Dodano: 06 lutego 2010 r., 19:16:19
Ostatnia aktualizacja: 06 lutego 2010 r., 19:16:19
Szli na Zachód osadnicy
Pojechali tam w poszukiwaniu odmiany. Ziemie Odzyskane kusiły pozostawionym przez uchodźców mieniem , a hasła nagłaśnianej propagandy nęciły i wabiły.
Co ich miało zatrzymać w tej mazowieckiej wiosce, która przeludniona i wyssana przez wieki eksploatacji, nie zapewniała godnego utrzymania dla wszystkich swoich mieszkańców?
Przed wojną kobiety pracowały we dworze, ale teraz, kiedy zabrakło dziedziców, a pałac przejęto na potrzeby kołchozu, zniknęła możliwość zatrudnienia.
Wszyscy w okolicy długo wspominali los właścicieli dworu. Pana i paniczów zastrzelili Niemcy za pomoc dla partyzantów, ale Panią łaskawie oszczędzono. Pozwolono jej cało opuścić posiadłość, a nawet zabrać z niej to, co dla niej najcenniejsze.
Wzięła tylko łyżkę, kubek i miseczkę. Do zdziwionych gestapowców , wskazując grób swoich bliskich, rzekła: „to, co najcenniejsze, tutaj spoczęło” . Odeszła i ślad po niej zaginął.
Kiedy Polska potrzebowała udowodnić Zachodowi, że jest w stanie zaludnić i zagospodarować opuszczone poniemieckie ziemie, a rzeczywistość ujawniła, że Kresy nie wyplują z siebie odpowiedniej liczby repatriantów, zaszła pilna potrzeba uzupełnień.
Powojenna nędza wsi polskich sprzyjała operatywnym „przesiedlaczom”. Wizja dobrobytu, roztaczana przed małorolnymi, często stłoczonymi nadmiernie w chałupach wiosek rozsianych gęsto na ziemiach: łódzkiej, częstochowskiej, kieleckiej, mazowieckiej i innych, skutecznie wspierała zamysły władz.

Mali osadnicy na tle poniemieckiego domu
Przesiedleńcom oferowano dach nad głową, ziemię i perspektywy, o których nawet marzyć nie śmiali w swoich rodzinnych stronach. Czy można dziwić się ich pragnieniom odmiany?
Zaludniane wioski zaczęły tętnić polskim życiem i tylko dziwny niepokój w sercach ludzi, jakiś nieokreślony smętek wędrował po zmysłach. Co dalej? Jak długo? Czy, aby na pewno jest sens inwestowania w gospodarstwa?

Na podwórzu
Wielu nie wytrzymywało tej presji i z przeświadczeniem, że „Niemiec tam wróci”, opuszczać zaczęli chaty z pruskiego muru. Mieli na szczęście dokąd wracać w odróżnieniu do Kresowian.
Koniec lat sześćdziesiątych sprowadził na „stare śmieci” i bohaterów opowieści. Osiedli tuż obok krewnych i z ulgą rozpoczęli nowe życie, wybierając wspólny z ziomkami los.
Pozostawiona na końcu świata wielka poniemiecka wioska z czasem skurczyła się i zmarniała.

Wieś dzisiaj
Dzisiaj jest zapomnianą kolonią, zamieszkałą przez potomków kresowych osadników.

Pozostała tylko czereśnia
Wędrując po okolicy, nie sposób nie zauważyć, że pomimo upływającego czasu, trudno jest nawet gruzowiska nazwać „naszymi”. Wszechobecna jest za to tajemnicza aura obcości…