Dodano: 23 maja 2010 r., 14:38:42
Ostatnia aktualizacja: 23 maja 2010 r., 14:38:42
Tolerancja audioreligijna
Jak się okazuje komentarze na blogu mogą być ciekawym tematem inspirującym do zastanowienia. Tak też się stało w moim przypadku. Tematem tym okazała się tolerancja. W pewnym momencie zostałem oskarżony czy raczej posądzony o nietolerancję wobec katolicyzmu czy chrześcijaństwa w ogóle. Dlaczego? Ponieważ pisałem coś przeciwnego myśli kościoła?
Mono…
Religie monoteistyczne są ze swojej natury totalistyczne. W każdej z nich istnieje bóg, któremu w pierwszej kolejności należy podporządkować siebie a potem wszystko i wszystkich dookoła. Sposoby czynienia tego na przestrzeni wieków się zmieniały od bardzo barbarzyńskich do nieco bardziej wysublimowanych - mniej krwawych lecz bardziej nachalnych. Dla przykładu katolicyzm prawdopodobnie pasowałby do łacińskiej sentencji, że kropla drąży skałę nie siłą upadku lecz częstością padania. Polska skała jest obecnie bardzo wydrążona, ale niestety pusta wewnątrz. Tym nie mniej „krople nawrócenia” ciągle padają i spotykają się z różnym odbiorem. Standardem jest, że w chwili kiedy ktoś przeciwstawia się katolicyzmowi jest posądzany o nietolerancję. Szkoda tylko, że brak jej samym katolikom. W chwili ataków stawiają siebie zawsze na pozycji poszkodowanych, ofiar, „sierotek Maryś”. Tak bardzo chcą się upodobnić do Jezusa, że sami siebie krzyżują, głośno przy tym krzycząc i zawodząc. Jednocześnie nie stronią od własnych kontrataków, których dla odmiany nie uważają za nietolerancję. Dla katolika bowiem nie jest nietolerancją wyrażanie się np. o religiach i filozofiach wschodu jako o sektach. Znany na całym świecie hinduizm, buddyzm, shintoizm czy taoizm praktycznie każdy katolik określi jako egzotyczną sektę. Nie wspominam już o poważnych nurtach New Age tj. teozofia. Generalnie wszystko inne od katolicyzmu zawsze jest postrzegane w mniejszym lub większym stopniu jako herezja i grzech. W sumie wszystko byłoby dobrze gdyby katolicy swoje opinie o „innych” trzymali we własnym gronie. Niestety „tolerancyjny” katolik nie ma najmniejszych oporów by stawać na forum i oskarżać ateistę czy buddystę o sekciarstwo, czy po porostu bycie grzesznikiem lub sługą szatana. Jest o tyle żenujące, że wygłaszane slogany kierowane są w stronę ludzi nie podzielających wizji świata wg kościoła. Przypomina to trochę ganienie przez księdza z ambony tych, którzy nie uczęszczają na mszę wygłaszane do tych, którzy przyszli. Całkowicie chybiony temat i odbiorcy.
Stereo…
Katolicka „tolerancja” ma bardzo szeroki krąg zainteresowań. Nie wystarczy jej sfera teologii i filozofii. Żywo interesuje się i ingeruje w sprawy kulturowe. W imię tolerancji przecież katolicy bojkotują książki o Harrym Potterze czy bajki o Pokemonach. Filmy, publikacje, audycje radiowe i telewizyjne zawsze przechodzą przez filtr katolickiej tolerancji. Jeśli znajdzie się w nich coś nie prawomyślnego podnoszony jest czerwony alarm: katolik robi z siebie poszkodowanego i kontratakuje oskarżeniami o współpracę z Szatanem czy Voldemortem. Według jego wersji to sławna pisarka czy w ogóle cała stacja telewizyjna jest antykatolicka.
