley’a. Czynnie grających zawodników pamiętających jeszcze Dekadę Byków zliczyć można na palcach obu rąk: O’Neal, Iverson, Bryant, Finley... Jednak mimo zmiany warty, to nadal liga NBA jest tym koszykarskim rajem, do którego trafić pragnie każdy chłopak kozłujący pomarańczową piłkę.
A mogło być źle...
Liga startuje, jednak jeszcze kilka tygodni temu nie było to tak pewne, a wszystko przez nieporozumienie, jakie "wyrosło" pomiędzy władzami National Basketball Association a sędziami. Poszło jak zwykle o pieniądze. Dotychczasowa umowa pomiędzy organizatorem rozgrywek a organizacją zrzeszającą arbitrów wygasła 1 września br., a komisarz ligi, David Stern, w obliczu globalnego kryzysu postanowił poszukać oszczędności zaczynając od sędziów. Nowe warunki finansowe, jak nietrudno się domyślić, nie przypadły do gustu panom z gwizdkami. Zawieszenie rozgrywek wisiało dosłownie na włosku, jednak ostatecznie wszystko zakończyło się pomyślnie i podobna sytuacja jak w roku 1995 nie powtórzyła się (wówczas negocjacje trwały aż do grudnia, a "właściwych" arbitrów na parkietach wyręczali w obowiązkach tzw. sędziowie zastępczy, których umiejętności pozostawiały wiele do życzenia).
Co słychać u mistrzów?
Letnia przerwa w szeregach ubiegłorocznego mistrza - Los Angeles Lakers - upłynęła spokojnie. W zasadzie dokonano jednego spektakularnego transferu, którym było sprowadzenie do Miasta Aniołów Rona Artesta. Ten doświadczony obrońca będzie niezwykłym wzmocnieniem dla obwodu mistrzów, przez co podopieczni Phila Jacksona (trenera, który zdobywał tytuły z Chicago Bulls z Jordanem w składzie) stali się jeszcze silniejszą drużyną i ponownie murowanym faworytem do zdobycia pucharu. Pierwszy test obrońców tytułu odbędzie się już pierwszego dnia rozgrywek. Mistrzowie we własnej hali podejmą w derbowym pojedynku ekipę Los Angeles Clippers. Niespodzianki nie należy się spodziewać, chociaż rywal zza miedzy z pewnością nie odda skóry tanio i walczył będzie do samego końca. Dodatkowym impulsem będzie zapewne gra młodego Blake’a Griffina - zawodnika pozyskanego w wyniku tegorocznego draftu (nabór młodych zawodników do ligi, najczęściej z amerykańskich uniwersytetów) z numerem jeden. W przedsezonowym spotkaniu obu ekip, jakie odbyło się 18 października, Griffin zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Zdobywając 13 punktów oraz zaliczając 12 zbiórek i 3 asysty, był wyróżniającą się postacią na boisku. Nadmienić trzeba jednak, że jego drużyna przegrała 114:105, a Lakers korzystny rezultat osiągnęli bez dwóch podstawowych zawodników podkoszowych: Paula Gasola (mistrza Europy z tego roku) oraz Lamara Odoma.
W nocy z wtorku na środę odbędą się także dwa inne mecze: Cleveland Cavaliers (wzmocnieni Shaquillem O'Nealem) podejmą ekipę Boston Celtics, która wierzy, iż w tym sezonie odzyska mistrzowski tytuł oraz Dallas Mavericks - Washington Wizards.
"Polski Młot" da o sobie znać?
Fani znad Wisły ze szczególną uwagą śledzić będą oczywiście spotkania Orlando Magic. Wszystko ze względu na naszego rodzynka wśród najlepszych, czyli Marcina Gortata. Podkoszowy gracz z Polski po średnio udanych mistrzostwach Europy i zamieszaniu transferowym wokół jego osoby, ostatecznie znów wylądował na Florydzie, gdzie tak jak i w roku ubiegłym będzie jedynie zmiennikiem lidera Magic - Dwighta Howarda. Dużo mówi się jednak o tym, że "Polish Hammer" już w zimie zmieni klub. Wykupieniem kontraktu Gortata poważnie zainteresowani są włodarze Houston Rockets, którzy na gwałt potrzebują silnego i wysokiego gracza. Ewentualną możliwość gry w ekipie Rakiet daje Polakowi paskudna kontuzja stopy, jakiej nabawił się Yao Ming. Chińczyk już kilka tygodni temu ogłosił, iż z powodu urazu nie zagra do końca sezonu. Smaczku wszystkiemu dodaje jeszcze fakt, że Gortat w meczach przedsezonowych prezentował się naprawdę dobrze. Występując we wszystkich 7 meczach (jeden zaczynał w pierwszej piątce), przebywając na parkiecie po prawie 23 minuty, zaliczając średnio 8,1 pkt i 8 zbiórek, zasłużył na miano najlepszego rezerwowego drużyny z Orlando. Czy trener Van Gandy pozwoli odejść z drużyny tak mocnemu zmiennikowi? Na przełomie roku 2009/2010 wszystko będzie zapewne już jasne.
Liga NBA to jednak nie tylko Lakers i Magic. To także 28 innych drużyn, z których każda ma ambicje zajść jak najdalej i osiągnąć cel ostateczny, którym jest rzecz jasna mistrzostwo. Kandydatów do tego miana jest kilku. Kto zaprezentuje się najlepiej i wygra największą ilość z 82. spotkań sezonu zasadniczego, pokonując później wszystkich rywali w rozgrywkach play-off? Tego dowiemy się już w czerwcu 2010 roku, na kiedy zaplanowano finałowe spotkania. Jedno jest pewne - ten sezon zapowiada się wyjątkowo ciekawie.