Tak się niestety utarło, że antykatolicki ma być równoznaczny z antypolski. Zapewne przyczyna leży w 50-ciu latach okupacji sowieckiej. W tamtej epoce z powodów, o których pisałem w innym artykule na blogu, kościół kojarzył się z przyczółkiem polskości. Okupacja minęła a myślenie pozostało – z resztą skrzętnie wykorzystywane przez hierarchię. Gdyby nie kojarzenie, utożsamianie kościoła z Polską jego paniczne krzyki nie odbijałyby się takim echem. A tak mamy sytuację gdzie w polskiej szkole podstawowej nikt nie sprzeciwia się lekturze „Potopu” Sienkiewicza natomiast walnie się nie toleruje nieszczęsnego Pottera. Nikomu nie przeszkadza wyjątkowo dokładny i realistyczny opis sienkiewiczowskich tortur i „zabaw”, które dla co wrażliwszych dzieci mogą okazać się koszmarnym szokiem. Przeszkadza natomiast sformułowanie zaklęcia uśmiercającego na 666 stronie wydania książki pani Rowling.
Sugerowano mi, że jeden z moich tekstów zionie nienawiścią. Bynajmniej, działa tu chyba raczej ludowa mądrość „uderz pięścią w stół a nożyce się same odezwą”. Czasami katolicy oburzają się na pewne fakty, o których wcześniej nie mieli zielonego pojęcia. Do tej pory kościół ukazywany im był od ściany frontowej. No, co najwyżej papież po około 500 latach rehabilituje kilku spalonych na stosie i przyzna się do „pewnego” udziału w paleniu czarownic. Po takiej przerwie nikomu to już nie pomoże, a ludziom będzie się wydawało, że kościół nowego tysiąclecia jest otwarty, pokorny i szczery. Dlatego też wielu katolików niejako mechanicznie broni się oskarżaniem o nietolerancję. Bo tak ich nauczono, taki przykład dano.
Być może problematyka tej religii w ogóle by mnie nie interesowała, gdyby nie fakt, że chcąc nie chcąc muszę jej doświadczać. Oglądając telewizję, wysyłając dziecko do szkoły, chcąc zrobić zakupy w wybranym przez siebie sklepie. Kościół poprzez swoją nachalną propagandę „Bóg i tak cię kocha” wciska swoją doktrynę wszystkimi możliwymi drogami. Nie interesuje go obiektywna wolność człowieka. Wolność do tego, że się wierzy lub nie wierzy w boga. „Bóg i tak cie kocha” powie katolik. Nie interesuje go twoje zdanie. Zdanie boga chyba również, bo ktoś mówi za niego. Katolika nie interesuje stosunek Boga do jakiejś osoby. Tak wierzący człowiek wie lepiej – tak mu powiedziano i tak jest, nie trzeba sprawdzać. Powiedziano, że nie trzeba sprawdzać. Lepiej nie sprawdzać? Podano kilka sloganów, regułek i pogładzono po główce. Reszta jest nietolerancyjna. Bo myśli?
Dolby…
Z punktu widzenia logiki katolickiej pojęcie tolerancji w ogóle nie istnieje. Dlaczego? W tym sposobie myślenia (gdzie 1+1+1=1 tzw. „boskie równanie”), zgodnie z resztą z przesłaniem Jezusa dobro należy przyjmować a zło odrzucać. Gdzie tu miejsce na tolerancję? Nie ma stanu pomiędzy. „ Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi” (Mt 5:37). „Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust” (Ap 3:15-16). Dlatego w sumie nie powinna dziwić nietolerancyjna postawa katolicyzmu. Jednak dlaczego samemu nie będąc zobowiązanymi do tolerancji i nie stosując jej wymagają jej od innych? W mojej głowie nasuwają się dwie myśli: albo niech dalej będą nietolerancyjni ale spotykają adekwatną postawę innych; albo niech zaczną tolerować „innych” i oczekują równie partnerskiej postawy z zewnątrz. Druga wersja wydaje się mało prawdopodobna, a więc… ?